Łódź rozkołysana

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Joanna Szczepanik, Wojciech Ciesielski

Opisanie projektu, jakim jest „Sztuka Obiecana”, nowa inicjatywa twórców związanych z Łodzią, to zadanie trudne. Problematyczność wynika nie tylko ze złożoności i rozległości zjawiska, które ma zostać przedstawione, ale także ze względu na pewną specyfikę charakterystyczną dla licznych wydarzeń powstających na przestrzeni lat w tym miejscu na mapie. Wydaje się bowiem, że „Sztuka Obiecana” jest związana z tym konkretnym miastem nie tylko poprzez nawiązanie do słynnej powieści Władysława Reymonta, ale przede wszystkim, gdyż poszczególne jej elementy noszą w sobie czytelne i wyraźne piętno tej metropolii, wynikają z jej ducha.

Przyglądając się uważnie, możemy dostrzec „łódzki rys”, obecny zarówno w poszczególnych działaniach wpisanych w program wydarzeń, jak i w całości koncepcji, wokół której zbudowana jest ta misterna konstrukcja.

To nie maszyny drżące i kominy dymiące nadają współczesnej Łodzi dynamikę. Jednakże industrialne piętno mocno wrośnięte w korzenie miasta, wydaje się kształtować jego charakter po dziś dzień. Pozostaje ona jednocześnie ziemią obiecaną i ziemią przeklętą, pełną kontrastów, sprzeczności, groźną i przyjazną. To także miejsce niezwykle istotne dla kultury, i to nie tylko polskiej. Co znaczące, za sprawą mieszkających i działających tu twórców oraz podejmowanych przez nich licznych inicjatyw skierowanych w przyszłość, ukształtował się obraz miasta z gruntu nowoczesnego, niepokornego artystycznie, miejsca funkcjonowania międzynarodowej awangardy.

Historycznie z Łodzią nierozerwalnie związani byli artyści z grupy Jung Jidisz, czy konstruktywiści, Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński, orędownicy nowych form w sztuce, ikoniczne postacie twórców i postaw niezależnych. To tutaj powstała, za sprawą grupy „a.r.”, pierwsza w Europie publicznie dostępna kolekcja sztuki nowoczesnej. Po wojnie, rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, późniejszej „Filmówki”, został Leon Schiller – twórca teatru monumentalnego. To w Łodzi funkcjonowały Warsztat Formy Filmowej, czy późniejsza o dekadę Łódź Kaliska, a także narodził się fenomen Kultury Zrzuty. Wspomniany już specyficzny charakter działań artystycznego ruchu progresywnego został uchwycony i opisany w książce „Żywa galeria. Łódzki progresywny ruch artystyczny. 1969 – 1981”.

Z drugiej strony jest to także historia nagle urwanych narracji, porzuconych projektów. Wydaje się, że w opowieści o łódzkiej sztuce powraca wciąż motyw nieustannej walki twórców z włodarzami miasta, a większość działań nosi w sobie piętno sprzeciwu wobec tej administracyjnej niekoherencji. To artyści zapewniają prawdziwą ciągłość i spójność kulturowego obrazu metropolii, władze natomiast jakby nie potrafią podjąć i kontynuować wypracowanych przez nich wartości. Tak jak wszędzie, także i tu, przede wszystkim liczy się wizja urzędnika.

By nie utracić owej z trudem utrzymywanej ciągłości awangardowej tradycji, w 2012 roku została powołana w Łodzi kolejna inicjatywa. Fundacja In Search Of… założona przez Ewelinę Chmielewską, Izabelę Robakowską i Adama Klimczaka, uruchomiła projekt „Sztuka Obiecana”. Pod tą optymistyczną nazwą kryje się szereg bardzo różnych sytuacji i działań realizowanych w okresie od września do grudnia. I tutaj pojawia się pierwszy problem opisu tej różnorodności wydarzeń. Przede wszystkim trudno o jednoznaczne i trafne określenie pasujące do tego zjawiska. „Sztuka Obiecana” nie jest bowiem „festiwalem” poświęconym jednemu zagadnieniu, nie pasuje do niej określenie „przegląd” czy „cykl”, a czteromiesięczne rozciągnięcie w czasie poszerza ramy zagadnienia w niecodzienny sposób. Odmienny charakter poszczególnych wydarzeń, które ponadto, intencją autorów, niejednokrotnie stanowią także element innych narracji, jak „Festiwal Designu” czy „Festiwal Czterech Kultur”, powoduje, że próbując ogarnąć wszystkie wątki, możemy poczuć się niczym Alfons van Worden, kapitan gwardii walońskiej, zagubiony w podróży przez Sierra Morena i w opowiadanych mu, wzajemnie się przenikających historiach.

