szukasz nr archiwalnych?  


nowe teksty w tym dziale:


Beata Maciejewska
Raport o cenzurze

Ewa Mikina
Felieton o niszczonych

Eulalia Domanowska
Demokratyczne skandale

Marek Wołodźko
Cenzura i tabu

Tadeusz Bodio
Polityka jako sztuka bycia wybranym

nie przegap nr 29/04



Tadeusz Bodio Polityka jako sztuka bycia wybranym
["Magazyn Sztuki" nr 29/04]

Polityka została sprowadzona do zdobycia rynku politycznego, przede wszystkim poparcia wyborców. Rynkiem tym rządzą prawa podaży i popytu, a oferowany towar wymaga promocji. Bycie wybranym staje się celem samym w sobie...


1. Polityka "bez ideologii"

Polityka jest wszechobecna w życiu społeczeństw. Można ją postrzegać i definiować na różne sposoby. Do najbardziej popularnych należą definicje polityki wywodzące się z klasycznych, konfliktowych, konsensualnych i koercyjnych koncepcji politologicznych (1). W ostatnich dziesięcioleciach pod niemałym wpływem rozwoju marketingu rozwija się nowy rodzaj polityki w społeczeństwach demokratycznych bądź budujących demokrację. Jest to polityka "bez ideologii". Jej ojczyzną są Stany Zjednoczone.
W polityce społeczeństw demokratycznych dużą uwagę przywiązuje się do prawomocnej legitymizacji przywódców i elit politycznych. W procesie legitymizacji demokratycznej liczy się zarówno "sztuka wyboru", która winna być przymiotem obywateli uczestniczących w kampaniach wyborczych oraz "sztuka bycia wybranym", która winna cechować elity władzy i kandydatów do tych elit. Polityka "bez ideologii" preferuje sztukę "bycia wybranym", dostarczając skutecznych instrumentów dla osiągnięcia tego celu.

Polityka "bez ideologii" to metaforyczne określenie tej odmiany polityki demokratycznej, której ideologią jest walka o zdobycie i utrzymanie władzy przy zachowaniu formalnych procedur demokratycznych.

Polityka ta w ostatnich latach robi zawrotną karierę. Apogeum popularności polityki "bez ideologii" przypada na okres kampanii wyborczych. Wówczas od umiejętnego wykorzystania jej infrastruktury marketingowej niejednokrotnie zależą losy wyborów.

Istotę koncepcji polityki "bez ideologii" metaforycznie wyraził Anatol Rapaport, pisząc, że "Pierwszym obowiązkiem prezydenta jest zostać wybranym"(2). W koncepcji tej polityka zostaje sprowadzona do zdobycia rynku politycznego, przede wszystkim poparcia wyborców. Rynkiem tym rządzą prawa podaży i popytu, a oferowany towar wymaga promocji. Bycie wybranym staje się celem samym w sobie, a nie środkiem prowadzącym do realizacji jej tradycyjnego przesłania - roztropnej realizacji wspólnego dobra. W takiej polityce dominuje relatywizm etyczny, w którym zacierają się granice między sferą prywatną i publiczną. Słuszną zaś ideologią staje się ta, która pozwala zdobyć poparcie elektoratu. Innymi słowy, mamy tu do czynienia z kolejną atrakcyjną, zarazem niezwykle wyrafinowaną i niebezpieczną mutacją makiawelizmu w demokratycznych szatach. Jest to rodzaj polityki odpowiadający nade wszystko elitom władzy lub osobnikom pragnącym z różnych powodów być u steru władzy. Polityka ta charakterystyczna jest dla demokracji "większościowej", w której liczy się ilość zdobytych głosów, siła poparcia, zaś racje elektoratu są na ogół traktowane instrumentalnie.

