Artystka – byt podejrzany

Autor: Magdalena Lara Opublikowano:

Marta Frej, "Jakie obrazy Pani maluje? Prostokątne...", 2015

Magdalena Lara ► Na postrzeganie postaci artystki składają się współczesne wyobrażenia o micie twórcy i pojęcia kobiety. W wyniku tego nałożenia dochodzi do powstania tożsamości kobiety-artystki. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się spójna, w rzeczywistości oparta jest na podwójnym zaprzeczeniu.  Konstrukcja takiej osobowości wymaga bowiem przekroczenia ramy normalności jako artysta a później wyjścia poza swoją kobiecość żądając prawa do tworzenia sensów i kontekstów. W jakim stopniu dzisiaj w Polsce  można ciągle mówić o ich „podwójnym obrazoburstwie”[1]? Czy w świadomości społecznej pokutuje jeszcze pojęcie kobiety-artystki jako bytu podejrzanego?

W celu weryfikacji powyższego warto odtworzyć stereotypową sylwetę artystki i podwaliny, na których została zbudowana. Obiekty kultury popularnej zasadniczo nie różnicują zewnętrznych wyobrażeń o twórcy męskim i żeńskim. Artysta to postać, która nie stąpa twardo po ziemi, najczęściej bywa zadumana i zamknięta w sobie. Zmienia się to, gdy ma okazję wypowiedzieć się na temat sztuki – staje się wtedy wręcz ekstrawertyczna, zapalona, nieokiełznana. Może sporo dowcipkować, szczególnie po wypitym alkoholu, od którego nie stroni[2].

Twórca występuje jako „skłonny do wybuchów, popadający w nałogi lekkoduch, idealista, który nie umie się przystosować, darmozjad[3]. Wspomina o tym Julita Wójcik, podczas wywiadu odnoszącego się do jednej z jej prac, noszącej tytuł: Tęcza[4]. Wyraża swój żal, że pokutuje w Polsce wyobrażenie o artyście, który śpi w dzień, pije w nocy i chodzi z głową w chmurach. Artysta występuje jako pasożyt, który zarabia krocie za nic.

„Artysta to ktoś, kto ma wyjątkowego farta, bo wystarczy że coś narysuje, a inni go za to chwalą i może pracować robiąc coś, co lubi, a co jest wyraźnie łatwe, proste i przyjemne. Czyli ktoś, kto ma talent, jest właściwie w czepku urodzony.”[5]

Internauci sporo miejsca poświęcają charakterystycznemu wyglądowi przedstawicielom tej grupy zawodowej. Strój – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – różni się w zależności od dziedziny, którą się zajmują. Prezentują całe spektrum odzieżowe: od designersko skrojonych i nienagannie dobranych dodatków po byle jak założone i poplamione łachmany.

„Jeśli mowa o designerach to sprawa może mieć się podobnie, bujny, nieokiełznany fryz. Ubranie z wieloma kolorowymi elementami, np. koszula w dużą kolorową kratę, na to szara kamizelka. Torba na ramię z kilkoma plakietkami, wszywkami. Spodnie w jednolitym jasnym kolorze, zakończone obuwiem z kolorowym akcentem (np. fioletowy język, zielone sznurówki), aha i skarpetki – podpatrując artystów z mojej uczelni – kolor skarpetek nie może pasować do niczego innego. Czerwone lub w różnokolorowe poziome pasy :D Często dla ich uwidocznienia nogawki podwinięte do długości 4/5 no cóż tacy są -artyści - (marek89)”[6].

„Pośród latek 18–35 wśród malarek z ducha królują stroje ukrywające wsio poza twarzą, czyli workowate spodnie z lnu lub bawełny, szerokie koszule, albo przyduże bluzy i golfy, czasem fartuch jak u lekarek, ale zamiast krwią zachlapane farbami od góry do dołu, prawie że nieprzemakalne już... (*Grzeczny)”[7].

Warto omówić w tym miejscu fenomen ubierania się przez artystów na czarno. To zjawisko dość powszechne w środowisku kultury. Część twórców, zapytana o dobór tylko czarnych ubrań, przyznaje, że w tym kolorze czuje się najbezpieczniej i najbardziej komfortowo. Wybór barwy poszczególnych elementów garderoby wydaje się zadaniem bardzo skomplikowanym, szczególnie gdy posiada się szeroki zakres wiedzy o kolorze, jego historii i znaczeniu[8]. Część krytyków zwraca uwagę na to zjawisko, naświetlając je z różnych stron. Jakub Banasiak w artykule pisanym dla „Obiegu” zaznacza, że czerń to dress code ludzi „cywilizowanych”. „Cywilizowanych to w tym wypadku słowo-klucz, bo po drugiej stronie sytuują się naturszczycy, plebs, starsi, niewykształceni, z mniejszych ośrodków, jednym słowem – dzikusy, ludzie prymitywni”[9]. Autor w tym fragmencie zaznacza, jak artyści pragną dostosować się do niewypowiedzianych reguł związanych ze sposobem ubierania się środowisk politycznych, korporacyjnych i prawniczych.

Inną, bardziej ironiczną i z pewnością równie prawdziwą odpowiedź na pytanie dlaczego artyści ubierają się na czarno, przygotowała grupa Raster. Jej członkowie stwierdzili, że twórcy robią to, żeby „coś przed nami ukryć; coś tak strasznego, że jedynie głęboka czerń jest wystarczająco nieprzezroczysta i pozwala temu czemuś ujść przed nachalnym i wścibskim spojrzeniem widza”[10]. W czerń, według „badań” autorów tekstu, przyodziewa się wiele osobistości ze środowiska: Marek Kijewski (aby móc skupić się na kolorach swoich prac), Roman Stańczak (aby ujrzeć w lustrze Chrystusa), Zofia Kulik, Mirosław Bałka (dla tradycji i elegancji), Krzysztof Bednarski, Leon Tarasewicz (ku pamięci Beuysa).

