Jesteśmy w centrum

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Stanisław Ruksza, Trafostacja w Szczecinie, kwiecień 2017, fot. Joanna Szczepanik

Joanna Szczepanik: Nie jest to pierwszy wywiad z Panem jako dyrektorem Trafostacji, który rozpoczyna się od zwrócenia uwagi na dominujący w gabinecie element wizualny - mur za oknem.

Stanisław Ruksza: Być może będzie tu mural „Workers of the Artworld Unite”, praca Rafała Jakubowicza, która do tej pory funkcjonowała jako stelaż na ścianę. „Pracownicy sztuki wszystkich krajów łączcie się” to trawestacja pracy konstruktywisty Gustawa Kłucisa z lat dwudziestych. Kiedyś robiłem wystawę, która migrowała po Polsce po różnych ośrodkach i uświadamiała ludziom związanym z tym polem aktywności, że mają swoje prawa, o które mogą walczyć. To było związane z powstawaniem Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej, wydaniem Czarnej Księgi Polskich Artystów i organizacją słynnego Strajku Artystów w 2012 roku. Taki mural przypominałby wszystkim, że chcemy instytucji bezprzemocowej, raczej horyzontalnej niż wertykalnej, raczej demokratycznej aniżeli podium, z którego mówimy do publiczności. Mogłoby to być takie nasze memento, widoczne dla ludzi, którzy nas odwiedzają. Pamiętajmy, że jesteśmy instytucją publiczną i do tego biura można wejść.

W poprzedniej instytucji [przyp. red.: CSW Kronika w Bytomiu] praktycznie zlikwidowałem biuro. To był duży open space, w którym ludzie się spotykają, dyskutują i siłą rzeczy przepływ informacji jest lepszy. Goście powinni być obecni wszędzie. I dyskusja o sztuce.

J.S.: Zazwyczaj nowo mianowany dyrektor zaprasza do współpracy sprawdzonych przez siebie ludzi i wymienia zespół. Idea tego muralu jest odpowiedzią na potencjalne pytanie dotyczące kwestii zachowania stanowisk przez obecnych pracowników Trafostacji?

S.R.: Jestem przeciwnikiem stosowania kolein myśli. Współpracowałem z wieloma fantastycznymi ludźmi, wypracowałem świetny zespół, który pozostawiłem w Kronice i nie uważam, że miałbym go przenosić. Dlaczego miałbym osłabiać coś, co świetnie się rozwija? Dlaczego nie mam zakładać, że my tutaj nie wytworzymy fajnego zespołu? Zależy mi na tym, żeby instytucja to nie był tylko Stanisław Ruksza, ale żeby to były osoby widzialne publicznie, które mają swoje mocne strony i mogą świadczyć o instytucji, stanowić o jej charakterze. Nie chcę teraz podejmować żadnych ostatecznych decyzji, bo muszę to zobaczyć w działaniu. Zawsze tak pracowałem. Doceniam kategorię czyśćca w tradycji filozoficznej Zachodu, o której Peter Sloterdijk mówił, że przyczyniła się do „zawieszenia sądu”. Żyjemy w czasie zerojedynkowego myślenia, bardzo szybkich lajków, opiniowania w podobny sposób czegoś, co zostało zaopiniowane przez osoby, które szanujemy. To rozleniwia, brakuje czasu na zawieszenie sądu, czasu do namysłu. Nie chcę robić w instytucji pustej rewolucji. Zależy mi na ewolucji oraz korekcie w działaniu i myśleniu o tym jak instytucja podejmuje narzędzie sztuki, niż na rewolucji haseł w sensie marketingowym albo osobowym.

J.S.: Mógłby Pan dokonać porównania Trafostacji z zarządzaną przez Pana przez ostatnie 9 lat CSW Kronika w Bytomiu? Szczególnie interesują mnie trzy aspekty: budżetu, wielkości i infrastruktury oraz programu.

S.R.: Trafostacja nie ma być inną Kroniką, ma być nową Trafostacją, instytucją, która nie ma zobowiązań wobec swojej przeszłości. Jest zbyt młoda, żeby odnosić się do mitów założycielskich i o tyle jesteśmy bogatsi.

J.S.: Zacznijmy zatem od budżetu.