2. W służbie "demokracji rynkowej"

Polityka "bez ideologii" zrywa z romantycznym modelem służby narodowej i państwowej. Preferuje model demokracji rynkowej, w której polityka staje się specyficzną sferą biznesu - w świecie rozpadających się autorytetów, wartości itp.
Demokracja rynkowa jest otwarta na różne odmiany demokracji: przedstawicielskiej, uczestniczącej, mniejszościowej itp. Podlegają one prawom konkurencji, w której niekiedy trudno oddzielić to, co demokratyczne i pseudodemokratyczne. W konkurencji tej uczestniczy polityka "korekt", często jednak do głosu dochodzi kicz polityczny w opakowaniu demokratycznym - zwłaszcza w państwach tranzytowych. Są to na ogół efekty swoistej nadinterpretacji wolności demokratycznej, której granice stają się "gumowe".
Polityka "bez ideologii" preferuje nade wszystko współczesne mutacje demokracji masowej i przedstawicielskiej posługujące się technikami marketingowymi (3). Jest zarazem niechętna demokracji uczestniczącej. Dba jednak o zachowanie pozorów udziału wszystkich obywateli w rządzeniu. Sprawia wrażenie, że kreuje model organizacji życia, w którym każdy może otworzyć własny biznes polityczny.
Jedną z odmian demokracji rynkowej jest "demokracja bazarowa". W tej demokracji występującej zwłaszcza w państwach tranzytowych - nie zawsze są przestrzegane formalne procedury legitymizacji, lub też z znacznie większą łatwością są one naginane do koniunktury rynku politycznego. Czynią to głównie osobnicy i ugrupowania zajmujące monopolistyczną pozycję na rynku demokratycznym.
W bazarowej demokracji też robi się generalne porządki - przynajmniej w czasie przypadającym na kampanie wyborcze. Bazar polityczny zaskakuje wówczas bogatą ofertą towaru politycznego prezentowanego w licznych postaciach, kolorach i odcieniach. Zaskakuje także jakością oferowanych usług i niestety, po pewnym czasie, często wywołuje rozczarowanie nabytym towarem.
W demokracji rynkowej ważne są reguły gry wyznaczone przez formalne procedury legitymizacji politycznej. Legitymacja etyczna jest dobrym dodatkiem na czas wyborów.

3. Transakcje na rynku demokracji politycznej

W politykę "bez ideologii" dobrze się wpisuje rynek demokratyczny jako miejsce transakcji politycznych na podobieństwo transakcji biznesowych. Rynek ten zawiera bogatą ofertę towaru politycznego. Można kupić ustawę, korzystną decyzję i wiele innych produktów politycznych. Najbardziej atrakcyjną ceną za te towary jest władza, przywództwo.
W kierunku demokracji jako transakcji zdaje się ewoluować współczesna polityka. Na przykładzie Polski dość wyraźnie widać kierunek ewolucji przywództwa politycznego: od etosowego do transakcyjnego. Symboliczna w tym względzie jest wypowiedź jednego z polskich polityków: "jestem człowiekiem do wynajęcia".
W powyższym ujęciu polityka to specyficzna sfera biznesu, w której przywództwo, władza są przedmiotem transakcji między "kupującymi" (wyborcami) i "sprzedającymi" (partie, ruchy polityczne, w coraz większym stopniu ludzie biznesu).
Producent oferowane towary znaczy marką, etykietą, gwarancją i inną ornamentyką zależnie od mody i gustów kupujących. Demokrację "korekt" zastępuje "teledemokracją", charyzmę - "telecharyzmą". Kreowany medialnie wizerunek przywódców - jak słusznie zauważa Z. Pietraś - przedwcześnie zyskuje byt rzeczywisty (4). Maski przyrastają do twarzy przywódców lub ludzi kandydujących do władzy, kryjąc ich rzeczywiste oblicza. W rezultacie polityka miernego formatu można sprzedać jako wielkiego przywódcę obdarzonego ponadprzeciętnymi zdolnościami. Wyborca wprawdzie "wybiera i przebiera w sklepie politycznym", lecz jak już kupi "towar", to szalenie trudno później z jego reklamacją. Gwarancje nie na wiele się zdają w polityce.
Reguły gry rynkowej, kalkulacje dotyczące poparcia wyborców, notowań w sondażach opinii publicznej przesądzają na ogół o zachowaniach przywódców i kandydatów na przywódców politycznych. Bycie wybranym, własna kariera i popularność stają się wiodącą ideologią i motywacją podejmowanych działań politycznych. Sukces polityczny mierzony jest ilością zdobytych głosów, wynikami sondaży politycznych. Dopiero w dalszej kolejności liczy się realizacja innych zadań politycznych. Choć i tu sprawa nie jest tak prosta, bowiem walka o głosy nakazuje unikać spraw drażliwych, chyba że przemawiają za tym kalkulacje, nawet nie tyle polityczne ile matematyczne.

