SZTUKA ULICY..

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Cezary Hunkiewicz

 

SZTUKA ULICY W UJĘCIU TEORII PRAKTYK SPOŁECZNYCH
Z Cezarym Hunkiewiczem - twórcą graffiti, animatorem kultury, współzałożycielem Brain Damage Gallery (www.facebook.com/BrainDamageGallery) oraz doktorantem Instytutu Socjologii KUL - rozmawiał Marcin Papis

 

MP - Jesteś naukowcem i twórcą graffiti, czy jakoś się to przekłada na zakres twoich poszukiwań badawczych, czy są to raczej luźne spostrzeżenia osoby będącej w centrum takiego zjawiska kulturowego, jakim jest graffiti i sztuka ulicy?

CH - Nie prowadzę badań dotyczących graffiti, są to raczej moje poboczne zainteresowania wynikające z tego, że zajmuję się teorią socjologiczną. Służy ona opisowi rzeczywistości społecznej, której środowisko graffiti jest także elementem. Należałoby się zastanowić, jakiego języka użyć, by odkryć i zrozumieć mechanizmy, których jako współtwórcy tej sceny nie jesteśmy świadomi. Wniosek mój jest taki, że do tej pory trudno było znaleźć takie teorie, bądź dopasować taki język, który pozwoliłby opisać rzeczywistość świata writingu. Aż do momentu krystalizowania się teorii zwanej teorią praktyk społecznych, która moim zdaniem jest najodpowiedniejszym językiem do badania tej rzeczywistości.

MP - Czyli mamy już teorię zwaną teorią praktyk społecznych. Czym się różni od wcześniejszych, jakim językiem operuje i w jakie nowe narzędzia jest wyposażona?

CH - Dzięki niej jesteśmy w stanie zarówno konsekwentnie stosować analizę dyskursu, analizę pewnej świadomości, jak i badać artefakty czy też narzędzia. Umożliwiając względnie kompletny namysł nad przemysłem związanym z graffiti czy kwestią wielopokoleniowości sztuki ulicznej - relacjami między pierwszym pokoleniem writerów, których średnia wieku to około 35 lat, a +/- 17 latkami wchodzącymi w ten świat. Czyli teoria ta ukazuje świat składający się z wielu elementów, możliwych do uchwycenia w jednym momencie. Jest to dosyć trudne, ale o tyle ciekawe, że mimo, iż od dawna jestem związany z graffiti, także dla mnie uwidaczniają się nowe fenomeny.

MP - Co ciekawego odkryłeś?

CH - Zwracam choćby uwagę na rozwój rynku związanego z writingiem, w szczególności na społeczny charakter konstruowania narzędzi podnoszących efektywność ulicznych aktywności. Dalej interesująca jest także sama zmiana sposobu prezentacji twórców writingu, co widać poprzez analizę wizualną filmów i fotografii. Zwłaszcza w fotografii widać przedłużenie, bądź też uosobienie swoistego etosu, który konsekwentnie propagują writerzy. Media środowiskowe związane z graffiti doskonale ilustrują, jak writerzy widzą samych siebie i jak bezkompromisowe są reguły w tym środowisku. Lepiej poznałem jak i dlaczego w ciągu ostatnich 25 latach przebiegła ewolucji pojęcia graffiti - od utożsamienia z wandalizmem do połączenia z polem sztuki. Chodzi tu bardziej o rozpoznanie punktów zwrotnych i mechanizmów za nimi stojących, niż o prostą konstatację: „dziś graffiti jest sztuką a kiedyś dewastacją”. Intrygująca się także forma kolektywnej świadomości, pewnego modusu „we” występującego wśród twórców graffiti… .

MP - Przed chwilą wspomniałeś o sposobie identyfikacji i przedstawiania się writerów. Jak to wygląda według Ciebie w street arcie? Czy można zdefiniować różnice między jednym a drugim nurtem sztuki ulicznej? Czy się zazębiają, czy może wręcz przeciwnie?

CH - W tym momencie są to w dużej mierze dwie odrębne postawy. Streetartowcy i writerzy mają różne podejścia do tkanki miasta jak i do swojej twórczości. Zwróćmy uwagę na same reguły. Aktualnie street art został w dużej mierze wtłoczony w ramy instytucjonalne, i tutaj wypadałoby postawić pytanie: czy jest autentyczny i czy autentyczność jest tak samo ważna dla środowiska streetartowego jak dla środowiska graffiti.

Będąc writerem, jeśli przestrzegasz określonych jasnych reguł tego środowiska, przekazem jesteś ty i twoja grupa. Nie należy tego jednak mylić z przekonaniem, że graffiti ma jakąś treść, ponieważ graffiti nie rości sobie prawa do mówienia czegokolwiek poza akceptowaniem obecności w mieście i wykorzystywaniem miasta do tego, by być w nim obecnym na swoich własnych warunkach. Poza tym mówiąc o street arcie tak naprawdę często mylimy go z malarstwem monumentalnym, wielkoformatowym, wykonanym w różnych technikach. Jest to taki wytrych samorządowy, chwytliwy i dobrze brzmiący. Wydaje nam się, że to jest szczyt mody na zachodzie, więc w Polsce lubimy sobie naśladować jakieś trendy i złapaliśmy się tak tego street artowego ogona i ciągniemy go w nikomu nie znanym kierunku. Powstają nawet próby analiz i opisów na poziomie krytyki artystycznej czego przykładem jest spotkanie w Katowicach w ramach festiwalu street artu. Jest to ciekawe, ale nie jako fenomen historyczno-krytyczno-sztuczny, lecz jako fenomen społeczny i kulturowy. Zamiast zastanawiać się nad walorami artystycznymi i ideowymi street artu warto przeanalizować odpowiedź na pytanie: czemu instytucje się za to zabierają? Kto? Jakie ma motywacje? Jakie cele chce się osiągnąć dzięki tzw. street artowi?

