Joanna Mytkowska o nowoczenym instytucjonalizmie

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

MSN w Warszawie, fot. Bartosz Stawiarski

 

Rolą nowoczesnej instytucji jest rozbrajanie konfliktów

Wszystko wskazuje na to, że największym wyzwaniem dla instytucji takiej jak nasza już wkrótce będą wojny kulturowe, które zaczęły dominować w ciągu ostatniego roku w życiu publicznym: palenie „Tęczy” Julity Wójcik w Warszawie, wywołanie fobii wokół tematu gender, awantury o wychowanie seksualne w szkołach, itd. Nie chodzi tylko o to, żeby zajmować w tych sporach słuszną postawę albo chronić instytucję przed atakami, jak to było w latach 90., ale również o to, żeby szukać sposobu na rozbrojenie tych konfliktów.

Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie – nowy typ odpowiedzialnego instytucjonalizmu.
Rozmowa z Joanną Mytkowską – dyrektorką Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Krzysztof Gutfrański: Jakiś czas temu znalazłem w waszej kolekcji film Zuzanny Janin, w którym artystka pyta reprezentantów środowiska sztuki współczesnej o to, jak wyobrażają sobie (w 2007 roku) idealne muzeum. Chciałem zapytać – na początek – czy pamiętasz coś z tych odpowiedzi i jak dzisiaj wyobrażasz sobie taką instytucję?

Joanna Mytkowska: Pamiętam, że artyści utożsamiali się z tą instytucją, mówili o niej jak o swoim miejscu. Chciałabym, żeby tak zostało. Żeby zarówno artyści jak publiczność czuli, że to ich miejsce.

Zwycięzca trzeciego konkursu architektonicznego na MSN, Thomas Phifer, opisuje funkcje i rolę przyszłego budynku jako w pełni transparentne („A building that reveals all it has”). Hasło architekta wyraźnie koresponduje z funkcjonalnymi i symbolicznymi wymaganiami stawianymi przez konkurs – usytuowany na Placu Defilad kompleks ma przeciwstawiać „nieprzejrzystości/przejrzystość, nieludzkiej skali/skalę ludzką, przepychowi/prostotę, antyspołeczności/prospołeczność; historyzmowi/przyszłość”… Jak widzisz to w praktyce? co przekonało was do tego projektu?

Procedura wyboru architekta, na którą się zdecydowaliśmy, polegała nie na ocenie gotowych koncepcji projektowych, ale na odpowiedzi na pytania: czy to, co architekt (studio) zaprojektował w przeszłości daje gwarancję na wysokiej klasy budynek muzealny i teatralny (przypominam, że jednocześnie był to konkurs na TR Warszawa) dobrze wpisany w przestrzeń miejską oraz czy architekt rozumie nasz program funkcjonalny, nasze potrzeby, specyfikę instytucji i sztuki jaką chcemy pokazywać i odpowie na te wyzwania. Okazało się, że najlepiej te kryteria spełnia właśnie Thomas Phifer, autor kilku muzeów i sal teatralnych, który we wczesnym etapie swojej kariery był partnerem w studiu Richarda Meyera, jednego z największych twórców architektury muzealnej (Getty Center, MACBA Barcelona).

Co rozumiesz przez „miastotwórczość‟ tego konkretnie projektu?

Architekt zaproponował takie ukształtowanie relacji między budynkami, muzeum i teatrem, które pozwala na stworzenie zadaszonego placu lub pasażu między nimi. To może potencjalnie być miejsce spotkań i zdarzeń, tak pożądana przyjazna przestrzeń miejska, gdzie częściowo można by animować wydarzenia związane z programami muzeum i teatru, a częściowo pozostawiać aktywności mieszkańców. Przestrzeń ta stanowi pośrednią skalę wobec bardzo przestrzennego placu Defilad, który pozostanie miejscem na wielkie imprezy miejskie, ale z powodu swojej monumentalnej skali nie jest wykorzystywany na co dzień.

Jak twoim zdaniem budynek Phifera wpłynie na postulowane zrównoważenie Placu Defilad w stosunku do nadmiernie dominującego Pałacu Kultury i Nauki?

