Gra w "Arsenał"

Submit to Facebook

Z Mikołajem Iwańskim i Rafałem Jakubowiczem rozmawiał Krystian Szadkowski oraz Michał Pośpiszył z „Praktyki Teoretycznej”

Praktyka Teoretyczna: Co Waszym zdaniem zdecydowało o, notabene bardzo nieprofesjonalnym względem obecnych pracowników „Arsenału”, kandydatów na jego dyrektora, członków jury i opinii publicznej, odwołaniu konkursu w jego początkowej formule i zmianie towarzyszących mu reguł? Czy zaprezentowany przez prezydenta Grobelnego plan NGOizacji „Arsenału”, biorąc pod uwagę muzofobię poznańskiego magistratu – by użyć określenia Milana Kundery –  był dla Was dużym zaskoczeniem?

 

Mikołaj Iwański: Ten konkurs był oczekiwany od dawna – nie była to kwestia miesięcy, ale lat. Poprzedni dyrektor był związany z Arsenałem od 1997 roku. Na jego zmianę czekano od dawna. Jednak konkurs rozpisano dopiero w maju tego roku, a całą procedurę zorganizowano w bardzo niechlujny sposób. Wszystko to wzbudziło nasze spore wątpliwości. Skład komisji był, dla przykładu, bardzo sztampowy – co przypominało nam konkursy z lat dziewięćdziesiątych. Ustawa nakazuje włączenie do komisji konkursowej przedstawicieli środowisk twórczych. W związku z tym dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa Robert Kaźmierczak poszedł po najmniejszej linii oporu i zaprosił przedstawicieli Polskiego Związku Artystów Plastyków i Polskiego Związku Artystów Fotografików – naszym zdaniem dwóch najbardziej skompromitowanych organizacji w środowisku artystycznym. Zaproszono jeszcze panią Martę Smolińską, która była wcześniej związana z „Arsenałem” jako członek rady programowej galerii.

Skoro komisja – której „spolegliwy” skład starałem się oprotestować w różnych tekstach – była przygotowana w tak nieciekawy sposób, nikt się już nie spodziewał, że konkurs może zostać odwołany. Uzasadnienie tej decyzji, zawierające informację o chęci ochrony środowisk organizacji pozarządowych, jest tak głupie, że trudno z nim dyskutować. Oczywiście wiadomo, że w całym tym zamieszaniu chodzi kompletnie o co innego. Na naszych oczach toczy się rozgrywka koterii polityczno-urzędniczych. W związku z tym urząd miasta – czy prezydent Grobelny – przedstawiają nam szereg uzasadnień zastępczych, które mają tak naprawdę odwrócić uwagę. Konkurs miał swego wyraźnego faworyta, a wszystko, co zostało powiedziane w jego trakcie i po, potwierdziło nasze najgorsze obawy odnośnie postępowania prezydenta i urzędników miejskich.

Rafał Jakubowicz: By odpowiedzieć na to pytanie, musiałbym zacząć od krótkiej oceny poprzedniego dyrektora. Po ocenzurowaniu przez Wojciecha Makowieckiego w 2002 roku mojej pracy pt. Arbeitsdisziplin nie chodziłem do „Arsenału” przez jedenaście lat. To smutne miejsce uosabiało wówczas dla mnie wszystko co najgorsze w funkcjonowaniu publicznej instytucji. Główną cechą Wojciecha Makowieckiego był usłużność i dyspozycyjność względem urzędników, co zresztą pozwoliło mu tak długo funkcjonować w roli dyrektora. Nie śledziłem programu tej galerii. Tym niemniej należy stanowczo przeciwstawić się NGOizacji „Arsenału”, który postrzegam po prostu jako zakład pracy. W tej perspektywie prywatyzacja Galerii Miejskiej bardzo przypomina prywatyzację innych zakładów pracy po 1989 roku. Proces ten zawsze prowadził do prekaryzacji pracowników, co oznacza pogorszenie ich pozycji bądź zwolnień.

Praktyka Teoretyczna: W sprawie „Arsenału” mamy do czynienia z ambiwalentną retoryką władz miejskich mówiących o zwiększaniu poziomu uspołecznienia galerii miejskiej poprzez oddanie jej we władanie organizacjom trzeciego sektora. Co złego widzicie w samym procesie NGOizacji instytucji publicznych?