***

Czy w całkowitej czerni, czy w jaskrawych strojach – artysta powinien wyglądać nietypowo. Społeczną normę stanowi to, że twórca za wszelką cenę stara się wybić z tłumu i zaznaczyć swoją obecność z daleka. Stereotypowy obraz przypisuje mu szaleństwo, brak tak zwanej „piątej klepki”. Tę cechę uważa się za wyjątkowo cenną i korzystną dla twórczości -  choroba psychiczna nadaje pracom pewną nieuchwytność i oferuje widzowi posmak obcowania z czymś nadzwyczajnym, trochę jak w wizyta w cyrku odmieńców czy XVI-wiecznym muzeum osobliwości.

W zakresie ubioru i nieprzystawania do społeczeństwa wizja artysty i artystki wydaje się podobna. Różnica polega na skłonności do szaleństwa. Pierwiastek obłędu czy histerii często przypisywany był płci żeńskiej. Od czasów nowożytnych lubiono przedstawiać wiedźmy i czarownice jako istoty nieobliczalne, zdolne do wszystkiego i agresywne. Nawet zapał kobiet walczących, upodabniających się do rycerzy i ruszających w wir bitwy, przypisywany był raczej niestabilności uczuć niż odwadze – takie poświęcenie u kobiet mogło wynikać tylko z gorącego serca i braku rozumu, a nie ze świadomego wyboru.

Kobieta-artystka tym bardziej stawała się pozbawiona logicznego myślenia, gdyż wychodziła poza granice dane jej przez naturę (zawody, szczególnie te polegające na pracy umysłowej, do których zaliczano uprawianie sztuki, długo były niedostępne dla kobiet), co miało skutkować chorobą i obłędem[11]. Mimo „skłonności” do niepoczytalności i niestałości kobiety nie zostały uznane jako predysponowane do działań twórczych. Wręcz odwrotnie – artystki stawały się podwójnie wykluczone (jeśli taki fenomen w ogóle jest możliwy do skategoryzowania), z jednej strony jako te, przekraczające kulturową granicę płci, a z drugiej jako osoby rejestrujące więcej niż normalna jednostka.

Wcieleniem tej idei było życie i twórczość polskiej poetki Marii Komornickiej (1876–1949). Literatka, jak podają biografie, wychowała się w rodzinie silnie patriarchalnej. Ojciec stanowił dominującą osobowość – władczą, uciekającą się często do kar cielesnych w stosunku do dzieci. Jego pozycja mogła fascynować autorkę, a z pewnością nie odpowiadało jej nastawienie matki, które opisuje jako uległe. Świadoma tego układu damsko-męskiego postanowiła stać się mężczyzną. W wieku trzydziestu jeden lat, będąc już uznaną poetką, spaliła w kominku swoje suknie i założyła męski strój. Kazała wyrwać sobie wszystkie zęby, by jej twarz straciła kobiecy wygląd. Zaczęła ćwiczyć mięśnie rąk i nóg, aby wydłużyć członki, by jak twierdziła, móc odlecieć, oderwać się od ograniczającego ją ciała. Od tej pory przedstawiała się jako Piotr Włast i tak podpisywała swoje utwory. Na postawie norm, które wyniosła ze swojego środowiska i domu rodzinnego, uważała kobiety za byty gorsze i niższe. Porównała je nawet do niewolnic[12]. Wyzwolenie dała jej sztuka: „Kobieta artystka może przekroczyć granicę swej płci. Wielki talent artystyczny ma umożliwić kobiecie stanie się po prostu człowiekiem”[13]. Kobietom przeszkadzała przede wszystkim biologia, możliwość prokreacji, które Komornicka uznawała za ograniczające. „Kto jest kobietą dzietną, tj. kto ma taki niesłychany kłopot organiczny, ten nie może być na innych polach znaczny, ważny. Tym bardziej twórczy czy genialny”. „Tylko mężczyzna może być twórcą”, ponieważ „ wystarczy spojrzeć na kształt kobiety, aby dostrzec, że nie jest ona przeznaczona ani do istotnej pracy fizycznej, ani też umysłowej. Kobiety okazały się niezdolne do jakiegokolwiek prawdziwie wielkiego, autentycznego i oryginalnego osiągnięcia w sztuce i w ogóle do stworzenia czegokolwiek o trwałej wartości: najbardziej uderzające jest to w przypadku malarstwa”[14]. Artystka przypłaciła swój wybór wykluczeniem i samotnością. Według lekarzy cierpiała na silne zaburzenia psychiczne – jak wspomina David Cooper – tworzenie alternatywnej niestereotypowej przyszłości grozi posądzeniem o szaleństwo[15].