Mamy nadzieję, że przywróci życie na placu Defilad, który jest raczej martwy, pusty. Funkcjonuje tylko w okolicach stacji metra i przy wejściu do Pałacu Kultury, gdzie dzięki inicjatywie mieszczących się tam instytucji kultury takich jak Teatr Studio, Teatr Dramatyczny, bar Studio oraz przy naszym wsparciu i Teatru TR przez całe lato był prowadzony specjalny program kulturalny. To aktywność społeczna może przywrócić równowagę zachwianą przez defiladowe założenie z nieludzką skalą, dodatkowo zdewastowane i sprowadzone do roli parkingu w czasach transformacji. To jest też batalia o zmianę charakteru centrum Warszawy.

Co będzie zasadniczą nowością w planowanym muzeum?

Nie wiem czy w kraju, w którym prawie nie ma porządnych, współczesnych przestrzeni wystawienniczych najbardziej pożądana jest nowość. Korzystając z niebywałego doświadczenia architekta w budowie muzeów, raczej powinniśmy się starać osiągnąć – tak rzadką nad Wisłą – wysoką jakość, prostotę, jasność planu, dobre wykonanie. Ale przez samą swoją lokalizację będziemy wraz z teatrem nowatorsko kształtować centrum Warszawy.

Widok wewnętrznego placu, łączącego Muzeum i Teatr oraz Plac Defilad z Parkiem Świętokrzyskim. Rendering: By-Encore

 

Widok galerii Muzeum od strony ulicy Marszałkowskiej. Rendering: By-Encore

 

Jak mówiłaś w rozmowie z Adamem Mazurem dla „Szumu”, będzie to „muzeum na miarę Warszawy, ale i na miarę możliwości finansowych miasta”. Zastanawiam się jak wybrana wizja architektury może wpłynąć na balans pomiędzy merytoryką programu a dostępnością, jaką dotychczas proponuje muzeum?

Dostępność, bliskość publiczności, koncepcja muzeum otwartego – założenia funkcjonowania są budowane na antypodach tradycyjnych muzeów, świątyń sztuki – to główne punkty programowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Architekt w swojej koncepcji wykazał zrozumienie dla tych założeń. Chcemy muzeum, które będzie blisko ulicy, miasta i jego mieszkańców, blisko ich problemów. Sztuka będzie widoczna częściowo z zewnątrz, a z sal wystawienniczych będzie można zobaczyć miasto. Jednocześnie muzeum powinno dysponować dobrej jakości przestrzeniami wystawienniczymi, edukacyjnymi. W jego sercu będzie miejsce debat, czyli audytorium. A muzeum i teatr połączy wewnętrzny plac, miejsce na społeczną aktywność.

Światło jako materiał budowlany, łączenie architektury z naturą i nastawienie na „pomnikowość doświadczenia‟, a nie samych budowli to cechy charakterystyczne architektury Phifera, którą krótko można by podsumować, jako racjonalną, funkcjonalną i tanią w budowie. Którą z jego wcześniejszych realizacji wybrałabyś jako przykład, który może dać wyobrażenie o przyszłym kompleksie MSN/TR?

Nasz projekt połączenia muzeum i teatru przy jednoczesnym wpisaniu czy właściwe odbudowie centrum miasta jest na tyle szczególny, że trudno o miarodajne analogie. Ale myślę , że jeden z ostatnich projektów Phifera North Carolina Museum of Art, Raleigh (2010), które jest podobne w skali do warszawskiego może służyć za przykład rozwiązań funkcjonalnych i bardzo współczesnej przejrzystości założenia. Natomiast budynek wydziału architektury, tak zwany Lee Hallna Uniwersytet Clemson, w Południowej Karolinie może dać wyobrażenia o tak ważnym dla naszego projektu aspekcie społecznym i dostępności tej architektury.

Czy – oprócz planowania koncepcji architektonicznej – pracujecie obecnie z TR nad jakąś formą połączenia oferty programowej i merytorycznej?

Skupiamy się przede wszystkim na funkcjach placu/pasażu między naszymi budynkami, bo to one określą ostateczny architektoniczny kształt tego miejsca. Planujemy również konsultacje społeczne w sprawie zagospodarowania placu Defilad, bowiem koncepcja tego placu leży również w zakresie zadania architekta.

