Oszustwa w miniaturze

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Rozmowa z Aurelią Nowak kuratorką wystawy „Wszystko udaje coś innego”


Anna Sienkiewicz: Kuratorowana przez Was wystawa „Wszystko udaje coś innego” została zrealizowana w bardzo interesującym ale i absurdalnym miejscu. Czym właściwie jest Centrum Sztuki Współczesnej przy Starym Rynku w Poznaniu w Skansenie Miniatur w Pobiedziskach?

Aurelia Nowak: Bardzo istotne dla tego projektu jest to, że w Poznaniu nie istnieje prawdziwe

centrum sztuki. Brak opiniotwórczej instytucji zajmującej się sztuką współczesną jest odczuwany boleśnie przez poznańskie środowisko od dawna. W czasie gdy większość innych polskich, dużych miast wznosiła gmachy instytucji, w Poznaniu trwały niekończące się debaty. W 2010 roku Wojtek Hoffman, wpadł na przewrotny pomysł by w podpoznańskich Pobiedziskach w Skansenie Miniatur postawić makietę nieistniejącego budynku centrum sztuki.

W jaki dokładnie sposób funkcjonuje CSW?

Okazało się, że makieta jest całkowicie wystarczająca do prowadzenia działalności wystawienniczej. CSW przy Starym Rynku w Poznaniu w Skansenie Miniatur w Pobiedziskach posiada dyrektora, program, budżet, funkcjonuje jak prawdziwa instytucja. Nie znając szczegółów projektu można ulec złudzeniu, że Poznań, tak jak większość innych dużych polskich miast posiada CSW z prawdziwego zdarzenia.

Co możesz powiedzieć na temat organizacji tej specyficznej przestrzeni wystawienniczej?

CSW jest makietą pięciopiętrowego budynku. Każde z pięter ma około 30 cm wysokości. Pięciu artystom biorącym udział w kuratorowanej przez nas wystawie przydzieliliśmy po jednym z pięter. Pomimo, że skala nie jest tutaj tematem przewodnim, zawsze trzeba się mierzyć ze znaczeniami jakie narzuca. Na przykład eksponowana „Cegła” Rafała Bujnowskiego, czyli płótno imitujące prawdziwą cegłę, jest rzeczywistych rozmiarów. Jednak w skali budynku CSW okazała się być gigantyczna.

Czy jeszcze jakaś praca szczególnie wyróżnia się w kontekście skali budynku?

Z pewnością jest to prezentowany po raz pierwszy oryginał jednej z prac Michała Ciesielskiego. Wiąże się z nim fajna historia. Michał, jako student Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, w trakcie któregoś z wykładów narysował na kartce wzorek. Tak jak mimowolnie szkicuje się czasem coś z nudów w zeszycie. Następnie powiększył ten rysunek do skali 100 cm na 68 cm i wydrukował na płótnie. Ten obraz wygląda naprawdę poważnie. Można dać się nabrać. W Pobiedziskach pokazaliśmy jego pierwowzór, czyli mały szkic. Zawiesiliśmy go na tymczasowej ściance, przed nią stanęła muzealna, miniaturowa ławeczka oraz tablica informacyjna, z której widz o dobrym wzroku mógł przeczytać historię powstania pracy Michała.

Zarówno samo miejsce ekspozycji jak i zaprezentowane dzieła w różnorodny sposób oszukują widza. Skąd zainteresowanie takimi strategiami?

Jest coś pociągającego w byciu oszukiwanym. Miniaturowa instytucja, w której zdecydowaliśmy się zrealizować naszą wystawę, okazała się idealnym miejscem do przeprowadzenia analizy tego problemu. Przecież ona sama balansuje na granicy między prawdą a fikcją, realnością a iluzją. Tego typu dychotomie stoją zresztą u podstaw twórczości artystycznej. Zastanawialiśmy się, wspólnie z Maciejem, nad genezą tego problemu. Pewnie jest ona tak odległa jak narodziny malarstwa czy rzeźby. Przecież przez wieki były one odczytywane jako rzeczywistość sama w sobie, lub jej iluzyjne odwzorowanie. Wszyscy znamy historię Zeuksisa z Heraklei, który konkurował z Parrazjosem o miano najlepszego malarza iluzjonistycznego. Parrazjos tak realistycznie namalował kotarę, że Zeuksis, ulegając tej iluzji, poprosił o jej odsłonięcie. Bardzo się zdziwił, gdy okazało się, że kotara nie jest prawdziwa. Ta historia do dziś działa na wyobraźnię. Okazuje się, że artyści i kuratorzy wciąż lubią oszukiwać, a odbiorcy lubią być oszukiwani.

