Paweł Kula - "To, co możemy zobaczyć.."

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Ścieżki Słońca / 2005 (wideo + solarigraficzne artefakty

To, co możemy zobaczyć - możemy zobaczyć – rozmowa z Pawłem Kulą o poszerzonej wizji fotografii z okazji wystawy pod tym samym tytułem w Galerii Scena

Ryszard Ziarkiewicz: Witam, powiedz coś więcej o tytule wystawy, który jest cytatem z filmu dokumentalnego pod tytułem „Ostatni film dokumentalny”[1]

Paweł Kula: Mam się wytłumaczyć? Dobrze. W kontekście konkretnie tej wystawy w Scenie, wykorzystałem ten cytat, nie tylko dlatego, że pochodzi on z mojego ulubionego filmu będącego dokumentem o dokumencie, ale także dlatego, że używając takiego medium jak fotografia stwarzamy świat. Medium fotograficzne jest takim narzędziem, które tylko dlatego jest narzędziem stwarzania świata, ponieważ służy naszej antropocentrycznej postawie wobec świata. I ten tytuł, w dużym skrócie oznacza dla mnie wyznanie wiary, że rzeczy, które rzekomo stwarzamy za pomocą fotografii są dokumentami „umownymi”.

RZ: Użyłeś słowa „rzekomo”..

 

 

PK: Tak, ponieważ, to co pokazuję na wystawie w Scenie to są różne fotografie – tradycyjne w pewnym sensie – i różne obrazy, które powstały w wyniku używania zjawiska światłoczułości, które są realnymi artefaktami. Czyli są obiektami, które powstały dzięki działaniu światła i w tym znaczeniu są realne, choć są bardzo odległe od naszych nawyków wizualnych, które odnajdujemy w obrębie tradycyjnej fotografii. I to jest właśnie myśl, która przyświecała mi w przygotowaniu wystawy: to, co możemy zobaczyć, możemy zobaczyć.

RZ: To, co możemy zobaczyć istnieje?

PK: Tak, ale jest to nasza autonomiczna decyzja.

RZ: Podważasz rozumienie fotografii jako „reality”, jako oczywistości?

PK: Nie stawiam twardej tezy, nie buntuję się przeciwko fotografii, która jest wiarygodnym medium, bo ona bywa wiarygodnym medium, wtedy gdy decydujemy się na jakąś koncepcję rozumienia świata. Fotografia odpowiednio używana bywa wówczas wiarygodnym narzędziem opisania świata. W wypadku mojej wystawy pokazującej zjawisko światłoczułości, które stworzyło właściwie fotografię i jest odpowiedzialne za pojawianie się obrazów dalekich od zwyczajowego patrzenia, zakładaną hipotezą jest to, że patrząc wywołujemy znaczenia.

RZ: Masz podejście wybitnie kreatorskie. Fotografię rozumiesz jako język elementarny.

PK: Po pierwsze nie buntuję się. Jestem raczej uważnym obserwatorem antropocentryzmu , który uznaje wszystkie media stworzone przez człowieka za wiarygodne. Tymczasem one pokazują tylko pewne koncepcje sposobów widzenia. Ponieważ fotografia jest moim głównym narzędziem medialnym zauważam w fotografii wielogłos. Jest ona podzielona na różne działy, nurty, pełni też różne funkcje. Czasami utylitarne, społeczne, czasami była wykorzystywana i nadużywana . Ten wielogłos jest jednak dla mnie inspirujący do poszukiwania sensów na jej peryferiach. Na przykład, to co jest na wystawie, to są rezultaty moich poszukiwań na peryferiach – zjawisk fotoczułości, które są poza świadomością człowieka, jego intencją, a więc są artefaktami. Jest to na przykład światłoczułość roślin - obrazy będące jej wynikiem są poza jakimkolwiek „ludzkim interesem”. Są jedną z wielu manifestacji życia we wszechświecie, są po prostu pewnym zjawiskiem do zaobserwowania.

RZ: ..i odkrywania..

PK: Nie, odkrywanie pachnie kolonializmem, zawłaszczeniem. Ja staram się być skromny, choć pewnie nie zawsze mi się to udaje.

RZ: Skromność to słowo klucz do Twojej postawy i sztuki.

PK: Fajnie jest poczuć się odkrywcą, ale słuszniej jest przyjąć pokorniejszą perspektywę i pokazywać pewne zjawiska i procesy, wskazywać na nie. Bardzo mi się podoba taka rola. Taki człowiek robi wystarczająco dobrą pracę, którą można nazwać czasem działaniem artystycznym.

RZ: Czego dotyczy koncepcja wystawy?

PK: Pokazanie zbioru zjawisk oscylujących wokół pojęcia fotografii. Ma to związek z moją ulubioną definicją fotografii. Że jest ona pewnym „nieodkryciem”. Albo inaczej: że jest ona bardziej znaleziskiem, niż odkryciem. Jest bardziej obserwacją i uświadomieniem sobie, niż odkryciem. Znaleziska i obserwacje, które zachodzą w naturze od kiedy pojawiło się światło w połączeniu dają fotografię. Na tym polega jej wynalazek, że łączy rzeczy i zjawiska naturalne, które działy się, dzieją się i będą się dziać niezależnie od naszej woli. Ja często manifestuję przywiązanie i szacunek do natury. Najbardziej boję się zawłaszczania tego świata naturalnych zjawisk i zdarzeń.

RZ: Masz ekologiczną postawę wobec sztuki.

PK: Tak, znając mnie prywatnie widać, że mój stosunek do fotografii pokrywa się postawą życiową i światopoglądem umiarkowania. Staram się być konsekwentny.

