2001   archiwum  tekstów  sieciowych

Zbigniew Libera
Zimna wojna sztuki ze społeczeństwem

Artyści postanowli wziąć sprawy w swoje ręce. Nie są zadowoleni z instytucji sztuki, krytyków i prawicowej polityki kulturalnej. Może nie jest to wojna pełną gębą - niemniej w ich duszach grają werble. Jednym z najświeższych przykładów jest akcja Zbigniewa Libery, który zwołał grono artystów (m.in.: Roberta Rumasa, Artura Żmijewskiego, Alicję Żebrowska), by zrobić niezależną wystawę w Krakowie, Warszawie i Sopocie. Rezultaty może nie sa najlepsze (wg. Rumasa) - pierwsza wystawa już się odbyła w Krakowie - ale chodzi raczej o manifestację samej postawy.

Na parę dni przed pierwszym pokazem Libera rozesłał do kilku pism specyficzny, bo złożony z samych cytatów, tekst komentujący sytuację. Przytaczamy go w całości poniżej.

"Zacznijmy od pytania: Jak to się zaczęło?
W wieku osiemnastym wraz z upadkiem władzy duchownej,
pojawił się nowy typ mentora, chętny wypełnić pustkę i
zdobyć posłuch społeczeństwa. Świecki intelektualista
mógł być deistą, sceptykiem lub ateistą. Niczym biskup
lub proboszcz gotów był pouczać ludzkość, jak ma
kierować własnym losem. Od samego początku głosił, że
poświęca się dla dobra rodzaju ludzkiego i ma
ewangeliczny obowiązek ulepszania świata. [...] A
zatem - Oświecenie, czas polerowania czaszek, w Polsce
stołeczny Monitor ze swoją teorią kręgów, im dalej od
Warszawy, tym większa ciemnota. Nie panowie, nie uda
się wam nas wypolerować. Od dwustu lat prowadzicie
swoją akcję i wciąż jesteście samotni. Zmieniają się
tylko tytuły, w których ogłaszacie swoje listy do
ludzkości: od Monitora po Gazetę Wyborczą.

Większość z tego, co da się powiedzieć o ideowych
meandrach postępowych intelektualistów, da się także
powiedzieć o postępowych plastykach: fascynacja
społeczną utopią, pogarda dla zdrowego rozsądku i
myślenia potocznego, niechęć wobec tradycji i oddanie
idei postępu. Od z górą stu lat burżuj jest nie tylko
wrogiem lewicowych pisarzy, ale i nieprzyjacielem
postępowych artystów. Humaniści chcieli przepoczwarzyć
burżujów-kapitalistów w poletariuszy, artyści marzyli
o przekształceniu burżujów-kołtunów we wrażliwych
odbiorców swoich komunikatów. W obydwu przypadkach
burżuj musi się poddać reedukacyjnej procedurze, w
której intelektualiści i artyści pełnią funkcję
nadrzędną. Nie przypadkiem więc tak wielką
popularnością cieszyły się i cieszą - zwłaszcza po
wyjęciu z mody Marksa - w środowiskach artystycznej
bohemy pomysły Fryderyka Nietzschego. Spodobała się tu
idea nadczłowieka zmagającego się z nietwórczym
filistrem. Ów to zawistnik, który swoją chytrze
obmyślaną moralnością stara się utrącić wybitne
jednostki. Resentymentalni hipokryci nienawidzą
wzlotów ducha i ściągają na ziemię artystów pod
pretekstem obrony cnoty. Tradycyjna estetyka i
moralność to represyjne instrumenty świętoszków,
prawdziwy geniusz postrzegających jako zagrożenie dla
własnej miernoty.

