wybrane z archiwum:

nr 25/00

CUKT uzmysławia [wywiad z członkami grupy]

Frank Schirrmacher
Trzecia kultura.
Obudź się Europo w rzeczywistości Tech

Loretta Lange
Nanotechnologia, fluereny i złote cięcie




 
 
 
 

 

 
 
 archiwum   Magazyn Sztuki nr 27/2001   nakład wyczerpany 

Fe jak feminizm
z Anną Baumgart rozmawia Magdalena Ujma


"Bywanie" kobietą i "bywanie" artystką to ciągłe obcowanie z samą sobą, nieustanne zadawanie sobie pytania o tożsamość. Czy to jestem ja, czy może pewien zapis, wpojony we mnie wzorzec, psychologiczny skrypt, w którym próbuję się odnaleźć...

Magdalena Ujma: - Dla galerii Zachęta przygotowujesz dwie prace wchodzące w skład szerszego cyklu zatytułowanego Prawdziwe?. Wybrałaś niewielkie fragmenty z filmów Lecą żurawie i Miś. Wkleiłaś się w te filmy, dzięki cyfrowej technologii weszłaś w role kobiece, ale zostało to tak przeprowadzone, że trudno zauważyć zamianę. Czy specjalnie wykorzystujesz rys ekshibicjonizmu? A może masz na myśli ten rodzaj sztuczności, związany z maskaradą, który opiera się na poglądzie Simone de Beauvoir, że kobieta się nie jest, kobietą się bywa?

Anna Baumgart: - "Bywanie" kobietą i "bywanie" artystką to ciągłe obcowanie z samą sobą, nieustanne zadawanie sobie pytania o tożsamość. Czy to jestem ja, czy może pewien zapis, wpojony we mnie wzorzec, psychologiczny skrypt, w którym próbuję się odnaleźć. Moja sztuka to "produkt", na który składają się: ja (kto to taki?), scenariusz na moje życie zapisany w genach, scenariusz na moje życie zapisany w memach, czyli w tradycji, w kulturze. To jest kocioł, w którym próbuję się odnaleźć. Odnajduję się wobec innych kobiet, wobec wychowania. Badam swoje emocje, czy są prawdziwe, czy wynikają z tego, co myślę, czy też może ich źródłem jest kulturowy, zakodowany wzór, który mi podpowiada, jak mam się zachować i co odczuwać.

- Dlaczego wybrałaś takie, a nie inne filmy i takie, a nie inne fragmenty?

- Lubię je. Kiedyś wywarły na mnie ogromne wrażenie. Lecą żurawie pierwszy raz zobaczyłam będąc w szkole podstawowej, podczas dni filmu radzieckiego. Był to klasyczny spęd, szkolna wycieczka do kina. Zapamiętałam to bardzo dokładnie. Weronika (główna bohaterka filmu) miała czarny meszek nad górną wargą. A Borys - jej ukochany - bladą, dramatyczną twarz. Ona była winna i nieszczęśliwa, on - gieroj - zginął za ojczyznę. To Lecą żurawie. Oba wybrane przeze mnie filmy prezentują skrajnie różne tonacje uczuciowe. W obu znalazła się kobieta uwikłana w losy świata, a ponieważ losy świata programują mężczyźni - uwikłana w relację z nimi. Lecą żurawie to film niesłychanie patetyczny, podniosły. Emocje osiągają w nim maksymalne natężenie. Natomiast Miś jest pozbawiony patosu, za to z drwiną. Wybrałam sytuację prozaiczną. Bohaterowie siedzą przy stole, zastawionym peweksowskimi wiktuałami, Miś je kiełbasę. Towarzyszy mu kobieta. Ona chce wierzyć swojemu mężczyźnie, uparła się. Widzi w nim księcia z bajki, co daje efekt komiczny... pewne elementy mojej pracy zawierają w sobie rodzaj kobiecej nienawiści skierowanej przeciwko własnej płci, ale też głęboką wiarę, że musimy opisywać kobiece życie takie, jakim je znamy, a nie jakiego mogłybyśmy sobie życzyć.