Marta Frej, "Szczęście czy świadomość?", 2015

Przypadek Marii Komornickiej nie stanowi ewenementu, ale przedstawia dużo szerszy i głębszy problem nieprzystawalności pojęć „kobieta” i „twórca”. Pod koniec 2015 roku na ekrany wszedł biograficzny film The Dunnish Girl Toma Hoopera oparty na wydarzeniach z życia Einara Mogensa Wegenera (Lili Elbe) i jego pamiętnikach. Zapisał się w historii jako pierwsza osoba, która w roku 1930 poddała się udokumentowanej operacji zmiany płci. Jako mężczyzna przeżył wiele lat w małżeństwie ze znaną artystką Gerdą Gottlieb. Sam pracował jako malarz i dopóki tworzył, cieszył się dużo większą popularnością niż żona. Odkąd zaczął pozować małżonce jako modelka, a w zwykłym życiu występować jako kobieta, Einar porzucił uprawianie sztuki. Słyszymy słowa bohatera: „chcę być kobietą, nie malarzem”[16]. Jedno zdawało się wykluczać drugie. Kim w takim razie była jego żona Gerda, skoro łączyła w sobie oba pojęcia? Reżyser The Dunnish Girl przedstawił jej sytuację w dwóch fazach. Gdy Einar działał jako malarz, Gerda nie cieszyła się pozytywnym odbiorem swojej sztuki, zostając postrzegana jako cień męża. Natomiast kiedy Edgar zaczął częściej przybierać kobiecą postać, Lili – jego żona – przejmowała rolę tradycyjnie męską – opiekowała się mężem i zarabiała na ich utrzymanie. Wtedy też znaleźli się nabywcy jej obrazów. Zdaje się więc, że zarówno postać Gerdy jak i Einara (Lili) potwierdzają myśl dominującą jeszcze na początku XX wieku, że talent mógł występować tylko u mężczyzn bądź u kogoś dostatecznie męskiego.

Biologia pełni tu wyjątkową rolę – w obu przypadkach decydowała o sukcesie artystycznym. Dlaczego?

Według Klausa Theleweita określenie wzorca kobiety i mężczyzny oraz ich wyraźne oddzielenie było skutkiem kreacji w czasach nowożytnych nowego człowieka jako indywidualnej jednostki[17]. Proces jego kształtowania był niezwykle złożony i wyraźnie zaznaczył się na każdej z płaszczyzn działalności zachodniej kultury. Nastąpiło wytworzenie pojęcia „ducha”, pewnego zewnętrznego bytu, całkowicie niezależnego od ciała pełniącego funkcję ujarzmiającą. „Ducha” należy tu rozumieć jako swobodną myśl[18], rozwijającą się i stanowiącą o istnieniu człowieka i jego indywidualnej tożsamości. Niedostateczna wiedza o działaniu żeńskiego organizmu nie pozwalała na wypracowanie kontroli nad kobiecym ciałem. W celu spolaryzowania sfer umysł i ciało  (podobnie pojęć Ja i Inny) należało wytworzyć, jak nazywa to trafnie Theleweit, „pancerz przed kobietami” – korzystne odróżnienie cech męskich od żeńskich, aby utrzymanie przewagi stało się celem pozytywnie wyróżniającym. Różnice biologiczne, od zawsze stanowiące narzędzie oddzielające płcie, stały się akcentem tego, co lepsze i tego, co gorsze. Kobietę postrzegano jako człowieka niepełnego, zatrzymanego w pewnym stadium rozwoju[19]. Dodatkowo aspekty powiązane z kobiecym organizmem, jak miesiączkowanie czy rodzenie, były traktowane jako element jego niedorozwinięcia i niesamodzielności.  Fizyczność również określała duchowy rozwój kobiety – podobnie jak pozostawała niepełnym człowiekiem w sferze biologii, tak samo w sposób wyłącznie połowiczny mogła rozwinąć swoją tożsamość. Ponieważ za samoidentyfikację miał być odpowiedzialny fallus[20], związek z mężczyzną jawił się jedyną możliwością samookreślenia. „Mężczyzna jest zatem duchem, bywa także płciowy, ale kobieta jest bez duszy i pozostaje tylko płciowa.”[21] Ekstremum tak wytworzonej dychotomii między męskością i kobiecością doprowadziło ostatecznie do ruchów emancypacyjnych lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

***

Współcześnie o autentyczności sztuki świadczy przede wszystkim szczera i otwarta postawa twórcy. Powinien zaprząc do swojej pracy zawodowej sferę prywatną, zatrzeć granicę między tymi obszarami. Jego działalność powinna dawać wyraz temu, czym sam żyje. Tym sposobem nigdy nie zabraknie spraw, które go interesują. Nie będzie sztucznie wymyślać tematów, bo codzienność, w której uczestniczy, dostarczy mu niezliczoną liczbę ciekawych zagadnień. Artystom, którzy nie chcą bądź nie potrafią połączyć prywatnego z zawodowym, grozi „wypalenie”, sytuacja, w której nie będą wiedzieli, w co się na nowo zaangażować.

Płynne przekraczanie sfery prywatnej i publicznej stanowi nieodłączny element życia wielu kobiet. Dzięki możliwości edukacji oraz podjęcia pracy nauczyły się przechodzić między jedną przestrzenią a drugą. Łatwiej im też połączyć te obszary, przez co ich sztuce nie brakuje autentyzmu. Być może to właśnie dzięki tej umiejętności, dziś na uczelniach artystycznych liczebnie dominują właśnie panie.