Rafał Jakubowicz: Uważam, że powinien odbyć się po prostu transparentny na wszystkich etapach konkurs na dyrektora, rozstrzygnięty przez reprezentatywną dla środowiska komisję. W moim przekonaniu NGOizacja będzie sprzyjała w praktyce nie tylko prekaryzacji ale również dalszej festiwalizacji poznańskiej kultury. Działające w Poznaniu festiwale, które pochłaniają gigantyczny budżet, oceniam bardzo negatywnie – myślę tutaj głównie o Malcie oraz Transatlantyku. W ramach tego ostatniego kilka dni temu wystąpiła Yoko-Ono, która dostała od organizatorów nagrodę za działania na rzecz światowego pokoju. Jest to jeden z symptomów traktowania kultury jako sfery celebryckiej, co świetnie wpisuje się w politykę prezydenta Ryszarda Grobelnego - zamieszanego, notabene, w cenzurowanie mojej pracy – nie chcę tu wchodzić w szczegóły. Coraz bardziej powszechne zjawisko festiwalizacji, o którym pisał Mikołaj na łamach „Obiegu”, jest destrukcyjne dla kultury. Zamiast systematycznej pracy proponuje się incydentalny show. Warto przy tym zwrócić uwagę na powiązania władz samorządowych z producentami tych eventów. Prezydent Ryszard Grobelny jest członkiem Rady Narodowego Instytutu Audiowizualnego, którego dyrektorem jest Michał Merczyński – twórca i dyrektor Festiwalu Malta. Prezydent odpowiedzialny za sukcesywne niszczenie poznańskiej kultury jest członkiem rady tak poważnej instytucji! Nie znam motywacji Michała Merczyńskiego, natomiast nie trudno zauważyć, że Malta jest głównym beneficjentem miejskich dotacji. Swego czasu Tomasz Polak pisał o zblatowaniu poznańskich elit i ich gładkiej kulturze. Miał on, niestety, rację.

Mikołaj Iwański: Dyrektor wyłoniony w uczciwym i transparentnym konkursie ma zdecydowanie silniejszą pozycję niż organizacja pozarządowa wybrana do realizowania zadania publicznego. W zeszłym roku weszła w życie nowelizacja ustawy o funkcjonowaniu i organizowaniu instytucji kultury, wprowadzając bardzo dobre rozwiązanie jednego z problemów „Arsenału”. Chodzi o kadencyjność dyrektorów instytucji kultury. Samorządowcy mają z tym wielki problem, gdyż wcześniej dyrektorzy mianowani byli niemal dożywotnio. Ustawa pozwala też na zarządzanie instytucją kultury podmiotowi wyłonionemu w przetargu. Ponieważ w grę wchodzi tu prawo o zamówieniach publicznych, urzędy w wielu miastach bardzo się boją tego rozwiązania. Można je zastosować w szczególnych sytuacjach. Przykładem galeria Trafostacja Sztuki w Szczecinie, co skończyło się kompletną katastrofą i kompromitacją tej procedury.

Zastępca prezydenta Dariusz Jaworski wraz z dyrektorem Kaźmierczakiem proponują jeszcze dalej idące rozwiązanie – likwidację „Arsenału” i przekazanie jego zadań – głównie wystawiennictwa sztuki – fundacji czy NGO’sowi, który będzie wyłaniany w konkursie skrojonym na potrzeby i modłę magistratu. Odsunięty zostanie w ten sposób problem prawa o zamówieniach publicznych – nastąpi zatem pełna dowolność w kwestii tego typu konkursów! W komisji nie będzie trzeba uwzględniać obecności nikogo spośród tzw. środowisk artystycznych – wystarczy, że w jury zasiądzie trzech urzędników i konkurs będzie ważny. Dyrektor publicznej instytucji kultury posiada umocowanie ustawowe i ciężko jest go odwołać, ponieważ może się on odwoływać od takiej decyzji. NGO wyłoniony na podstawie procedury ustalanej przez urząd miasta jest kompletnie dyspozycyjny. Można rozwiązać z nią umowę pod byle pretekstem, np. nie przyjmując przedłożonego przez nią sprawozdania rocznego. Finansowanie „Arsenału” w ramach tego rozwiązania ma być zagwarantowane na mniej więcej tym samym poziomie, co teraz – to znaczy około 1,2 mln zł rocznie. To bardzo małe pieniądze jak na funkcjonowanie tej rangi instytucji kultury. Chodzi zatem o stworzenie sytuacji, w której kwestią wystawiennictwa sztuki współczesnej będzie zarządzał podmiot całkowicie lojalny wobec celów ustanawianych przez miasto. Jakich? Miasto nie jest w stanie uzyskiwać żadnych materialnych korzyści z tytułu funkcjonowania instytucji kultury. Może generować przy tej okazji jakieś korzyści wizerunkowe – np. organizując wielkie i medialne wydarzenia, w czasie których prezydent jako wielki mecenas kultury może przecinać wstęgę lub pozować do zdjęcia. Dokładnie do takiej logiki mają być dostosowane zadania instytucji kultury zarządzanej przez NGO.

