Magazyn Sztuki
nr 31/05



w zeszycie m. in.:
berlin:

Krzywa berlińska
Platz der Republik
Berlin - nagrobek iluzji
Upadek Muru Wolfa Vostella

materiały:
3fala zlewa miasto
Miejsca sztuki: Bielsko-Biała i Gąski
Baj Maj SzuSzu
Santago Sierra
Za czerwonym horyzontem
Notatki z pracowni Tarasewiczawa
nasz typ :

Ola Went & Alicja Karska

pod prąd:
Zuzannie Janin(a) ze śmiercią do twarzy
 
 
 

 

 
 
Archiwum nr drukowanych: "Magazyn Sztuki" nr 31/05


Festiwal Architektury i Sztuki, Wrocław 2004, organizatorzy

O czym rozprawiali goście festiwalu? Najczęściej o street arcie - tatuażu miasta, który komentuje relacje pomiędzy bywalcami ulicy i architekturą.
Zaproszono streetowych artystów - Jakuba Banasiaka i Patryka Poślednika, którzy próbowali łagodzić kontrowersje wywoływane malowaniem na ścianach przez zakapturzonych osobników.
Architekt Roman Rutkowski w pokazie "Łąka i most, czyli street art według architekta" udowadniał, że nie ma granic między architekturą
i sztuką w przestrzeni miejskiej.
‘spaceunusual_society’ ma już na swoim koncie kilka interesujących projektów, jak fastfood. reality - home, czyli domek dla bywalców hipermarketów złożony ze skrzynek Coca-Coli, gadżety dla niepełnosprawnych ułatwiające poruszanie się i orientację, stoisko informacyjne Politechniki Wrocławskiej (2003).
Roman Rutkowski, Tomasz Zaleski zrobili dwudniową łąkę na ul. Świdnickiej we Wrocławiu. Miała cechy interwencji artystycznej i architektonicznej: równoległe, zróżnicowane kolorystycznie pasy trawy i rabatowych kwiatów z przejściami dla pieszych. Roślinna oaza na betonie. Prostokątny kawałek krajobrazu zdominował fragment centrum
Wrocławia na dwa dni. Doraźna interwencja, profesjonalny i legalny street art rozebrany na kawałki po 48 godzinach.
Inny przykład - projekt kładki dla pieszych łączących brzegi Wisły w Krakowie. Utopijny, jak na razie, pomysł wyjścia sztuki z galerii na ulicę.
Takiej wielkiej sztuki ulicy. W tym wypadku architektura nie jest ważna - jest wyłącznie funkcjonalnym nośnikiem sztuki. Ważna jest artystyczna
interwencja, która z kładki przez Wisłę czyni sztukę, a ze sztuki most. Pośród kilkunastu projektów jeden bazuje na malarstwie Leona
Tarasewicza (idziemy po jego obrazie) i pracy Sosnowskiej (przechodzimy długim korytarzem, którego perspektywa jest zakłócona umieszeniem
gdzieś w środku reprodukcji dziwczyny). Ciekawe.
Ciekawych i nie zalatujących utopią interwencji ulicznych pełno było w latach 90. Wystarczy wymienić Twożywo, Galerię Zewnętrzną AMS,
Galerię Róż z Torunia, graffiti. OK! To już historia, ale takie były początki 3fali. Co się jeszcze zmieniało w latach 90.? Podejście do instytucji
wystawienniczych i galerii. Traciły na znaczeniu. Stały się zbyt skomplikowane, zbyt luksusowe, za duże. A sztuka przeciwnie: skracała
dystans - i to w stosunku do samej siebie i do odbiorcy. Demokratyzowała formę i bratała się z publicznością. Pojawiła się sztuka tania
- dla każdego, na każdą kieszeń, łatwa w odbiorze, prosta, i, takim prostym językiem opisywana (Raster). Krótko mówiąc duże S ustąpiło małemu. Przepadły dzieła sztuki i wielkie uczucia, a wraz z nimi patos i misja. W jakimś sensie sztuka sięgnęła dna, by odrodzić się, jako nieco
partyzancki produkt do konsumpcji. Ale są też konsekwencje. Najprostsze: prace Twożywa świetne na ulicach, przeniesione do galerii tracą
blask. I odwrotnie - próby wyjścia ze sztuką przez duże S na ulice są w większości pudłem. Skomplikowane: wycięcie w pień historii. Nie ma
przeszłości. Wszystko zaczyna się od zera, przepraszam, Rastra.
Pozostałe: Wielkim Galeriom Państwowym i kuratorom na etatach przypadła zaledwie rola rewizji historycznych (Moskwa-Warszawa, Zachęta), organizowania pokazów "na temat" - najczęściej
feministycznych (Bunkier Sztuki, Galeria Bielska) oraz punktowania wszystkich normalnych ‘inaczej’, a także walka z produktem ubocznym
- cenzurą polityczną i LPR. Lansem nowych artystów po Rastrze, zajęła się szeroko rozumiana ulica (np. agencje reklamowe, puby, undergroundowe butiki). Kopalnią nowych nazwisk i
stylów stał się internet.
Stawiane często pytanie, "co z malarstwem?" (czytaj: co ze sztuką?) - w kontekście wielkich zmian trochę nie ma sensu. Ostatnim zrywem
malarskim była grupa Ładnie, która uczestniczyła w zmianach, a więc własnoręcznie mordowała sztukę. Wystarczy trochę posiedzieć w
sieci, by się przekonać, kto jest ich najlepszym uczniem. Czy to źle, że komiks i vlepki zastąpiły malarstwo? Nie mają racji członkowie grupy
Twożywo [www.twozywo.art.pl], którzy marudzą, że dzisiejsi streeterzy to ściema. Są ich wychowankami, którzy upraszczają, ciągle skracają
dystans.(2)