Co sprawia zatem, że ten zbiór bardzo różnych, autorskich koncepcji tworzy spójną strukturę? Na czym polega właściwość tego zjawiska, i dlaczego jest ono tak charakterystyczne dla Łodzi? Sami organizatorzy podkreślają, że starają się wypełnić pustkę powstałą po zakończeniu innych, ważnych imprez kulturalnych, „Konstrukcji w Procesie” czy „Fokus Łódź Biennale”. Na czym jednak polega odrębna wartość tej nowej inicjatywy?

Wydaje się, że pierwszym węzłem narracyjnym w opowieści o „Sztuce Obiecanej” powinna być właśnie historia łódzkiej awangardy. Projekt ten mianowicie, jakkolwiek bardzo nowoczesny, wyraźnie łączy się z przeszłością i poprzez próbę jej uwspółcześnienia, nawiązuje z nią dialog. Nadzwyczaj istotnym elementem jest stosunek organizatorów do dziedzictwa owej awangardowej tradycji.

W samej strukturze Fundacji In Search Of… łączą się różne pokolenia, współpracują, wymieniają doświadczenia, pomysły, sposoby postrzegania rzeczywistości i działania. Ciągłość tradycji łódzkiej kultury niezależnej zapewnia obecność Galerii Wymiany i Galerii Wschodniej.

Także w programie „Sztuki Obiecanej” odnajdujemy ów specjalny stosunek do zjawisk z przeszłości, które do dnia dzisiejszego pozostają inspirujące i ważne. Jednym z takich wydarzeń była wystawa „Kody Dialogu” (07.12.2012-05.01.2013), bezpośrednio o owej historii opowiadająca, a podejmująca szczegółowo zagadnienia związane z typografią. Kluczową postacią jest tutaj Władysław Strzemiński, nie tylko wybitny awangardowy artysta, twórca teorii unizmu, ale także nowoczesnej typografii. Autorzy ekspozycji podzielonej na dwie części, historyczną i współczesną, Janusz Zagrodzki i Martyn Kramek, powołują się tutaj na dwa związane z postacią Strzemińskiego fakty. Pierwszym było zaprojektowanie przez niego własnego kroju pisma i wystosowanie do różnych twórców zaproszenia do współtworzenia nowoczesnego, plastycznego systemu form i znaków, opartego na świadomości czasów. Drugim była przygotowana przez w tym samym, 1932 roku, międzynarodowa wystawa „Drukarstwo nowoczesne”, prezentująca najnowsze i najważniejsze dokonania w tej dziedzinie, zorganizowana w Ośrodku Propagandy Sztuki. Obecnie mieści się tu Miejska Galeria Sztuki i co istotne, „Kody Dialogu” zostały pokazane dokładnie w tym samym miejscu, osiemdziesiąt lat później. Propozycja Zagrodzkiego i Kramka odnosi się bezpośrednio do idei druku funkcjonalnego, jako symbolu nowoczesności i międzynarodowego poziomu polskiej awangardy. Wzornictwo z użyciem litery, jako głównego elementu wizualnego i konstruującego projektowaną płaszczyznę, stało się punktem odniesienia dla wielu późniejszych twórców, zarówno uczniów i naśladowców, jak i zagorzałych przeciwników Strzemińskiego. Na wystawie zgromadzone zostały zatem nie tylko prace związane z typografią awangardy konstruktywistycznej. Zaprezentowano także te, które powstały pod jej wpływem, zarówno w latach 60. i 70., kiedy rozwinęła się szczególna, łódzka szkoła posługująca się tym środkiem wyrazu, jak i propozycje współczesne. Ten nadzwyczaj bogaty zbiór obejmował realizacje ponad siedemdziesięciu twórców.

