"Raczej" performance ..

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Mistrz, EPAF CSW Warszawa, 2011

Rozmowa Moniki Marciniak z Łukaszem Trusewiczem

MM: Galeria Raczej działa od 2011 roku. Jaki był impuls do jej założenia. Skąd pomysł na nazwę, lokalizację, jej profil. Jaką drogę musiałeś przejść, by stworzyć tak unikalne miejsce

ŁT: Impulsem było moje zainteresowanie sztuką performance. Odkryłem ją dla siebie dzięki doświadczeniu rzeźby i wychodzeniu z działaniami w przestrzeń publiczną, co zainicjowało moje zaciekawienie bezpośrednią relacją z odbiorcą sztuki. Również ważne było zetknięcie z pracownią Janusza Bałdygi na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Wykonując swoje pierwsze działania zauważyłem, że nie ma ani w Poznaniu ani w Polsce miejsca które by regularnie pokazywało performance. Owszem, pojawiał się on na festiwalach i przy okazji wernisaży, ale jako wydarzenie towarzyszące, podrzędne. Jest to tym bardziej smutne, że polski performance jako jedna z niewielu dziedzin sztuki rozwijał się równolegle, a czasem nawet wyprzedzał dokonania tego typu na świecie i w tej kwestii nie mamy się czego wstydzić.

Szukając pomysłu na to co zrobić po studiach doszedłem do wniosku, że warto stworzyć miejsce dedykowane sztuce efemerycznej. Nazwa „Galeria Raczej” oznacza raczej galerię, czyli miejsce będące galerią bez obrazów, co dla większości ludzi w Polsce kojarzących słowo galeria wyłącznie z centrum handlowym i gdzieś trochę z miejscem wystawienniczym, jest totalną abstrakcją. Poznań starał się wtedy o przyznanie tytułu stolicy kultury i z racji tego ruszył program wynajmu na preferencyjnych zasadach lokali komunalnych z przeznaczeniem na galerie. Wraz z Agnieszką Szablikowską i Michałem Ciesielskim, który wówczas z nami współpracował, napisaliśmy program galerii i złożyliśmy wniosek. W wyniku konkursu miasto przyznało nam lokal i tak się zaczęło. Przez osiem miesięcy remontowałem budynek, który był w katastrofalnym stanie, czego - będąc laikiem -nie byłem w stanie przewidzieć. Wymiana wszystkich instalacji, stropów, tynków etc. ciężka praca po 10-12 godzin dziennie. Brak czasu na własną sztukę i zacierający się cel. Nikomu tego nie polecam i nie życzę. Nie wiem czy drugi raz podjąłbym się takiego wysiłku. Ale patrząc z dzisiejszej perspektywy myślę, że było warto, choćby dlatego, że dzięki Raczej miałem okazję zobaczyć dużo dobrej sztuki.

 

69, Poznań, 2011 - działanie w przestrzeni miejskiej, mające na celu stworzenie otwartej na kreację płaszczyzny
w miejscu zniszczonym przez nielegalne reklamy

 

MM: Czy po 3 latach działalności masz jakieś refleksje dotyczące tego miejsca? Co konkretnie ono Ci dało? Czy chcesz działać dalej w tym obszarze, czy czujesz że ta energia się wyczerpuje?

ŁT: Najważniejsze, że jest odbiorca. Przy każdym wydarzeniu mamy komplet widzów, część osób po prostu się nie mieści w naszym skromnym lokalu. Mamy stałe grono widzów przychodzących na każde wydarzenie, jak również zawsze pojawiają się nowe osoby co nas bardzo cieszy. Współpracujemy z podobnymi miejscami za granicą i widzimy także przepaść pomiędzy naszymi możliwościami a potencją Berlina czy Pekinu. Głównie chodzi o środki jak i o same miejsca prezentacji. Mimo skromnej bazy dołączyliśmy bez większych kompleksów do światowego obiegu performance. W ciągu trzech lat działalności pokazaliśmy około pięćdziesięciu artystów z całego świata. Wszystko przy - na dzień dzisiejszy - zerowym wsparciu ze strony miasta i jakiś nerwowych ruchach w sprawie czynszu.