Według raportu „Marne szanse na awanse” Fundacji Katarzyny Kozyry w 2013 roku w Polsce na uczelniach artystycznych 77% ogółu studentów stanowiły kobiety. To olbrzymi skok, gdy porównamy ten wynik ze średnią 34% z czasów sprzed II Wojny Światowej. Zmiana zdaje się jednak wpływać na strukturę uczelni tylko oddolnie – jak zauważają autorki badań – choć wśród uczących się dominują dziewczyny, wśród kadr tylko 22% stanowią kobiety. Wynika z tego, że „polskie uczelnie [artystyczne] są wyjątkowo sfeminizowane jako miejsce studiów i wyjątkowo zmaskulinizowane jako miejsca pracy”[22]. Właśni

e to zjawisko zadecydowało o realizacji raportu. Wnioski z zebranych przez fundację danych to bardzo różnorodny zbiór informacji zarówno o studentkach, jak i studentach uczelni artystycznych. Mimo że mężczyźni częściej po ukończeniu kierunku artystycznego otrzymują na uczelni stanowisko i umowę o pracę, bez względu na płeć, prestiż pracy na uczelni wśród młodych nie jest wysoki. Co ciekawe tym, co studenci uważają za najlepszą strategię zdobywania akademickiej posady, są dobre kontakty towarzyskie (na kolejnych miejscach sytuuje się pochodzenie, romans z wpływowa osobą, wygląd i uroda), w odróżnieniu od studentek, które za czynnik zapewniający zatrudnienie podają dobre wykształcenie. Być może dlatego im bliżej do końca studiów samopoczucie kobiet szybciej pogarsza się niż u płci przeciwnej. Jednak bez względu na płeć, im bliżej końca nauki, tym silniejsze staje się przeświadczenie, że studia nie rozwijają.

Świadomość zaniku szacunku dla zawodu malarza zwięźle przedstawia Iwona Ogrodzka w swoim performansie dokamerowym opublikowanym w maju 2015 roku na platformie YouTube[23]. Artystka przepraszała swoich rodziców, znajomych, władze oraz wszystkich podatników za studiowanie malarstwa. Stwierdziła, że sztuka nie przynosi żadnych wymiernych korzyści, a jej badanie znaczy tyle, co wyrzucenie pieniędzy w błoto. Performance parafrazował działanie Oskara Dawickiego z 2005 roku, kiedy artysta przepraszał za nieudaną wystawę. Oba nagrania dobitnie wskazują na spadek znaczenia twórczości na tle innych profesji.

Obawiam się, że między innymi ta zmiana myślenia o sztuce, jako działalności niepożytecznej i nie przynoszącej społeczeństwu nic poza kosztami, spowodowała wzrost liczby studentek. Kobiety w dalszym ciągu wychowywane są z myślą o małżeństwie. Naturalnym jest, iż mogą i powinny studiować, aby znaleźć dobrze płatną pracę, ale mile widziany byłby zawód zwykły, nie powiązany z dużym nakładem czasu i oddaniem ważnym kwestiom gospodarczym czy społecznym. Popularnością cieszą się profesje, które można łatwo przerwać (na przykład z powodu macierzyństwa) bez poczucia, że otoczenie utraci niezastąpionego pracownika. A twórczość w opinii większości Polaków zalicza się do grupy takich praktyk. To, że na uczelniach artystycznych mężczyźni stanowią wyraźną mniejszość i oblegają kierunki związane z urbanistyką, wzornictwem i architekturą można również tłumaczyć społecznym ukierunkowaniem. Pojęcie męskości silnie wiąże się z funkcją utrzymania rodziny i stałego rozwoju kariery zawodowej, dlatego w dużej mierze namawia się przyszłych studentów do wyboru kierunków związanych z inżynierią i nowoczesnymi technologiami – z  czymś, co cieszy się uznaniem, przynosi duże dochody i prężnie się rozwija.

W przeciwieństwie do kobiet mężczyźni dużo gorzej radzą sobie z łączeniem płaszczyzny publicznej z prywatną. Tak mocno odsunęli się od sfery ciała, że trudno im wyjść ze swojej społecznej ramy. Wynikać to może z zaniedbania tożsamości męskiej w dyskursie społecznym. Lata 60. i 70. ubiegłego wieku skupiały się głównie na podważaniu podwalin patriarchalnej wyższości. W tym działaniu można dopatrywać początku tak zwanego „kryzysu męskości”[24]. Według francuskiej filozofki Elizabeth Badinter mężczyzna zwykł budować swoją tożsamość poprzez potrójne zaprzeczenie: nie jest dzieckiem, nie jest kobietą i nie jest homoseksualistą. Stało się to niemożliwe, gdy te grupy zaczęły przyjmować dotychczasowe męskie, dominujące pozycje. Badaczka podkreśla, jak ciężkie wyzwanie stoi przez mężczyznami, którzy starają się stworzyć stabilną tożsamość w okresie postfeminizmu. W swojej książce poświęconej męskiej tożsamości Badinter pisze, że aby „stać się mężczyzną potrzeba czasu. I to coraz więcej: od 35 do 40 lat”[25]. Zaznacza, że „dzisiejsze kobiety są zdobywczyniami i są niesamowicie pewne siebie. Jednocześnie mają wyjątkową zdolność dawania życia oraz niezależność finansową i zawodową. A co zostaje dla mężczyzny? Na dostosowanie się do tej sytuacji potrzebne mu pewnie będzie jeszcze jakieś pół wieku”[26].

Sami mężczyźni wyrażają swoje zmęczenie kultem siły i ideałem wojownika-zdobywcy. Nie są w stanie spełnić wymagań niezniszczalności, stabilności, niezmienności. „My słabi, eksponujemy swoje różowe pupy i pieczętujemy się nimi, zaświadczamy nimi o własnej miękkości, o własnej słabości. Nasze pośladki i nasze majtające się fiutki są ambasadorami naszej delikatności”[27].