Czy widzisz jakieś podobieństwa, a może udoskonalenia/mankamenty, kiedy porównujesz (jakkolwiek bardzo wczesne) pomysły Phifera z niezrealizowanymi projektami Kereza?

Ten fragment miasta jest objęty bardzo rygorystycznym planem miejscowym, który sztywno wyznacza granice zabudowy. Wszystkie więc powstające tu projekty będą w jakiś sposób do siebie podobne. Ale obaj architekci mają bardzo odmienne podejście do architektury. Christian Kerez był zainteresowany formalnym eksperymentem. Architektura Thomasa Phifera wyrasta z funkcji budynku i charakteryzuje się dużo bardziej pragmatycznym podejściem. Obie postawy mogą dać świetne rezultaty, acz bardzo odmienne w wyrazie.

Paulina Ołowska, „Twarz Emilii”, 2014, fot. Bartosz Stawiarski

 

W jednym z wcześniejszych wywiadów, mówiąc o rozwoju muzeum, zakreśliłaś trzy przenikające się etapy rozwoju: etap heroiczny, etap obywatelski oraz krystalizujący się etap „skalowania instytucji”. Będąc na obecnym etapie i pamiętając o wcześniejszych doświadczeniach, jaką postawę polityczną powinno prezentować Muzeum Sztuki Współczesnej?

Powinno być aktywne w szybko zmieniającym się pejzażu społecznym, być gotowym na nowe wyzwania. Wszystko wskazuje na to, że największym wyzwaniem dla instytucji takiej jak nasza już wkrótce będą wojny kulturowe, które zaczęły dominować w ciągu ostatniego roku w życiu publicznym: palenie „Tęczy” Julity Wójcik w Warszawie, wywołanie fobii wokół tematu gender, awantury o wychowanie seksualne w szkołach, itd. Nie chodzi tylko o to, żeby zajmować w tych sporach słuszną postawę albo chronić instytucję przed atakami, jak to było w latach 90., ale również o to, żeby szukać sposobu na rozbrojenie tych konfliktów. Wiąże się to prawdopodobnie z poszukiwaniem nowego uniwersalizmu, języka, który pozwoli na porozumienie poza tradycyjną siatką pojęć, która właśnie się rwie.

Czy przepracowanie przez was koncepcji funkcjonalnej muzeum jest równoznaczne z przepracowaniem jego koncepcji politycznej?

Program funkcjonalny muzeum jest raczej rozwinięciem czy emanacją jego społecznej misji.

A jak ma się do tego „zwrot konserwatywny”, o którym mówiłaś w jednym z wcześniejszych wywiadów? Jak go rozumiesz i jak odnosi się to do perypetii z budową siedziby MSN?

Zwrot „konserwatywny” to termin ukuty wobec zmian na młodszej scenie artystycznej w Polsce, gdzie popularność straciły nagle narracje krytyczne, a zaczęły dominować bardziej introwertyczne postawy, w dodatku wsparte o tradycyjne media i źródła. Jeśli chodzi ci o zwrot „konserwatywny” w życiu społecznym, na razie nie wstrzymał on działań modernizacyjnych, do których należy budowa muzeum czy rewitalizacja centrum miasta.

Pytam o to, ponieważ ma to związek z faktycznym zarzuceniem decyzji o budowie. Liczne perturbacje z Miastem, trzy konkursy w ciągu dziewięciu lat, kompromisy to powody jak najbardziej obiektywne opóźnienia budowy. Nie zrekompensują one jednak nieobecności samej budowli, będącej materialną manifestacją koncepcji muzeum i jego podłoża ideologicznego... Jakie mamy muzeum sztuki nowoczesnej dziś taka będzie Polska jutro?

Wydaję się, ze po raz pierwszy z większym optymizmem możemy patrzeć w przyszłość. Właśnie rozpoczęty ponownie proces inwestycyjny został tym razem solidnie przygotowany i możemy liczyć na wybudowanie nowego budynku muzeum. A dzisiaj Muzeum mimo braku budynku jest aktywne, zaangażowane, poszukujące, otwarte na nowe idee i obecne międzynarodowo. Może nie będzie tak źle z tą Polską…

Wybierając projekt Phifera postawiliście na architekturę, która ma nie być monumentem. To samo doświadczenie społeczne, generowane przez muzeum, ma być pomnikiem wystawionym nowoczesności. Jest to konsekwentnie rozwijana przez was droga... Czy można powiedzieć, że polityczność MSN, zawiera się w pierwiastku obywatelskim?