Co mnie bardzo cieszy, zdobyliśmy kilku odbiorców pośród mieszkańców poznańskiego Łazarza. Idąc Małeckiego słyszę czasem okrzyki - E, k…wa, kiedy będą performensy!?

Gdyby to ode mnie zależało mogłyby być codziennie.

MM: Jesteś artystą kojarzonym z Poznaniem. Jak odnosisz się do stwierdzeń dotyczących tego miasta i jego środowiska. Chodzi mi o powolny transfer galerii i artystów do Warszawy, który w pewnym momencie przybrał na sile. Czy rzeczywistość artystyczna w Poznaniu faktycznie uległa dramatycznemu pogorszeniu, czy jest to raczej pewien rodzaj defetyzmu. Czy masz jakąś refleksję dotyczącą młodych artystów w tym mieście i możliwości jakie daje im UAP, czy samo miasto?

 

Czołg, Poznań, 2012 - w trakcie działania starałem się wrzucić kamień do lufy czołgu „witającego” przybywających do Centrum Szkolenia Sił Lądowych w Poznaniu. Udało się

 

ŁT: Miasto zubożało o kilka ważnych miejsc, urzędnicy tego jednak nie zauważają. Receptą na pokonanie kryzysu mają być kolejne festiwale, nie sądzę jednak żeby mogły one zastąpić miejsca działająca stale z określonym programem, trwale skupiające wokół siebie środowisko kulturalne. Obieg idei w sztuce nie może być zredukowany do jednorazowych wydarzeń, jednorazowych galerii powoływanych w celu prezentacji jednej wystawy. Musimy tworzyć kulturę na co dzień, a nie ją importować. Eventyzacja kultury to jedno, drugą sprawą jest działanie Uniwersytetu Artystycznego który zamiast kształtować życie artystyczne tworzy kolejne wydarzenia skierowane do własnego grona, takie listy obecności. Wsobność jest tu nieodłącznym elementem systemu, począwszy od tego że szkoła zatrudnia i doktoryzuje własnych absolwentów. Kolejnym miejscem które nie spełnia swojej roli jest Galeria Miejska, która od jakiegoś czasu zajmuje się głównie swoimi wewnętrznymi sporami, konfliktem z miastem i kolejnymi niuansami własnego funkcjonowania. Są co prawda pozytywne sygnały, np. projekt angażujący lokalne środowiska, ale to wszystko jest wciąż niewystarczające.

MM: Performance to bardzo trudna materia, co sprawiło że postanowiłeś się na nim skupić?

ŁT: Ta trudność, o której mówisz jest dla mnie jego największą wartością. Dużym wyzwaniem jest zrobić dobre działanie. Performance jest otwarty – może tworzyć uniwersalny język – zrozumiały bez względu na miejsce prezentacji.

MM: Jednak jest to język specyficzny, wyjątkowo hermetyczny, często mało czytelny także dla osób zajmujących się sztuką współczesną. Z drugiej strony artyści chcąc być bardziej zrozumiałymi często popadają w banał. Wydaje mi się, że stosunkowo trudno wyważyć taką formę wypowiedzi. Jak przekłada się to na naszą rzeczywistość i na scenę performance w Polsce?

ŁT: Jest bardzo dużo młodych twórców. Performance przeżywa swoisty renesans, niestety nie jest on zauważany w instytucjach kultury. Świadomość tego, że dzieje się u nas coś nowego w sztuce performance jest obecna bardziej za granicą, niż Polsce. Wydaje mi się, że w polskiej sztuce współczesnej następuje pewien zwrot w kierunku performance, jest coraz większe grono osób, które zaczynają zajmować się różnorodnymi działaniami i akcjami efemerycznymi. „Pompuje” się na siłę nowe trendy a często nie zauważa się tego, co powstaje samoistnie i oddolnie. Nie uważam żeby język performance był bardziej hermetyczny niż np. język instalacji czy abstrakcyjnego malarstwa, wydaje mi się nawet że dla przeciętnego odbiorcy może być bardziej czytelny. Musimy po prostu odrzucić stereotypy, których dużo narosło wokół działań tego typu.

