2000   archiwum  tekstów  sieciowych
Stach Szabłowski Kulik w Warszawie . Fikcje i fakty, wykroczenia i przekroczenia


-To wystawa o miłości. To coś najintymniejszego i najbardziej lirycznego, co artysta może pokazać. - powiedział Oleg Kulik na swoim wernisażu w CSW.

Po Kuliku nie spodziewano się raczej intymnych wyznań i lirycznego tonu. 39- letni rosyjski kurator i performer przybył do Polski poprzedzony skandaliczną sławą artysty, który gryzie do żywego mięsa szwedzkich krytyków. Przed wystawą niektórzy liczyli na rozlew krwi i większą awanturę. Inni podejrzewali, że Kulik zdemaskuje się jako cyniczny manipulator, który na medium swojej sztuki wybrał afery. Dla mediów zapowiadał się na atrakcyjne dziwowisko - oryginała, który biega nago i szczeka jak pies.

Kulik w Warszawie wymknął się oczekiwaniom. Uroczy, elokwentny i dowcipny, rzeczowo tłumaczył swoje praktyki artystyczne. Dostał gorące owacje na spotkaniu z publicznością, konferencji prasowej, na otwarciu wystawy. Dziennikarze wietrzący w Kuliku ciele z dwoma głowami wychodzili ze spotkań przekonani (chwilowo przynajmniej) do jego przewrotnych teorii. Przerażający człowiek-pies okazał się autorem spójnej, przemyślanej i podchwytliwej intelektualnie sztuki.

Pies narodowości rosyjskiej.

Jakkolwiek Oleg Kulik angażuje się w rozmaite przedsięwzięcia i swobodnie używa różnych mediów, głównym i najgłośniejszym nurtem jego działalności są performances, w których artysta wciela się w rolę zwierzęcia, najczęściej psa. Posługuje się w tych akcjach strategiami artystycznymi, które zawsze zdezorientują odbiorców. Kłopot w tym, że wystąpienia Kulika nie mieszczą się nawet w liberalnie zakreślonych granicach przestrzeni sztuki. W swoich performances Kulik przekracza konwencje artystyczne i normy obyczajowe, a nierzadko łamie też prawo. Konstruuje drastyczne, ekstremalne sytuacje, nasycone realną przemocą i agresją. Element prawdziwego ryzyka dotyczy przede wszystkim samego autora - podczas akcji Kulik wystawia się na ból, pogardę, fizyczne zagrożenie i konsekwencje prawne. Na niebezpieczeństwo narażona jest jednak także publiczność, która musi liczyć się z przemocą ze strony performera.

Tak skrajne działania rodzą podszyte nieufnością pytania. Pierwsza wątpliwość dotyczy tego czy akcje Kulika w ogóle należy traktować jak "tekst kultury", czy też może jako zwyczajną patologię - krótko mówiąc, czy Kulik przypadkiem nie jest szaleńcem, który zainstalował się w przestrzeni sztuki. Druga, znacznie poważniejsza, wątpliwość to podejrzenie, że skandaliczne wystąpienia są po prostu sposobem nagłaśniania własnej osoby.

Hipoteza szaleństwa upada od razu. Jakkolwiek Kulik wchodzi w rolę psa bardzo głęboko i przeprowadza swoje wystąpienia z podziwu godną, ofiarną konsekwencją, jasne jest, że kontroluje sytuację, i potrafi ją zracjonalizować. Co do wyrachowania i strategii skandalu, to Kulik nie ukrywa, że "show", czy też "wydarzenie medialne" uważa za najskuteczniejszą i najlepiej dostosowaną do specyfiki naszych czasów formę przekazu artystycznego. Wystarczy jednak, choćby pobieżnie, przyjrzeć się sztuce Olega Kulika, by zrozumieć, że skandal, w jego przypadku rzeczywiście jest tylko medium nie zaś treścią wypowiedzi.