nudzi mi się ach jak bardzo nudzi mi się
zakładam nogę na nogę po głowie drapię się
nie mam forsy nie mam mózgu
ktoś mi zrobił kisiel z bluzgów
jestem królem do potęgi nogi ręce na nich pręgi
mam laptopa mam laptopa
mam telefon komórkowy
ale nie mam do kąd dzwonić
bo okropnie nudzę się
siedzę w domu siedzę w pracy nawet myśleć nie
mam o czym
palę fajki piję kawe toczę życie nieciekawe


autor: Michał Tober (Zespół Majtochy), Warszawa
tytuł pracy: Utwór zespołu Majtochy - "Nudzi mi się"
praca nagrodzona w konkursie Twożywa "nudzie nei"

Kto się z tym nie zgadza skazuje sie na out. Przechodzi do opozycji, tylko, jakiej?, - underground przeciwko undergroundowi?, albo tworzy
dla przyjemności, jak Dwurnik i Fliciński. (Widzieliście ich ostanie obrazki? Są na prawdę niezłe!). Można też pójść do wielkiej galerii na
jakąś konfrontację: Dwurnik/Dawicki, Rosjanie/ Polacy, by się przekonać, kto jest lepszy. W tym ostatnim wypadku, tak jak zawsze przypuszczałem,
Polacy są górą. Tylko, kogo to dzisiaj obchodzi?
Dystans się skraca, również rynku sztuki. Kto szuka sztuki i bardzo młodych artystów nie może polegać na galeriach. Musi wyjść na ulicę.
Pobłądzić w internecie, co na to samo wychodzi.

SZUM 3FALI
"Graffiti zmarło śmiercią naturalną. Przez 30 lat nie zdołało wydać żadnej znaczącej propozycji artystycznej, choć, by odeprzeć oskarżenia o bezsensowny wandalizm, często zasłaniało się "artystyczną"
retoryką. Graficiarze chcieli być postrzegani jako artyści niezależni i do końca wolni" - czytam w jakimś tekście. I to akurat się im udało w przeciwieństwie do streetersów, którzy wtargnęli nie tylko do salonów mody. Może, dlatego, że artyści ulicy działają raczej w pojedynkę,
dzielnicowe interesy gangów mają w nosie, a jeśli się jednoczą to na stronach internetowych. A przede wszystkim nanoszą ślady swojej obecności w imię aktywizmu - niekoniecznie społecznego.
Street art często spełnia te same funkcje, co sieciowe blogi. A te ostatnie pojawiają się już na ulicach. Wychodzą z internetu na mury. W
Polsce - jedynym znanym mi przykładem jest realizacja Iwony Zając w Gdańsku, - która w murales "Stocznia" zapisała wyznania stoczniowców
o życiu, o pracy, o marzeniach, o niespełnionych planach.
Street art przez ostatnie dziesięć lat na dobre zadomowił się w miastach Ameryki, Europy, Australii. Opanował ulice (żeby zrozumieć, o co
chodzi, trzeba pojechać do Pragi - to najbliższe streetowe miasto w okolicach Warszawy) i pojawił się w galeriach. Do klasyków gatunku należy banksy, terror stak, eltono, zevs, hand lisbona, space invader, east eric, influenza, HNT etc.
Jak pisze Jakub Banasiak - śląski streeter - "najazd barbarzyńców wszystkim wyszedł na zdrowie. White cube został przewietrzony." (Mam
wrażenie, że czytałem to już parę razy - a Wy?) Nowemu pokoleniu zawsze się wydaje, że tworzy nowy świat i niech tak zostanie.) "Metropolia
stworzyła własny, oryginalny język artystycznej wypowiedzi, który w naturalny sposób ustawia sztukę w orbicie industrialnych przestrzeni zamieszkanych przez miliony ludzi - potencjalnych odbiorców."