- Czy jako mała dziewczynka marzyłaś o byciu aktorką? Czujesz się niedowartościowana, bo nie wyszło?

- Nie. To nie są niezrealizowane marzenia z dzieciństwa. Interesują mnie meandry jednostkowych tożsamości, zmiennych, nie do końca zrozumiałych. W samej sobie odkrywam grę pozorów, ujawniam konwencje, ale nie ma mowy o żadnym cudzysłowie. Ja sama jestem moimi bohaterkami, płaczę razem z nimi, przeżywam ich miłości. Poprzez moją sztukę udzielam głosu kobietom, które go nie mają, na przykład sprzątaczce z trudem zarabiającej na chleb dla siebie i swoich dzieci, spotykającej się z zagranicznym biznesmenem na kolacjach, za które on płaci kwoty przewyższające jej miesięczny dochód, za który ona musi utrzymywać siebie i dzieci. Nigdy nie rozmawiają o jej sytuacji materialnej. Zresztą kobieta nie zna angielskiego, więc porozumiewają się za pomocą kilku słów, latami prowadząc swój idealny romans. Udzielam głosu Matce, która uczy się miłości do córki, odczuwając jednocześnie w stosunku do niej fizyczny wstręt. Nie, nie padła ofiarą gwałtu, nie zdarzyło się nic ekstremalnego, po prostu zwykła matka, która nie kocha. Jesteśmy wychowane poprzez literaturę, przez filmy, bohaterów romantycznych. To oni nam mówią, jak powinnyśmy się zakochać, jak powinno wyglądać nasze szczęście. Dlaczego nie jesteśmy spełnione w życiu? Przecież scenariusze dla nas są już napisane. Porównujemy się do modelek z kolorowych pism i sprawdzamy, jak daleko nam do ideału, nieustannie dopasowując się do ról nam przeznaczonych. Na zawołanie mamy być zakochane i całkowicie oddane, na zawołanie musimy być całkowicie niezależne i nieuciążliwe.

- Czy pod warstwą konwencji coś jeszcze tkwi? Co się stanie, kiedy ujawnimy je wszystkie?

- Nie wiadomo, co będzie potem, bo nie wiadomo, kim naprawdę jesteśmy. Kiedy zdejmuje się kolejne warstwy konwencji pokazują się nowe. Wchodzenie w role zaczyna się w dzieciństwie. Kiedyś podpatrzyłam zabawę mojej sześcioletniej córki i jej koleżanki. Z ogromnym przejęciem przeglądały kolorowe pisma, wskazując sobie nawzajem postacie na fotografiach i jedna przez drugą wykrzykując: "Jestem nią!". Życie kobiet często rozgrywa się w sferze "zamiast", w wyczekiwaniu na coś. Obserwuję dziewczyny, które chodzą do fitness-clubu, co stało się dla nich nałogiem. Pojawiają się tam codziennie i ten tryb życia jest namiastką czegoś innego. Nasza kultura wie dokładnie, jak ma wyglądać nasze życie. Kultura i biologia wiedzą za nas.

- Czy Twoje prace są z założenia feministyczne, czy chcesz mówić o ludziach? Stereotypy kształtują także mężczyzn. W ogóle kontakty międzyludzkie są skonwencjonalizowane.

- W kawiarni Baumgart-Libera w Zamku Ujazdowskim trwa projekt, który zatytułowałam "Fe jak feminizm", społeczno-polityczne forum dla ruchów anarchofeministycznych. Na jednym ze spotkań mówiono o przemocy w rodzinie. W pewnym momencie wstał jakiś facet i zapytał, czy skoro wskaźnik przemocy w rodzinie jest tak wysoki, to należy uznać, że większość mężczyzn w Polsce to bandyci. W moich pracach mówią o sobie także mężczyźni, często ustami kobiet, które są ich matkami, siostrami, żonami, kochankami.