Muzeum przez swoje liczne programy, z których najbardziej znany to „Warszawa w budowie” jest bardzo zaangażowane w oddolne ruchy obywatelskie. A w swojej trudnej przeszłości sami siebie postrzegaliśmy się jako ruch oddolny. To ważna część tożsamości instytucji.

Jak obecnie wygląda wasza relacja z Urzędem Miasta?

Od 2010 systematycznie się poprawia, rozwija, a nawet zacieśnia. W czasie starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury Urząd Miasta przy współudziale takich instytucji jak Muzeum zmienił swoją politykę kulturalną z tradycyjnego systemu odgórnego dystrybuowania środków finansowych na bardziej otwarty, uwzględniający debatę i inicjatywy społeczne. To bardzo poprawiło klimat w mieście. Poczuliśmy się partnerami Urzędu. Podobnie zaczęła wyglądać sprawa prowadzenia budowy nowego gmachu muzeum.

A kwestia twojego procesu z deweloperem, który miał przejąć Emilkę?

Konflikt o Emilkę to zupełnie inny typ konfliktu charakterystyczny dla współczesnych miast, gdzie prywatni właściciele, przede wszystkim wielcy deweloperzy, często mają interesy sprzeczne z interesami mieszkańców. Na szczęście ten spór udało się już zażegnać.

Czy planujecie jakieś gruntowne przekształcenie/powiększenie zespołu MSN po przeniesieniu do nowej siedziby?

W nowej siedzibie będziemy mogli prowadzić o wiele szerszą działalność wystawienniczą, należycie pokazywać kolekcję i wreszcie służyć o wiele większej ilości widzów. Wymusi to wzrost liczby zatrudnienia. Zresztą instytucja systematycznie rośnie. Myślę, że docelowo będziemy średnią instytucją zatrudniającą około 70 osób.

Do tego jeszcze sporo czasu. Kiedy oglądałem film Janin, mocno w oczy rzucał się postęp technologii, jaki nastąpił od 2007 roku. Ciekaw jestem, jak technologia zmieniła twoje wyobrażenie o wizji MSN od tamtego czasu?

Interesuje mnie ta strona technologii, która czyni ją coraz łatwiejszą w użyciu, tańszą, dostępniejszą, i najchętniej nie odwracającą uwagi od dzieł sztuki i kontaktu z nimi, niewidoczną. Trzeba jednak pamiętać, że nic tak szybko się nie starzeje, jak technologia.

A jak przyszłe muzeum odpowie na zapotrzebowanie publiczności, która nie pamięta czasów, w których nie było dostępu do internetu?

Właśnie otwieramy wystawę zatytułowaną „Ustawienia Prywatności”, która zajmuje się tak zwaną sztuką postinternetową, czyli krytycznym podejściem do fetyszyzowania internetu. Obawiam się, że za kilka lat możemy mieć zupełnie inne wyzwania.

 

Katarzyna Przezwańska, Bez tytułu, 2014, fot. Bartosz Stawiarski

 

Łukasz Surowiec, \"Wózki\", 2012, fot. Bartosz Stawiarski

 

Marzena Nowak, \"Wobec przestrzeni jestem wyłącznie ciszą\", 2014, fot. Marta Górnicka

 

Mirosław Bałka, \"Chłopiec i orzeł\", 1988, fot. Bartosz Stawiarski

 

Jakiś czas temu zaproponowaliście cykl wydarzeń pod hasłem nowego instytucjonalizmu. Jak rozumiesz to pojęcie w kontekście przyszłości MSN?

Nowy instytucjonalizm to zjawisko, którego MSN jest częścią. Czyli szukanie nowych punktów odniesienia oraz nowych społecznych obszarów zaangażowania.

A jak ma się ten nowy instytucjonalizm do waszej polityki kolekcji i jak ona obecnie wygląda?