Do udziału w wystawie „Wszystko udaje coś innego” zaprosiliśmy artystów, których postawy poruszały ten problem z różnych stron. Każdy z nich, w pewnym sensie, niweluje granice między realnością a iluzją. Ten pradawny dualizm prawdy i fałszu przyjmuje wciąż nowe formy. Dziś artystyczne oszustwa obejmują nie tylko dzieła same w sobie. Pojawiają się też w innych obszarach. Również artystom zdarza się symulować kogoś innego.

No właśnie, jedno z pięter stanowi miejsce prezentacji osoby artysty, a nie konkretnej pracy.

Piętro Roberta Kuty zostało zagospodarowane w specyficzny sposób. Zainteresowało nas to, jak kreuje on swój wizerunek. Działania, które podejmuje oparte są na strategiach wypracowanych przez Andy Warhola, Josepha Beuysa, czy też przez ikony współczesnej popkultury. Robert bazuje na znajomości tych właśnie „recept” na sukces. Tworzy fotomontaże, które stylizuje na zdjęcia wykonane przez paparazzich, umieszcza je na przeróżnych portalach społecznościowych, przedrukowuje w lifestylowych magazynach, prowadzi bloga. Na początku tworzył fikcyjny obraz swojej postaci, teraz przekroczył już pewną granicę. Funkcjonuje w mediach, udziela wywiadów. Staje się osoba publiczną. Show biznes go powoli wchłania.

Sztuka Yar Nama, jednego z artystów prezentowanych na Waszej wystawie, określana jest często mianem sztuki pasożytniczej. Czy dostrzegasz jakieś niebezpieczeństwa w tego typu praktykach artystycznych, które są w pewnym stopniu oparte na coraz łatwiejszej kradzieży własności intelektualnej? Współcześnie wystarczą bowiem tylko dwa krótkie polecenia kopiuj-wklej, aby część cudzej pracy stała się naszą własnością.

Oczywiście jest to pewne zagrożenie, którego należy się obawiać. Taktyka, którą stosuje Yar Nam oparta jest na mistyfikacji, wcielaniu się w różnych artystów, cytowaniu dzieł sztuki. Jednak w jego przypadku zawsze wiadomo z czego czerpał inspirację. Prowadzi dialog z konkretnymi dziełami sztuki. Na naszej wystawie postanowił strawestować „Enigmę” Man Raya. W przypadku oryginału, Man Ray prawdopodobnie umieścił w swoim zawiniątku maszynę do szycia oraz parasolkę. Natomiast Yar Nam jako podestu użył książki dotyczącej dyskursów współczesnej popkultury, na niej ustawił dwa pudełka po owocowej herbacie, szklaną butelkę po soku oraz zgnieciony papier toaletowy. Cała ta konstrukcja w interesujący sposób nawiązuje do oryginalnej „Enigmy”. Nie jest już tylko kradzieżą, dokonaną za pomocą czynności kopiuj-wklej.

Robert Kuta korzysta ze strategii charakterystycznych dla popkultury. Artystami, którzy także odwołują się w swoich projektach do tego tematu są The Little Artists. Jaki projekt zaprezentowali w Pobiedziskach?

John Cake i Darren Neave, czyli duet The Little Artists, przerabiają znane prace innych artystów w zabawki lego, czasami realizują również ich portrety. Tymi działaniami pozbawiają je doniosłości. Obnażają i demistyfikują mechanizmy rządzące światem sztuki. Prezentowane na naszej wystawie figurki wpisują się w lokalny, poznański kontekst. Przedstawiają bowiem poznańskich krytyków – Piotra i Elizę Bernatowiczów – w towarzystwie członków grupy The Little Artists. Ich piętro zaaranżowaliśmy tak, jakby te cztery figurki faktycznie znajdowały się w galerii, oglądały wystawę. Jednak jak tytuł wskazuje, nie jest to ani prawdziwa wystawa, ani prawdziwe CSW.

Obrazuje to jak dotkliwy w Poznaniu jest brak takiej instytucji…

Myślę, że jeszcze przez wiele lat tutejsi kuratorzy będą zmuszeni do organizowania wystaw w innych miastach niż Poznań, lub choćby w takich miejscach jak oddalone o 25 km od Poznania Centrum Sztuki Współczesnej przy Starym Rynku w Poznaniu w Skansenie Miniatur w Pobiedziskach.

Szkoda, że w miniaturze… Chociaż można powiedzieć, że w tym przypadku skala stwarza nowe perspektywy odbioru, pozwala spojrzeć na znane już problemy z innego punktu widzenia.

„Wszystko udaje coś innego”
artyści: Rafał Bujnowski, Michał Ciesielski, Robert Kuta, The Little Artist, Yar Nam
kuratorzy: Aurelia Nowak, Maciej Stachowiak

Centrum Sztuki Współczesnej
przy Starym Rynku w Poznaniu
w Skansenie Miniatur w Pobiedziskach