S.R.: Budżet Trafostacji jest większy, ale też infrastruktura jest o wiele większa. Kronika była instytucją słabo budżetowaną. Stosowałem tam model afiliacyjny, czyli wchodzenia w bardzo dużo różnych sojuszy z innymi instytucjami i pozyskiwanie partnerów zagranicznych, a czasem robienie rzeczy na zasadzie przyjaźni artystycznych i dużych idei w małych budżetach. Upodobałem sobie takie zdanie z Wernera Herzoga, który mówi o swoich niskobudżetowych filmach, że im mniejszy budżet, tym mniej kontroli. Skoro nam nie chcą dawać pieniędzy, nie interesują się nami, patrzą nieprzychylnym okiem, to zróbmy sztukę jakiej naprawdę chcemy. Stąd oraz z realnej potrzeby tego, jakiej sztuki potrzebowaliśmy, wziął się taki bardzo odważny program Kroniki.

W Trafostacji wygląda to inaczej. Budżet jest większy porównując z Kroniką, ale znacznie mniejszy porównując z innymi instytucjami także takimi, które są jedynymi w województwie instytucjami miejskimi w dużych miastach. Jest to budżet znacznie mniejszy niż Galerii Arsenał w Białymstoku, Galerii Bunkier Sztuki w Krakowie, CSW w Toruniu czy Galerii CSW Łaźnia w Gdańsku, że nie wspomnę tu o największych kombinatach artystycznych. To jest budżet, który pozwala na zrobienie stabilnej instytucji, ale bez highlightów, że na bogato i wystawa za wystawą jak w Tate.

J.S.: Ale nie ma też takich ambicji?

S.R.: Nie ma takiego zagrożenia. W sztuce nie ma nic na skróty. William Blake kiedyś powiedział, że „ścieżki bez skrótów są drogami geniuszu”. Można zrobić jeden blockbuster, drugi blockbuster i co dalej? Potem będzie pusto i nic się nie będzie działo? Nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby program był stały i rozwojowy. Żeby wykonać pracę u podstaw, która, mam wrażenie, nie została wykonana, a od której instytucja powinna się zaczynać - od namysłu po co tu jesteśmy, co chcemy zrobić. Publiczność powinna uzyskać taką odpowiedź.

Bardzo chętnie po roku, czy pod koniec tego roku, ustosunkuję się do swoich wystaw i projektów w odniesieniu do budżetu. Jestem za całkowitą transparentnością. To jest świetny budynek, pięknie wygląda, ale jest też kosztowny w utrzymaniu, a kluczowy jest program, treść. Software, nie hardware. Idealnie, żeby Szczecin miał taką instytucję i żeby tutaj ta sztuka hulała, stąd nie dałem sobie oddechu i po raptem sześciu tygodniach od mojego przyjścia już pokazujemy pierwszą wystawę. Będziemy pracować w modelu budżetowym publicznych instytucji i rozsądnego planowania. Siłą rzeczy będziemy pozyskiwać środki, ale też skończmy z oczekiwaniami, które pokutują w Polsce, że sztuka ma na siebie zarobić, a instytucje najlepiej, żeby pozyskiwały nie wiadomo jakich sponsorów. To są fantazmaty, które funkcjonowały przez ostatnie piętnaście lat. W Polsce proces prywatnego mecenatu ma przed sobą jeszcze długą drogę.

J.S.: Co będzie wyróżniało nową Trafostację?

S.R.: Chodzi nam o to, żeby tworzyć instytucję z osobowością, z charakterem. Mam nadzieję, że po dwóch latach sami państwo zobaczycie, że ten program jest w miarę stabilny, że coś z niego wynika. Nie chodzi o to, że jest ustalony i ma logiczne struktury, bo życie wcale nie jest logiczne, a sztuka jest o życiu, ale żeby jednak ten charakter był zauważalny.

W Kronice otworzyłem ostatnie dwie wystawy, z których jedna już współtworzona była przez Trafostację. Myślę o Nagrobkach „Gdziekolwiek będę, będzie śmierć”. W Szczecinie będzie jesienią, trochę zmodyfikowana. Tutaj buduję instytucję z nowym zespołem i wobec nowego kontekstu.

