Instytut Polski jest apolityczny

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Galeria Platan, fot. J. Szczepanik

Joanna Szczepanik w rozmowie z Tomaszem Piarsem, kuratorem Galerii Platan w Instytucie Polskim w Budapeszcie

Joanna Szczepanik: Spotykamy się w Instytucie Polskim w Budapeszcie, czyli w Lengyel Intézet, a konkretnie w Galerii Platan, której nazwa jest dużo łaskawsza do zapamiętania i wymówienia dla Polaków. Czy to był jeden z powodów, żeby nadać galerii taką nazwę

Tomasz Piars: Galeria powstała w roku 1999, więc już 15 lat temu. Platan to jest nazwa drzewa, które rośnie na tej ulicy, więc myślę, że z tego powodu. Poza tym logo jest tak skonstruowane, że PL jest na czarno, więc galeria Platan to zabawa słowem, odwołanie do polskiej sztuki.

 

JS: Ciekawi mnie związek galerii z samym instytutem. Z ogólnodostępnych informacji wynika, że na świecie są 23 Instytuty Polskie, które podlegają polskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych. Mają to samo logo, zatrudniają podobną ilość osób. I oczywiście ich celem jest realizacja określonej polityki kulturalnej. Czy łatwo jest pogodzić program galerii, który chcesz realizować, z polityką kulturalną instytutu?

TP: Galeria jest częścią instytutu. Jest jednostką działającą w ramach instytucji. Instytut Polski w Budapeszcie posiada też swoją salę wystawową od strony ulicy Nagymezó. Tam są wystawy biograficzne, edukacyjne, wystawy designu, odwołujące się do kultury polskiej i do dziedzictwa. Galeria Platan natomiast zajmuje się sztuką współczesną, ma odrębny program, którego celem jest pokazanie ważnych, nowych, ciekawych zjawisk w Polsce. Głównym celem jest prezentowanie wystaw Polaków, ale chcemy też, żeby wystawy w naszym instytucie były czymś w rodzaju stypendium, które pomaga polskiemu artyście w jego karierze. Zapraszamy głównie młodych twórców, to dla nich szansa pokazania się na wystawie indywidualnej poza Polską. Instytut bardzo o nich dba. Chcemy, żeby przyjeżdżając tutaj czuli się dobrze: dostają honorarium, opłacamy podróż i nocleg. Galeria dofinansowuje też powstanie nowej pracy. Staramy się, żeby nowe dzieło, które tu powstaje, było zrobione dla miejsca, dla galerii, dla instytutu.

 

Galeria Platan podczas jubileuszu 75-lecia Instytutu Polskiego w Budapeszcie. Za oknem platany na Andrássy út,
pod oknem DJ, na środku praca Józsefa Tasnádi „Czekanie jest formą życia”, na ścianach tworzenie muralu

 

JS: Wracając jeszcze na moment do tematu polityki kulturalnej i zależności od MSZ. Czy bieżąca sytuacja polityczna i relacje węgiersko-polskie mają wpływ na działalność instytutu?

TP: Instytut nie zajmuje się polityką. Dotyczy to też wydarzeń kulturalnych, które są tutaj organizowane. Instytut zajmuje się głównie kulturą polską i jej propagowaniem za granicą. Nie robimy wystaw, które krytykują politykę państwa albo poruszają tematy, które obrażałyby którąś ze stron. Ta instytucja nie chce być stroną konfliktu. To jest apolityczne miejsce, które ma na celu jedynie promowanie kultury polskiej. Instytut nie zajmuje się polityką, więc polityka nie wpływa na to, co robimy.

JS: Nie każdy Instytut Polski posiada tak dobrze prosperującą galerię sztuki współczesnej.

TP: Nie. My mamy szczęście, że ta galeria ma akurat takie położenie - jedno z najlepszych w Budapeszcie, na głównej ulicy, w samym centrum miasta. Kiedyś tutaj był sklep polski z płytami, z polskim jazzem.

JS: Jak długo prowadzisz tę galerię?

TP: Od września 2013. Ale dawniej, w 2007/8 roku, z dwoma kolegami ze studiów prowadziliśmy galerię w piwnicy w budynku instytutu. Wtedy nazywała się Mű- vész Pince, to znaczy piwnica artystyczna. Teraz bardzo nam zależało na tym, żeby dać polską nazwę temu miejscu i nazwaliśmy ją Latarka.

Jubileusz. Odsłonięcie muralu na ścianie kamienicy, Wesselényi utca 30

 

JS: Dlaczego akurat Latarka?

TP: Chciałem, żeby ta nazwa była nowocześniejsza...

