archiwum tekstów  sieciowych:
teksty on line
 
 
biblioteczka:
Chłopiec z oczami psa
O teologii i technologii klonowania
Gerburg Treusch-Dieter


Skrócony tekst wykładu wygłoszonego w Rotterdamie 19.12.99 podczas Wiretap Programme. Tytuł "De onbevangen bevlekkenis/ Die unbefangene Befleckung" to nieprzetłumaczalna gra słów, odwrócenie określenia 'onbevlekte ontvangenis', niepokalane poczęcie.
Treusch-Dieter to dobrze znana w krajach niemieckojęzycznych filozofka i feministka angażująca się aktywnie w debatę na temat technologii reprodukcyjnych, ich znaczenia epistemologicznego i społecznego.


Płeć genów

Geny nie mają płci, ale "chrześcijański zachód" przyjmuje formułę genealogiczną, która od pokoleń determinuje współczynnik genów męskich i żeńskich w ramach symbolicznego porządku różnicowania. Tak więc płeć genów jest wytworem socjokulturowym. Również teologiczna formuła genealogiczna "ABC" stała się podstawą dla technologicznego, racjonalnego opisu reprodukcji: A produkuje B posługując się C.

Inaczej rzecz ujmując formuła ta zakłada, że duch A niesie ze sobą logos B, który jest jednocześnie bezcielesny i cielesny. Duch to ojciec niebieski generujący syna, by ten mógł reprezentować go na Ziemi. Wygenerowanie syna uwarunkowane jest istnieniem symbolicznego ojca; matka C jest i zbędna (verzichtbar) i konieczna. Zbędna o tyle, że ojciec produkuje syna metafizycznie, konieczna zaś, by syn mógł zostać poczęty fizycznie, jako że na Ziemi, inaczej niż w niebie, syn nie może obejść się bez ciała.

Dzięki matce zadość staje się potrzebie ciała. Zostaje ona wykorzystana przy fizycznym poczęciu wygenerowanego jako byt bezcielesny syna. Jeśli zatem A, ojciec, powołuje B, syna, posługując się C, matką, ta jest zarazem wykluczona z formuły, ale też w nią wpisana. Narodziny z matki można ominąć - neguje je bezcielesność bytu syna, z drugiej strony faktu tego ominąć nie sposób - skoro ma się dokonać wcielenie, musi dojść do poczęcia. Matka - fizycznie konieczna - ale metafizycznie zbędna w formule genealogicznej "ABC", nie wnosi żadnego elementu symbolicznego. Jest pustym naczyniem przyjmującym ducha "w imię ojca"; co duch produkuje, ona tylko reprodukuje. Musi jednak "oblec" w ciało teologicznie wygenerowany byt bezcielesny. Tę właśnie formułę antycypuje dzisiejsza technologia zapładniania in vitro.

Poczęcie na Ziemi, przybierające formę zapłodnienia in vitro, może być zalegalizowane w niebie. Aczkolwiek matka jako naczynie nie jest tym samym co próbówka stosowana przy sztucznym zapłodnieniu, pozycja fizycznego dawcy spermy nie zmienia się: pozostaje on w metafizyczno-teologicznym stosunku z boskim nadawcą życia. Po drugie zaś, związek pomiędzy matką-naczyniem w procesie zapłodnienia naturalnego a próbówką w przypadku zapłodnienia in vitro jest głębszy. Słowo boże, które zapładnia ucho Marii, zawiera, zgodnie z genealogiczną formułą ABC, informację na temat życia - tę samą, którą dzisiaj odczytujemy w kodzie genetycznym, który nie jest niczym innym jak lingwistycznym analogonem. Jakościowa różnica między naturalnym a sztucznym zapłodnieniem leży w degradacji metafizyki "narodzin", które z boskiej perspektywy powinny łączyć się z bólem [labour],a kojarzą się dziś z pracą [labour] w pracowniach genetycznych. Metafizyczny sens narodzin zawsze był degradowany czego przykładem jest ikoniczna postać matki-dziewicy. Dziś jednak ta degradacja sięgnęła dna dzięki biotechnologii, która przywołuje obraz dziewicy na swoje usprawiedliwienie.

Ewolucja życia może się dokonywać poza ciałem kobiety, bezcieleśnie, jak to zostało orzeczone w formule genealogicznej ABC. Tyle że formuła ta stała się pusta od kiedy Matka-dziewica nie tylko wyklucza fizyczne narodziny, ale też - wydawałoby się niezbywalny - stosunek płciowy. W tej sytuacji akt płciowy a wraz z nim cała gra znaczeń pomiędzy teologią a technologią narodzin przenosi się do sfery science fiction.

Można powiedzieć, że współczesne filmy SF (najlepszym przykładem jest "Obcy IV")są zakamuflowanym obrazem, substytutem teologiczno-technologicznej kopulacji powielającej symboliczną formułę "ABC".