W psich akcjach, Kulik rozwija dwie, równoległe narracje. Pierwsza ma charakter polityczny. Jej genezy należy szukać w kontekście społecznej i kulturalnej sytuacji Rosji lat 90. Jak twierdzi sam Kulik, na początku dekady rosyjscy artyści znaleźli się w kulturalnej próżni. Sowiecki model życia rozpadł się w kawałki. Jednocześnie nic go nie zastąpiło. Budowa społeczeństwa na wzór zachodni utknęła w punkcie wyjścia. Życie codzienne, realia ekonomiczne i polityczne, wszystko niesłychanie się zbrutalizowało. Na dodatek na przełomie lat 80. i 90. wyludniła się scena artystyczna, szczególnie moskiewska. Na fali zainteresowania pierestrojką, na Zachodzie powstał boom na sztukę rosyjską i wielu twórców, zwabionych ekonomicznymi i artystycznymi perspektywami wyjechało zagranicę.

W obliczu wszechobecnego chaosu artyści z pokolenia Kulika szukali języka, który byłby adekwatny do otaczającej ich rzeczywistości. Doszli do wniosku, że takiego języka nie ma. Sięgnęli więc po "język bez języka", po głos, który wyrazić miał "nie-kulturę". Tym głosem stał się nieartykułowany ryk zwierzęcia, czyli konkurencyjna w stosunku do idei Kultury idea zwierzęcości. Kulik zaczął wcielać się w różne stworzenia: w ptaki, byka, a przede wszystkim w psa. Jako pies, i to nie do końca udomowiony, dziki a nawet zły, artysta stworzył metaforę regresji, figurę człowieka wyzutego z kultury, zredukowanego do najprostszych emocji, z których nie da się już odrzeć żadnej istoty: do strachu, agresji, głodu i miłości.

Tak można odczytywać praktyki Kulika w kontekście rosyjskim. Znaczenie figury człowieka-psa zmienia się jednak kiedy performer pojawia się na Zachodzie. Występując w Zurychu, Sztokholmie czy Nowym Jorku Kulik nie jest już po prostu psem. Objawia się jako pies wyposażony w narodowość: rosyjska sobaka. Artysta podstępnie ucieleśnia nie wypowiedziany ale mocno zakorzeniony stosunek ludzi Zachodu do Rosjan. Stosunek ten określają strach i pogarda. Metafora złego psa trafia w sedno. Nagi Oleg Kulik, w obroży, uwiązany na łańcuchu, warczy i szczeka na elegancko ubraną, kulturalną publiczność zachodnich galerii. Jest dziki, źle ułożony, dla osób, które znajdą się w zasięgu jego łańcucha nawet niebezpieczny. Na filmach wideo dokumentacjach akcje Kulika widać, jak niektórzy widzowie zakładają, że performance prowadzony jest tylko do pewnych granic, że sytuacja jest umowna. Jednak kiedy zbliżają się do artysty okazuje się, że tan narusza "sztuczność" sztuki i boleśnie kąsa. Ostatecznie, to również obejrzeć można w wideo-zapisach wystąpień Kulika, żenującą scenę przerywa policja, która aresztuje niesfornego cudzoziemca ze Wschodu. Co ciekawe stróże prawa często ulegają sugestii psiej tożsamości Kulika i ciągną go do radiowozów za łańcuch przyczepiony do obroży - aresztowany pozostaje przy tym na czworakach.

Animalistyczna utopia.

Równolegle z wątkiem politycznym Kulik prowadzi inną narrację - buduje prowokacyjną, społeczną (?) utopię. Artysta wizualizuje tę utopię w rozbitym na cykl prac projekcie, który nazywa "Zoofernią". W dużym skrócie punktem wyjścia jest rozczarowanie kulturą i założenie, że współczesna cywilizacja wyczerpała etyczno-moralny kredyt zaufania. Odpowiedzią na ten stan rzeczy jest idealistyczny projekt w guście Jean-Jacquesa Rousseau, tyle że w miejsce "szlachetnego dzikusa" z pism Francuza podstawiony jest człowiek wychodzący naprzeciw zwierzęciu. Kulik wieści epokę "posthumanistyczną", domaga się złamania antropocentryzmu i równouprawnienia gatunków biologicznych. Wobec moralnego bankructwa ludzkości, drogę wyjścia z impasu widzi w rudymentarnej prawdzie świata zwierząt.