MP - No dobrze, czyli skoro street art nie ma nic do zaoferowania, to jako kurator z jakimi twórcami współpracujesz? Czy są to osoby związane wyłącznie ze środowiskiem graffiti?

 

“They Call Us Vandals”, Brain Damage Gallery, 2012, Lublin

 

CH - Nie mówię, że street art nie ma nic do zaoferowania, ale jako Brain Damage Gallery współpracujemy głównie z writerami, bądź z twórcami, którzy z writingu wyrastają. W moim odczuciu są to ludzie, którzy mają coś szczególnie interesującego do pokazania. Wydaje się, że jest tam do wydobycia bardzo ciekawa i szczera energia. I duże pole do eksploracji. Dam tu przykład wystawy „All My City In…”- wystawy międzynarodowej, w której zestawiliśmy fotografię ukazujące różne sposoby widzenia miasta twórców graffiti pochodzących z różnych kultur i kontynentów: Ameryki Płd., Tajlandii, Birmy, Europy Zachodniej, Wschodniej.… Były to osoby, które w swoich środowiskach i swoich kulturach są znaczącymi twórcami graffiti. Ich działanie jest sposobem naturalnej, nieświadomej eksploracji miasta. Należy to rozumieć w taki sposób, że miasto stanowi dla nich naturalną tkankę - i tak jak my kiedy siadamy do posiłku i używamy różnych narzędzi, bierzemy łyżkę i widelec, nie zastanawiamy się jak ich używać - tak samo writerzy używają miasta. Więc kiedy się ich zapytaliśmy: jak oni je widzą? - musieli się skupić, zastanowić, by nam to powiedzieć. Inną wystawą była „They Call Us Vandals”, czyli pewna wariacja na temat energii towarzyszącej malowaniu graffiti.

Po co to robimy? Głównie dla środowiska. Z drugiej strony, jakby pytać się o kwestie laików obecnych na tych wystawach, to co oni mogą wyciągnąć z tej galerii? Wartością jest możliwość obcowania z klasycznym graffiti, z jego mentalnością, energią. Innymi słowy wartością jest możliwość zrozumienia czegoś całkowicie zniekształconego poprzez publiczny dyskurs. Ale zdecydowanie unikamy form prezentacyjnych, nie będziemy też prosić writerów o zrobienie taga na płótnie…

 

“All My City in…, Urban Landscapes Through The Eyes of Graffiti Writers”, Brain Damage Gallery, Lublin, 2013

 

MP - Czyli uważasz, że jeżeli praca jest zrobiona na płótnie, to już nie jest to graffiti?

CH - To nie jest tak, że zabraniam komukolwiek robienia płócien. Ale to jest wewnątrzśrodowiskowa gierka podobna do tej, jak kiedyś się robiło wpisy w black bookach (szkicownikach). To jest okey, należy jednak postawić pytanie: czy to jest graffiti? Bo blackbook, jako obiekt w którym szkicujesz i masz projekty prac, jest oczywiście trwałym elementem świata graffiti. Ale postawmy pytanie: czy malarstwo na płótnie przynależy do tej rzeczywistości? Oczywiście, jak chcę powiesić prace swojego znajomego w domu, to mogę właśnie na takim nośniku. Ale czy to jest graffiti? Podobnie: czy reklama zrobiona w stylu bądź technice graffiti to jest graffiti? Ponadto często używa się błędnie tej nazwy do określenia napisów powstańczych czy solidarnościowych. To, że wszystkie napisy na murach nazywamy jako graffiti, to efekt powielania tych samych błędów głównie przez dziennikarzy, ale i badaczy zajmujących się tym tematem.

Wniosek jest taki: gdzieś ta granica musi być przeprowadzona. Potrzebujemy wyraźnej linii demarkacyjnej między graffiti a niegraffiti dla precyzyjnego charakteryzowania rzeczywistości wokół nas.

MP - Nad jaką wystawą obecnie pracujesz?

CH - Dopiero co skończyła się wystawa Marthy Cooper zatytułowana; „Evolution of a Revolution”, która ukazała rozwój graffiti od początków jego powstania do czasów nam współczesnych. W planach mamy kolejne wystawy, ale nie podajemy terminów zanim wszystko nie zostanie dopięte.


“Martha Cooper – Evolution of a Revolution”, Brain Damage Gallery, Lublin, 2014

 

MP - Mam jeszcze jedno pytanie: co z wydawnictwem „Brain Damage” ?

CH – „Brain Damage” zamieniło się … Część ludzi działa przy galerii, natomiast wydawnictwa już nie ma. Jest jeden numer złożony i nie wydany, więc może kiedyś pójdzie do druku i powróci, jest to otwarta sprawa.

MP - W takim razie mam nadzieje, że powróci. No i wielkie dzięki za poświęcenie tej chwili czasu na rozmowę.

 

Cezary Hunkiewicz - socjolog, nauczyciel akademicki, prezes Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej w Lublinie, współtwórca Brain Damage Gallery. Od ponad 15 lat aktywnie uczestniczy w rozwoju sztuki niezależnej, organizuje największe polskie i międzynarodowe projekty artystyczne związane z kulturą miejską oraz sztuką uliczną. Obecnie pracuje nad prezentacją polskiej sztuki miejskiej w różnych krajach Europy w ramach projektu "Polish Contemporary Urban Art"