Kolejnym fragmentem dialogu współczesności z przeszłością, niejako elementem dodatkowym wobec „Kodów Dialogu”, lecz z drugiej strony funkcjonującym samoistnie, był projekt „Typografitti”. W jego ramach, na ścianach trzech łódzkich kamienic zrealizowano murale będące przeniesieniem w otwartą przestrzeń miejską, prac Samuela Szczekacza, Jürgena Blum – Kwiatkowskiego i Tadeusza Piechury, wybitnych przedstawicieli polskiej (i nie tylko) awangardy. Tutaj także przeszłość i teraźniejszość połączyły się, bowiem owe „rekonstrukcje” wykonane zostały przez twórców młodego pokolenia. Od razu nasuwa się skojarzenie z inną łódzką imprezą z 1981 roku, „Konstrukcją w procesie”. Ten międzynarodowy festiwal, organizowany pod patronatem „Solidarności” także opierał się na wkraczaniu sztuki w przestrzeń publiczną, na budowaniu mostów pomiędzy artystami i mieszkańcami miasta.

Lecz nie jedynie ów żywy stosunek do artystycznej przeszłości stanowi o charakterze działań podejmowanych w Łodzi. Wydaje się, że drugim, równie istotnym elementem, jest struktura oparta na otwartym systemie wzajemnych powiązań pomiędzy organizatorami a poszczególnymi twórcami. Jest to szczególny rodzaj sieci, kiedyś wytworzonej i ciągle obecnej, bazującej nie tylko na profesjonalnym poruszaniu się po polu wspólnych zainteresowań, ale także powiązań opartych na przyjaźni oraz na poczuciu tworzenia artystycznej wspólnoty.



W tym miejscu można przywołać chociażby skojarzenia z przedwojenną awangardową „międzynarodówką”. Jednakże o wiele bliższa jest opowieść o pewnej wystawie, która miała miejsce w 1991 roku, w jeszcze nie wykończonych salach Zamku Ujazdowskiego, w pionierskim okresie istnienia Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Jej tytuł brzmiał „Kręgi Wschodniej”. Na ceglanych ścianach prezentowano prace artystów związanych z łódzką galerią. Związanych jednakże inaczej, niż w obecnych czasach rozumie się relację pomiędzy twórcą a reprezentującą go instytucją. Sytuacja zaistniała wówczas w Zamku, jak i w wielu innych miejscach w tym czasie, opierała się głównie na artystycznych przyjaźniach, co obecnie, w dobie permanentnej konkurencji, mogłoby się wydawać czymś nadzwyczaj rzadkim.

Organizatorzy „Sztuki Obiecanej” nawiązują do tego wydarzenia i charakterystycznych relacji budujących tamte sytuacje, cyklem trzech wystaw i działań zatytułowanych, a jakże, „Kręgi Wschodniej II”. Teraz jednak projekt przenosi się do źródła, do samej galerii, jest opowieścią o niej samej, o jej historii, o przestrzeni, miejscu. Jako pierwsza została zrealizowana, i co istotne zarówno w ramach „Sztuki Obiecanej” jak i „Festiwalu Designu”, wystawa Marcina Polaka. „MieszkaNIE” (29.09.2012-19.10.2012), pokazujące charakter galerii, jednocześnie zmieniło to miejsce na krótki okres czasu. Artysta niejako „przywrócił” pierwotny charakter pomieszczeń, przekształcając je na powrót, przynajmniej teoretycznie, w zwykłe mieszkanie w kamienicy. Tym samym połączył do tej pory rozdzielone korytarzem dwa światy, koegzystujące niezależnie, przestrzeń artystyczną obejmującą dwa pokoje i anektowaną czasowo kuchnię – miejsce spotkań, oraz faktyczną przestrzeń życiową, ukrytą w głębi. Użyta kolorystyka ścian przypomniała o mieszczańskiej historii kamienicy, dając do zrozumienia, że styl vintage nadal jest w modzie. Co ciekawe, duży pokój pomalowany na zielono, dodatkowo przypominał, że przestrzeń ta w zbliżony sposób była zaaranżowana przez Davida Lincha, który w 2003 roku kręcił ujęcia wykorzystane później w filmie „Inland Empire”. Jednakże wszystkie elementy wystroju użyte przez Marcina Polaka do tego celu, były zaprojektowanymi przez artystów obiektami sztuki, sprawiając nie tylko, że mieszkanie wyglądało bardzo nowocześnie, ale że tak naprawdę charakteru „miejsca sztuki” nie utraciło.