JS: W sensie technologicznym?

TP: Nie, nie w sensie technologicznym. Nie chciałem, żeby w nazwie było słowo galeria, to jest specyficzne miejsce. Z drugiej strony, żeby łatwo ją było wymówić i zapamiętać przez Węgrów. Trudno było znaleźć taką nazwę. A po trzecie „latarka”, bo to jest piwnica, ma ciemne zakamarki. Schodzi się do piwnicy z latarką, żeby sobie poświecić. Ma też symboliczne znaczenie, że oświetlamy sztukę. To jest związane z profilem galerii, która prezentuje bardzo wielu artystów z różnych środowisk, z różnymi pomysłami, koncepcjami. To bardzo otwarte miejsce. Od września 2013 roku, 9 miesięcy, pokazaliśmy już chyba 250 twórców. Żadna galeria, nie tylko na Węgrzech, nie prezentuje tak dużej liczby artystów.

JS: A jeśli chodzi o Galerię Platan, co Twoim zdaniem szczególnie wartego odnotowania miało miejsce w ciągu ostatnich 9 miesięcy?

TP: W Galerii Platan wystawy zostały skrócone do miesiąca, więc w ciągu roku ich ilość została podwojona. I są też dodatkowe projekty, na przykład tygodniowe czy dziesięciodniowe, między dwiema wystawami, wydarzenia, które nie wymagają dłuższego czasu ekspozycji, na przykład wystawa rzeźb, które się rozpływają...

Wystawa „Buda-Lona” w galerii Latarka, Eulalia Naveira „Up-set”, 2014. (29.04-13.05.2014)

Wystawa „Buda-Lona” w galerii Latarka, Georgina Konstanda Kopoulos „Soft Sculptures”, 2014 (29.04-13.05.2014)

 

JS: Rozpływają się?

TP: Była tutaj wystawa grupy dziewczyn, Lilithöröksége, które zrobiły swoje posągi w skali 1:1 z pańskiej skórki. Odlały swoje ciała. Każdego dnia odlewy się częściowo topiły, po tygodniu całkowicie się roztopiły. Program galerii trzeba zaplanować zawsze na cały rok, tego wymaga ministerstwo. Ale te krótsze projekty są bardziej spontaniczne i reagujące na aktualną sytuację. To pozwala na otwartość, na pozyskiwanie pomysłów i włączanie ich w program, co nadaje galerii dynamikę. A jeśli chodzi o program całoroczny, zawsze jest wybierany jakiś cel roku, coś, co chcemy podkreślić.

JS: Jak rok 2014, który został ogłoszony przez prezydenta RP rokiem wolności. A możesz coś powiedzieć o aktualnej wystawie? [”]

TP: Pokazujemy teraz projekt Józsefa Tasnádi “Waiting is a Form of Life”, który właściwie bardzo dobrze nawiązuje do roku wolności, Częścią centralną wystawy jest łódź, która symbolizuje wolność. W dzień jubileuszu 75 lecia założenia Instytutu Polskiego w Budapeszcie powstał na ścianach galerii również mały mural wykonany przez sześciu artystów streetartowych, co też nawiązuje do wolności artystycznej. Tego samego dnia został odsłonięty z kolei duży mural w samym centrum miasta, mający ponad 17 metrów wysokości.

JS: 4 czerwca w Latarce inaugurujecie projekt węgiersko-japoński: jak to się ma do promowania kultury polskiej?

TP: Bardzo ważne jest, żeby umożliwić pokazanie sztuki międzynarodowej. Ponieważ instytut działa w Budapeszcie, pokazujemy także artystów węgierskich. Czasami są to wystawy grup artystów polskich i węgierskich, którzy wchodzą w dialog, wspólnie działają. A Latarka ma charakter bardzo dynamiczny, wystawy odbywają się tutaj co dwa tygodnie, więc nie można zawsze pokazywać polskich artystów. Była wystawa artystów z Barcelony, następnie streetartowa, później będzie wystawa artystów z Japonii i Węgier, która z kolei odwołuje się do wystawy, która zostanie otwarta 11 czerwca w Galerii Platan. Na wystawę fotografii przyjeżdża ekipa z Warszawy z Galerii Czułość, obecnie najlepszej galerii fotografii w Polsce. Specjalnie tak to zostało zaplanowane, żeby połączyć działania polskie, węgierskie, japońskie... 17 czerwca przyjeżdżają do nas graficy z warszawskiej z ASP, będą wystawiać z artystami węgierskimi.

JS: Galeria Czułość to młoda inicjatywa, działa od 3 lat. Jak nawiązaliście kontakt?

