wybrane z archiwum:

nr 24/00

nr 25/01

 

 


 
 
 

 

 
 
biblioteczka
tekst opublikowany w Magazynie Sztuki 29/2004  

Mark Dery Jamming w imperium znaków: hacking, slashing i sniping [fragment]

 

Publikowane fragmenty pochodzą z eseju Culture Jamming: Hacking, Slashing and Sniping in the Empire of Signs opublikowanego w 1993 roku w Open Magazine Pamphlet Series (pamphlet #25). Wersja sieciowa pod adresem: http://www.levity.com/markdery/culturjam.html

Mark Dery jest teoretykiem kultury. Wydał antologię Flame Wars: The Discourse of Cyberculture (Duke University Press, 1995), jest autorem Escape Velocity: Cyberculture at the End of the Century (Grove Press, 1996). W 1999 roku Grove Press wydało zbiór jego esejów, The Pyrotechnic Insanitarium: American Culture on the Brink. Publikuje artykuły w The New York Times Magazine, Rolling Stone, The Village Voice Literary Supplement, Suck i Feed. Zajmuje się nowymi mediami, cyberkulturą i kulturą, jak ją określa, "niepopularną".

Tekst, którego fragmenty zamieszczamy, pochodzi sprzed jedenastu lat. Sygnalizuje ważne zjawisko, ale wiele jego aspektów pomija; nie wspomina o graffiti, szablonach i wlepkach, napomyka o collage'ach Negativlandu, ale pomija całą kulturę hip-hopu z jej samplingami i, co ważniejsze, jej próbami budowania własnych "ruchomych nisz akustycznych" w przestrzeni miasta. Z oczywistych względów "kończy się na rubieży elektronicznej" i nie opisuje jammingu w Sieci, bo ten na dobre rozwinął się później: hacking, cracking, ideologia Linuxa, programy open source, freeware, p2p, to różne formy reagowania na dominowanie cyberkultury przez wartość policzalną w pieniądzu, swoiste odzyskiwanie danych, wykradanych z wymiany ekonomicznej czy też (jak w przypadku Linuxa) funkcjonujących poza nią.

I. Imperium znaków
"Amerykanie - pytał John F. Kennedy - czy nigdy nie mieliście ochoty znaleźć się po drugiej stronie ekranu telewizyjnego"? Naprawdę nie pytał Kennedy, ale aktor grający w "Media Burn", spektaklu grupy Ant Farm z 1975 roku. "Kennedy" tak mówił na temat uzależnienia Amerykanów od narkotyku z anteną: "Kontrolując informację, monopol medialny kontroluje społeczeństwo".[...] Kiedy kończyło się przemówienie, zaczynała płonąć ściana telewizorów: eksplozje, kłęby dymu, ryk publiczności i w kilka minut później przez dopalającą się ścianę na scenę wbijał się cadillac, po czym z chrzęstem hamował wśród poczerniałych szczątków odbiorników. [...] Spektakl upamiętniała wydana 10 lat później pocztówka z czterowierszem:

Modern alert plague is here
burn your TV exterminate fear
Image breakers smashing TV
American heroes burn to be free