Mit sztuki jako terapii wstrząsowej aplikowanej
społeczeństwu był formułowany na wiele sposobów, w
wielu obszarach kultury - w plastyce, kinematografii,
w literaturze. Podchwyciły go także psychologia,
pedagogika, kultura masowa. Zgodnie z tym paradygmatem
sztuka przestaje być medium łączącym odbiorcę z
Pięknem, a zaczyna pełnić funkcję działacza
społecznego i psychoterapeuty. Staje się procesem
negacji społecznie definiowanych struktur poznawczych,
które uniemożliwiają przeciętnemu człowiekowi
wykraczanie poza poznanie utylitarne. [...] Sztuka ma
być szczotką do czyszczenia przedsionka duszy.
Zaangażowanie społeczne eliminuje działalność
artystyczną w dawnym stylu. Stare kategorie estetyczne
tracą zastosowanie. Dziś klasycznie pojmowane piękno
nic nie znaczy, bo awangarda i odchodzenie od
wszelkich kanonów obowiązuje nawet i w mało
estetycznej dziedzinie, jaką jest polityka. Dzisiejsi
instalatorzy nie tylko nie udają, że planują
wypełnienie podekonstrukcyjnej luki nową treścią, ale
wręcz nie mogą tego czynić, skoro każda zaproponowana
określoność, każda stabilna forma estetyczna - to nowe
źródło deformacji świata. Dlatego konsekwentny
dekonstrukcjonista nie może zaproponować żadnej
trwałej identyczności w miejsce zniszczonej formy.
[...] Jego ulubionym zajęciem jest jak dawniej psucie
akceptowanych przez większość społeczeństwa wzorców
zachowań. [...] Ideologia walczącego artyzmu sytuuje
jej wyznawców w permanentnym konflikcie ze
społeczeństwem - z otaczającą ich większością. [...]
Jakakolwiek debata, do której [artyści] zostaną
zaproszeni, może dotyczyć wyłącznie ich obecności w
społecznym kontekście - musi mieć charakter refleksji
socjologicznej, a nie dyskusji o sztuce. [...] Teraz
postępowy artysta jest w najlepszym razie kimś w
rodzaju polityka, publicysty czy robotnika. Substancja
eteryczna przekształciła się w ciało i kości. Od tej
pory podlega ordynarnemu ciążeniu opinii publicznej,
savoire-vivreowi i kodeksowi karnemu. [...] I przy
okazji znosi się karę śmierci, bo ludzie postępu mają
bardzo czułe serduszka dla kolegów, którym się
powinęła nóżka.

W płaszczu ochronnym Sztuki Nowoczesnej grupa osób
łamie to, co stare społeczeństwo zwykło nazywać
dobrymi obyczajami. Agresja skierowana przeciwko
wspólnotowym wartościom i normom, przeciwko zbiorowym
tabu i szanowanym przez daną wspólnotę wizerunkom jest
uzasadniona, a nawet pożądana, ponieważ wspólnota
narodowa, okazuje się znowu siedliskiem reakcji,
katolickiego fundamentalizmu, polskiego i męskiego
szowinizmu, antysemityzmu. A gdzie nasza, obywateli,
godność? A w czym ta prawda? W kopulowaniu z krzyżem,
symbolem wiary? W publicznym robieniu kupy [prace
Jacka Markiewicza]? Z czego się to bierze? Z tego, że
rozwój sztuki rozumiany liniowo, tzn. tak jak nigdy
nie powinno się go rozumieć (o czym pisał już William
Hazlit w 1814 roku), definitywnie się skończył.
Spowodowało to, że artyści poszli w rozsypkę i każdy
zaczął działać na własną rękę. Na tym polega właśnie
postmodernizm: nastąpiła skrajna indywidualizacja,
każdy tworzy sztukę na swój sposób. [...] Alicja
Żebrowska pokazuje m.in. w swym filmie własne narządy
płciowe w trakcie masturbacji, dokonywanej z uczuciem
wolności i dumy.