Polak w cyklu dwóch spotkań zadał także pytania o specyfikę takich miejsc jak Galeria Wschodnia, o to na czym współcześnie polega jej odrębność oraz czy w ogóle miejsca takie jak to mają przyszłość, w kontekście zmian, jakie zachodzą dziś w polityce kulturalnej. Dialog o charakterze galerii podjęły także realizacje Karoliny Breguły i Artura Malewskiego .Film „Wschodnia poprzedniego wieku” Breguły to cykl wywiadów ze stałymi bywalcami Galerii Wschodniej, którzy usiłują przed kamerą przypomnieć sobie szczegóły dawnych wystaw, które widzieli. Projekt jest oparty na fenomenie zawodności i wybiórczości ludzkiej pamięci.

Do wizji końca świata, w środowisku wiecznie żyjącym na krawędzi odniósł się Artur Malewski w akcji „People Get Ready”. Był to remake słynnego wideoklipu Jeffa` Beck`a i Rod`a Stewart`a, z Malewskiego i Romana Kostrzewskiego udziałem. 21.12.2012 o godzinie 21.00 artysta pobudził wspólnotę do nowego działania akcją uzupełnioną muzyką i śpiewem karaoke. Stan radosnego jej trwania także po północy zwyciężył nad ponurą wizją ostatecznej daty. Tym samym „Kręgi Wschodniej II”, poprzez swoją specyficzną auto-referencyjność stały się odrębną, autonomiczną propozycją wobec pierwotnej wystawy z 1991 roku.

Jednakże wydaje się, że istotną ideą przyświecającą organizatorom „Sztuki Obiecanej” było odnowienie owej sieci powiązań i dostosowanie jej do współczesności. Przykładem tego może być zmiana formuły „Kręgów Wschodniej II” wynikająca ze zmiany czasów i związanych z nimi potrzeb. Dziś próba stworzenia takiej wspólnoty jak dawniej, ale w nowej rzeczywistości, wymaga przyjrzenia się oraz rozpoznania, przynajmniej częściowego, na czym owa specyfika polega i jak zmieniły się problemy, przed którymi obecnie stają artyści.

W kontekście otwartości i współpracy odbywało się spotkanie organizacji, reprezentujących społeczność, która swoimi działaniami wykaz

ywała podobieństwo do działań łódzkiego ruchu progresywnego ostatnich trzech dekad XX wieku, a także z nim wówczas współdziała.

„Dialog Wspólnot” (15-16.09.2012) koncentrował się na dwóch głównych aspektach funkcjonowania niezależnych organizacji: artystycznych i bytowych, czyli jak dziś nie zgubić tego, co najważniejsze dla działalności, nie zatracić ducha współpracy i atmosfery twórczego zamętu, oraz jak przetrwać? Istniejące miejsca alternatywne, obecnie zmuszone są do formalizacji, samo zarządzania, aplikowania, a najlepiej uniezależnienia się od decyzji urzędników miejskich w kwestiach finansowych. Jeden z aspektów tego zagadnienia był ostatnio szeroko komentowany w Polsce, przy okazji dyskusji na temat zabezpieczeń socjalnych dla artystów. Są to kwestie kluczowe, dotyczące zarówno indywidualnych twórców, którym szczególnie trudno jest się „zgrupować”, jak i galerii, organizacji, przestrzeni wystawienniczych.

Kolejnym stopniem w tej dojrzałości do współczesności staje się więc stworzenie sieci współpracy, także międzynarodowej, który to cel przyświecał organizatorom „Dialogu Wspólnot”. Na spotkaniu, które odbywało się, w nawiązaniu do funkcjonującego na przełomie wieków XX i XXI Forum Galerii Niezależnych, przedstawiciele organizacji z Polski, Niemiec, Irlandii, Bułgarii, Hiszpanii i Izraela, zaprezentowali zarówno swoje wcześniejsze dokonania, jak i podkreślili potrzebę partnerstwa i odrzucenia różnych form konfrontacji. Po deklaracji współpracy w ramach wspólnego projektu, wzajemnej promocji i wymiany artystycznej, padły kolejne pytania o strategię i sposób działania kolektywnego w dobie ogólnego kryzysu i obciętych dotacji na kulturę. Mówiąc krótko, każdy z uczestników dołożył coś do stołu, jak w finale innej inicjatywy Fundacji I Search Of…, „Sztuka raz!”, a także w duchu funkcjonującej w latach 80. Kultury Zrzuty.