Praktyka Teoretyczna: W jaki sposób zatem wyobrażalibyście sobie poprawne funkcjonowanie i cele publicznej instytucji kultury? Co w tak nakreślonych zadaniach utrudnia propozycja prezydenta Grobelnego i jego urzędników?

Rafał Jakubowicz: Podkreśliłbym kwestię, na którą w kontekście NGOizacji zwrócił już uwagę Mikołaj, czyli niebezpieczeństwo skoncentrowania się na organizowaniu wielkich wydarzeń, ów charakterystyczny dla festiwali model pracy od eventu do eventu, koniecznie z udziałem gwiazd, choćby nawet z lamusa. Tymczasem instytucja kultury powinna być płaszczyzną do krytycznego przepracowywania lokalnych problemów. Przykładem może być Centrum Sztuki Współczesnej Kronika w Bytomiu, które posiada bardzo zgrany zespół i podejmuje liczne działania na rzecz aktywizacji lokalnej społeczności. Miejska galeria powinna być przestrzenią debaty o kulturze w szerokim rozumieniu, inicjującą dyskusje również o problemach społecznych – w poznańskim przypadku m.in. o polityce mieszkaniowej i osiedlu kontenerowym czyli polityce ZKZL-u. Bez fajerwerków, za to z krytycznym namysłem.

Mikołaj Iwański: Trzeba sobie zdać sprawę, że wszystkie instytucje kultury w danym mieście, w tym publiczna galeria miejska, tworzą pewien ekosystem, przepracowując lokalne problemy, niekoniecznie rękami miejscowych twórców. Swoje miejsce posiadają w nim również galerie komercyjne, zajmujące się pokazywaniem sztuki w celach sprzedażowych jak i galerie prowadzone przez NGO. Przykład tych ostatnich to nieistniejąca już galeria „Pies”, w której element sprzedażowy uwidaczniał się z różną siłą, ale generalnie była to galeria alternatywna.

„Arsenał” ma stosunkowo słabą ofertę. Lukę, która w ten sposób się tworzy, wypełnia przede wszystkim Art Stations Foundation, pokazując czego w tym mieście brakuje, a co można byłoby realizować w galerii publicznej, gdyby „Arsenał” miał jasno sprecyzowaną i realizowaną konsekwentnie misję. Co więcej, w Poznaniu nie ma już dziś w ogóle mowy o stworzeniu centrum sztuki współczesnej, które działa w praktycznie każdym większym mieście.

 

Rafał Jakubowicz: Dla przykładu, we Wrocławiu, z którym ponoć „Miasto know-how” konkuruje, funkcjonują m.in. Muzeum Współczesne, Centrum Sztuki WRO, cztery oddziały Galerii BWA i Entropia. Poznań – pomimo silnego środowiska skupionego wokół uczelni artystycznej – jest pod tym względem ugorem. Galerie komercyjne, których generalnie nie jestem specjalnym entuzjastą, wyprowadzają się z miasta. Powstały one nie dlatego, że Poznań stworzył szczególnie przyjazną sztuce atmosferę, ale wręcz przeciwnie – jako efekt wieloletnich zaniedbań na tym polu, wskutek środowiskowego ciśnienia. Muzeum Narodowe nie ma właściwie nic do zaoferowania. Pawilon, czyli tzw. „Hincówka” (określenie pochodzi od nazwiska poprzednika Dariusza Jaworskiego – wiceprezydenta Sławomira Hinca), którym zarządza obecnie Estrada Poznańska stoi i niszczeje. Z kolei Art Stations to po prostu dodatek do galerii handlowej – Starego Browaru. Jedynym miejscem, które posiada w tym momencie potencjał krytyczny i z którym się utożsamiam, jest Anarchistyczny Klub/Księgarnia Zemsta, prowadzona przez środowisko Rozbratu. Aż strach pomyśleć, gdzie byśmy byli, gdyby nie Rozbrat.