4. Zagorzali wyznawcy "ideologii rynkowej"

W grze politycznej na rynku demokratycznym dominują dwie przeciwstawne tendencje. Pierwsza wiąże się z dążeniem obywateli do poszerzania praw podmiotowych, druga - z dążeniem przywódców i elit do zdobycia i utrzymania pozycji monopolistycznej na scenie politycznej.
Monopol polityczny (nie partycypacja, lecz pełnia władzy) jest szczególnie atrakcyjną ceną za towar w demokratycznym opakowaniu. Ułatwia rządzenie, pozwala zmieniać reguły gry na rynku politycznym.

Monopoliści polityczni chętnie produkują własnej marki towary i dyktują ich cenę, kreują także sytuacje, w których obywatele zmuszeni są cenę respektować zaś towar kupić. W swoich działaniach i debatach na ogół koncentrują uwagę na "wybrańcach", znikają zaś z ich pola widzenia "wyborcy" i ich nierozwiązane problemy. Łatwo poddają się pokusom autokracji kosztem demokracji. Charyzma czy pseudocharyzma ustępuje wtedy miejsca pseudonarcyzmowi.
Monopoliści to szczególnie niebezpieczna grupa osób i ugrupowań z lewej czy prawej strony sceny politycznej dla autentycznej demokracji. Zwłaszcza, gdy manipulując procedurami demokratycznych zawłaszczają i upartyjniają samą demokrację.
Monopoliści budują swój kapitał polityczny na wysiłku drobnych udziałowców rynku demokratycznego. Z monopolistami niekiedy próbują walczyć udziałowcy tego rynku. Ich udziały są jednak rozproszone i znikome, na ogół sprowadzają się do aktu głosowania. Pozostaje im "obywatelskie nieposłuszeństwo". Z tym nieposłuszeństwem jednak efektywnie konkuruje alienacja i apatia, ucieczka z rynku politycznego, powodowana niekoniecznie brakiem silnej woli, czy wiedzy i umiejętności politycznych. Monopoliści - demokraci robią wtedy mądre miny i ubolewają nad tym faktem.

4. Komercjalizacja - demokratyzacja polityki

Polityka "bez ideologii" jest silnie osadzona w wysoko rozwiniętych państwach demokratycznych. Jest ona czytelna, zaś reguły gry na ogół usankcjonowane i przestrzegane. Polityka ta zyskuje coraz bardziej na popularności także w państwach posttotalitarnej transformacji. Generalnie jest akceptowana przez obywateli walczących o poszerzanie swoich praw podmiotowych oraz elity sprawujące władzę. Zwłaszcza, że te ostatnie w punkcie startowym do demokracji zajmują pozycję monopolistyczną, kontrolują i moderują rynkiem politycznym.