WCHODZIMY NA 3FALĘ ŻEBY SOBIE TROCHĘ POCZYTAĆ
[www.3fala.art.pl]
Grupa 3 Fala - 3F powstała w 1998 roku. Reprezentuje nurt trzeciej fali polskiego graffiti (stąd nazwa zespołu), żywo reagującego na wydarzenia
społeczno-polityczne. (Pierwsza fala to szablony lat 80., druga fala to
typowe tagi - red.)
"Staramy się dotrzeć z naszym przekazem do ludzi, by zwrócić ich uwagę na ważne sprawy i problemy. Świetnie się przy tym wszystkim bawimy.
Wycinamy i odbijamy szablony, malujemy bezpośrednio z puchy, jesteśmy naklejkiersami, rozklejamy również ręcznie robione plakaty."
Z wypowiedzi naklejkiersów:
- Sztuka ulicy jest doskonałym sposobem docierania do młodych ludzi. Nielegalnie i niebanalnie, a z pozytywnym przekazem. Ponad to jest to dla
nas relax, rozrywka.
- Wierzymy, że tworząc uliczną sztukę możemy pomagać, wspierać, uczyć i służyć innym.
- Krzyczeliśmy o naszej niezgodzie na rasizm, ksenofobię
i konsumpcyjne podejście do życia.

Z terminologii:
Twarde miejsce lub hard core - zakątki w mieście, gdzie przez całą dobę kręci się dużo ludzi lub węszą gliny przez co falowanie jest szalenie ryzykowne. Hard Corem może być także wykonanie wrzutki na hamca przy ludziach np. w godzinach szczytu.
Srebra - znamy wszyscy siłę chromu wykonanego w twardym miejscu, Nasze srebra to pomalowane ławki na rynku lub placu z wrzuconymi od szablonu napisami "Powstańcie Wojownicy"
Rejoniarze - inaczej grafficiarze - twórcy malowideł naściennych, patrolujący swoje rewiry.
Zafalować inaczej zawrzutkować - jest to każda forma aktywności ulicznej - wklejki, plakaty, graffiti, lusterka, kramelki i co tylko da się wymyśleć.
Jednym słowem AKCJA 3F.
Rewiry - przestrzeń aktywności grafficiarskiej. Cały czas szukamy nowych terenów, nowych miejsc w mieście. Najlepiej nie odkrytych i nie przejętych przez innych. Nie zależy nam na miejscach agresywnych. Staramy się o miejsca, w których nasza praca zostanie na lata.
Zgrzyty - wklejanie różnych przedmiotów w połączeniu z szablonem.
Osełkarze - twórcy rytych w szkle tagów. Jest to metoda bardzo skuteczna, gdyż ryty nie mogą być zamalowane. Jedynym sposobem ich usunięcia
jest wymiana szyby. Jednocześnie technika ta jest bardzo pierwotna, przywołuje prehistoryczne ryty naskalne. Większość osełkarzy to niestety
popaprańcy odpieprzający najzwyklejszą manianę.
Wpinanie się kramelkami - (pisownia oryginalna - red.) to wymyślony przez nas nowy sposób działania w mieście - dyskretnych wrzutów drewnianych kramelków z wypisanymi hasłami czy dobrymi życzeniami w stylu: Peace for Kosovo; Free Tibet; Peace - Freedom etc.
Lusterka - wklejanie luster z wyrytymi hasłami i prostymi symbolami.
Popaprańcy - to najlżejsze określenie chamskich teamów bazgrzących gdzie popadnie, niszczących wrzuty innych zespołów itd.