Spotkaniu w ramach Dialogu „Wspólnot” towarzyszyła wystawa fotograficzna Sibylle Hofter „Polski bankiet”, w przewrotny sposób komentująca zwyczaje panujące na międzynarodowych kongresach, targach i bankietach z udziałem m.in. polskich VIP-ów.

Oryginalną formę dwudniowej biesiady (6-7.10.2012), której sztuka stanowiła integralny element, przyjął, zakładający otwartość na widzów, wspomniany już, projekt artystyczno- kulinarny „Sztuka raz!”. Stała się tu ona daniem, artykułem pierwszej potrzeby, tak niezbędnym, jak posiłek. Ta seria wydarzeń artystycznych, nawiązujących do wspólnego dla wszystkich tematu jedzenia, zaoferowała, poza smakowitymi potrawami i ucztą intelektualną, możliwość spędzenia wspólnie czasu w atmosferze otwartości i sytości.

Janek Simon przeprowadził zaangażowany konsumencko wykład uświadamiający, że nawet tak podstawowe dobro jak woda, może być przedmiotem finansowej manipulacji. Aleksandra Ska swoim działaniem nawiązała nie tylko do często obecnego w jej twórczości zagadnienia cielesności i seksualności, lecz także do zjawiska biesiadowania w plenerze, które z jednej strony jest luksusem, gdy ma miejsce w przyjemnym otoczeniu, a z drugiej strony kojarzy się trochę z reklamami produktów regionalnych. Sama artystka, obwieszona malowniczo sznurami wędlin, którymi dostojnie obdzielała obecnych, wyglądała jak element natury, żeńskie uosobienie bóstwa-żywicielki. Inny wymiar otwartości i postępu obecny był podczas obiadu, który Adam Klimczak i Yaacov Hefetz spożywali jednocześnie, w Łodzi i Hajfie, połączeni wspólnym elementem stołu i… bezprzewodowym Internetem… . Choć pomieszanie języków ojczystych, będące konsekwencją zaproszenia do tego działania na podwórku przy Piotrkowskiej 101, obcokrajowców mieszkających w Łodzi, ostatecznie uniemożliwiło słowną komunikację, pojawił się inny jej rodzaj, oparty na porozumieniu pozawerbalnym, pozwalający generować reakcje i formy spontaniczne, nieprzewidywalne.

Podwieczorku serwowanego przez Łukasza Skąpskiego, choć zebranych było wielu, starczyło dla wszystkich. Na wydzierganej serwecie pod szklanym kloszem w Galerii Wymiany, artysta zaprosił do konsumpcji sensualnej, udostępniając zapach ciasta. Sztuka konceptualna, niewinny żart i sprytne oszustwo w jednym. Daleko idąca potrzeba egalitaryzmu. Egalitarnie było też podczas kolacji, podanej w Muzeum Książki Artystycznej. Ten budynek, w którego wnętrzach pozostały jeszcze ślady dawnej świetności, przed stu laty był salonem artystycznym, naturalnie tylko dla wybranych. Wraz ze „Sztuką raz!” poza egalitaryzmem, wkroczyły tam dania o smakowitym wyglądzie i klasyka performance z kulinarnymi wspomnieniami Ewy Zarzyckiej i prezentacją tajemniczego źródła niespożytej energii Józefa Robakowskiego. Wieczór zakończyło podanie podkurka przygotowanego przez Sophię Jocz.

Na zakończenie projektu fundacja wybrała miejsce doskonale znane Łodzianom, murek na Placu Komuny Paryskiej, przestrzeń oswojoną jako wysepka wolności w centrum miasta, aczkolwiek notorycznie ograniczanej przez jego urzędników. Drugiego dnia uczestniczenia w spotkaniach organizowanych przez artystów, inicjatywę mieli okazję przejąć widzowie i przynosząc samodzielnie przygotowane potrawy na wspólna biesiadę, przeistoczyć się z biernych konsumentów wydarzenia kulturalnego, w jej aktywnych twórców.

Powszechna jest praktyka podejmowania prób dostania się do serc odbiorców przez ich żołądki, i o ile uczta nie jest częścią reprezentacyjnego Kongresu Kultury, każdy może wziąć w niej udział, bez konieczności posiadania odpowiedniego identyfikatora z kodem kreskowym. Co wobec tego jest prawdziwą wartością „Sztuki raz!”? Czas na uważny kontakt z drugim człowiekiem i ze sztuką.