Pojawia się jeszcze pytanie, dlaczego to władza
decydować ma o tym, co wolno, czego zaś nie wolno
artyście. Owszem można to rozstrzygnąć inaczej. W 1994
roku Robert Rumas, gdański artysta, wystawił na Długim
Targu swoje Termofory: gipsowe święte figury zamknięte
w gigantycznych foliowych zbiornikach, napełnionych
wodą. Akcja, przygotowana zresztą za zgodą ówczesnych
władz miasta, skończyła sią po kilku minutach. Tłum
wzburzonych przechodniów, nieco poturbowawszy
protestującego artystę, odbił z jego rąk figury i w
triumfalnej procesji przeniósł je do pobliskiej
parafii Bazyliki Mariackiej. Lepiej już może zgódźmy
się, że to demokratycznie wybrana władza została
powołana między innymi po to, by strzec nas przed
nieuzasadnioną agresją w przestrzeni naszego wspólnego
życia. Sądzę, że ten skandal i te protesty wypłynęły
na fali nadużywania symboli religijnych, nie tylko w
sztuce, ale i w kościele również - a może przede
wszystkim. [...] Pamiętamy wszyscy jak ksiądz
Jankowski z Gdańska parokrotnie zabawiał się w
nibyartystę - inscenizatora, aranżując w sposób
wybitnie prowokacyjny grób Chrystusa, były to swoiste
instalacje sytuujące się na pograniczu sztuki i
religii oraz sacrum i profanum. Gwiazda Dawida, sierp
i młot, etc. Artysta stara się wywołać szok - poza tym
nie ma nic do powiedzenia. Lub prawie nic - bo jednak
pewne rzeczy, może niechcący, wyraża. [...] Problem
polega na tym, że artyści [...] bądą szukać kolejnych
miejsc konfliktu, ponieważ oni się tym konfliktem
żywią. Więc będą eskalować przemoc symboliczną. W
przeciwieństwie do naszych słuchaczy miałem okazję
wziąć do ręki pismo Czereja [wydawane od 1992 r., pod
redakcją A. Żmijewskiego; przyp. Z.L.], będące
teoretycznym warsztatem grupy pani Kozyry i jej
kolegów. [...] Tam zostały przygotowane pomysły
prowokacji za pomocą pedofilii, pornografii
homoseksualnej, jeszcze radykalniejszych bluźnierstw
religijnych, które zapewne trafią do Zachęty i do
Zamku Ujazdowskiego w momencie, kiedy zareagujemy na
poprzednie prowokacje obojętnością.
To już nie jest sztuka. To są specyficzne wynalazki,
które cwani i uzdolnieni ludzie starają się zamienić
na rozgłos. Swoją pracą Libera wpisuje się w ciąg
zdarzeń bulwersujących masowego odbiorcę: ksiądz
Jankowski coś powiedział, ktoś spadł ale przeżył,
Libera zrobił obozowe klocki, przyjechała
supermodelka. Nie mówię, że nie są to wydarzenia
ciekawe, może dla niektórych ważne, ale sztuki w tym
wymiarze zdarzeń nie dostrzegam. Siła ich
oddziaływania jest z istoty chwilowa i po chwili
zostaje uśmiercona przez kolejne wydarzenia.
Niewykluczone, że w przypadku Libery ta atrakcyjność
będzie podtrzymywana przez system sztuki. Nie musimy
się tym jednak przejmować.
Drugi skandal to sam fakt wystawienia w poważnej
państwowej galerii czegoś, co sztuką po prostu nie
jest. Nie można bowiem uznać za nią kolekcji fotosów,
wykonanych w dodatku nie przez autora tego pożałowania
godnego pomysłu. Jeśli jednak jest to sztuka, to
bliżej nikomu nie znany pan Uklański nie jest
oryginalny. Pamiętam z czasów mej młodości, że podobne
kolekcje zdobiły wejścia do większości tańszych lub
prowincjonalnych kin. Ich kierownikom w głowie jednak
nie postało, by zbiory tych fotosów nazywać sztuką.
Pomysł pana Uklańskiego jest więc zwyczajną hucpą i z
artystyczną prowokacją ma wspólnego tyle, co ja z
hołubioną w pewnych kręgach Katarzyną Kozyrą.
Zabierając głos w sprawie sztuki, trzeba uważać, aby
nie stać się ofiarą niebezpiecznej w kulturze gry, im
bowiem więcej głosów oburzenia, tym mocniej wspomniane
dzieła obrastają nienależną im mitologią, gdyż same z
punktu widzenia klasycznych pojęć estetyki, która
zdaniem animatorów tego typu wystaw umarła, są
nicością. [...] Dzieło zyskuje rozgłos przez opór
zaściankowego społeczeństwa, dzięki temu oporowi
zyskuje rynkową wartość w tzw. świecie sztuki
powiązanym ze światem mediów. W przeciwieństwie do
takich dóbr jak samochód czy dom, możliwych do
oszacowania, wartość dzieła sztuki nie ma górnej
granicy. [...] Zdaniem animatorów tych działań sztuką
jest przede wszystkim to, co ma moc społecznego
oddziaływania i swoje życie zawdzięcza wyłącznie
społecznemu kontekstowi w jakim się pojawia.
Cezary Michalski, odwołując się do pamiętnego tytułu
Boya-Żeleńskiego nazwał tę grupę artystów i ich
menadżerów naszymi okupantami. Bo to oni mają
przewagę. Oni zresztą w swych wypowiedziach jasno
stawiają sprawę: walczą ze skostniałymi normami i
tymi, którzy chcą je utrzymać. Czy jednak otwierać dla
nich obszar przyzwolenia społecznego, bo w demokracji
każdy tak rzepkę skrobie, jak mu się podoba? Nie da
się chyba zastosować wariantu odwracam się i nic nie
widzę, bo subkultura wkracza do Centrum Sztuki
Współczesnej. [...] Zezwalanie na występy wojowników
pragnących przeorania społecznej świadomości tak, by z
dawnego społeczeństwa nie pozostał kamień na kamieniu,
to forma naszej akceptacji dla takiego planu. Nie
życzę sobie, aby moje pieniądze z podatków były
przeznaczone na działalność tej instytucji (mowa tu o
CSW Łaźnia w Gdańsku; przyp. Z.L.), tak jak nie
chciałbym, aby pozwalały istnieć klubom
homoseksualistów czy organizować koncerty Rolling
Stonesów. - To nie jest pruderia ani dewocja, tylko
protest przeciw liberalizacji norm społecznych -
tłumaczy posłanka AWS Joanna Fabisiak.
Czy radni mnie słyszą? Pani Kozyra, pan Klaman i ich
przyjaciele mogą sobie dalej tworzyć. [...] Nic się na
to nie poradzi, więc jakoś trzeba to znieść. Miejmy
nadzieję, że Ministerstwo Kultury w dalszym ciągu
będzie bez skąpstwa wspierać nonkonformistyczne
poszukiwania artystyczne."