Mikołaj Iwański: Trzeba pamiętać, że instytucje zarządzane przez samorząd zawsze są w trochę gorszej sytuacji niż te poza jego kontrolą. Nadzór ministerialny charakteryzują zwykle wyższe standardy pracy. Niestety polska kultura administracyjna powoduje, że samorządy mogą postępować w dowolnie obrany przez siebie sposób. Większość konfliktów, które miały miejsce na tym polu w ostatnich latach – mam tu na uwadze zwłaszcza próby cenzurowania sztuki – miały miejsce na poziomie samorządowym. Zawsze znajdzie się jakiś prezydent czy urzędnik, który po prostu wie lepiej. Ustawa powinna gwarantować większą autonomię miejskim, samorządowym organizacjom kultury.

Praktyka Teoretyczna: O jakie działania protestacyjne mogą się pokusić w tej sytuacji poznańskie środowiska twórcze? Strajk artystów (mimo zwyczajowej dlań nieskuteczności)? Uzwiązkowienie? Zorganizowany opór czy grę według zaproponowanych przez urzędników reguł (z zamiarem ich wewnętrznego wywrócenia z korzyścią dla artystów, kuratorów, pracowników galerii i odbiorców ich pracy)?

Rafał Jakubowicz: Obawiam się, że ekipa, która obecnie znajduje się u władzy, nie liczy się z jakimikolwiek przejawami oddolnych protestów, co dobitnie pokazała lekceważąca odpowiedź prezydenta Grobelnego na ubiegłoroczny apel środowiska kultury w sprawie polityki mieszkaniowej miasta oraz osiedla kontenerowego przy ul. Średzkiej[1]. Żeby coś w tym mieście drgnęło musi zmienić się władza, m.in. właśnie prezydent.

Mikołaj Iwański: Niezależnie od tego czy prezydent mówi o partycypacji i udziale sektora pozarządowego w zarządzaniu instytucjami publicznymi, finalnie rozwiązanie, które wdraża jest całkowicie totalitarne i nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek demokratyzacją. W tej sytuacji on i jego świeżo nominowani urzędnicy uznali, że fajnie będzie powiedzieć coś o partycypacji, natomiast technika ich pracy jest kompletnie taka sama, jak w każdym z poprzednich podobnych przypadków. To tylko kwestia zmiany języka. To, co można zrobić poza budowaniem oporu na poziomie obrony praw pracowniczych, to skompromitować język w jakim uzasadniane są te decyzje. Argumenty, którymi posługują się władze nie są w żaden sposób przekonujące, ponieważ mówienie o tym, że galeria działa dobrze i mogłaby działać jeszcze lepiej, pozyskując więcej środków, jest kompletną głupotą.

Galeria miejska, jeśli będzie już pozyskiwać środki, to będzie to robić z wykorzystaniem budżetów samorządowych. To przekładanie z kieszeni do kieszeni, ponieważ środki z konkursów ministerialnych przeznaczone są tylko na projekty o znaczeniu ogólnopolskim, a galeria o lokalnym zasięgu będzie prowadzić takie projekty rzadko. I tutaj oczekiwanie, że wyciągnie nie wiadomo ile pieniędzy z ministerstwa jest po prostu naiwne. Pozyska pieniądze z samorządu i to jest jedyna zmiana, jeśli chodzi o jej efektywność. Poruszamy się więc w ramach tego samego budżetu co teraz, przy tych środkach, które są już pozyskiwane. I tutaj tak naprawdę niewiele można zmienić. Może się to przesunąć o pięć procent rocznie. To naprawdę za mało. Co więcej, wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego pokazują, że argumenty przedstawione przez urzędników miejskich nie mogą posłużyć do skonstruowania uchwały o likwidacji galerii, która byłaby ważna w świetle prawa. W tym zakresie co pokazały sytuacje z innych miast, wymagane jest o wiele więcej niż mętne, arbitralne uzasadnienie którym jesteśmy raczeni w ostatnim czasie.

