Jak wypełnić ducha czasu?

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Tomasz Wendland, fot.H. Hergarten

Zbigniew Taszycki rozmawia z Tomaszem Wendlandem

Zbigniew Taszycki: Jedziemy w pociągu z Poznania do Szczecina. Pociąg brudny i śmierdzący… Siedzi przede mną kurator generalny Mediation Biennale Poznań Tomasz Wendland. Powiedz dlaczego Mediation/Mediacje?

Tomasz Wendland: Ze słowem Mediacje wiąże się chęć poszukiwania istoty rzeczy. Słowo Mediacje pojawiło się po raz pierwszy w 1999 roku, jako tytuł wystawy inaugurującej Centrum Sztuki Współczesnej Inner Spaces w Poznaniu, które prowadziłem do 2008 roku. Autorami tej wystawy Były Izabella Gustowska i Monika Bakke. Ale w kolejnej, już piątej edycji Mediacji, które odbędą się w 2014 roku pojawi się uzupełniające słowo Globale, (Mediation Globale) nie przez oszołomstwo, ale żeby oddać stan rzeczy...

 

ZT: W zw. z ideą Mediations Globale byłeś już w Ameryce Południowej. Jedziesz do Wenecji, bo tam chcesz zorganizować kolejny projekt…

TW: No właśnie, to jest problem związku autora z tym, co on robi. Bez niego nie ma jego dzieła. Tak jak bez Kantora nie ma Cricoteki. Charakter moich projektów jest związany z moją osobowością. Sam siebie poznaje przez to, co robię. Mediations Globale będzie poprzedzać w roku 2013 wystawa Pavillion 0 (zero) w Wenecji, rozpoczęcie współpracy z Nakanojo Biennale w Japonii we wrześniu, w październiku refleksja wokół Niepojmowalnego w Kunsthalle Faust w Hanowerze, a na początku przyszłego roku projekt w Petah Tikva Museum w Izraelu. Na niedawnym spotkaniu w Pro Helvetii w Szwajcarii, ktoś powiedział - „niemal wszystkie biennale są współcześnie globalne, ale nie ma żadnego globalnego biennale”. To było bardzo trafne sformułowanie moich intencji. W chwili obecnej jestem na etapie domykania współpracy około 10 instytucji na całym świecie, które miałyby zrealizować suwerenne wystawy odnoszące się do intuicji postglobalnego świata. Te różnorodne perspektywy miałyby się złożyć na temat międzynarodowej konferencji zamykającej naszą wystawę w Poznaniu ramach Mediations Globale.

ZT: Czy kontekst polityczny nie będzie ci przeszkadzał?

TW: Artyści zawsze mają ten problem, że nie wybierają ani czasu, ani miejsca gdzie się rodzą i pracują. Sytuacja polityczna jest od nich niezależna, lądujemy w pewnych okolicznościach – w Polsce jest teraz wiosna a w Buenos Aires upały i nie zależnie od tego musimy pracować i realizować projekty.

ZT: Jaki jest odbiór Biennale?

TW: Jest zauważane, jest tematem dyskusji, artykułów krytycznych na świecie – mniej w Polsce, gdzie pojawiają się nieliczne artykuły. Mimo to, zauważam pewne uznanie dla imprezy także wśród VIP-ów. Zaczynają o tym mówić w kontekście biznesu, polityki miasta i regionu. Wydaje mi się, że Biennale cywilizuje ludzi, przystosowuje do myślenia standardami światowymi, dlatego mam nadzieję, że Mediatins Globale będzie kolejnym krokiem do przodu.

ZT: Jak będzie wyglądała edycja globalna w skali kraju?

TW: Poznań jest dobrym miejscem do organizacji festiwalu. Bywają miasta trudniejsze. Muszę jednak oddać honor Łodzi, od której uczyliśmy się robić biennale w Poznaniu.

ZT: Jak przebiega współpraca z władzami miasta, czy masz wsparcie?

TW: Biennale jest papierkiem lakmusowym rozumienia sztuki i prowadzenia polityki promocji polskiej sztuki także w skali globalnej. Gdy zaczynałem robić Biennale, Poznań stawiał na sport. Mimo to udało mi się pozyskać wsparcie. Bez wątpliwości jest to zasługą personalnych powiązań - nie układów, ale personalnych nici porozumienia i mojego uporu. Stanąłem w rozkroku i powiedziałem, że nie wyjdę, dopóki nie dostanę cukierka, czyli tego, co chcę. W ten trochę polski sposób udało się z niczego zrobić coś. Jak już raz dostałem wsparcie finansowe, to później nie wypadało odmówić. Ostatnią edycję realizowaliśmy już zupełnie samodzielnie, jako Fundacja. Tak więc mimo obiektywnych i subiektywnych trudności Poznań wspiera projekt. I wiem, że miasto jest zadowolone, bo po pierwszej edycji z 2000 ludzi, drugiej na poziomie 7000 widzów, tym razem mieliśmy 28000 zwiedzających. Co prawda były niedoróbki organizacyjne, ale przy budżecie na styk nie da się opłacić samych profesjonalistów.