TP: Celem Platana akurat w tym roku było zaprezentowanie galerii polskich jako środowisk czy instytucji. Teraz większość z nich przeprowadziła się do Warszawy. Na pewno razem mogą zdziałać więcej w jednym, silnym centrum sztuki współczesnej. Dla nas ważne jest, żeby pokazać co się dzieje w Polsce. Teraz mamy Galerię Czułość, jesienią będzie artystka z galerii Starter, Dorota Buczkowska, później galeria Apteka Sztuki, która zaprezentuje się u nas i targach sztuki Art Market Budapest.

JS: Powiedziałeś, że funkcjonowanie galerii sztuki w Polsce i na Węgrzech różni się. Na czym polega ta różnica?

TP: Na przykład Galeria Czułość skupia grupę przyjaciół zajmujących się różnymi formami fotografii współczesnej, którzy działają razem, organizują wystawy grupowe, biorą udział w różnych projektach zagranicą. Taki kolektyw. To głównie młodzi artyści, ale na Art Fair Vienna zdobyli nagrodę za najlepszy stand. Ciężko znaleźć coś podobnego, bardzo otwartego, awangardowego i progresywnego w Budapeszcie. U nas na przykład w dzień jubileuszu kilkaset osób odwiedziło Galerię Platan, bo ludzie z ulicy widzieli, że coś tutaj powstaje, że artyści malują, był DJ, była muzyka. Wszyscy wchodzili i na luzie przyjmowali wystawę.

JS: Poza tym, że jesteś kuratorem Galerii Platan, jesteś też uczestnikiem życia galeryjnego Budapesztu. Mógłbyś wskazać jakąś wyraźną tendencję, jakieś nurty w węgierskiej sztuce współczesnej?

TP: Trudno powiedzieć, raczej każda galeria w Budapeszcie ma jakiś swój cel, swoich artystów i inne założenia. Jest na przykład nowa galeria Higgs Field, która nacisk kładzie głównie na sztukę wideo: ma kawiarnię, organizuje wystawy, warsztaty, różne fajne projekty. Jest galeria Chimera Project, zajmująca się raczej grafiką, specyficznymi rzeźbami. Jest wiele tendencji. Platan też się wyróżnia, ponieważ nie ma swoich artystów, artyści zawsze są tutaj gośćmi.

JS: Czy mógłbyś coś podpowiedzieć komuś, kto jest zainteresowany węgierską sztuką współczesną, ale nie zna miasta i środowiska. Jakieś ciekawe osobowości artystyczne, albo miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć?

TP: Na pewno, zaczynając od największych, Ludwig Muzeum, po mniejsze galerie, jak na przykład Galeria ACB, Várfok Galéria, Trafó Galéria i tak dalej, jest ich dużo. Ale myślę też, że warto odwiedzić pracownie artystów. Jest tak zwana Art Factory, która mieści się w fabryce w XIII dzielnicy. Już od wielu lat funkcjonuje grupa artystów, którzy tam mają pracownie i bardzo otwierają się w stronę publiczności. Mają programy międzynarodowe, zapraszają artystów z różnych krajów. Dużo moich znajomych pracuje w takich postindustrialnych miejscach, których jest coraz więcej. To jest nowe zjawisko. Malują razem, pracują w kolektywach, warto się tam z nimi osobiście spotkać.

JS: Poza tym, że jesteś kuratorem i uczestnikiem życia artystycznego stolicy, jesteś też artystą - polskim czy węgierskim?

TP: Jestem Polakiem mieszkającym na Węgrzech. Zacząłem średnią szkołę plastyczną w Polsce, ale skończyłem ją w Budapeszcie tak jak ASP (Magyar Képzőművészeti Egyetem). Miałem kilka wystaw, chociaż teraz głównie koncertuję się na działaniach galerii.

JS: Jak to jest być artystą w Budapeszcie?

TP: Zależy. Dobry artysta wszędzie może sobie poradzić jeżeli jest aktywny, robi prace, które są głębokie i tak dalej. Ma na to oczywiście wpływ cała gospodarka, funkcjonowanie rynku kolekcjonerskiego. Myślę, że sytuacja w Polsce jest podobna. Chociaż tutaj na Węgrzech, Budapeszt jest tym głównym ośrodkiem, w Polsce nie jest to aż tak bardzo scentralizowane. Ale wydaje mi się, że artystą też jest się dla siebie: organizacja wystaw, praca twórcza. W tych czasach ważne jest, żeby artysta był też menadżerem swojej sztuki, żeby był aktywny w różnych środowiskach. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś pracuje tylko w pracowni i czeka, aż jakiś kurator przyjdzie i coś zorganizuje. Trzeba być bardziej dynamicznym i współpracować z innymi artystami, coś tworzyć, jakieś wystawy, projekty.