RZ: Rzeczywiście Twoja sztuka pasuje wyjątkowo do Twojej Postaci. Czy świat, który obserwujesz jest fotogeniczny?

PK: Fajnie, że o to pytasz, bo to jest ważna cecha zjawisk, o których mowa. To jest druga rzecz, z którą się zmagamy zajmując się sztukami wizualnymi, ich fotogenicznością. Na ile fotogeniczność zjawisk nami powoduje, że się nimi interesujemy niezależnie od naszej woli? I z drugiej strony na ile „przypadkowy” naturalny obraz jest kompozycją, która przyciąga naszą uwagę? To przecież ja wybieram obraz i kwalifikuję do obejrzenia. Fotogeniczność tych surowych zjawisk jest więc nie do przecenienia. Nie do ominięcia.

RZ: Mówisz o pierwotnych procesach.

PK: Tak – cyklach kosmicznych – na przykład w filmie „Ścieżki słońca”, w którym pokazuję wędrówkę słońca po niebie, zjawisko, którego na co dzień prawie nie zauważamy. Film pokazuje cykl uporządkowany, cykl, którego człowiek jest częścią. Jest to cykl, który buduje nas, nasze życie i naszą cywilizację, kulturę i w jakimś sensie jest kluczowy dla naszego gatunku. Słońce, jasny punkt odpowiadający za wszystkie zjawiska fotoczułości wędruje po niebie w powtarzalnych odstępach, których nie odczuwamy. O tym właśnie zagubionym interwale jest film.

RZ: To mi przypomina Twoją działalność studencką na AS w Poznaniu i realizowany grupowo projekt Solaris.

PK: Ten projekt jest takim konkretnym przypadkiem postawy wobec medium, doświadczenia świata poprzez fotografowanie, identyfikacji z powstałym obrazem, kwestii autorstwa (a raczej jego braku), przesunięcia w rezultacie ciężaru w stronę doświadczania. Zaangażowanymi w rozwijanie projektu, oprócz mnie, byli Diego López Calvín, Sławomir Decyk oraz Wojciech Hoffmann i Konrad Smoleński. Dwaj ostatni nie byli autorami koncepcji ale spotykaliśmy się intensywnie i wymienialiśmy energią i pomysłami. Doświadczenie światłoczułości było nam jakiś czas wspólne. A także oddalenie od tradycyjnych narzędzi fotografa. Pamiętam jak Konrad Smoleński sam naświetlał sobie na skórze różne obrazy wykorzystując światłoczułość własnego ciała. W projekt Solaris byłem bardzo zaangażowany także przez pasję z dzieciństwa do astronomii. Projekt ten z grubsza polegał na robieniu zdjęć słońca nieprzerwanie przez pół roku, od przesilenia do przesilenia. Żeby to zrealizować od strony technicznej trzeba było złamać wszystkie znane nam reguły. Założenia projektu zostały sformułowane w Szczecinie późną jesienią 2000 roku i były bardzo proste ale ważna też była kooperacja, dostępność i brak ograniczeń prawami autorskimi.[2] Dziś funkcjonuje on całkowicie niezależnie, a nazwiska jego autorów się zatarły. Kluczowym doświadczeniem z realizacji tego projektu, ze względu na jego długość trwania i technikę, jest emancypacja od fotografowania, oddzielenie się autora od dzieła, rezultatu. To oddzielnie autora od dzieła było dla mnie bardzo ważnym ćwiczeniem. Pomogło mi stać się później obserwatorem, a nie artystą czy odkrywcą.

Projekt Solaris jest odległy w czasie - to było kilkanaście lat temu. Dla mnie ważna jest postawa, która pojawia się też w późniejszych projektach, także w tych bardziej fotogenicznych. Są one prezentowane na wystawie, m.in. \"Aparat do znikania obrazów\", \"Tribute to John Herschel\" i wspomniane \"Ścieżki Słońca\".

RZ: Co w kontekście własnej postawy twórczej powiesz użytkownikom fotografii?

PK: Na pewno ważne jest doświadczenie różnorodności fotografii oraz znajomość medium, ponieważ ma ono zawsze kontakt z rzeczywistością i związane jest z określonym, konkretnym czasem – wręcz buduje naszą percepcję czasu. To, co mnie zawsze fascynowało w medium fotografii jest to, w jaki sposób rezonuje ona z naszą pamięcią. Fotografia tym różni się od naszej pamięci, że uzurpuje sobie prawo do tworzenia iluzji trwałości, co nie jest dane nam jako gatunkowi. Nie tworzymy trwałych artefaktów, nawet w sferze psychiki. Dlatego fotografia jest dla mnie medium, które próbuje przekroczyć naturalną entropię wszechświata, który jest dynamiczny i dąży do rozpadu.

Gdybym miał oczekiwać jakiegoś konkretnego rezultatu edukacji fotograficznej to przede wszystkim stanu, w którym doświadczenie medium wchodzi do krwiobiegu adepta/adeptki i staje się częścią postrzegania, które jest zrozumiałe.
 

"Głęboki Fiolet" / 2012 (cykl antotypii)

 

"Ślad do zapamiętania" / 2013 (obiekt do samodzielnego doświadczania)

 

"Tribute to John Herschel" / 2013 (wideo + antotypie)

 

Projekt Solaris, zdjęcie z roku 2005

 


[1] „Der letzte Dokumentarfilm”, reż. J. Sebening, D. Sponsel, Niemcy 1999

2 więcej o projekcie: http://www.solarigrafia.com www.solargraphy.com www.pawelkula.blogspot.com/p/solaris.html