Taka lekkość podejścia i swobodna atmosfera w połączeniu z powagą podejmowanego tematu, to cechy typowe nie tylko dla powyższego projektu, ale także dla wystawy „Kwiatki, bratki i stokrotki” (23.11.2012-13.01.2013), która miała miejsce w Galerii Wymiany. Pozornie niefrasobliwa w duchu ekspozycja, zadaje nurtujące wielu pytanie, co sprawia, ze niektórzy stają się artystami? I mimo, iż pozostaje ono bez odpowiedzi, z przyjemnością oglądało się domniemane pierwsze gesty artystyczne zaproszonych twórców, będące efektem ich zaangażowania i podejmowanych przez nich samych prób odpowiedzi na to pytanie.

W kontekście „Sztuki raz!” ujawniony został jeszcze jeden charakterystyczny element działań podejmowanych w Łodzi, mianowicie nieszablonowe podejście do form prezentacji sztuki, które umożliwia angażowanie postronnych widzów. Modele wypracowane przez Warsztat Formy Filmowej, Łódź Kaliską, czy w ramach funkcjonowania Kultury Zrzuty, znalazły swoje współczesne odbicie także w takim projekcie jak „Galeria Wschodnia Na Dworcu” Śródmieście w Warszawie (9-16.12.2012). Była to nie tylko próba zaznaczenia swojej obecności w stolicy, co byłoby ciekawym przyczynkiem do analizy zjawiska relacji pomiędzy centrum i peryferiami, ale także gestem otwartości i wyjścia ze swoimi działaniami poza własne miasto i poza miejsca predestynowane do prezentacji sztuki. Na planszach reklamowych umieszczono prace grup: Łódź Fabryczna, Łódź Kaliska, oraz stworzonej specjalnie na tę okoliczność, podążając tropem nazw łódzkich stacji kolejowych, grupy Widzew Łódź. Według zapewnień organizatorów, do tej ostatniej należą zarówno artyści, jak i fani znanego klubu piłkarskiego, co jest istotne o tyle, że projektów artystycznych angażujących środowisko kibiców sportowych, jest w Polsce jak na lekarstwo.

Jednakże, co ważniejsze, społeczny aspekt działań podejmowanych w ramach „Sztuki Obiecanej” pełny wyraz uzyskał we wspomnianych wyżej projektach „Typografitti”.
Realizacje zajmujące duże powierzchnie kamienic, nie nachalnie funkcjonując w przestrzeni miejskiej, z jednej strony wprowadzały wizualny porządek, wzbogacając ją, a z drugiej stanowiły intelektualne wyzwanie i odpoczynek od urbanistycznego zaniedbania i kiczu zalewającego wspólną przestrzeń.

„Szuka Obiecana”, podobnie jak sama Fundacja In Search of…, stawia sobie za zadanie także działania w kontekście społecznym, nie ograniczając się do zagadnień wyłącznie artystycznych. Niejednokrotnie podejmowana aktywność jest sposobem na skuteczne „przetłumaczenie” sztuki, „zarażanie” nią. Jest to kolejna cecha charakterystyczna tego projektu.

Wymieniony tu zbiór inicjatyw zrealizowanych w ramach projektu „Sztuka Obiecana” w niewielkim stopniu może oddać jego złożoność. Wydaje się jednak, że w trzech z nich najpełniej zawarta została jego esencja. Były to „Dialog Wspólnot”, oparty na współpracy niezależnych twórców i organizacji, „Sztuka raz!”, która poprzez lekką formułę i wyjście w przestrzeń publiczną, stworzyła warunki do partnerskiej interakcji między artystami i widzami, oraz „Kody Dialogu”, które sięgając do historii, podkreśliły ciągłość awangardowej tradycji miasta.

Oczywiście to krótkie omówienie nie może zaprezentować wszystkich działań, które odbyły się w ramach „Sztuki Obiecanej”. Trudno jest także uchwycić złożoność relacji pomiędzy projektem Fundacji In Search of… i innymi działaniami mającymi miejsce w tym czasie. Opowieść ta, z konieczności musi pozostać niepełna, a liczne wątki wymykają się liniowej formie narracji. Jedno wydaje się pewne. Poprzez charakterystyczną relację pomiędzy przeszłością a teraźniejszością i wyraźnie wyczuwalną potrzebę ciągłego uwspółcześniania funkcjonujących działań, „Sztuka Obiecana” to dobry kierunek.