MM: Zajmujesz się w swojej twórczości kwestiami społecznymi, robisz to w przejrzysty sposób, często z humorem. Czy jednak nie wydaje Ci się, że sztuka zaangażowana zawsze znajduje się gdzieś na marginesach głównego zainteresowania. Jak myślisz, dlaczego się tak dzieje?

ŁT: Każda sztuka jest w jakimś sensie działaniem politycznym, nawet jeśli artysta deklaruje apolityczność. A sztuka zawsze była wyrazem rozwoju społeczeństwa, w którym powstawała. Lata 90. w polskiej sztuce zdominowała sztuka krytyczna, nie można chyba powiedzieć, żeby była ona wówczas na marginesie.

 

Flow, Nowe sytuacje, Maltafestival, Poznań, 2012, fot. M. Zakrzewski - performance odbywał się w trzech
różnych lokalizacjach i składał się z trzech części. Pierwsze działanie miało miejsce przed stadionem miejskim w Poznaniu i było komentarzem do tandetnie i w pośpiechu prac przygotowawczych przed Euro 2012.
Druga część opowiadała o wędrującej gwieździe na symbolu obcej dominacji jakim był Pomnik Bohaterów na Poznańskiej Cytadeli.
Trzecia część dotyczyła brutalnego zawłaszczania przestrzeni, grodzenia i zamykania niegdyś publicznie dostępnych miejsc w parku miejskim w Poznaniu

 

MM: W Galerii Scena powtórzysz swoje wcześniejsze działanie z poznańskiego Starego Rynku. W tamtym działaniu ważnym punktem był Od:zysk. Jakie jest Twoje stanowisko dotyczące tego miejsca, jego faktycznej likwidacji?

ŁT: Takie miejsca jak skłot Od:zysk spełniają bardzo ważną rolę, a miasto powinno korzystać z jego potencjału, mimo że są one w skrajnej opozycji do polityki samorządu. Tworzy to różnorodność, której w Polsce bardzo brakuje. Działanie w Poznaniu miało na celu symboliczne połączenie dwóch biegunów - anarchistycznego skłotu i konserwatywnego ratusza. Powstała w ten sposób linia nie przetrwała nawet 5 minut. W Koszalinie w trakcie działania będącego częścią składową wystawy pt. Linia moje działanie bardziej podkreślało istniejący stan i łączyło miejsca ważne dla tożsamości miasta, niż kreowało utopijne połączenie.

MM: Jak ważny jest odbiorca do którego się zwracasz. Czy zakładasz, że spotkasz określony typ widza i czy oczekujesz jakiejś reakcji z jego strony.

ŁT: Oczywiście odbiorca jest bardzo ważny. Przy działaniu galeryjnym czy festiwalowym reakcja widza czy też uczestnika działania jest łatwiejsza do przewidzenia. W zależności od miejsca prezentacji zmienia się tylko skłonność do wchodzenia w interakcje. Często można odczytać z odruchów widowni czy dany performance „zadziałał”, wywołał reakcję lub zbudował pozytywną relację między artystą, a odbiorcą. Ostatnio coraz częściej poszukuję różnych elementów „spajających” widza z performance – sytuacji, które włączają widzów w działanie. Całkowicie inną sprawą są działania w przestrzeniach publicznych czy też „poza-artystycznych”. Tu reakcje są bardzo trudne do przewidzenia. Często przypadkowi odbiorcy mogą poczuć się zdezorientowani lub prowokowani przez artystę. Niepewność rodzi agresję i może to stwarzać sytuacje niebezpieczne – także dla performera, zwłaszcza gdy nie ma się nad sobą ochronnego parasola instytucji sztuki. Jednak ta nieprzewidywalna energia może też działać na korzyść akcji - powstają sytuacje, w których nie sposób przewidzieć jak się wszystko potoczy.

 

 

 

Limes, Poznań, 2014 - limes to linia, która łączy ale też granica. Z pociętych nielegalnych bannerów reklamowych utworzyłem symboliczne połączenie dwóch miejsc znajdujących się na światopoglądowo różnych
biegunach - konserwatywnego ratusza i anarchistycznego skłotu

 

MM: Czy wartościujesz w jakiś sposób odbiorców, czy Ci niewykwalifikowani i nie przygotowani do odbioru sztuki współczesnej są traktowani przez Ciebie priorytetowo.