(...)

Dolly

Nie ma jakościowej różnicy między klonem owcy - owieczką Dolly, a dzieckiem Marii, Barankiem Bożym. Co prawda Baranek spływa symboliczną krwią a owieczka daje mleko z proteinami, ale obydwa stworzenia niosą jednako zbawienie i uzdrowienie.

Baranek Boży przezwyciężył śmierć i trzeciego dnia zmartwychwstał, ale owieczka Dolly wcale nie musi czuć się gorsza. Owca, której komórki pobrano, by ją genetycznie replikować w narodzonej dziewiczo z samej siebie Dolly, zmarła dwa lata wcześniej. Jądra komórkowe wzięto z wymienia przechowywanego w chłodzonym pojemniku aluminiowym; to o wiele efektywniejszy sposób wykraczającej poza śmierć konserwacji niż wydrążony w skale grobowiec, służący chłodem przez dwa dni: Wielki Piątek i Wielką Sobotę.

Dolly nie ma ojca, ale ma aż trzy matki, których komórek użyto do klonowania, oraz matkę chrzestną, Dolly Parton, piosenkarkę country z piersiami jak wymiona*. Dlaczego więc Kościół potępia klonowanie? Może dlatego, że zgoda na klonowanie jest przyznaniem, że nadszedł koniec "porządku stworzenia", końca od zawsze wpisanego w ów porządek, który reprodukcję czyni "w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego", a więc z wykluczeniem nasienia męskiego i macierzy/macicy [matrixu]/matki).

Czy wolna od elementu męskiego "współczesna trójca" - jądro komórki wymienia, jajeczko i macica, czyli Dolly - jedną istotą owczą? Czy w trójcy jedyna owca będzie zdolna klonować się bez końca, osiągając nieśmiertelność?

Oto "rurką cieńszą od włosa [Ian Wilmut w Science City Roslina] wyssał materiał genetyczny z jajeczka", by "zrobić miejsce" dla transplantacji jądra komórkowego. W przypadku Dolly pochodziło ono z komórki wymienia, ale można je pobrać z dowolnej komórki ciała, bo w każdej, inaczej niż w jądrze komórki nasiennej, zawarty jest kompletny genom.

Wyłuszczanie jądra i jego transplantacja - "naukowy skok ilościowy" w bezspermowej reprodukcji - z jednej strony nie wnosi nic nowego, z drugiej jest absolutną nowością, zważywszy, że techno-logika klonowania oznacza ostateczną egzekucję teo-logiki, która przecież nigdy nie sprzyjała "ruletce" stosunków płciowych. Jajeczko staje się niepotrzebne, niepotrzebna jest także zawsze skryta tajemnicą sperma. Amerykański teoretyk bioetyki Shapiro, stwierdza wprost: "w zasadzie nie można mieć nic przeciwko prokreacji apłciowej, czyli procesowi klonowania komórek nasienia".

Ale to nie koniec. Okazuje się, że można klonować osobniki wykorzystując zamiast wyposażonych w połowę genomu komórek nasienia komórki ciała z kompletnym genomem. Ta druga metoda pozwala ominąć kłopotliwe kwestie moralne - zakazu bądź przyzwolenia na interwencję w "ścieżkę życia". Nietrudno się domyślić, że ta "czysta moralnie" technologia jawi się jako nowa teologia zbawienia i uzdrowienia. Shapiro stwierdza: "reprodukcja bezpłciowa [z pominięciem komórek nasienia]w laboratorium jest o wiele bardziej ludzka niż ta, która dokonuje się poprzez akt seksualny", to "reprodukcja pożądana, zaplanowana i kontrolowana".

Oto jak wygląda dzisiaj technologiczna racjonalizacja genów. Jednak wyczerpaniu teologicznej formuły życia towarzyszy lęk: w filmie "Obcy IV" chrześcijański mit poczęcia przeobraża się w horror. Ian Wilmut stwierdza wprost: "Lęk to całkowicie usprawiedliwiony. Od samego początku mówiliśmy, że dzięki naszej metodzie będziemy w stanie tworzyć genetyczne kopie ludzi". Wilmut wie, co mówi: jego metoda pozwala na "rozbicie ostatniej przeszkody - skorupy jajka...i wyhodowanie człowieka z komórek ciała bezpośrednio w laboratorium...".

Owieczkę Dolly - chociaż jak Baranek Boży, nie ma matki ani ojca - otacza jeszcze skorupka jajka. Dolly sklonowana na Krzyżu, pyta cicho, powtarzając za owcą, której jest kopią: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?"

Po Wielkiej Nocy przychodzi Boże Narodzenie, po Dolly pojawi się wyklonowany Obcy, tego możemy być pewni.

Tłumaczenie Ewa Mikina

archiwum_index