Budapeszt, 2 czerwca 201

 

 

Zarówno zdjęcia ilustrujące powyższą rozmowę, jak również dalsze, stanowiące ogólny komentarz do rzeczywistości artystyczno- społecznej Budapesztu, są efektem indywidualnego wyboru ich autorki - Joanny Szczepanik.

 

Galeria Karton, a w niej część „comiXconnection - travelling exhibition”, wystawy alternatywnego komiksu
z pięciu krajów Europy Środkowo Wschodniej, projektu koordynowanego przez Museum Europäischer
Kulturen w Berlinie (9-30.05.2014)

Galeria Chimera Project prezentuje współczesną sztukę słowacką na wystawie „On the Peripherial Orbit”,
artyści: András Cséfalvay i Kassaboys (Radovan Čerevka, Tomáš Makara and Peter Vrábel) (8-31.05.2014)

 

Plakat wystawy “Magnum Contact Sheets” w Robert Capa Contemporary Photography Center.
Historia grupy reporterów Magnum i obszerny, znakomity wybór fotografii wraz z opisami autorów
objaśniającymi okoliczności powstania zdjęć (27.05-24.08.2014)

 

W gmachu Művészetek Palotája (Pałacu Sztuk) mieści się imponująca Narodowa Sala Koncertowa im. Beli Bartoka,
Teatr Festiwalowy oraz Muzeum Sztuki Współczesnej Fundacji Ludwiga, w skrócie- Ludwig Muzeum
(na zdjęciu marmurowe schody tegoż, w salach wystawowych fotografowanie jest zabronione)

 



Fragment Placu Bohaterów, za plecami Szépművészeti Múzeum (Muzeum Sztuk Pięknych), a na wprost
budynek Műcsarnok, Pałac Sztuki. Wieść niesie, że jeszcze kilka lat temu odbywało się tam wiele ciekawych
wydarzeń z obszaru sztuki współczesnej. Uważne, obserwacje poczynione w maju i czerwcu 2014 tego
nie potwierdzają. Wieczorami można się za to natknąć na salsa party w barze przy wejściu, na szczycie schodów

 


W wspaniałym gmachu Magyar Nemzeti Muzeum (Węgierskiego Muzeum Narodowego) w sklepiku muzealnym
można nabyć plakaty, między innymi nawiązujące do traumatycznego i do dziś niezwykle żywego w historii
państwa i narodu wydarzenia, Traktatu w Trianon podpisanego w 1920 roku. W jego wyniku Węgry utraciły
około dwóch trzecich terytorium i tyle samo ludności

 

(Kilkuset?) osobowa manifestacja pod siedzibą Generalnej Dyrekcji ds. Podatków i Ceł zorganizowana
03 czerwca 2014 roku w obronie wolności prasy. Jak wynika z informacji uzyskanych od jej uczestników,
demonstrujący żądali uwolnienia z aresztu dziennikarza, który ujawnił zdefraudowanie przez jednego
z ministrów znacznej sumy pieniędzy ze środków publicznych

 

Znalezione na ulicy: „Újra Gyurcsany?”, czyli „Ponownie Gyurcsány?”. Ferenc Gyurcsány- premier Węgier (2004-2009).
Zasłynął wulgarną wypowiedzią podczas zamkniętego spotkania Węgierskiej Partii Socjalistycznej zaczynającą
się od słów: „Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem. …”. Efektem ujawnionego w mediach nagrania były
największe od czasów komunizmu manifestacje antyrządowe w 2006 roku

 

Ruin pubs lub ruin bars to popularne miejsca spotkań młodzieży w zaadaptowanych po zburzonych
kamienicach przestrzeniach w centrum miasta, czasami z pracowniami artystycznymi na piętrze.
W założeniu zapewne alternatywne, obecnie wysoko na turystycznej liście budapeszteńskich obiektów
„must see”, choć wciąż można znaleźć kilka przyjemniejszych i spokojniejszych barów o tym charakterze.
Na zdjęciu: Szimpla kert

 

Buda, inwazja pyłków topoli na ulicy Ráth Geörgy. Po lewej stronie widoczny jest szyld Nyitott Műhely
(Otwartego Warsztatu). To wyjątkowe miejsce, doskonałe żeby wpaść na obiad, koncert,
wieczór poezji węgierskiej, albo po prostu poczytać lub zakupić jedną z używanych książek,
które wydają się wypełniać całą tę przestrzeń