ZT: Wobec takiego sukcesu u publiczności, dlaczego tak małe zainteresowanie Biennale prasy zawodowej? To była przecież największa jeśli nie najważniejsza impreza artystyczna 2012 roku w Polsce.

TW: Powiedziałbym dlatego, że żyjemy w kraju dwóch szybkości. Jedno tempo to Warszawa, drugie to reszta Polski. A ten rozdźwięk szybko pogłębia się. To widać choćby po architekturze Warszawy, która jest realizowana z inwestycji ogólnopolskich i światowych. Polityka rozwojowa jest skupiona wyłącznie na centrum. To jest efekt kuli śniegowej. Warszawa rośnie kosztem innych miast. Ta polityka centralizacji jest jeszcze silniejsza dziś niż za komuny.

ZT: Być może z tego samego powodu Minister Kultury chce powołać nowe Triennale w Warszawie, które miałoby pełnić funkcję globalnej promocji polskiej sztuki w świecie.

TW: Patrzę na to w następujący sposób: niech sobie będzie triennale w Warszawie ale nie – jak to powiedział Pan Minister – „nasze narodowe triennale”. Myślę, że taka impreza podobnie jak moje biennale, powinna być formą dialogu ale bez stygmatu narodowego, bo sztuka współczesna nie jest w żaden sposób narodowa. Można powiedzieć, że taniec ludowy jest sztuką narodową. Natomiast sztuka współczesna jest formą dialogu z użyciem coraz częściej języka międzynarodowego. Możemy mówić o języku sztuki wideo, malarstwa, instalacji, ale nie narodowym. Owszem sztuka może poruszać problemy lokalne, patriotyczne, nacjonalistyczne, religijne, światopoglądowe, z czarną dziurą czy marynistyką i górskim pejzażem, ale generalnie jest ona adresowana do ludzi na całym świecie. Nie do narodu. I nie ma też w sztuce konkurencji typu: nasz naród robi lepszą sztukę od waszego narodu. Pojęcie „narodowej sztuki współczesnej” jest zatem anachroniczne i z tym boryka się Biennale w Wenecji. Naszą odpowiedzią jest Pavillion 0 – pawilon kraju, którego nie ma, pawilon ponad narodowy, pawilon wspólnej przyszłości, pawilon utopii. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę stosunkowo dobrą sieć komunikacyjną przynajmniej pomiędzy miastami w centrum kraju (Warszawa, Łódź, Poznań), idea najważniejszego wydarzenia artystycznego w Polsce powinna zostać rozszerzona przynajmniej na Łódź i Poznań. Dlatego, że to zmusza ludzi do poruszania się, opuszczenia własnego grajdołka.

ZT: Czy rozmawiasz w tej kwestii z innymi miastami partnerami?

TW: Tak, ale w tym miejscu warto wspomnieć o idei Polska Biennale – próbie stworzenia na gruncie „Żywej Galerii” globalnej imprezy, która by świetnie promowała sztukę całej Polski, a nie tylko centrum. Rozmowy z różnymi ośrodkami ciągnęły się dwa lata, ale okazało się, że nie ma ani wytrwałości, ani funduszy, a na koniec woli budowania takiej płaszczyzny współpracy. W rezultacie inicjatywa pozostała w naszych rękach, czyli w moich i Sławomira Sobczaka. Mamy alternatywny plan promocji sztuki polskiej w ramach Mediations Globale i mamy kilku świadomych rzeczy partnerów. Pomimo tego, że generalnie jestem przeciw narodowościowemu myśleniu o sztuce, przegląd tego, co się dzieje w Polsce jest rzeczą wartościową, bo zaczynamy przyglądać się sobie, a nie patrzeć jedynie w kierunku na zachód. Daje także szansę małym galeriom na nawiązanie kontaktów z ośrodkami na świecie. Po za wszystkim my jako polskie instytucje kultury mamy obowiązek promować polskich artystów i nikt inny tego za nas lepiej nie zrobi.

Świat dryfuje i nie ma wizji. Sztuka jest suwerennym obszarem poszukiwania i wyrażania treści niedostępnych w żadnej innej formie działalności. Sztuka jest nieograniczonym dialogiem indywidualności. Biennale na świecie zbyt często są pokazem sztuki zbliżonym do targów. Biennale w Wenecji drepcze w miejscu, Documenta straciły siłę kontekstu. Być może nam uda się wypełnić ducha czasu. Tytuł ostatniego biennale „Niepojmowalne” okazał się być zagadką samą dla siebie. Jakie niepojmowalne, które niepojmowalne: religijne, intelektualne czy naukowe? Czy dotyczy człowieka, czy wszechświata a może czasu? Biennale, choć nie dało jednoznacznej odpowiedzi, to znacząco poszerzyło jej wachlarz. Tyle daliśmy światu..

------------

Tomasz Wendland – autor Mediations - Międzynarodowego Biennale Sztuki Współczesnej w Poznaniu, które jest jednym z największych w Europie. Historia Biennale rozpoczęła się wystawą Asia Europe Mediations w 2007 roku. Ostatnia 3. edycja imprezy, odbyła się w 2012 roku pod hasłem „Niepojmowalne”. Ideą imprezy jest nawiązanie dialogu między cywilizacjami poprzez kulturę i sztukę najnowszą.