Przywódcy i elity polityczne transformujących się państw doskonale zdają sobie sprawę, ze w świecie globalizacji i komercjalizacji nie będą w stanie utrzymać władzy tradycyjnymi metodami. Podejmują, więc próby adaptacji do zachodzących zmian przy zachowaniu uprzywilejowanej pozycji. Zważmy, że jeśli w historii Europy Środkowej i Wschodniej nie są obce praktyki dziedziczenia władzy, handlu władzą, sprzedaży urzędów, to w państwach tranzytowych Azji Centralnej i Zakaukazia występują one na porządku dziennym i są znaczącym elementem sprawowania władzy.
W odróżnieniu od powyższych praktyk, w polityce "bez ideologii" chodzi o produkcję i sprzedaż "towaru" po komercyjnych cenach z zachowaniem procedur demokratycznych. Stąd przestrzeganie reguł gry w polityce zdaje się być współcześnie jedną z ważniejszych miar poziomu demokratyzacji państw tranzytowych.
Oferowana przez politykę "bez ideologii" komercjalizacja demokracji jest więc atrakcyjna dla elit politycznych w państwach tranzytowych. Rynek polityczny w tych państwach już istnieje. Jest jednak zmonopolizowany, zaś przywódcy różnie zachowują się na rynku politycznym. Jedni uznają w pełni standardy demokratyczne (np. Europa Środkowa), inni ingerują w ten rynek i narzucają własne reguły gry celem narzucenia i umocnienia swojej pozycji ( np. Białoruś, Azja Centralna, państwa Zakaukazia), jeszcze inni z coraz większym trudem go reglamentują i kontrolują (np. Rosja, Ukraina, Mołdowa).
W państwach tranzytowych są więc rynki o bardziej stabilnych mechanizmach demokratycznej legitymizacji ludzi władzy, ale takie, na których transakcje polityczne przebiegają jeszcze pod dyktando nawet nie elit, co samych przywódców politycznych. Monopoliści wykazują tendencję do ingerencji w demokratyczne reguły biznesu zwłaszcza, gdy zbliżają się wybory. Wówczas reguły demokratycznej gry traktowane są nierzadko wybiórczo.
Praktyka transformacji dowodzi, ze uczestnicy gry o "legitymizację do przewodzenia" nie mają równych szans. Monopoliści grają także na koszt obywateli, włączają w nią administrację państwową itp. Jest to okres, w którym w niektórych państwach zamiera standartowa działalność urzędów (np. Ukraina, Białoruś), okres najbardziej korupcjogenny w polityce - poszukiwania pieniędzy, sponsorów, zaciągania zobowiązań.

5. Perfidna mistyfikacja demokracji i jej konsekwencje

Perfidia polityczna to rodzaj wywierania wpływu na innych, który jest zarezerwowany nade wszystko dla koneserów socjotechnicznych, rozkochanych w tajnikach i subtelnościach sterowania ludzi. Paradoksalne, ale w działaniu perfidnym rezultat manipulacyjny osiąga się dzięki współpracy i pomocy samej ofiary, gorliwie, starannie i wytrwale, choć nieświadomie, działającej na własną szkodę(5).Taką, a więc dość perfidną i przewrotną zdaje się być w wielu wymiarach polityka "bez ideologii". Zdobywa zaufanie wyborców, aby później ono mogło być bezkarnie nadużywane.
Na pierwszy rzut oka polityka "bez ideologii" wydaje się atrakcyjną odmianą polityki demokratycznej. Zwłaszcza dla państw tranzytowych, których społeczeństwa uczą się żyć w warunkach wolności politycznych a przywódcy i elity przechodzą swoistą psychoterapię związaną z postępującymi procesami poszerzania praw podmiotowych zwykłych ludzi.
W "demokracji tranzytowej" przywódcy, elity polityczne i biurokraci - osobnicy mający najwięcej do stracenia - niezbyt chętnie poddają się psychotransformacji. I jest to naturalna reakcja ludzi władzy. Staje się natomiast groźna dla demokracji, jeśli wykracza poza ramy owej naturalności, czemu w istocie sprzyja ubrana w demokratyczne szaty polityka "bez ideologii".
Polityka "bez ideologii" stwarza również wyjątkowo korzystne warunki dla ludzi wielkiego kapitału czy korporacji międzynarodowych do wynajęcia polityków lub nawet przejęcia władzy w wielu wymiarach życia społecznego. W każdym razie ci ostatni coraz częściej uczestniczą w aukcjach politycznych transformujących się państw i kupują najlepsze z oferowanych towarów - przywódców, grupy nacisku, akty normatywne, decyzje wykonawcze niszczące rodzime banki, gałęzie produkcji itp. Przypomnijmy, ile zamieszania w kraju wywołała informacja prasowa, że za 3 ml. USD można kupić ustawę w parlamencie.
Współcześnie polityka "bez ideologii" z całym jej zapleczem marketingowym preferuje w relacjach "władza - obywatele" model demokracji transakcyjnej - niezbyt sprzyjający autentycznemu upodmiotowieniu społeczeństw. Bliższa analiza zaś tego modelu wskazuje, że tylko pozornie koreluje on z celami klasycznie rozumianej demokracji. W modelu transakcyjnym instytucja władzy podlega desakralizacji. Oddala się od etycznego przesłania klasycznej polityki, redefiniuje wymogi stawiane ludziom władzy.
W modelu transakcyjnym naturalne cechy przywództwa - charyzma, intuicja, talent, charakter polityczny, profesjonalizm, odpowiedzialność są ważne, ale nie najważniejsze. Zaplecze marketingowe transakcji politycznych na tyle jest rozbudowane, że przywódcą (nawet "charyzmatycznym") można zostać bez tych walorów osobistych.
W modelu transakcyjnym najważniejsza jest komercyjna cena, którą nie każdy może zapłacić. Strony transakcji nie mają więc równych praw i szans. Sama transakcja preferuje ludzi kapitału i będących już u władzy. Są oni wyposażeni w instrumenty służące zawłaszczaniu praw podmiotowych zwykłych obywateli. Sankcjonuje fikcję prawną i faktyczną podmiotowości politycznej (6). Ogranicza, a niekiedy wręcz uniemożliwia egzekucję zobowiązań przywódców politycznych.
Polityka "bez ideologii" występuje pod wieloma maskami, przywdziewa różne kostiumy. Jednak jej rzeczywiste oblicze jest niezwykle groźne dla autentycznej podmiotowości politycznej obywateli.