Na szczęście, dzięki specjalnemu programowi Ministra Kultury szybko rośnie. Podkreślamy bardzo międzynarodową, wręcz globalną, perspektywę, pozyskując pracę ze wszystkich części świata. Szukamy podobnych do polskiego doświadczenia transformacyjnego. Dbamy o parytet. Często pracujemy na zasadzie zamówień u artystów prac specjalnie do naszej kolekcji. Skupiamy się na pracach bardzo współczesnych powstałych po 1989 roku.

Jakie zakupy planujecie w najbliższym czasie?

Co roku kupujemy około 25 prac. W tym roku jest podobnie. Zawsze jakąś pracę kupuje dla muzeum Towarzystwo Przyjaciół Muzeum, co budzi wielkie emocje. W tym roku będzie to obraz olejny mieszkającej w Londynie i pochodzącej z Ghany artystki, Lynette Yiadom-Boakye, zatytułowany „Observer of Spring” 2013. Artystka gra z różnymi gatunkami europejskiej tradycji malarskiej (w naszym przypadku jest to portret), zawsze podmieniając znane realia na historię Czarnych.

Wystawa „W sercu kraju” została bardzo dobrze odebrana zarówno przez krytykę, jak i publiczność. Była to próba generalna prezentacji kolekcji podążającej równolegle kilkoma tropami tematycznymi. Czy uważasz któreś z zaprezentowanych zjawisk jako warte szczególnej uwagi w kontekście przyszłości rozwoju kolekcji MSN?

Planujemy regularne pokazy kolekcji i będziemy testować różne modele narracji. Staramy się tak budować kolekcję, aby składała się z prac na tyle uniwersalnych, żeby poddawały się różnym zabiegom interpretacyjnym. Zdajemy sobie bowiem sprawę, że jedyny kanon na jaki stać współczesność to kanon w nieustannym ruchu. Ale nie wyobrażam sobie, żeby kolekcja została pozbawiano kluczowego dla niej aspektu emancypacyjnego.

A jak oceniasz młodą scenę artystyczną w Polsce? (powiedzmy, że pytanie dotyczy osób urodzonych po 1989 roku)

W stosunku do poprzedniego pokolenia niezwykle się rozwinęła, sprofesjonalizowała i rozdrobniła. Mniej wyraźnych postaw i wielkich osobowości, za to więcej różnorodności, nieoczekiwanych inspiracji i zaskakujących punktów odniesienia.

Jaką sugestię mogłabyś dać młodym artystom konfrontującym swoją twórczość (i samych siebie) z drapieżnym rynkiem sztuki?

Zawsze trzeba zachować niezależność, zarówno wtedy kiedy odnosi się rynkowy sukces jak i porażkę. Rynek nie zawsze jest odbiciem wartości artystycznej.

Czy myślisz, że artyści powinni traktować sztukę jako zawód? Pytam o to, odnosząc się do zaangażowania MSN w OFSW oraz działania Obywateli Kultury.

To jest zawsze indywidualny wybór. A walka o bezpieczeństwo socjalne artystów, którą prowadzi OFSW, jest związana z szerszym problem zatrudniania ludzi wolnych zawodów, a więc wszelkich twórców. Społecznie ich kondycja i możliwość godziwego zarobkowania są bardzo ważne i mają poważny wpływ na jakość życia nie tylko zainteresowanych, ale na cały społeczny klimat.

Jakiś czas temu rozmawiałem z dyrektorem londyńskiego Muzeum Wszystkiego, Jamesem Brettem. Porównał on swoją placówkę/muzeum do swingującego singla. Przychodzi ci do głowy jakieś określenie na przygodę z MSN?

Przychodzi mi do głowy dość frywolna metafora. Do tej pory budowa muzeum to było nieustanne gonienie króliczka… i w tym tkwiła przyjemność.

Otwarcie wykończonego muzeum zaplanowano na 01.04.2020 roku. Prima aprilis?

Mam nadzieję, że to raczej będzie miła niespodzianka.

 

Andrzej Wróblewski, \"Muzeum\", 1956, gwasz na papierze

 

Wojciech Bruszewski, \"Gramofon\", 1981, fot. Bartosz Stawiarski

 

Roman Stańczak,\"Regał\", 1996, fot. Bartosz Stawiarski