Wystawa w warszawskim CSW to właśnie część "Zoofrenii". Kulik pokazał dwie instalacje, poglądowe modele animalistycznej utopii. "Rodzina przyszłości" opowiada, artysta wyznał to publiczności na otwarciu, o jego osobistych marzeniach. Kulik zbudował makietę (w skali 1:1) domku, w którym chciałby zamieszkać na starość i cieszyć się rodzinnym ciepłem i miłością. Mieszkanie i wyposażenie zaprojektowane jest dla pary człowiek-pies. Pomieszczenie zdobią utrzymane w konwencji rodzinnego albumu fotografie dokumentujące pożycie takiej pary. Na ekranie telewizora obejrzeć możemy film, stylizowany na "domowe wideo' przedstawiający zabawy człowieka (Kulika) i jego partnera (psiska rasy mastif). Ściany wyklejone są tapetą z figlarnymi motywami ludzko-psiej ars-amandi.

Druga, zatytułowana "Gołębnik" praca posłużyła za scenerię performance wykonanego przez Kulika w wieczór otwarcia wystawy. Artysta wszedł do pełnej gołębi obszernej klatki, rozebrał się i ułożył na zamontowanym w środku hamaku. Potem zapadły absolutne ciemności. Widzów dochodził tylko trzepot skrzydeł i czułe westchnienia performera. Scenę rozświetlały od czasu do czasu flesze aparatów dokumentujących akcję. Wykonane podczas wystąpienia zdjęcia zawisły potem w "Gołębniku" w miejsce ptaków, które wróciły już do domu (czyli do gołębnika hodowcy). W instalacji znalazły się też inne fotografie przedstawiające Kulika podczas seksualnych interakcji z różnymi gatunkami zwierząt.

W rozważaniu twórczości Olega Kulika najważniejsze wydaje się rozróżnienie między fikcją i rzeczywistością. Kulik należy do artystów, którzy bardzo daleko wychodzą poza konwencje, strategie reprezentacji i umowność sztuki. Nie należy jednak zapominać, że przekroczenia te służą budowie fikcyjnych narracji. Człowiek-pies Kulika nie jest mężczyzną, który zmienił się w psa lecz żywą figurą w precyzyjnie skonstruowanych dyskursach - figurą rosyjskiej świadomości lat 90., figurą zachodniej "kolonialnej" podświadomości, która boi się i jednocześnie lekceważy świat leżący za jej własnymi granicami. "Zoofrenia" z kolei jest testem pojemności pojęcia Innego. Współczesna cywilizacja, przynajmniej zachodnia, czyni obecnie wielki wysiłek otwarcia na Inność: Inne orientacje seksualne, Inne kultury, Inne modele życia. Kulik proponuje tymczasem Innego, który znajduje się poza (aktualną) granicą akceptacji: w jego pracach Innym jest zwierzę. Artysta w końcu nie uważa na serio, że animalistyczna utopia jest rozwiązaniem problemów społecznych na przyszłość. Natomiast na serio interesuje go badanie wytrzymałości pojęć i definicji kultury. Skandal jego praktyk nie polega tak naprawdę na naruszeniu norm obyczajowych - naruszenia te nie są znów aż tak straszne, by osoba o przeciętnie otwartym umyśle nie mogła przejść na nimi do porządku dziennego. Natura tego skandalu ma charakter bardziej abstrakcyjny - bulwersujący jest fakt, że Kulik eksploruje rzeczy, które nie dają się pomyśleć, dochodzi do granic tego, co Niemożliwe. Niemożliwa jest bowiem przemiana człowieka w psa, niemożliwe jest równouprawnienie gatunków, po prostu niemożliwe jest przekroczenie człowieczeństwa. Obcowanie z pracami Kulika wywołuje w odbiorcy podobny niepokój co zetknięcie się z szaleństwem, które właśnie takim przekroczeniem bywa.

Aby stworzyć tego rodzaju intelektualny skandal, Kulik musi się uciekać do działań, które są skandalami obyczajowymi. Rzecz w tym, że Niemożliwości nie można dotknąć w teorii. Transgresyjne gesty artysty (głębokie utożsamienie się z psem, przedstawienia kontaktów seksualnych ze zwierzętami) uwiarygodniają fikcyjną narrację, sprawiają, że stają się ona godna uwagi. Trick polega na tym, że Kulik pokazuje iż Niemożliwe jest jednak Możliwe.