Kobiety, dzięki manifestom feministycznym i walce z patriarchatem, mogły poczuć się niezależne i władcze. Tym samym zdetronizowały mężczyzn i nie dały im miejsca do funkcjonowania. Mężczyźni na nowo musieli poskładać elementy ich określające, aby stworzyć wzorce autentycznej męskości. W odpowiedzi na to zapotrzebowanie pojawiła się postać „Nowego Mężczyzny”[28], którego charakteryzowało coraz silniejsze useksualnienie i uprzedmiotowienie ciała. Nowy model mężczyzny nie chciał negować kobiecości i homoseksualizmu – nie miał oporu przed dbaniem o wygląd na wzór kobiecy. Jednak cel pozostał tradycyjnie męski – podbój, przede wszystkim seksualny.

***

Mimo ogromnego postępu równouprawnienia płci ciągle pokutuje przekonanie, że jeśli artystka chce podjąć się macierzyństwa, powinna zrezygnować z dotychczasowych działań artystycznych. Przykładem jednego z tragiczniejszych scenariuszy, realizujących taki model, jest biografia Katarzyny Kobro (1898-1951) – żony Władysława Strzemińskiego. Ta wybitna artystka długo zastanawiała się nad macierzyństwem, obawiając się związanych z tym zobowiązań. Pisała: „Myślałam, że potrafię zagłuszyć instynkt macierzyński. Nadeszła jednak chwila, kiedy zrozumiałam, że i ja muszę spełnić naturalne prawo kobiety. Długo przemyśliwałam za i przeciw. Wreszcie stanęło na tym, że starczy mi moralnych sił, aby dać społeczeństwu pełnowartościową istotę”[29]. Po narodzinach córki – Niki – na Kobro spadło wiele obowiązków: zajmowała się domem, dzieckiem i dbała o męża, który jako kaleka (podczas wojny stracił lewą dłoń i prawą nogę, nie widział na jedno oko) nie był w stanie ukroić sobie chleba. Do sytuacji krytycznej doszło wtedy, gdy nie było pieniędzy na opał i Kobro zdecydowała, by spalić swoje rzeźby. W tym momencie przedłożyła swoją macierzyńską miłość nad twórczość, ale też złamała się jako artystka.

Inne jej dzieła trafiły na śmietnik, gdy Niemcy zajęli mieszkanie rodziny. Do historii przeszła wyprawa Kobro na łódzkie wysypisko, gdzie szukała swoich rzeźb i obrazów męża. Znalazła je, choć część bezpowrotnie uległa zniszczeniu. Między małżonkami dochodziło do konfliktów, podobno zdarzało się nawet, że kaleki artysta bił żonę szczudłem, którym się podpierał. Po wojnie Strzemiński złożył wniosek o zabranie praw rodzicielskich artystce. Kobro, która dla córki zrobiłaby wszystko, była przerażona: „Oskarżył mnie człowiek, z którym żyłam ponad dwadzieścia lat (...). Teraz stoję przed ruiną całego swojego życia”. Po rozstaniu nie mogła nigdzie znaleźć pracy. Ostatnie lata szyła więc maskotki: kotki, pieski, laleczki. Później uczyła dzieci rosyjskiego i rysunków. Niedługo potem stwierdzono u niej nowotwór dróg rodnych, a kilka dni przed śmiercią zabrano ją do domu dla nieuleczalnie chorych[30].

Choć to historia sprzed ponad sześćdziesięciu lat artystki współczesne, takie jak Ewa Patrum, Ewa Świdzińska czy Urszula Kluz-Knopek[31] nadal potwierdzają brak społecznego przyzwolenia na jednoczesną realizację siebie jako matki i jako artystki.

Przeglądając artykuł Gazety Wyborczej[32], przeczytałam, że „Katarzyna Kobro spełnia wszystkie warunki mitu o artyście genialnym i niedocenionym za życia. Tak jak Mozart, van Gogh czy Norwid, dokonała w swojej dziedzinie rewolucji, którą doceniono dopiero po tym, jak umarła w zupełnym opuszczeniu. Dziś jej sztuka staje się na tyle popularna, że na podstawie jej pracy powstało logo województwa łódzkiego”.

„Wyborcza” odkrywa kolejny mit artysty – pośmiertną sławę. Zakłada on twórczość w ukryciu, brak akceptacji dzieł przez współczesnych, życie i jego koniec w biedzie i obłędzie, po czym odkrycie artystycznego geniuszu i triumf zza grobu. Ubóstwo  to cena, jaką człowiek musi zapłacić za swoją oryginalność. Żal czy bunt artysty na swój niedostatek jest nie na miejscu. Wzniosłe i ekscytujące dla biografów może wydawać się palenie swoich rzeźb czy płócien, ale dla artystów, którzy walczą z głodem, lub których nie stać na leki, to osobista tragedia i zawodowa porażka.

Marta Frej, "Gdy mi smutno puszczam bąka", 2016

Czy kobiety mają szansę na umieszczenie w Wikipedii? Nie bez podstaw artystki obawiają się zapomnienia, nawet jeśli żyjąc w pełni zrealizowały romantyczny stereotyp niedocenionego genialnego twórcy. Wart zauważenia jest kontekst przemijania w filmie Izabelli Gustowskiej „Przypadek Josephiny H.” pokazanego na indywidualnej wystawie artystki w Art Stations w Poznaniu pod tytułem „Nowy Jork i dziewczyna” (05.11.2015–07.02.2016).

Punktem wyjścia filmu i późniejszej ekspozycji w Poznaniu była postać Josephine Hopper (1883–1968) – zapomnianej artystki, żony i modelki amerykańskiego malarza Edwarda Hoppera. To zainteresowanie jej osobą i biografią było przyczynkiem do wyjazdu Gustowskiej na stypendium do Nowego Jorku, gdzie robiła zdjęcia do filmu. Do swojej wielopoziomowej opowieści artystka zaangażowała siebie i swoje ciało, przywołała kobiety-artystki bliskie jej sercu (między innymi Sylvię Plath, Diane Arbus, Adę Karczmarczyk, Gail Levin, Judy Chicago) oraz zaprosiła do udziału w projekcie mieszkanki Nowego Jorku. Każda z kobiet miała poniekąd wcielić się czy zbliżyć do postaci Josephiny.