MARIUSZ WARAS BUDUJE MIASTO
[www.m-city.org]
Projekt powstaje w prawdziwej przestrzeni miejskiej i w internecie, co umożliwia udział w projekcie osób trzecich. Miasto budowane jest z szablonów (ok. 150 do wyboru, kilkunastu postaci, grup etc), które można dowolnie łączyć i kombinować.
Projekt jest nieco symboliczny, ponieważ niektóre szablony odwzorowują prawdziwe miejsca np. pracownie, squoty, a pod postaciami szablonowych bohaterów ukrywają się konkretne osoby i ekipy.
Największe city powstało na murze sklepu meblowego w Gdyni - ma 10 m długości.

CO TO JEST SZTUKA ULICY?
Vlepki, graffiti. Ingerencja w przestrzeń miasta, często nielegalna, która działa na przechodnia. W Polsce raczkuje.
A Twożywo?
To nie jest to samo. Trzeba wyjechać z Polski żeby to zrozumieć. Na przykład do Pragi, Paryża. Tam wszystkie znaki drogowe są zaklejone.
A twoja akcja jest nielegalna?
Nie - legalna. Ale vlepki są nielegalne.
2004 rok - I festiwal sztuki ulicy w Warszawie (Street Art Jam). Zrobiony przez ekipę warszawską "vlepvnet" - ściana nad Wisłą, którą podzieliły
się poszczególne ekipy. Było ich sporo. Była to pierwsza manifestacja street artu i graffiti w Polsce.
Graffiti charakteryzuje się zamknięciem - ich prace nie sa skierowane do przechodnia, są czymś w rodzaju komunikatu wewnętrznego - rodzaj śladu znaczącego granicę terytorium, - dlatego są zawsze podpisane. Vlepkarze to zupełnie inny temat, dlatego, że oni chcą i docierają do wszystkich, np. robiąc akcję w tramwajach. Pojawiają się i znikają zostawiając swe dziełka robione tuszem albo na ksero. Streetersom często pomaga ktoś przypadkowy. Można np. liczyć na zawodowych
plakaciarzy, chłopców, którzy naklejają billboardy, albo na znajomych, którym rozdajesz pakieciki vlepek. Fajne jest to, że w akcje daje się czasem wciągnąć wiele osób.
Robiąc "miasto" - kontynuuje Waras - zauważyłem, że ludzie wybierają szablony, które są podobne do okolicy, w której mieszkają. Robią coś
w rodzaju swojego miasta. Gość z nędznego rewiru robił nędzne city. Ludzie z blokowiska zrobili blokowisko.
Siła street artu polega na zaskoczeniu, wybiciu z rytmu przechodnia. Ruch pojawił się z potrzeby szybkiego przekazania informacji z ominięciem
oficjalnych środków przekazu. Najprostszą metodą jest vlepka. To szybki, osobisty i bezpośredni komentarz. Alternatywny język komunikacji. Ale
otwarty dla wszystkich. Kiedyś posługiwały się nim subkultury. Dziś wśród vlepkarzy są wszyscy. Normalni ludzie, którzy pracują, mają dzieci.
Oprócz festiwalu w Warszawie były jakieś pokazy?
Galeria odstrasza! Zresztą wśród vlepkarzy trudno znaleźć artystów z dyplomami. Były pokazy w miejscach alternatywnych, klubach. Ja sam
sprzedałem już kilka szablonów. Kupili je Niemcy za 250 Euro. Ale to wyjątek. Nie słyszałem, by w Polsce jakaś galeria czy kolekcja kupowała szablony i vlepki.
Co się zdarzy w najbliższej przyszłości?
Pojawią się rzeczy przestrzenne, rzeźby, jakieś instalacje


WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ
Coś, co w Polsce jest niszowe dobrze się sprzedaje np. w Berlinie. Na wielkich targach odzieżowych w byłej fabryce Simensa (koniec stycznia
’05), na których brylowały małe firmy z Hiszpanii i Portugalii, można było posłuchać dobrej muzyki, zobaczyć sztukę i powybierać w ciuchach pełnych zapożyczeń ze street artu. Firmy odzieżowe bez ceregieli kopiują najlepsze vlepki i szukają z zapałem nowych klisz ulicy. Kto wie, czy same ich nie tworzą zgodnie z wytycznymi nowych strategii marketingowych? To samo dotyczy reklamy.
Zresztą same targi zrobione w opuszczonej hali fabrycznej zostały zaprojektowane w ten sposób, by odsłonić industrialny charakter i dewastację. Trendy jest naturalny banał, brzydota i bieda. Takie wyjście z salonów, oczywiście z przymrużeniem oka. Większe znaczenie w marketingu ma teraz sam klimat, niż ciuchy. Klimat Richardsona.
Mnóstwo komiksów, sztuki, która złazi z wyżyn i służy reklamie. Jednym słowem pomieszanie. Chwilami nie wiesz czy jesteś na wystawie sztuki,
czy na targach. W Polsce też sie to porobiło. Przemysł niszczenia: stoisko, na którym można zamówić artystyczne niszczenie ciuchów - wychodzisz
ze sklepu w takim ubranku i jesteś cool. Kimś z ulicy. Polski Reserved też robi dwa salony eksperymentalne: w Gdańsku w Alfie i Warszawie na
Mokotowie. Na specjalne okazje (np. Walentynki) artyści będą malować na ścianach grafitti, pojawią się wiersze z blogów i sms’ów, muzyka komputerowa z wizualizacją. Szykują się też nowe kolekcje streetowe. Subkulturowe limitowane, specjalne serie. Wszystko powierzchowne, zewnętrzne, przyjemne. Ale tu nikt nie udaje, że chodzi o coś więcej. Moda jest narkotykiem, najlepszym afrodyzjakiem.
Wiecie, co to Guerilla Stores? To świeżutki "partyzancki koncept" firmy Comme des Garcons, która postanowiła otwierać sklepy na prowincji (m.in. w Warszawie w wieży mostu Poniatowskiego) w pomieszczeniach dzikich, squotowskich, bez remontu, etc. Oczywiście ciuszki w tych sklepach są drogie, dla elity, którą przyciąga streetowy klimacik.
Co można kupić w Guerrilli? Perfumy z serii Synthetics, czyli zapachy wydzielane przez "społecznie niepoprawnych".
To jest gra. Nieszkodliwa strzelanka miejska. Wszyscy dobrze się bawią. Pokonani są ofiarami systemu, ale nawet im nie zależy na jego złamaniu.
Wszyscy z niego żyją. I tak ma być. Jak w filmie Anny Witkowskiej Looper (2004) - który przedstawia człowieka biegnącego we wnętrzu
koła, sytuację bez wyjścia. Równie pesymistyczny jest ostatni projekt Witkowskiej: torby na zakupy z nadrukami parafrazującymi hasła marketingowe - wszystko i gówno [wszystko i tanio], getto, adolf, żaaba, stonka - codziennie to samo.

Rozmawiam z Tymoteuszem Wołodźko (1980) zdobywcą drugiego miejsca w konkursie Twożywa "nudzie nei". Robi pracę dyplomową w liceum plastycznym. Wymienia artystów, którzy mu się podobają: Zorka Project, endo...
Czy jest to twój pierwszy projekt? - Nie. Zacząłem rok temu od prac zarobkowych. Musiałem komuś pomóc w internecie. I tak się zaczęło. Pisanie skryptów, podmienianie danych. Zabawy wynikające z języka internetu.
A co ze sztuką w galeriach? Masz jakichś ulubionych
artystów? Długa cisza. Później wykręty.
Nalegam! W końcu słyszę odpowiedź: Obóz koncentracyjny
z klocków Lego Libery. Na pytanie gdzie lepiej się ogląda sztukę: w internecie czy w galerii wybór pada jednak na przestrzeń galeryjną.
- Wadą internetu jest magławicowość, zaletą łatwość publikowania. Należę do generacji, która nie wyobraża sobie życia bez sieci, bez własnej
strony - mówi Wołodźko. Właśnie siedzę nad nowym projektem, który polega na wyszukiwaniu przez generatorek stron z określonymi frazami, z
których powstanie takie webowe haiku. Fascynuje mnie wymuszona przez programy skrótowość i szybkość informacji. Musisz zmieścić się w 120
znakach i musisz zrobić to szybko, by nie wypaść z kontaktu. Forma rozmówek internetowych wymusza treść i ją ogranicza. Musisz zamknąć się w najwyżej jednym zdaniu, najlepiej równoważniku; stąd dla ułatwienia rozmowy akronimy, czy emotikony (www.netlingo.com). Świat ‚dzieje się’
w oknach windy, czasem nawet w dziesiątkach okien na raz. W tym samym czasie robimy absolutnie różne rzeczy, jesteśmy zupełnie różnymi
ludźmi, kryjemy się za maskami, zmieniamy płeć. W MUD’ach czyli grach RPG (Role Play Game), zdarza sie nawet, że gracze grają kilka postaci na
raz. Tak samo na IRC’u, czatach, gadu-gadu, tlenie, msn, skype itd. Gada się o wszystkim równocześnie: banał przeplata się z powagą. Moim
zdaniem ludzie rozmawiają dla samej rozmowy, dowodzi tego popularność ‚botów’ - programów komputerowych do rozmówek internetowych obdarzonych sztuczną inteligencją (http://alice.
pandorabots.com/). Gadasz sobie z komputerem. Rozrywka. Zwróć uwagę - mówi, Wołodźko - że mikrofony i kamerki nie są popularne, a przecież
są tanie i łatwe w instalacji. Chodzi o to, że odbierają anonimowość - jesteś słyszalny i widzialny - tracisz wolność. W ogóle internet kojarzy mi się z podróżą. Jedziesz gdzie chcesz. Po drodze masz przygody. Koleś(3), który wygrał konkurs na "nudzie nei" zrobił fajny projekt. Zamknął sie na tydzień w domu i łaził po internecie. Potem opublikował logi, czyli pliki tekstowe, w których się zapisały wszystkie adresy, które odwiedził, wszystkie połączenia, które nawiązał jego komputer z innymi maszynami. Gdyby to wydrukować zrobiłaby się z tego mapa podróży. Podróżując szukasz ludzi. I znajdujesz ich.
A co z rzeczywistością? - Na pewno fajna jest sztuka ulicy, banksy, graffiti, ale najlepszy był ruch flash mobb. Niestety zanika. To wszystko jest analogiczne do internetu, uzupełnia się. Ze strony internetowej ściąga się przecież valepki, zwołuje się akcje etc.
Galerie to śmierć? - Nie. Ale nie odgrywają żadnej roli w wymianie myśli. Nawet nie próbują komentować tego, co się dzieje.

Notki:
(1) Festiwal Sztuki Architektury, 3-4 grudnia 2004, Wydział
Architektury Politechniki Wrocławskiej, organizatorzy:
Marcin Szczelina, Bartek Adamczak, Malwina Witkowska,
Kamil Szołtysek, Kasia Hałdaś, Iwona Fabrowicz, Marta
Maliszewska, Emilia Czisek,
Agnieszka Trebenda

(2) Szukasz sztuki? - zajrzyj: www.agatanowicka.com
‘endo’, www.mase.prv.pl, www.komix.blog.pl, www.belle.
art.pl, www.kalashnikov.art.pl etc.

(3) autor: plx, internet
bio: jestem plx i mieszkam w internecie
o nudzie: wszystko, co robię wynika z nudy lub jej mutacji
tytuł pracy: praca nei ma tytułu
opis pracy: napisaliśmy program (niezbyt doskonały na razie)
który korzystając z googl’a wyszukuje osoby wg wskazanego
klucza. Kazaliśmy mu znaleźć adresy e-mail ludzi,
którzy użyli na swojej stronie stwierdzenia "nudzi mi się"
- wysłaliśmy do tych osób maila o treści: >>idź na spacer<<
Nasz program działa w podobny sposób, w jaki działają
programy marketingowe służące do rozsyłania tzw. spamu.
Postanowiliśmy skorzystać z tej >>nudnej<< konwencji
i też rozesłaliśmy spam! Nasza ‚grupa docelowa’ została
ściśle sprecyzowana: znudzeni ludzie. Idź na spacer - to
działa!


 

 

 
warto zajrzeć:
nano wg Drexlera
nowy tekst:
Mark Dery
Jamming w imperium znaków: hacking, slashing i sniping
fotografie Maćka Ostaszewskiego (Komuna Otwock) z demonstracji w Pradze