W Kronice poświęciłem wiele lat tematowi kosztów społecznych transformacji, bo spotkałem się tam z rzeczywistością polskiego Detroit, wielkiej czarnej dziury, która ma problemy z wyjściem na prostą. Oczywiście jeżeli chodzi o upadek przemysłu, da się też zastosować to do Szczecina. Co ciekawe, ostatnia publikacja to były właśnie „Perfumy”, dotyczące projektu Łukasza Skąpskiego (wyd.: CSW Kronika w Bytomiu i Akademia Sztuki w Szczecinie, red. Mikołaj Iwański), które już są linkiem ze Szczecinem. Ale wtedy jeszcze nie spodziewałem się, że tutaj trafię.

Szczecin jest nie jest tylko szczeciński, jest również europejski, i tak jak przez każde inne miasto przepływają tędy różne globalne idee. Będziemy starać się spojrzeć na to jak one wyglądają przy zderzeniu z kontekstem lokalnym.

Podobnie jak w dawnej Kronice, na pewno nie zamierzam się cenzorować. To wielka bolączka polskich instytucji ostatnich dwudziestu paru lat, że zamiast nabierać autorefleksyjnej natury, nabierają autocenzorskiej, bo się boją rachunku ekonomicznego. Każdy z nas się tego obawia. Mogę jednak zagwarantować, że na pewno nie będę bał się podejmować jakichś tematów, bo świat nam sam przynosi problemy i w instytucji należy o nich mówić. Nie bez przyczyny robimy wystawę o antagonizmach w polskim życiu artystycznym, a w przyszłym roku o sprawach egzystencjalnych, i relacjach religijności z ludzką seksualnością. To nie są tematy strasznie gorące, bo one po to się wydarzają się w galerii, żeby być wyłączone z przestrzeni szybkiego reagowania, uderzania w kogoś młotkiem za pomocą haseł politycznych. Wydarzają się po to, żeby je przemyśleć, porozmawiać, spotkać się, podyskutować.

J.S.: Jakie będą kierunki współpracy instytucji? Są już wyznaczone szlaki, nawiązane porozumienia?

S.R.: Nie ma jeszcze porozumień, zbyt krótki okres czasu upłynął od objęcia stanowiska na początku kwietnia. Natomiast spotkałem się już z wieloma osobami, mam nadzieję, że uda nam się zbudować różne działania. Wierzę w moc magnesowania postaw. Kiedy kilka osób ze sobą zaczyna dyskutować, otwierają się oczy i kształtują idee.

Naturalnym partnerem jest Akademia Sztuki. Zarówno w sensie wspólnej publiczności, współpracy intelektualnej, ale i konfrontacji, bo z perspektywy Trafo na pewno wiele rzeczy widać inaczej niż z autonomicznych murów uczelni. Szczecin jest w fantastycznym momencie, kiedy buduje się tu jedno z lepszych środowisk w Polsce. Każdego dnia w Szczecinie możemy spotkać teraz artystów, marketingowo mówiąc, z topu polskiej sztuki. No to jak z tego nie skorzystać?

Punktem odniesienia jest również Muzeum Narodowe, zarówno jeśli chodzi o odział Muzeum Sztuki Współczesnej, jak i o Centrum Dialogu Przełomy, bo z tej wiedzy też należy czerpać. Samo miasto i to co się tutaj dzieje naokoło także jest niesamowitym surowcem do tworzenia. Ja już tę architekturę czuję cieleśnie, widzę gdzie boli, bo przecież za tym stoją historie ludzkie.

Mnie jest bardzo bliski, co podkreślałem na poziomie konkursowym, program transdyscyplinarny, który zwraca uwagę na inne dziedziny ludzkiego wyrazu, które w sztuce też siłą rzeczy się pojawiają, czyli związki z teatrem, literaturą, muzyką, dźwiękiem. Zresztą dzisiaj nie ma już czegoś takiego jak klasyczna sztuka pod względem medium. Myślę o Teatrze Współczesnym Anny Augustynowicz. Z literatury mamy Ingę Iwasiów i dawne środowisko „Pograniczy”. To samo ze światem dźwięku. Wprawdzie opuścił Szczecin festiwal Musica Genera i takie postacie jak Anna Zaradny, ale myślę, że jest dużo środowisk, które warto na nowo przywrócić. Myślę też o przepisaniu pewnych postaci z historii sztuki, jak na przykład Krystyna Łyczywek.

J.S.: To jeśli chodzi o miasto, a współpraca w regionie?