W "Media Burn" Ant Farm publicznie pozwolili sobie na zakazaną przyjemność kopnięcia w kineskop.
Dzisiaj, prawie dwie dekady później, cyklopowe oko TV zagląda w każdy kąt kulturowej sceny, a pragnienie oślepienia go pozostaje tak silne jak dawniej.[...]
To już ponowoczesny banał, że nasze życie bezpośrednio i nierozerwalnie związane jest z doświadczeniem telewizyjnym. Dziewięćdziesiąt osiem procent amerykańskich gospodarstw domowych (więcej niż posiadających kanalizację) wyposażonych jest w przynajmniej jeden odbiornik, włączony średnio siedem godzin dziennie. Kurczące się fundusze na szkoły publiczne i biblioteki, w zestawieniu z ciągle rosnącą sprzedażą VCR oraz gier elektronicznych prowadzi w efekcie do kultury bez książek("aliteracy")[...]1
To też już banał, że dwie trzecie Amerykanów czerpie gros informacji z TV. Zajmujący się prognostyką mediów Bill McKibben pyta, jaka jest wartość wymienna tych danych: Mówimy, że żyjemy w "epoce informacji", że mamy do czynienia z "eksplozją" informacji, że dokonała się "informacyjna rewolucja". W pewnym, ograniczonym sensie jest to prawda, ale pod wieloma znaczącymi względami mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Naszym udziałem jest również głęboka ignorancja: podstawowa żywotna wiedza którą ludzie zawsze dysponowali - kim jesteśmy i gdzie żyjemy, zdaje się być poza naszym zasięgiem. Odświecenie Unenlightenment. Epoka braku informacji.2
[...]
W czasach Reagana Ameryka przeistoczyła się w demokrację telewizyjną, której głównym celem jest kontrolowanie społeczeństwa poprzez fabrykowanie obrazów i manipulowanie nimi. "Staraliśmy się (ekipa prowadząca kampanię Reagana) stworzyć możliwie najbardziej żywą (entertaining), atrakcyjną wizualnie scenę z myślą o ekranie TV i wymogach kamer wszystkich stacji - wyjaśniał były doradca Reagana Michael Deaver - [Scenę] tak dobrą, by mogli powiedzieć 'Niech to, ten materiał zrobi nam wieczorny program'. Staliśmy się hollywoodzkimi producentami" 3
Przemiana amerykańskiego społeczeństwa w społeczeństwo wirtualne w najbardziej godny opłakania sposób uwidoczniła się w czasie wojny w Zatoce - serialu-dla-TV, za którym poszły rozmaite gadżety (T-shirty, czapeczki baseballowe, papier toaletowy z Saddamem, prezerwatywy Pustynna Burza[...].
Kiedy operator Jon Alpert, pracujący wtedy dla NBC, przywiózł materiały pokazujące koszmarne skutki bombardowań amerykańskich w Iraku, stacja, której właścicielem jest największy na świecie producent broni, General Electric, wyrzuciła Alperta a filmu nie wyemitowała. Zresztą i tak nie wywołałby on żadnej reakcji natury politycznej: przez cały czas trwania wojny naród amerykański domagał się prawa do tego, by nie wiedzieć. Wyniki ankiety cytowanej w "New York Times" były szczególnie przygnębiające: "Wobec wyboru: zwiększać kontrolę militarną nad informacją, czy też pozostawić decyzje o sposobie informowania o wojnie w gestii news organizations, 57% respondentów opowiedziało się za zwiększeniem kontroli".4 W czasie pierwszych tygodni wojny news organizations działały ręka w rękę z Pentagonem: nie mówiło się niemal nic o marszach protestacyjnych, a Deaver nie posiadał się z zachwytu: "Gdyby wynająć firmę PR, żeby przygotowała projekt informowania o międzynarodowym konflikcie - bablał - nie zrobiliby tego lepiej". Skądinąd wynajęto firmę PR, Hill & Knowlton, która organizowała zeznania przed Kongresem młodej kuwejckiej kobiety; jej mrożące krew w żyłach opowieści o niemowlętach wyrzucanych z inkubatorów przez irackich żołnierzy, i "umierających na zimnej podłodze" skutecznie mobilizowały powszechne poparcie dla wojny. Prawdziwość zeznań nigdy nie została udokumentowana, a tożsamości kobiety nie ujawniano - była to córka ambasadora Kuwejtu w USA - ale nie bądźmy drobiazgowi.[...]
Mark Crispin Miller trafnie podsumowuje miejsce telewizji w naszym społeczeństwie: wszyscy oglądają telewizję, ale w gruncie rzeczy nikt jej nie lubi. I żadna to tajemnica. Jedynymi obrońcami dzisiejszej telewizji są jej zarządcy, korzystający z niej reklamodawcy i skompromitowane grono akademickich popleczników. Innych obrońców telewizja nie ma, bo też nie ma tu czego bronić.[...]5
"Globalny oligopol medialny - pisze Ben Bagdikian -pozostaje niewidoczny dla oka konsumenta... W kioskach rzędy gazet i czasopism w każdym kolorze i na każdy temat... Na całym świecie mnożą się kanały kablowe i niekablowe, podobnie jak kasety wideo i nagrania muzyczne... Gdyby jednak ten wielobarwny kalejdoskop nagle znikł i zastąpiły go korporacyjne kolofony tych, do których cała ta podaż należy, pozostałby szary collage kilku multinarodowych nazw..."6 W swojej przełomowej książce The Media Monopoly, Bagdikian pisze, że liczba transnarodowych gigantów medialnych spadła do 23 i ciągle maleje. Herbert Schiller wskazuje na jeszcze inne zjawisko: problem sprywatyzowanej informacji w powiązaniu z ograniczeniem dostępu. "Komercjalizacja informacji, jej prywatne nabywanie i sprzedaż, stały się potężnym przemysłem. Materiału przykrawanego do różnych potrzeb za każdą cenę jest więcej, niż kiedykolwiek przedtem, a bezpłatna publiczna informacja, opłacana przez podatników, atakowana jest przez sektor prywatny jako niedopuszczalna forma subsydiowania... Jednostka ma coraz mniejsze szanse dowiedzieć się, co ją naprawdę otacza w kraju i na świecie"7. [...]
W Ameryce kapitalizm fabryczny został wyparty przez gospodarkę informacyjną. Oznacza to zredukowanie nakładu pracy do operowania symbolami - w miejsce procesu produkcyjnego [mamy procesy przetwarzania danych] na komputerach. Maszyny przemysłowe stanęły, ustępując miejsca fantasmagorycznemu kapitalizmowi, który produkuje niepochwytne dobra - hollywoodzkie blockbustery, telewizyjne sit-comy, slogany, jingle, modne słowa, obrazy, chwilowe megatrendy, transakcje finansowe przepływające wiązkami światłowodów. Toczymy wojny Nintendo, przy użyciu bomb wyposażonych w kamery: mariaż kina i broni daje telewizję, która zabija. [...]

II. Jamming kultury
Stajemy przed pytaniem: jak boksować się z cieniami? Innymi słowy: jaki kształt przyjmuje zaangażowana polityka w imperium znaków? Odpowiedź leży być może w "semiologicznej guerrilli" Umberta Eco. "Odbiorca informacji zachowuje szczątkową wolność: wolność czytania go w odmienny sposób... Trzeba namawiać publiczność do kontrolowania przekazu i jego licznych możliwości interpretacji... stosowania jednego medium dla przekazania opinii na temat innego medium... Niech Uniwersum Komunikacji Technologicznej patrolują grupy komunikacyjnych guerrillas, które przywrócą krytyczny wymiar pasywnej recepcji"8 . Eco zakłada, a priori, radykalną politykę wizualnego "alfabetyzmu", o koncepcji tej pisze również Stuart Ewen, krytyk kultury konsumpcyjnej. "Żyjemy w czasach kiedy obraz stał się dominującą formą wypowiedzi publicznej, górując nad wszystkimi innymi w strukturowaniu znaczenia - argumentuje Ewen - Z racji naszego, takiego a nie innego wykształcenia, nie jesteśmy przygotowani do odczytywania retoryki obrazów, nie znamy ich historycznego rozwoju, nie ogarniamy społecznych implikacji"9. W społeczeństwie ciepła, światła i elektronicznych poltergeistów - zjawiskowym świecie "nieograniczonego bezmiaru, jaśniejącego światła, połyskliwych i gładkich rzeczy materialnych " projekt rekonstrukcji znaczenia albo przynajmniej odzyskania tego pojęcia z obszaru działów marketingu i firm PR, jest projektem zgoła desperackim; czegoś takiego może się podjąć tylko biegły w czytaniu obrazów pogromca duchów ze swoimi kolegami. Czyli jammerzy.
"Jamming" to w slangu CB przeszkadzanie nadawcy albo dwóm rozmówcom; jammer będzie pierdział wargami, opowiadał obscena i wyczyniał inne podobne dowcipasy. Jamming kultury, dla kontrastu, skierowany jest przeciwko coraz bardziej przenikającej nasze życie, nachalnej, instrumentalnej technokulturze, której zadaniem jest produkcja przyzwolenia poprzez manipulowanie symbolami. Określenie "jamming kultury" zostało użyte po raz pierwszy przez Negativland, kapelę robiącą kolaże dźwiękowe. Chodziło o "ataki" na billboardy i inne formy sabotowania mediów. W czasie Jamcon '84, jeden z członków kapeli mówił z kamienną twarzą: "Wzrasta świadomość w jaki sposób środowisko medialne, w którym jesteśmy pomieszczeni, oddziałuje na rozwój naszego życia wewnętrznego i nim kieruje: zaczynamy się opierać... Zręcznie przepracowany billboard... sprawia, że widz publiczny zaczyna się zastanawiać nad strategią korporacyjną. Pracownią jammera jest cały świat". Po trosze artystyczni terroryści, po części mówiący wernakularem krytycy , jammerzy kultury, jak "komunikacyjni guerrillas" Eco, zakłócają sygnał biegnący z nadajnika do odbiornika, zachęcając do idiosynkratycznych, niezamierzonych interpretacji. Przeszkadzając tym, którzy się nam narzucają, jammerzy nadają medialnym artefaktom nowe, wywrotowe znaczenia; rozszyfrowują je i pozbawiają uwodzicielskiej siły, stanowią niezbity dowód na to, że prawica nie ma wyłączności na wojnę wypowiadaną symulacjom i inkantacjom. Opisani przez wspomnianego już Ewena kryptografowie kultury, nie godząc się na rolę pasywnych nabywców, nadają nowy sens pojęciu dyskursu publicznego. Jammerzy, co ważne, to Groucho marksiści: zawsze dbali o to, żeby dobrze się bawić przy okazji demolowania opresywnych ideologii. Jak zauważył kiedyś Jello Biafra, niepoprawny żartowniś i były wokalista Dead Kennedy: "Istnieje duża różnica między 'zwykłym przestępstwem', jak zwędzenie czegoś w sklepie, a przestępstwem 'twórczym', formą ekspresji... Kreatywne przestępstwo podnosi na duchu... Jaki może być lepszy sposób, żeby przetrwać w naszym mrówczym społeczeństwie, niż atakować mass media usypiające scenę publiczną?...A prank a day keeps the dog leash away!"10
(...)

tłumaczenie Ewa Mikina

"Magazyn Sztuki On Line" © magazynsztuki@home.pl
archiwum_index