Choć główną postacią jest Josephine H., to wystawa i film nie zapoznaje widzów z jej twórczością czy postawą artystyczną. Odnosi się raczej do ogólnego problemu kobiet-artystek i ich losu. Ich przyszłość wydaje się przedstawiona w szarych i pesymistycznych barwach – przewiduje raczej zapomnienie i odsunięcie w cień. Można powiedzieć, że wystawa Gustowskiej jest wyrazem niepokoju o to, że jej działalność również zostanie zapomniana, jak praca wielu innych wybitnych artystek[33].

W filmie „Przypadek Josephine H.” pojwia się cytat z Edwarda Hoppera, który zapowiada zapomnienie: „dziewięćdziesiąt procent artystów zostanie zapomnianych już dziesięć minut po śmierci (…) Trzeba mieć osobowość, aby przetrwać. Metody są ulotne, osobowość jest stała”. Tym słowom Hoppera były przeciwstawione cytaty z dziennika Josephine. Wspominała, że małżeństwo było dla niej formą opresji i ograniczenia artystycznego. Mąż odrzucał osobowość żony, traktując ją jako coś nieistotnego. Przez to sama Jo traktowała się jako ta, która wie mniej, mniej widzi i rozumie: „Różnica między nami? Ja mam jedno oko. Ty masz dwa”. Przepracowaniem presji, zarówno fizycznej, jak i psychicznej, doznawanej przez Josephine był dokamerowy performance Gustowskiej podczas, którego czarną farbą zamalowywała powiększoną reprodukcję obrazu „Summertime” z 1943 roku. Gest ten nie był wymierzony przeciw realnemu przedmiotowi-obrazowi. Był momentem utożsamienia się Gustowskiej z modelką obrazu – Josephine i procesu, który nałożyła na siebie w jej imieniu. Poprzez projekcję dokumentacji performance’u na holograficznej pleksi postać Jo i działającej artystki wzajemnie się przenikały, zespalając przestrzeń realną z wirtualną. Artystka najpierw oderwała postać od struktury architektonicznej, zamalowując ją na czarno, później zasłoniła anonimowe partie modelki, takie jak biała sukienka zakrywająca ciało. Jako ostatnie części, utrzymujące tożsamość namalowanej kobiety, została twarz Josephine i jej nogi. Po pewnym wahaniu również one zostały usunięte przez artystkę. Zapytana o tę kolejność zamalowywania Gustowska odpowiedziała, że te zgrabne, wręcz estetycznie erotyczne nogi modelki, jej twarz i usta pomalowane czerwoną szminką mogłyby najmocniej wyrażać żonę malarza. Sama twarz, której przypisujemy konkretną tożsamość oraz nagie ciało, jak chociażby nogi, ciągle są cielesnymi elementami, z którymi kobiety lubią się utożsamiać[34].

Ostatecznie jednak modelka została wymazana, a więc zapomniana. Twórczość żony Edwarda Hoppera nieodwracalnie przepadła. Izabella Gustowska utożsamia się z Josephine, dzisiaj wyrażając swoje obawy przed zapomnieniem. W dzisiejszym świecie, mimo różnych wirtualnych możliwości zapisu prac i ich reprodukcji, stale nad artystami wisi niebezpieczeństwo przedawnienia się ich dzieł, artystycznego nieistnienia. Ta groźba w filmie została wyrażona we wszechwiedzącej, przerażającej męskiej postaci Edwarda Hoppera. Wyrażany przez artystkę niepokój nie był strachem przez męską dominacją, ale przed samą możliwością manipulowania pamięcią i niepamięcią.

***

Podsumowując, postać kobiety-artystki obciążona jest w silną stereotypizacją i presją społeczną. Uprawiająca profesję bez prestiżu i ze słabym zabezpieczeniem ekonomicznym, stawiana pomiędzy binarnym wyborem sztuka lub macierzyństwo, obawiająca się ostatecznie zapomnienia i niezaistnienia w środowisku, kobieta-artystka może wydawać się naprawdę szalona. Choć jestem daleka od stwierdzenia, że sytuacja artystów-mężczyzn jest bezproblemowa i usłana różami to uważam, przekroczenia, których dokonuje kobieta uprawiająca sztukę, ciągle wymagają dużo większej determinacji i świadomości własnych wyborów. We współczesnym modelu kobiecości cały czas jeszcze ścierają się stare schematy – należy pamiętać, że binarny podział na lepsze męskie i gorsze żeńskie datowany jest na początek nowożytności podczas gdy ruchy emancypacyjne działy się tylko pół wieku temu. Dopóki zatem nowe role dla obu płci nie zakorzenią się mocniej w powszechnym systemie społecznym, do tej pory artystki będą zajmowały trudny do scharakteryzowania obszar na mapie zbiorowości, nieuchwytne, podejrzane.

 

* Magdalena Lara jest aktywną malarką i studentką ostatniego roku kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

 

BIBLIOGRAFIA

Publikacje książkowe:

Janion M., Kobiety i duch inności, wyd. 2, Warszawa, Sic! s.c, 2006, ISBN: 978-83-61967- 17-0.

Kowalczyk I., Matki-Polki, Chłopcy i Cyborgi… Sztuka i feminizm w Polsce, Poznań, Galeria Miejska Arsenał, 2010, ISBN: 9788361886143.