S.R.: Nie jestem ukierunkowany tylko na Berlin czy kraje skandynawskie, chociaż akurat wróciłem z Oslo i są pomysły na wspólne działania z norweskimi, szwedzkimi czy berlińskimi artystami. Dzisiaj świat jest tak wielosektorowy, że ja też zamierzam kontynuować dotychczasowe partnerstwa z instytucjami i artystami z Francji, Włoch czy Stanów Zjednoczonych.

Region zachodniopomorski dopiero rozpoznaję. Zaplanowaliśmy spotkanie z Andrzejem Pawełczykiem [przyp. red.: dyrektor Galerii Miejsce Sztuki 44 w Świnoujściu], jest Koszalin i cała historia wokół Osiek.

Ale też myślę o miastach spoza województwa zachodniopomorskiego, a z tej części Polski. Rozmawiałem z Akademią Sztuki w Szczecinie, z dyrektorem Arsenału w Poznaniu, Markiem Wasilewskim, chciałbym również zainteresować Martę Genderę z Gorzowa Wielkopolskiego i Wojtka Kozłowskiego z Zielonej Góry i stworzyć taką trochę inną sieć, która pozwoli nam na wytworzenie przenikających się głosów opiniotwórczych stanowiących kontrę względem jednego skupiska krytyki, monopolu, które jest niestety w Warszawie. Może uda się stworzyć coś ponadregionalnego, ale z wzajemnymi tekstami na temat wystaw, żeby ta debata wokół sztuki była. Przecież ma kto pisać, ma kto dyskutować ze sobą. Dobrze pomyśleć o tym jak te miasta wzajemnie – zaledwie 2 godziny jedno od drugiego – mogą wymieniać się wiedzą, spotykać.

J.S.: Taki Blok Zachodni.

S.R.: Dziękuję za fajną nazwę. Pozwolę jej sobie użyć. To by było silnym medium opinii i naturalnym adresem dla całego środowiska i publiczności. Można fajne, dobre praktyki stosować tutaj na nowo i to będzie żywe. Jakby się ten cały zachód „polinkował”, to by był najsilniejszy ośrodek w Polsce.

J.S.: Co nas czeka w Trafostacji w najbliższym czasie?

S.R.: Startujemy teraz z wystawą „The Wall. Art Face To Face With Borders”, która będzie o murze, granicach, jak i kwestii uchodźczej, ale też o pewnych koleinach geopolitycznych, mentalnych przyzwyczajeniach. To wydaje mi się dziś jednym z kluczowych tematów współczesności. Potem są Inspiracje [przyp. red.: festiwal organizowany od 2005 roku przez klub 13 Muz], które nie są pomysłem z mojego programu i były już zaplanowane wcześniej, ale uważam, że do dobrego obyczaju instytucji należy, żeby się wywiązywać. Później jest wystawa zatytułowana „Tadzio” grupy Budapeszt, czyli Igor Krenz, Michał Libera, Daniel Muzyczuk. To będzie bliźniacza („odwrócona”) wystawa z ekspozycją tej samej grupy w Muzeum Sztuki w Łodzi. W przeciągu dwóch tygodni otwieramy dwie ekspozycje, które będą się dopełniać. Mają również pokazywać nasze networkingowe ambicje z instytucjami, które najbardziej w Polsce cenię, a jedną z nich jest Muzeum Sztuki w Łodzi. Następnie Nagrobki realizowane już w Bytomiu, choć lekko zmodyfikowane, bo sztuka się rozwija. I „Przechwałki i pogróżki” kuratorowane przez Łukasza Białkowskiego i Piotra Sikorę, projekt wokół antagonizmów i sporów w polskim życiu artystycznym.

Jeśli chodzi o książki: „Krytyka instytucjonalna w dobie transformacji” wydawana wspólnie z Labiryntem w Lublinie, Kroniką i Fundacją SPLOT, duża, sześćset stronnicowa analiza tego jak myślano o instytucjach sztuki. To też ma być wskazanie, że jesteśmy instytucją dokonującą autorefleksji. Na pewno chcemy również zrobić cykl paneli. Kolejna publikacja to „Postprodukcja” Nicolasa Bourriaud. Chciałbym żeby raz w roku wychodziła ważna książka, która w Polsce się jeszcze nie ukazała. To by była nasza cegiełka do polskiej literatury historyczno-sztucznej.

