wybrane z archiwum:

nr 15/97

Sztuka legalizowania buntu - ze Zbigniewem Liberą rozmawia Bożena Czubak

Ślepe pole sztuki
- rozmowa Paula Virilio
i Catherine David

 


 

 

 
 
 archiwum   Magazyn Sztuki nr 29/04  

Jolanta Kwaśniewska w krainie cyborgów
Iza Kowalczyk

[fragment]

Jolanta Kwaśniewska w dużej mierze swój sukces zawdzięcza kreacji mediów, które z upodobaniem prezentują jej wizerunki. Te wciąż są powielane, zwielokrotniane, a w związku z tym zapadają w pamięć i wpływają na naszą sympatię (zwykła moc powtórzeń). Oczywiście wiąże się to również z doskonale wystudiowanym publicznym image: "Miła, budząca zaufanie kobieta. Zadbana, dobrze ubrana, otoczona blichtrem wielkiego świata i wielkiej polityki, ale jednak swoja. Błyszczy w wyrafinowanych kreacjach, ale też pochyla się z troską nad chorymi dziećmi, którym pomaga założona przez Pierwszą Damę fundacja. Walczy z rakiem piersi. Jest pracowita, w wywiadach często opowiada o zajęciach zajmujących jej czas od świtu do nocy, ale nie zaniedbuje rodziny"

Jolanta Kwaśniewska osiąga rekordy popularności w rozmaitych rankingach, jest pierwszą Polką-Idolką (według rankingu "Wysokich Obcasów", 2004), dla wielu wymarzoną kandydatką na prezydenta, megagwiazdą - jak nazywa ją Jacek Żakowski1. Według rankingu "Rzeczpospolitej" (17.11.2003) 53 % Polaków opowiedziałoby się za Kwaśniewską w wyborach prezydenckich 2005. Działa już nawet Nieoficjalny Internetowy Sztab Wyborczy Jolanty Kwaśniewskiej "Lewica Razem", którego hasłem jest "Po Olku będzie Jolka". Co ciekawe, Polacy uważają też Kwaśniewską za najlepiej przygotowaną do pełnienia funkcji prezydenta RP (38 %). Według samej Pani Prezydentowej ta popularność jest wynikiem popularności jej męża - Aleksandra Kwaśniewskiego: "To zasługa ośmioletniej pracy Aleksandra Kwaśniewskiego, dzięki jego prezydenturze byłam na tysiącach spotkań, poznałam mnóstwo polityków i ludzie zapewne myślą, że skoro mój mąż sprawdza się w roli prezydenta, to ja pewnie też mogłabym uprawiać taki jak on rodzaj polityki" (za: Nieoficjalny Sztab Wyborczy Jolanty Kwaśniewskiej http://republika.pl/franio). Jak pokazują ostatnie badania opinii publicznej kandydatem, który mógłby zagrozić tej niezwykłej popularności Kwaśniewskiej jest Tomasz Lis, choć wciąż jeszcze przegrywa (43 do 57%) ("Newsweek", nr 05/04, 7.02.2004, s. 10). Nie wszyscy internauci komentujący na łamach Forum Newsweeka propozycję tego kontrkandydata dla Kwaśniewskiej zgadzają się z tym wyborem. Ktoś zaproponował, że jeśli już wybierać z osób publicznych - to lepiej Kingę Dunin, gdyż ma ona dużo bardziej przenikliwe spojrzenie na współczesną Polskę niż Tomasz Lis. Nie wszyscy, co prawda wiedzieli, kim jest Dunin, ktoś pytał czy to żona Lisa (myląc z Kingą Rusin). Ubolewano też nad tym, że Dunin ma małe szanse, bo nie jest dopuszczana do Telewizji, a poza tym jest za mądra, żeby kandydować. (http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Watek=67605&WatekStr=1&OdpStr=2)
Przytoczone tu fakty pokazują wyraźnie, że wyborcy nie są zbytnio zainteresowani wytrawnymi politykami, szukają raczej osób publicznych, twarzy znanych z mediów, ludzi o wyrazistych charakterach. Równie dobrze, nowy prezydent (czy prezydentka) mogliby zostać wyłonieni w drodze jakiegoś reality show typu "Big Brother". Być może wreszcie wyborcy mieliby, choć złudzenia, że mają realny wpływ na polityczne wybory. Poza tym wizja Jolanty Kwaśniewskiej, Tomasza Lisa i Kingi Dunin urzędujących razem w Domu Wielkiego Brata wydaję się fascynująca.

Wróćmy jednak do popularności samej Jolanty Kwaśniewskiej. Zastanawiając się nad jej przyczynami, warto pozostawić na chwilę świat polityki, a skierować uwagę na obszar sztuki i kultury popularnej. Tu możliwe jest jedynie błądzenie w świecie symulacji, cytatów, nieustannych odwołań, kopii pozbawionych oryginału, gdzie nie ma pierwotnych znaczeń ani rzeczywistych faktów. Jednak czyż popularność Kwaśniewskiej nie zasadza się właśnie na owej grze symulakrów?