McNair B., Seks, demokratyzacja pożądania i media, czyli kultura obnażania, tłum. Klekot E., Warszawa, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A, 2004, ISBN: 83-7319- 609-9.

Singer J., Współczesna kobieta w poszukiwaniu duszy, tłum. Kabała-Rejment M., Kraków, Wyd. Literackie, 2003, ISBN: 8308034934.

Theweleit K., Męskie Fantazje, tłum. Falkowski M., Herer M., Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2015, ISBN: 9788301181987.
 

Strony online:

Banasiak J., Ludzie sztuki ubierają się na czarno. Rzecz o sztuce Katarzyny Przezwańskiej,
artykuł dostępny online na: http://www.obieg.pl/teksty/21461  [dostęp: 31.12.2015].

Cena ultramaryny, blog, wpis dostępny online na: http://cenaultramaryny.blox.pl/2012/03/Mit-artysty-a-niedouczone-szkoly.html  [dostęp: 31.12.2015].

Diagnoza Społeczna 2015, red. J.Czapiński, T. Panek, raport dostępny online na: http://www.diagnoza.com/pliki/raporty/Diagnoza_raport_2015   [dostęp: 19.04.2016].

Diduszko-Zyglewska A., Tęcza jest niezniszczalna, wywiad dostępny online na: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/sztuki-wizualne/20130218/tecza-jest-niezniszczalna [dostęp: 31.12.2015].

digart.pl, portal do publikacji plików graficznych, dostępny online na: http://www.digart.pl/forum/temat/1594755/Koncepcja_stereotypu_artysty.html  [dostęp: 31.12.2015].

Duda S., Władysław Strzemiński: życie z parszywą Kobrą. Muzy i ich artyści cz.13, artykuł dostępny online na: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,149391,19226417,zycie-z-parszywakobra-muzy-i-ich-artysci-cz-13.html  [dostęp: 03.04.2016].

Jarecka D., Ewa Partum: artystka performerka, wywiad dostępny online na: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,3539283.html  [dostęp: 03.04.2016].

Kępa E., Szabłowski S., Chrystus i lodziarze. Dlaczego artyści ubierają się na czarno?,
artykuł dostępny online na: http://www.darta.art.pl/raster/sztuka/czarni.htm  [dostęp: 31.12.2015].

Ludwisiak M., Co każdy łodzianin powinien wiedzieć o Katarzynie Kobro?, artykuł
dostępny online na: http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35135,3184312.html  [dostęp: 02.01.2016].

lodzyouknow.pl, portal informacyjny dla łodzian dostępny online na: http://lodzyouknow.pl/2015/09/kobro-i-strzeminski-czyli-o-dobrej-sztuce-i-zlej-milosci/
[dostęp: 02.01.2016].

Marne szanse na awanse, Katarzyna Kozyra Foundation, raport dostępny online na: http://katarzynakozyrafoundation.pl/  [dostęp: 10.02.2016].

prune antoine, pseudonim, artykuł dostępny online na: http://www.cafebabel.pl/artykul/elisabeth-badinter-zeby-chopiec-sta-sie-mezczyzna-trzebaczasu.html  [dostęp: 11.01.2016].

Tokarska-Bakir J., Ciało Freuda, artykuł dostępny online na: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3986-cialo-freuda.html  [dostęp: 30.12.2015].


Filmy:

Hooper T., The Dunnish girl, Belgia, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Focus Features, Universal Pictures International, 2015.

Ogrodzka I., wiedoperformance dostępny online pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=phH8p4d4Tt4 [dostęp: 10.02.2016].

Swiniarska K., 3 portrety, wideo dostępne online na: https://vimeo.com/95661501  [dostęp: 03.04.2016].

 

[1] I. Kowalczyk, Matki-Polki, Chłopcy i Cyborgi… Sztuka i feminizm w Polsce, Poznań 2010, s.78.

[2] Wizerunek artysty jako osoby nadużywającej używki należy traktować jako mit. Warto jednak mieć świadomość danych statystycznych - największy odsetek osób w wybranych grupach zawodowych, które  w danym roku przyznało, że w roku poprzednim wypili za dużo alkoholu to twórcy, artyści, dziennikarze, literaci  i stanowi on 21,5%  ankietowanych w tych grupach zawodowych, (Diagnoza Społeczna 2015, red. J.Czapiński, T. Panek).

[3] Blog Cena ultramaryny, wpis dostępny online na: http://cenaultramaryny.blox.pl/2012/03/Mit-artysty-a-niedouczone-szkoly.html [dostęp: 31.12.2015].

[4] A. Diduszko-Zyglewska, Tęcza jest niezniszczalna, wywiad dostępny online na: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/sztuki-wizualne/20130218/tecza-jest-niezniszczalna [dostęp: 31.12.2015].

[5] Między innymi takie stereotypowe postrzeganie negowali twórcy podczas strajku Dzień bez Sztuki 24 maja 2012. Artyści żądali  podstawowych praw do opieki zdrowotnej czy emerytury. Wśród nich znaleźli się też sławni artyści, którzy często reprezentują Polskę poza granicami kraju jak Monika Sosnowska, Katarzyna Kozyra czy  Mirosław Bałka.

[6] Wypowiedzi cytowane z portalu digart.pl dostępnych online na: http://www.digart.pl/forum/temat/1594755/Koncepcja_stereotypu_artysty.html [dostęp: 31.12.2015].

[7] Tamże, [dostęp: 31.12.2015].

[8] Doświadczenia własne.