Praktyka Teoretyczna: Czyli legalna likwidacja „Arsenału” w ogóle nie wchodzi w grę?

Mikołaj Iwański: Przez wiele miesięcy będzie trwała rozpoczęta odwołaniem konkursu batalia skutkująca zawieszeniem pracy galerii, która prawie na pewno skończy się unieważnieniem uchwały rady miasta. To spowoduje, że galeria, tkwiąc w stanie permanentnej likwidacji, nie będzie mogła pozyskiwać tych środków, które stanowią tak wielki fetysz z punktu widzenia władzy. W tym sensie założenia, które miałyby uzasadniać projekt NGOizacji „Arsenału”, okazują się całkowicie nieprzekonujące.

Rafał Jakubowicz: W zaistniałej sytuacji Galerię Miejską „Arsenał” należałoby potraktować po prostu jak każdy inny zakład pracy i odwołać się do retoryki obrony praw pracowniczych, upolityczniając spór. To jedno z najbardziej skutecznych narzędzi, po które można sięgnąć nie tylko w walce o zachowanie etatów – do której pracownicy mają oczywiście prawo, ale przede wszystkim w geście sprzeciwu wobec prywatyzacji/NGOizacji. Innymi słowy, konieczne jest uzwiązkowienie, czyli wejście pracowników galerii w struktury np. bardzo prężnie działającej w Poznaniu Inicjatywy Pracowniczej, co pomogłoby skoordynować działania. Strategie oporu muszą zostać wypracowane wewnątrz instytucji, której pracowników próbuje się uprzedmiotowić. Ważne przy tym by nie posługiwać się argumentami produktywności i kreatywności – czyli językiem neoliberalnej nowomowy oraz by szukać punktów stycznych z walkami prowadzonymi w innych zakładach pracy – myślę tu np. o pracownicach żłobków.

Praktyka Teoretyczna: Waszym zdaniem to ma w ogóle jakiś potencjał? Czy ludzie związani z „Arsenałem” są skłonni do tego, żeby się zorganizować i walczyć?

Rafał Jakubowicz: Mam taką nadzieję.

Mikołaj Iwański: Odwoływanie się do dyskursu produktywistycznego to trochę oddawanie pola urzędnikom. Nieważne czy ktoś pracuje dobrze czy źle, trzeba ochronić samą instytucję, której tymczasowa nawet likwidacja uniemożliwiałaby jej odtworzenie. W ogóle uważam, że dyskusja nie powinna w tym momencie dotyczyć likwidacji lub zmniejszenia „Arsenału”, ale powodów braku prac nad powołaniem centrum sztuki współczesnej

Chciałbym jeszcze nawiązać do tego, jak uzasadnia się konieczność ochrony środowiska NGOsów. Jest to argument o tyle nieprzekonujący, że kluczowe dla poznańskiej kultury osoby permanentnie tkwią w takim konflikcie. Ryszard Grobelny na stronie NINA jest przedstawiany jako Przewodniczący Fundacji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Malta, oraz Michał Merczyński który jest dyrektorem Narodowego Instytutu Audiowizualnego jest wymieniany również jako dyrektor tego festiwalu. Mówimy tu o imprezie, która  pozyskuje z budżetu miasta potężne pieniądze. I tutaj Urząd Miasta nie widzi problemu. Jeśli faktycznie zależy im na czystości proceduralnej, to powinni unikać takich powiązań. Dotacje miejskie na realizowanie zadań kulturalnych są przyznawane w Poznaniu w bardzo arbitralny sposób. Wciąż nie wprowadzono m.in. elementarnej rzeczy, jaką wywalczono dawno temu w Warszawie – ocena merytoryczna wniosku musi poprzedzać formalną. Urzędnicy mają wielką radość, gdy z powodu źle postawionego przecinka mogą odrzucić wniosek.

Warto też zwrócić uwagę na zadania, na które przeznaczone są miejskie środki w ramach wspomnianych konkursów. Są one tak anachroniczne jak promocja historii Poznania czy związanych z nim cepeliopodobnych wydarzeń. Nieprzypadkowo środki te pozyskują często organizacje kościelne.