Polityka "bez ideologii" - po dekadzie demokratyzacji państw tranzytowych rodzi dystanse i zniechęcenie do demokracji przedstawicielskiej. Praktyka ujawnia bowiem jej funkcje mistyfikacyjne, co powoduje, że parlamenty tracą zaufanie obywateli. Polityk czasu transformacji staje się podejrzanym człowiekiem. Zważmy, jak bolesne są dzisiaj skutki polityki finansowej w Polsce. Władza się zmieniła, a ludzie zostali z nierozwiązanymi i nawarstwiającymi się problemami społecznymi oraz gospodarczymi. I dzisiaj nie ma odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. W rezultacie coraz częściej pojawia się pytanie, czy politycy są potrzebni? Powszechnym zaś staje się przekonanie, że obywatele muszą przede wszystkim liczyć na siebie a nie na swoich przedstawicieli we władzach. W rezultacie zmniejsza się drastycznie liczba obywateli gotowych dobrowolnie cedować przynależne im prawa na swoich reprezentantów oraz akceptujących reguły gry oferowane zwłaszcza w ramach polityki "bez ideologii".


Roman Giertych z córeczkami na "Paradzie normalności", W-wa czerwiec 2005
[znaczek na koszulce wg. projktu Anny Witkowskiej został dodany przez red. Ma on podwójne odniesienie: do Hitlera oraz sieci hipermarketów Albert, bowiem jest to przerobione logo sieci]

Polityka "bez ideologii" występuje pod wieloma maskami, przywdziewa różne kostiumy. Jednak jej rzeczywiste oblicze jest niezwykle groźne dla rewolucji podmiotów, które zdaje się być w defensywie w skali regionalnej i globalnej.

Przypisy

1. Zob. A. Rapaport, Różne znaczenia "racjonalnych decyzji politycznych", Warszawa 1986, s.6 i nast. Dodajmy, że polskie tradycje "polityki bez ideologii" sięgają okresu międzywojennego. Przy tym politykę w tym znaczeniu odnoszono do racji stanu, interesów państwa, którym przypisywano priorytet wobec ówczesnych podziałów ideologicznych czy partyjnych.
2. Zob. Z. Pietraś, Decvdowanie polityczne. Warszawa - Kraków 1998. s. 432 i nast.
3. Szczegółowo na temat tych koncepcji: Bogdan Kaczmarek, Kilka uwag w sprawie interpretacji polityki,
4. w: "Pokolenia - Kultura - Polityka", Warszawa 1999, s. 299 i nast; Tadeusz Bodio, Polityka w życiu społecznym, w: "Społeczeństwo i polityka", pod red. K. A. Wojtaszczyka i W. Jakubowskiego, Warszawa 2001. s. 127 i nast.

:
5. Zob. Mirosław Karwat, O perfidii, Warszawa 2001; por. Tadeusz Bodio, O perfidi - recenzja, w "Studia Politologiczne, 2001, Vol. 5, s. 379.

6. Zob. J. Muszyński, Marketing polityczny, Warszawa 1999, s.8 i nast.

prof Tadeusz Bodio
Kierownik Pracowni Psychologia Polityki Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego

 

archiwum_index