J.S.: Inspiracje zostaną na stałe przejęte przez Trafostację? [mowa o festiwalu szczecińskim – red.]

S.R.: Nie wiadomo, zobaczymy jak nam się ułoży współpraca. Jeżeli będziemy chcieli razem działać, to trzeba będzie przemyśleć czym ten festiwal ma być w przyszłości, jaki ma mieć cel. Ja jestem otwarty na różne scenariusze.

J.S.: Jest Pan w Szczecinie od niedawna. Czuje się Pan jak na geograficznym końcu Polski?

S.R.: Nigdy się nie określałem tylko wobec Polski. Ale ja całe życie jestem na walizkach. Praca w instytucjach i praca kuratora wiąże się z byciem w ciągłym ruchu. Oczywiście fajnie by było, gdyby koleje były trochę szybsze. Można też spojrzeć na to w ten sposób, że to co na południu Polski też jest daleko od centrum.

Czemu nie myśleć, że my jesteśmy w centrum? Przesunąć sobie mapę na zachód. Blisko do Poznania, do Berlina, do innej dobrej galerii w Zielonej Górze i blisko nad morze. Jesteśmy w centrum.

 

Kwiecień 2017

 

Stanisław Ruksza - kurator, historyk sztuki, wykładowca. Od kwietnia 2017 roku dyrektor TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie. W latach 2008 – 2017 dyrektor programowy CSW Kronika w Bytomiu. Absolwent historii sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Kurator wielu wystaw w Polsce i za granicą m.in. „Katowicki Underground Artystyczny po 1953 roku” (BWA Katowice 2003), „Umpolen” (Freiraum, Museum Quartier, Wiedeń, 2007), „Katolicy w Kronice” (Kronika, Bytom 2010), „Akcjonizm wiedeński. Przeciwny biegun społeczeństwa” (MOCAK, Kraków 2011), „Collier Schorr. German Faces” (Kronika, Bytom 2011), „Transeuro 2012” (Kraków 2012), „Łukasz Surowiec. Dziady” (Bunkier Sztuki, Kraków 2013), „Oblicze dnia. Koszty społeczne w Polsce po 1989 roku” (ArtBoom Festival, Kraków 2014), „Manifestacje romantyczne” (BWA Sokół, Nowy Sącz 2014), „Twoje miasto to pole walki” (Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa 2014), „Plica Polonica” (Kronika, Bytom 2014), „Projekt Metropolis” (Kronika, Bytom, Fundacja Imago Mundi, Muzeum Śląskie w Katowicach, 2015), „The Wall. Art Face To Face With Borders” (Careof DOCVA, Mediolan, 2015), „Je brûle Paris!” (Cité internationale des arts, Paryż 2015), „Dzieci Szatana” (Fundacja Imago Mundi, Muzeum Narodowe, Kraków 2015).

W latach 2007-2009 wykładał na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Obecnie wykłada gościnnie w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach.

Rezydent m.in. apexart w Nowym Jorku (2009), Careof DOCVA w Mediolanie (2013), Cité internationale des arts w Paryżu 2015.

W 2014 roku wyróżniony tytułem kuratora roku w Polsce w rankingu pisma o sztuce „Obieg” oraz nominowany do nagrody „Gwarancje kultury 2015” TVP Kultura w kategorii „sztuki wizualne”.

*

Joanna Szczepanik – doktor nauk humanistycznych (Uniwersytet SWPS w Warszawie), kulturoznawczyni, krytyczka kultury współczesnej. Jest autorką książki „Geografia Artystyczna Neue Slowenische Kunst. Wieloaspektowość i kolektywizm” (WN Katedra, 2014). Publikowała m.in. w „Magazynie Sztuki”, „Obiegu”, „Kulturze Popularnej”, „Sprawach Narodowościowych”, „Visegrad Insight”, „Twórczości”, „Pograniczach”, „Ricie Baum”. Realizowała projekty badawcze i dziennikarskie oraz rezydencje artystyczne w ramach Narodowego Centrum Nauki (2011-2013), Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2015), Ministerstwa Spraw Zagranicznych Meksyku (2013) oraz trzykrotnie Funduszu Wyszehradzkiego (2014, 2015, 2016). Pełni funkcję Adiunkta na Wydziale Architektury i Budownictwa Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie.