archiwum tekstów  sieciowych:
teksty on line
 
 
biblioteczka:
Trzecia kultura.
Obudź się Europo w rzeczywistości Tech

Frank Schirrmacher

Manifest Schirrmachera Obudź się Europo w rzeczywistości Tech został opublikowany 23 maja 2000 w niemieckiej gazecie "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Wywołał on duży oddźwięk w całej prasie niemieckiej i spowodował poruszenie w niemieckich kręgach intelektualnych. "FAZ" zawsze odgrywał istotną rolę w kształtowaniu kultury niemieckiej, rozumianej do tej pory jako kultura przez duże K.

Już kilka tygodni po ogłoszeniu manifestu Schirrmachera udało się zainicjować w Niemczech dyskusję na temat poglądów takich między innymi autorów jak Bill Joy, Ray Kurzweil, V.S. Ramachandran, Patrick Bateson, James Watson, Craig Venter; "FAZ" nawiązał też współpracę z "Edge", której efektem była równoczesna publikacja w Anglii i Niemczech manifestu Davida Gelerntera, "The Second Coming". [patrz: www.edge.org ]
John Brockman

FRANK SCHIRRMACHER urodził się w Wiesbaden w 1959 roku. Studiował literaturę niemiecką i angielską w Heidelbergu, potem filozofię i germanistykę w Clare College w Cambridge, gdzie uzyskał doktorat.
W 1989 roku został szefem działu kultury i nauki we "Frankfurter Allgemeine Zeitung", który należy do najbardziej znaczących gazet w Niemczech. Od 1994 roku jest jednym z wydawców "FAZ". Ponadto jest członkiem Goethe-Institut, członkiem komitetu doradczego ds. kultury przy Expo 2000 oraz członkiem Herbert Quandt-Stiftung, Bad Homburg. Zdaniem "Newsweeka" jest jednym z najbardziej znaczących Niemców XXI wieku.



NOWY JORK. Wystarczy, że przymkniesz na moment oczy i już coś cię omija

W o wiele większym stopniu niż którekolwiek z poprzednich pokoleń, niemal co tydzień, jesteśmy zaskakiwani przez innowacje technologiczne i naukowe. Tymczasem Europa nie ma na ich temat nic do powiedzenia. J. Craig Venter odczytuje kod ludzkiego genomu, a opinia publiczna widzi w tym zaledwie kolejne osiągnięcie nadające się do zarejestrowania w urzędzie patentowym. Nasze, coraz większe uzależnienie od sieci danych wzbudza zainteresowanie wyłącznie wtedy, gdy systemy padają, zarażone wirusem Love.

Amerykański teoretyk i ekspert komputerowy Ray Kurzweil przy chórze zgodnych głosów przepowiada, że jeszcze za naszego życia komputery zdobędą przewagę nad ludzkim umysłem. W Niemczech prawie nikt nie zna jego nazwiska. Być może dlatego, że jego bestseller The Age of Spiritual Machines pojawił się w zeszłym roku w tłumaczeniu niemieckim pod tytułem tyleż nieświeżym, co mogącym uchodzić za parodię: Homo S@piens.

Europejska inteligencja wkracza w XXI wiek w milczeniu, uparcie i z niedźwiedzim wdziękiem omijając problem. Nietrudno wyobrazić sobie któregokolwiek ze współczesnych europejskich intelektualistów, jak męczy się nad nowym, dopiero co przyniesionym ze sklepu edytorem tekstów. Wścieka się, że "nie kopiuje", z góry zakłada brak technicznego know-how, przy byle kaprysie przewodów i wtyczek ogarnia go (często usprawiedliwiona) niechęć. Taka postawa jest charakterystyczna wobec całego rewolucyjnego przesunięcia paradygmatu. Nowa epoka nie przychodzi do nas, Europejczyku, w przebłysku inspiracji, jest raczej postrzegana jako "program przekwalifikowania": przesiadania się z maszyny do pisania na komputer, przechodzenia od komputera do Internetu.

Może dlatego właśnie tak wielu europejskich intelektualistów przyrównuje aktualną sytuacją do wcześniejszego pojawienia się innowacji technologicznych, takich jak samochodu czy lodówki. Czyniąc tak popełniają oczywisty błąd. Ray Kurzweil być może się myli, kiedy przepowiada, że w ciągu najbliższych 20 lat bio- i nanotechnologia oraz technologie komputerowe bardziej odmienią nasze życie, niż wszystkie przemiany, jakie się dokonały na przestrzeni całego XX wieku. Rzecz warta jest jednak zastanowienia, szczególnie w dobie uświadomionych technologicznie rządów "zielonych". Tymczasem, gdy inni programują naszą przyszłość, my walczymy zajadle z przewodami, wtyczkami i przełącznikami.

Jaron Lanier"Europa przestała myśleć, dostarcza jedynie software'u" - ogłasza Jaron Lanier

[http://www.edge.org/3rd_culture/lanier/lanier_index.html]

[pobierz "Manifest" J. Laniera w formacie txt. z witryny "Magazynu"]

Jego zdaniem podstawowe pytania dotyczące bytu, iluzji i świadomości, które dotąd stawiali zachodni filozofowie, już niedługo będą zadawać komputery. "A kiedy to się stanie, [maszyny] będą mogły korzystać z software'ów napisanych przez Kanta i Heideggera".

Lanier jest przekonany, że ewolucja technologiczna doprowadzi do wykreowania sztucznej inteligencji, a ta zawsze wyłowi jakiś błąd w programie. Immanuel Kant, Arthur Schopenhauer i Friedrich Nietzsche to nic więcej jak zarażone wirusem wersje ludzkiej świadomości. "Filozofowie" - powiada Lanier - "skazali ludzkość na ciągłe testowanie beta-wersji własnych software'ów".

Jaron Lanier to jeden z amerykańskich cyber-guru, gracz na nowej scenie intelektualnej, której Europa właściwie jeszcze nie odkryła. A odkryć powinna, jeśli chce być przygotowana do wejścia w nowy wiek. Lata temu Lanier ukuł określenie "rzeczywistość wirtualna", a reputację zaskarbił sobie pisząc spektakularne programy komputerowe. Teraz zajmuje się rekonstruowaniem muzyki starożytnego Egiptu. "Usłyszymy coś, czego niegdyś słuchali faraonowie - to klasyczny przypadek inżynierii odwróconej".

Może się wydawać zdumiewające, jak daleko cofa się w przeszłość współczesna elita technologiczna. Źródeł tego powrotu do przeszłości być może należy szukać w tym, co Nathan Myhrvold - były asystent Stephena Hawkinga, (autor Krótkiej historii czasu), który stał się miliarderem, pracując jako jeden z głównych strategów Microsoftu - nazywa "drugą ewolucję": przyszłe pokolenia tak samo nie będą rozumiały naszych pojęć czasu i przestrzeni, jak my nie jesteśmy w stanie zrozumieć tych, które obowiązywały w średniowieczu. Być może przekonanie to wyjaśnia, dlaczego w wolnym czasie Myhrvold organizuje ekspedycje badające życie dinozaurów. Z kolei Bill Gates kolekcjonuje Leonarda da Vinci i sztukę "wysoką", co mówi nam nieco o tym jak postrzega sam siebie. J. Craig Venter, który złamał kod genomu, naśladuje Krzysztofa Kolumba, odbywając na jednoosobowym jachcie samotną podróż odkrywcy. Ray Kurzweil, komentator rewolucji technologicznej (i posiadacz niezliczonych patentów), każe swojemu komputerowi układać nowe sonety Szekspira. Daniel Hillis, twórca super komputerów, buduje zegar mechaniczny, który ma działać przez następne 10.000 lat i który nazywa "swoim małym, prywatnym Stonehenge".

"Od 1970 roku - mówi Myhrvold - moc komputerów wzrosła w skali jeden do miliona". Tempo to powinno, jego zdaniem, utrzymać się przez najbliższe 20 lat. Żeby rzecz przybliżyć: stosunek jeden do miliona ma się tak jak rok w stosunku do 30 sekund. Inaczej mówiąc, dzisiejszy komputer potrzebuje 30 sekund na wykonanie zadania, które przy pracy na starszych modelach musiałoby pochłonąć około roku czasu. W roku 2010 komputerowi wystarczy 30 sekund, by uporać się z zadaniem, które komputerowi z lat 70. zajęłoby milion lat. "W przeszłości" - powiada Myhrvold - "to astronomowie budowali nowe narzędzia, teraz nowe narzędzia konstruują eksperci od biokomputerów".

W przekonaniu Myhrvolda połączenie inżynierii genetycznej i technologii komputerowych spowoduje rewolucyjny przełom na niespotykaną skalę. Powołując się na model AOL/Time-Warner, zakłada on, że małe firmy, pracujące nad biotechnologiami, zostaną wykupione przez wielkie korporacje farmaceutyczne. "Wymiar tych przemian przekracza możliwości mojej wyobraźni" - pisze.

W latach 50. ludzie przyjeżdżali do Paryża po to, by zobaczyć Jean-Paul Sartre'a rezydującego przy kawiarnianym stoliku czy spierającego się z Albertem Camus. Dziś pępek świata jest w Nowym Jorku. W tym mieście, w holu najlepszego hotelu w Waldorf-Astorii, spotkało się 19 maja roku 2000 dwóch mężczyzn: czterdziestoletni Myhrvold i trzydziestoletni Ben Goertzel. Przypominali dwóch artystów: uznaną sławę i hałaśliwego młodzika. Żeby metafora miała swój wydźwięk starszy powinien był zapytać młodszego nad czym pracuje, jak niegdyś Goethe zapytał Heinricha Heinego, a młodszy winien odpowiedzieć "nad nową wersją Fausta". Myhrvold zapytał jednak: "Czy on coś wie?", na co Goertzel odpowiedział, że to jeszcze niemowlę. Rozmawiali o sztucznej inteligencji w Internecie. Ben Goertzel już wcześniej który ściągnął do swojej firmy młodych, uzdolnionych ludzi z całego świata, by w stworzonym przez siebie zespole pracować nad nią. Teraz Myhrvold dał mu dokładnie 15 minut czasu, by ten przesądził o swoim przeznaczeniu. "Naszym dzieciom nie będziemy opowiadać o drzewach, kwiatach i ząbkach, bo o tych rzeczach nigdy nie będą miały pojęcia. W zamian nauczymy je co to są pliki i sekwencje MIDI. W ten sposób przekażemy im własne doświadczenia". Oto młodzi ludzie opowiadają młodym miliarderom o rozwoju sztucznej inteligencji jakby recytowali wiersze.

Wedle Myrvholda inżynieria genetyczna i rozwój sztucznej inteligencji to dwie główne obsesje elity amerykańskich naukowców. Daniel Hillis, twórca najpotężniejszego jak dotąd komputera na świecie, teraz konstruuje zegar mechaniczny zdolny odmierzać czas, kiedy na kuli ziemskiej być może nie będzie już ani jednego człowieka. Hillis, którego Marvin Minsky uważa za jednego najbardziej liczących się naukowców naszych czasów, zbudował komputery symulujące ewolucję. Jego maszyny - Thinking Machines - posiadają tak wielką moc, że rząd USA zakazał ich sprzedaży japońskiej korporacji kierując się względami bezpieczeństwa narodowego. Gdzie wylądował teoretyk "sztucznego życia"? "Do niedawna byłem u Disney'a, ale złożyłem wymówienie" - powiada Hillis. - "To było wspaniałe doświadczenie, jednak traktowałem je jako fazę przejściową w swojej pracy nad tworzeniem sztucznego życia".

Ray Kurzweil mówi o epoce "maszyn obdarzonych duchem". Rzeczywiście technologia zmierza w kierunku, który wydaje się równocześnie spirytualny i materialistyczny. Jak każda tendencja, i ta ma swoje profanum. Pytani jak objawia się to ostatnie, wszyscy zaangażowani w jej rozwój bez wyjątku wskazywali na Billa Gatesa, jakby widzieli w byłym szefie Microsoftu zdrajcę ich ideologii, kogoś na podobieństwo Stalina epoki komputerowej. To jednak tylko drobne potyczki. "Kiedy Microsoft rozpadnie się na części, wszyscy to odczujemy" - twierdzi Lanier.

Równie dobrze mógłby powiedzieć: "Zostanie tylko skóra i kości". Nowa rzeczywistość rysująca się na widnokręgu tyle będzie miała wspólnego z Windowsami co monitor z szybą w oknie.

Co wtedy?

"By uchwycić skalę nadchodzącej rewolucji, trzeba pomyśleć o sprawach codziennych" - zaleca Hillis. (W przeciwieństwie do Myhrvolda nie jest jeszcze miliarderem, zakłada właśnie nową firmę.) "Dość wyobrazić sobie wizyty w rozmaitych urzędach czy u lekarza, naukę w szkole, studia, odwiedzanie bibliotek. Za kilka dziesięcioleci nic nie będzie takie samo jak obecnie".

"Europa przestała myśleć" - powiada Lanier bez cienia złośliwości, po czym dodaje: - "Być może wszystkich nas czeka obłęd".


Tłumaczenie Ewa Mikina

archiwum_index