ŁT: Nie wartościuję odbiorców. Zresztą performance ma też swoich własnych, zagorzałych zwolenników w obrębie odbiorców sztuki. Niestety wciąż często pokutuje przekonanie, że jeśli artysta nic innego nie potrafi to zajmuje się sztuką performance. Wszystkich którzy tak myślą zapraszam do wystąpienia przed salą pełną ludzi, gdzie każdy gest jest na bieżąco zauważany i komentowany.

MM: Czy wzbudzanie skrajnych emocji, przede wszystkim agresji z którą często się spotykasz jest Twoim celem? Tzn. czy świadomie prowokujesz, w jakiś sposób manipulujesz odbiorcami, czy jest to raczej skutek uboczny Twoich działań?

ŁT: Nie, nie manipuluję ludźmi, a nawet jeśli bym chciał to zrobić to nie jest to wcale takie proste. Czasem coś co wydaje się mieć potencjał prowokacji przechodzi zupełnie bez echa. Z drugiej strony, wydawałoby się niewinne działania są w stanie rozpętać burzę.

MM: Odnosząc się do działań przy okazji Euro 2012, kiedy to z pociętych przez siebie klubowych szalików na płocie stadionu ułożyłeś napis „praca wre” - czy spodziewałeś się bardzo niebezpiecznych dla Ciebie reakcji? Przypomnijmy, że kibice Lecha grozili Ci, podając jednocześnie na portalach internetowych twoje personalia.

ŁT: Zupełnie się nie spodziewałem takiej agresji. Nie wiedziałem, że można tak fetyszyzować szalik który kosztuje 10 zł i jest do kupienia w każdym markecie. Dzień po akcji włączyłem komputer i się zaczęło. Miałem około 200 wiadomości na Facebooku, w których delikatnie mówiąc nie życzono mi najlepiej. Trwało to kilka dni, jakiś neofaszystowski raper nagrał nawet na mnie tzw. diss. Całość była lekko przerażająca, ale też zabawna. Śmieszna była zazdrość innych artystów, jakieś próby pouczania że sztuka to powinna być taka a nie inna, a w performance chodzi o sypanie mąką i popiołem. Ostatecznie sprawa się rozpłynęła, nic mi się nie stało, nie doszło do linczu. I nie zostałem też artystą jednego szalika.

 

 

 

Linia, Koszalin, 2014, fot. W. Teplicka - utworzona z pociętych i połączonych banerów reklamowych łączyła ważne dla tożsamości Koszalina miejsca. Centralnym punktem połączenia był pomnik „Byliśmy, Jesteśmy, Będziemy” będący zepchniętą dziś na ubocze, gomułkowską próbą budowania polskości tzw. ziem odzyskanych

 

MM: Twój dyplom również wywoływał silną reakcję niektórych widzów.

ŁT: Cieszyło mnie to, że wchodzą w „interakcję” z tym co robię. W ramach akcji przed budynkiem ASP umieściłem swój gipsowy akt i z ukrytej kamery rejestrowałem zachowania ludzi. Na początku były one raczej pozytywne, większość obracała się wokół seksu i symulowania stosunku z gipsowym penisem, potem w miarę jak zwiększała się ilość wypitego alkoholu (a był to piątkowy wieczór) zachowania przechodniów stawały się coraz bardziej agresywne. Ktoś rzucił w rzeźbę resztką kebaba, ktoś zgasił o nią papierosa. W pewnym momencie pojawiła się grupa tzw. dresiarzy, która zniszczyła rzeźbę. Co ciekawe największe zainteresowanie wzbudził znowu penis, panowie musieli się bardzo natrudzić żeby go połamać. Było mi trochę szkoda rzeźby, natomiast już tworząc tą pracę, po wcześniejszych doświadczeniach z umieszczaniem obiektów w przestrzeni publicznej przypuszczałem, że reakcje przechodniów mogą obrać taki kierunek. Nie wszyscy też reagowali agresywnie niektórzy podchodzili do tej sytuacji pozytywnie. Część osób robiła sobie zdjęcia z rzeźbą, a większość po prostu przechodziła obojętnie.