[9] J. Banasiak, Ludzie sztuki ubierają się na czarno. Rzecz o sztuce Katarzyny Przezwańskiej, artykuł dostępny online na: http://www.obieg.pl/teksty/21461 [dostęp: 31.12.2015].

[10] E. Kępa, S. Szabłowski, Chrystus i lodziarze. Dlaczego artyści ubierają się na czarno?, artykuł dostępny online na: http://www.darta.art.pl/raster/sztuka/czarni.htm [dostęp: 31.12.2015].

[11] M. Janion, Kobiety i duch inności, Warszawa 2006, s. 23.

[12] Poetka wspomina, że mężczyźni wolą aby kobiety ich zdradziły niż szczerze zerwały związek, ponieważ “jawnie postępuje człowiek wolny, zdrady dopuszcza się tylko niewolnik”, tamże, s. 192.

[13] Tamże, s. 193.

[14] Cytaty kolejno: Maria Konopnicka, tamże, s.288; Arthur Schopenhauer, [w:] Katarzyna Kozyra Foundation, Marne szanse na awanse, s. 12. Raport dostępny online na: http://katarzynakozyrafoundation.pl/ [dostęp: 10.02.2016].

[15] M. Janion, poz. cyt., s. 225.

[16] The Dunnish Girl, reż. T. Hooper, 2015, cytat z 1:38:16 godziny filmu.

[17] K. Theweleit, Męskie Fantazje, Warszawa 2015, s. 17-32.

[18] Cogito ergo sum (łac. myślę, więc jestem) – zdanie wprowadzone przez Kartezjusza w 1644 roku w wydanych po łacinie Zasadach filozofii (w 1637 roku w Rozprawach o metodzie pojawiło się ono w języku francuskim i brzmiało: Je pense, donc je suis). Fakt myślenia jest dla Kartezjusza dowodem na istnienie podmiotu myślącego. Na tym fakcie Kartezjusz opiera możliwość istnienia wiedzy pewnej.

[19] Kobiety według koncepcji Zygmunta Freuda miały być określane jako te pozbawione penisa, wykastrowane, a ich frustracja  miałaby wynikać właśnie z „zazdrości o penisa”. J. Tokarska-Bakir, Ciało Freuda, artykuł dostępny online na: http://www.dwutygodnik.com/artykul/3986-cialo-freuda.html [dostęp: 30.12.2015]).

[20] Zdaniem Freuda moralne superego kobiety nigdy nie będzie tak silnie wykształcone, jak u mężczyzn. Jego uczeń, Carl Gustav Jung, częściowo krytykujący założenia Freuda w kontekście kobiet, wyraża podobną opinię: „U mężczyzny eros, funkcja relacyjna, jest z reguły mniej rozwinięty niż logos. Natomiast u kobiety eros jest wyrazem jej prawdziwej natury, podczas gdy logos często bywa żałosnym epizodem” (J. Singer, Współczesna kobieta w poszukiwaniu duszy, Kraków 2003, s. 9).

[21] M. Janion, poz. cyt., s. 244.

[22] Katarzyna Kozyra Foundation, Marne szanse na awanse, s. 5. Raport dostępny online na: http://katarzynakozyrafoundation.pl/ [dostęp: 10.02.2016].

[23] Wideo dostępne online na: https://www.youtube.com/watch?v=phH8p4d4Tt4 [dostęp: 10.02.2016].

[24] B. McNair, Seks, demokratyzacja pożądania i media, czyli kultura obnażania, Warszawa 2004, s. 71.

[25] Artykuł opublikowany w serwisie cafebabel.pl przez prune antoine dostępne online na: http://www.cafebabel.pl/artykul/elisabeth-badinter-zeby-chopiec-sta-sie-mezczyzna-trzeba-czasu.html [dostęp: 11.01.2016].

[26] Tamże [dostęp: 11.01.2016].

[27] Cyt. z filmu o żołnierzach Artura Żmijewskiego, za: I. Kowalczyk, poz. cyt., s.126.

[28] B. McNair, poz. cyt., s. 310.

[29] I. Kowalczyk, s. 27 za: N. Strzemińska, Sztuka, miłość i nienawiść. O Katarzynie Kobro i Władysławie Strzemińskim., Warszawa 1991, s.50.

[30] Opisana historia pochodzi z poniższych źródeł: S. Duda, Władysław Strzemiński: życie z parszywą Kobrą. Muzy i ich artyści cz.13, artykuł dostępny online na: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,149391,19226417,zycie-z-parszywa-kobra-muzy-i-ich-artysci-cz-13.html [dostęp: 03.04.2016], artykuł zamieszczony na portalu informacyjnym łodzian dla łodzian lodzyouknow.pl dostępny online na: http://lodzyouknow.pl/2015/09/kobro-i-strzeminski-czyli-o-dobrej-sztuce-i-zlej-milosci/ [dostęp: 02.01.2016].

[31] M. Lara, Polska. Kobieta. Artystka., praca niepublikowana, Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie 2016, s. 85-89. Część z wywiadów będących składową tekstu pojawiły się w magazynie „SZUM”, dostępne są online pod adresem: https://magazynszum.pl/?s=Magdalena+Lara [dostęp: 03.03.2017].

[32] M. Ludwisiak, Co każdy łodzianin powinien wiedzieć o Katarzynie Kobro?, artykuł dostępny na: http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35135,3184312.html [dostęp: 02.01.2016].

[33] Artystka wyraziła taką opinię podczas seminarium połączonego z projekcją filmu Przypadek Josephine H., które odbyło się 15.01.2016 w Słodowni w Starym Browarze w Poznaniu.

[34] Tamże.