  • Powyższy tekst składa się w całości z cytatów
    pochodzących z artykułów natępujących autorów:
    Natalia Budzyńska, Życie (8. 06. 1999)
    Wojciech Wencel, Życie (5. 05. 1999)
    Paweł Paliwoda, Życie (26. 01. 2001)
    Filip Meniches, Życie (8. 06 1999)
    Jan Wróbel, Życie (8. 02. 2001)
    Cezary Michalski, Życie (25. 01. 2001)
    nazwisko do wiad. redakcji, Życie (5. 02. 2001)
    Jerzy Lubicz, Nasza Polska (13. 02. 2001)
    Jarosław Zalesiński, Dziennik Bałtycki (14. 05. 1999)
    Bogdan Gieraczyński, Słowo Polskie (25. 06. 1999)
    Andrzej Osęka, 30 Dni (maj 1999)
    Cezary Michalski, Życie (25. 01. 2001)
    Krzysztof J. Nowakowski, Życie (9. 01. 2001)
    Jerzy Hanusek, Gazeta Wyborcza, dodatek krakowski
    (22/23. 11. 1997)
    Tomasz Mościcki, Życie (20. 11. 2000)
    Maciej Mazurek, Życie (1. 02. 2001)
    Jerzy Lubicz, Nasza Polska (13. 02. 2001)
    Jan Wróbel, Życie (8. 02. 2001)
    Wojciech Wencel, Życie (5. 05 1999)
    KSK, VN, ¸G, Łódź, Życie (18. 05. 1999)
    Łukasz Warzecha, Życie (3. 06. 1999)