Praktyka Teoretyczna: Wróćmy na moment do problemu produktywności. Jeśli opór ma być realny, jeśli miasto ma się z tym oporem jakoś liczyć i traktować go w sposób podmiotowy, potrzeba jakieś karty przetargowej. Jeśli wychodzimy z założenia, że paradygmat produktywności się nie sprawdza, to nie ma się też co dziwić, że nasze postulaty zostają zupełnie zignorowane – nie rozumie ich władza myśląca w kategorii minimalizacji nakładów i maksymalizacji zysków. Może należałoby wypracować jakieś pole dyskusji przechwytujące ten dyskurs i pokazujące, że rozwiązania miasta w dłuższej perspektywie okazują się właściwie kontr-produktywne.

Mikołaj Iwański: Ustawa o samorządzie gminnym określa prowadzenie działalności kulturalnej jako zadanie własne. Oczywiście w gminie piętnastotysięcznej nie potrzebna jest galeria sztuki współczesnej, inaczej rzecz wygląda w mieście wielkości Poznania posiadającym największą w Polsce uczelnię plastyczną, czyli Uniwersytet Artystyczny. Prowadzenie malutkiej galerii, a „Arsenał” jest naprawdę małą galerią, powinno być dla Poznania zupełną oczywistością. Zwłaszcza, gdy spojrzymy na miasta wielkości Zielonej Góry, Słupska, Białegostoku, które musiały przekonać do siebie i utrzymać publiczność w o wiele cięższych warunkach społecznych i choćby demograficznych. W Poznaniu ta publiczność jest i od bardzo dawna czeka na galerię publiczną z prawdziwego zdarzenia. Dlatego dyskusja o jej likwidacji jest po prostu czymś absurdalnym. Na szczęście obowiązujące prawo stawia w tym wypadku wiele istotnych przeszkód. Powołanie instytucji jest łatwiejsze. Jej likwidacja przypomina ścieżkę zdrowia. Mamy nadzieje, że to prawo nie zawiedzie w tym przypadku.

Praktyka Teoretyczna: Czy w sprawa „Arsenału” nie jest aby poligonem do rozkładania innych instytucji? Dla przykładu, Poznań od jakiegoś czasu wadzi się z jednym z finansowanych przez miasto teatrów, Teatrem Ósmego Dnia.

Rafał Jakubowicz: Tak, problem w tym, że stawką w tej rozgrywce nie jest tylko „Arsenał”. Ewentualna przegrana „Arsenału” otworzyłaby furtkę do demontażu innych miejskich instytucji, w tym właśnie wspomnianego „Teatru Ósmego Dnia”. Dlatego ta walka jest tak ważna. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę.

Mikołaj Iwański: Procedura czy ścieżka prawna, którą próbuje wykorzystać prezydent Grobelny, staje się w ten sposób problemem pozalokalnym. Jeśli zakończy się powodzeniem, mogą z niej skorzystać inni prezydenci, którzy dość szybko i skutecznie uczą się od siebie nawzajem. W tym przypadku uzyskaliby fantastyczny straszak służący dyscyplinowaniu nie tylko galerii miejskich. Stawka w grze o „Arsenał” wykracza zatem znacznie poza kontekst poznański.

Praktyka Teoretyczna: Czy da się waszym zdaniem zorganizować środowisko artystyczne w skali całego kraju, tak żeby toczone przez jego lokalne postaci walki nie zamykały się obrębie jednego miasta, ale rozszerzyły się na całą Polskę? Co ze strajkiem artystów?

Mikołaj Iwański: Ze strony Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej jest potencjał pozytywny, ale formalna decyzja nie została jeszcze podjęta. Zeszłoroczny strajk artystów pokazał, że wychodząc od swoich partykularnych problemów, są gotowi walczyć o prawa, które dotyczą wszystkich ludzi pracy.

Rafał Jakubowicz: Chciałbym, żeby we wrześniowy Strajk Generalny włączyli się również artyści. Niestety, biorąc pod uwagę atmosferę jaką media od lat kreują wokół związkowych protestów oraz znając nasze środowisko – mam sporo wątpliwości. Wojtek Bąkowski stwierdził, że jest zbudowany widząc w telewizji pałowanych demonstrantów. Jeśli również inni artyści w ten sposób myślą to robotnicy sztuki mają duży problem.

Poznań, 10 sierpnia 2013