To, co dzieje się wokół Pierwszej Damy RP, przypomina nieco kampanię wyborczą Wiktorii Cukt prowadzoną pod hasłem: "Politycy są zbędni: Wiktoria Cukt - prezydent 2001". Tyle, że wtedy mieliśmy do czynienia z akcją artystyczną prezentującą wirtualny twór: wymyśloną kobietę o nazwisku Wiktoria Cukt, której program określony był "Obywatelskim Software'm Wyborczym". Jej imię odwołuje się oczywiście do zwycięstwa, nazwisko zawdzięcza zaś grupie swych ojców (charakterystyczne, że automaty nie mają zwykle matek!) - artystów z Gdańska, którzy określają się jako Centralny Urząd Kontroli Technicznej (Rafał Ewertowski, Robert Mikołaj Jurkowski, Artur Kozdrowski, Jacek Niezgoda, Piotr Wyrzykowski, Maciej Sienkiewicz).

Dorota Jarecka tak opisała ten projekt: "Wiktoria Cukt to interfejs programu internetowego, w który może wejść każdy i głosować oraz poddawać własne pomysły i poglądy, które ona weźmie pod uwagę, wyciągnie z nich średnią i będzie je głosić"2. Program wirtualnej kandydatki budowany może być przez każdego. Twórcy projektu mówią: "jeśli pytasz o jej poglądy, to są one kształtowane cały czas na bieżąco przez tych wszystkich, którzy zdecydują się na odwiedzenie stron http://cukt.art.pl i napisanie swojego postulatu"3. Postać ta uosabia więc marzenia wyborców o idealnym kandydacie. Dla każdego jest taka, jaką chciałby ją widzieć. To, że jest kobietą nie miałoby większego znaczenia. Główną obietnicą wyborczą wirtualnej kandydatki była demokratyzacja Internetu, jego pełna dostępność dla wszystkich: "Będziemy mogli wcielić w życie idee prawdziwego równouprawnienia obywateli i każdy z nas będzie mógł wyrazić swoją opinię w istotnych dla naszego państwa sprawach oraz osobiście uczestniczyć w podejmowaniu decyzji prezydenta RP"4. Mimo postulatów równouprawnienia poprzez dostęp do informacji, sama postać Wiktorii Cukt nie ma jednak z feminizmem zbyt wiele wspólnego. Paradoksalnie, Wiktoria jest idealną kandydatką, właśnie dlatego, że jest kobietą, ale dodajmy: kobietą bez osobowości czy raczej z osobowością do ukształtowania, bez charakteru czy też raczej budującą swój charakter w oparciu o oczekiwania wyborców. Wiktoria jest przede wszystkim automatem, który każdy może ukształtować według własnych wyobrażeń. Kobieta sama w sobie nie ma znaczenia, ważne jest tylko to, co reprezentuje - przekonywała dawno już temu feministka zajmująca się filmem hollywodzkim - Laura Mulvay. Tu Wiktoria spełnia dokładnie to samo zadanie - reprezentowania pragnień innych - nic poza tym. Jej uwodzicielski wizerunek odpowiada stwierdzeniom Mulvay: "W kulturze patriarchalnej kobieta jest signifiantem męskiego innego, ujętego ramami symbolicznego porządku, w którym człowiek - mężczyzna - może uciec od swych fantazji i obsesji, przerzucając je mocą słów na niemy obraz kobiety będącej wciąż nosicielką, a nie twórczynią znaczenia"5. Wiktoria pozbawiona jest też własnego głosu, jeśli mówi - mówi głosem innych - sztucznym głosem stworzonym przez jej "ojców" oraz głosem swych wyborców. To oni nadają jej znaczenia.
Postać Wiktorii Cukt odnieść można również do ironicznego mitu Cyborga, stworzonego przez Donnę Haraway w słynnym "Manifeście cyborgów": "Cyborg jest organizmem cybernetycznym, hybrydą maszyny i organizmu, wytworem rzeczywistości społecznej i fikcji"6. Cyborg może jednak zwrócić się przeciwko swym ojcom, jeśli będzie on feministycznie kodowany. Mimo, że Wiktoria Cukt, spełnia wymogi tworu idealnej kobiety jako nosicielki znaczeń (a zarazem obrazu do oglądania), zawiera potencjalność zwrócenia się przeciwko tym znaczeniom, obalenia ich i unieszkodliwienia. Cyberprzestrzeń bowiem, jak powiada Agnieszka Gromkowska, może stworzyć sytuację odwrócenia: "Oto kobieta przechwytuje zrodzony w umyśle mężczyzny jej wizerunek, przystraja się weń (u pierwszej lepszej wizażystki) i... perfekcyjnie 'wpasowując się' w oczekiwania i pożądania mężczyzny... uwodzi go i niszczy"7.

(...)

archiwum_index