- Nasza rozmowa nie kończy się zbyt optymistycznie: nie wiadomo, gdzie kończą się wzorce, a zaczynamy my sami.

- Ja sama nie wiem. Ale to czasem najlepszy punkt wyjścia.

Warszawa, 15 marca 2001

 

Prawdziwe? to nowy projekt artystyczny Anny Baumgart, zakładający zrealizowanie prac na taśmie wideo. Jego pierwsza odsłona zostanie zaprezentowana w Małym Salonie Zachęty 8 maja tego roku. Dwa krótkie, półtoraminutowe epizody będą wyświetlane w sposób ciągły (nieustannie się powtarzając), jeden na ścianie, drugi na ekranie telewizora. Artystka wzięła na warsztat filmy Lecą żurawie Michaiła Kołotozowa oraz Miś Stanisława Barei. Dzięki użyciu najnowszych technik kształtowania obrazu Anna "weszła" w te filmy, została wklejona w miejsce bohaterek. W ten sposób nastąpiło zamazanie prawdy i fikcji. To, co należy do sztuki, spotkało się z tym, co należy do życia i nawet wprawne oko może mieć kłopoty z ich rozróżnieniem. To Anna i jednocześnie nie ona policzkuje mężczyznę z filmu Lecą żurawie, który wyznaje jej samej i zarazem bohaterce filmu miłość podczas bombardowania miasta. Twarz Weroniki ukazuje się na przemian z twarzą grającej ją aktorki i z twarzą Anny. W Misiu natomiast migotanie realności nie jest aż tak silne. Anna występuje na scenie przez cały czas "zawłaszczonego" przez siebie epizodu komedii. To ona, wraz z graną przez siebie dziewczyną, daje się złapać na lep przechwałek nadwiślańskiego macho.

Źródła naszego postępowania, ambicji i wyobrażeń o życiu szczęśliwym Anna Baumgart odnajduje w sztuce. Za pomocą nowoczesnych środków dochodzi właściwie do konkluzji Platona: sztuka karmi nas złudą, oszukuje. Dobrym komentarzem zdają się też być słowa Jeana Baudrillarda. Dzisiejszy świat nie tylko stał się spektaklem, który obserwujemy i w którym występujemy. Jest nieustannym pochodem obrazów, które odnoszą się wyłącznie do siebie samych, stwarzają się same i nie ma już innej realności niż one, nie ma punktu wyjścia ani dojścia.

Baumgart ujawnia szczeliny w tej monolitycznej wizji. Jest nieprzewidzianym gościem w filmach. Gra mniej przekonująco niż aktorzy, zakłóca tok narracji. Wyczuwalna jest jej obcość. Wchodzi w rolę, ale nie potrafi stać się graną postacią. Nie udaje jej się zostać człowiekiem-kameleonem w rodzaju Zeliga z filmu Woody Allena.

Cykl Prawdziwe? stanowi kontynuację dotychczasowej pracy artystki, będącej jedną z najciekawszych osobowości w polskiej sztuce wideo. Już od ukończenia studiów w gdańskiej PWSSP (1994) Anna Baumgart nie zamykała się z własną sztuką w pracowni. Od początku penetrowała rejony, gdzie porządki prawdy i fikcji, życia i sztuki zachodzą na siebie. Odsłaniała charakter relacji ludzi z naturą, ale przede wszystkim zajmowało ją badanie tego, jak wymogi społeczne i kultura kształtują jednostki. Nie ukrywa własnego punktu widzenia, przywołuje zwyczajne kobiety, pokazuje ich problemy: uzależnienie od mężczyzn, wychowywanie dziewczynek, uczucie matki do córki. Abstrakcyjne ideologie zderza z konkretnymi osobami, zawsze stając po stronie tych ostatnich.

 
archiwum_index