MM: Często nawiązujesz do zapomnianych miejsc, takich jak choćby Stare ZOO w Poznaniu. Czy tego typu miejsca mają jakieś szczególne znaczenie?

ŁT: Interesuję się historią, dużo czytam na ten temat i odnoszenie się do tego typu przestrzeni wynika bezpośrednio z tego zainteresowania. Takie zapomniane miejsca mają w sobie duży potencjał. Są dla nas ważne bo wywołują wspomnienia. To sprawia, że stają się wspaniałym tworzywem, samograjem który jest w stanie uruchomić nic nie znaczący gdzie indziej gest.

MM: Ostatnio byłeś w Chinach, mówiłeś też o relacjach z galeriami sprofilowanymi podobnie do Twojej. Myślisz, że sytuacja w Polsce będzie się rozwijać podobnie do tamtych miejsc?

ŁT: W Chinach jest zupełnie inna sytuacja polityczna, jak i gospodarcza a kultura Chin trwa nieprzerwanie od tysięcy lat. Chciałbym żeby tylu ludzi w Polsce interesowało się sztuką co tam. Mamy zupełnie inne problemy.

MM: Czy interesują Cię jeszcze inne środki wyrazu, nad czym obecnie pracujesz, ?

ŁT: Przewrotnie odpowiem, że nad rzeźbą. Wraz z fundacją Barak Kultury i Agnieszką Szablikowską pracujemy nad Projektem Babel. Stworzyliśmy internetową platformę, na której każdy internauta będzie mógł budować wirtualny model rzeźby. W procesie twórczym będzie mogło współuczestniczyć około 250 tysięcy osób. Po zakończeniu etapu wirtualnego obiekt zostanie wykonany w „realu”, stając się pomnikiem wszystkich budujących go osób. Myślę że w kontekście powstałych lub powstających ostatnio kiczowatych pomników ku czci, może to być interesująca alternatywa.

 

Nienawiść, Poznań, 2014 - pośrodku niczego lądują kosmici. Przekonują, tłumaczą, namawiają,
a nawet definiują. Sztuka. Ma ona trafić pod strzechy i w wildeckie bramy
(Wilda –ciesząca się złą sławą dzielnica Poznania – red.). Ma być dla was i dla nas.
Ma stać się źródłem inspiracji, a nawet hobby gospodyni domowej; sposobem na relaks niczym robienie na drutach. Wyraziste postaci i przekaz, naiwność godna pozazdroszczenia

 

Olimp, Poznań, 2014 - zaniedbana reklama klubu sportowego stała się obiektem karkołomnej wspinaczki.
Zdobycie szczytu zostało uczczone butelką rosyjskiego szampana

 

 

Pozostałości, Outer Space Urban Forest, Stare Zoo, Poznań - w działaniu zostały odwrócone role odwiedzających i odwiedzanych. W Starym Zoo w Poznaniu zamknąłem widzów w klatce i wypuściłem na wolność szczura,
który jednak nie chciał zostać zoo

 

Prostownik, Poznań, 2012 – akcja polegała na prostowaniu przekrzywionego pomnika. Działanie było skazane
na niepowodzenie gdyż łańcuch, którego użyłem miał fałszywe ogniwo z cyny.
W tle odbywała się manifestacja służb mundurowych

 

Słodkie, Poznań, 2013 - rozrzucając na ulicy cukierki starałem się zachęcić przechodniów do udziału w akcji.
Kondukt zwabiony słodyczami doprowadziłem na miejsce działania pod pomnikiem R. Wilhelmiego zwanego przez okolicznych mieszkańców Tytusem de Zoo

 

Spław, Szczecinek, 2012 - pożegnanie z rzeźbą, która płynąc w dół rzeki Niezdobnej coraz bardziej pogrąża się
w odmętach, i w końcu znika gdzieś pośród bagien

 

Tunel, Poznań, 2013 - każdy chce pozostawić po sobie „Ślad”. Niestety bywa on łatwy do zmycia

 

Uziemienie, XIV MFSI Piotrków Tryb., 2012 - W trakcie performance czołgałem
się pod podłączonym do prądu drutem kolczastym i starałem się przecinając
kolejne człony stopniowo dezaktywować instalację