„O matko! Co tutaj tak ciemno?”

Autor: Marcin Ludwin Opublikowano:

Znikający Klub, instalacja Karola Szczura, fot. Graża Wielgus

Marcin Ludwin ► „O matko! Co tutaj tak ciemno?” - relacja z działalności wrocławskich galerii w sezonie zima/wiosna 2015

Zima w tym roku była dla nas wyjątkowo łaskawa. Znośne temperatury i sporo słońca zachęcały do wychodzenia z domu. Nawet domatorom trudno było znaleźć odpowiednio silny argument, aby pozostać w swoich twierdzach. Gdzie ten wolny czas spędzają mieszkańcy Wrocławia? Na pewno nie w galeriach sztuki, a to właśnie im chciałbym poświęcić poniższy tekst.

Interesują mnie miejsca, które prowadzą działalność wystawienniczą koncentrującą się na prezentacji sztuki współczesnej. Głównym kryterium zestawienia jest tzw. oddolna inicjatywa wykluczająca np. Galerię Miejską powołaną przez miasto Wrocław. Miejsca tego typu są dużo bardziej zinstytucjonalizowane i zasługują na odrębny artykuł. Pomijam również galerie komercyjne.

 

Zarzut dotyczący niskiej frekwencji jest nie do końca prawdziwy. Ma tutaj zastosowanie zjawisko „eventowości”. Krótkie, jednodniowe, najczęściej kilkugodzinne wydarzenia przyciągają większą liczbę zainteresowanych, niż długoterminowa, kilkutygodniowa akcja. Wystarczy spojrzeć na wernisaże, które zwykle przyciągają środowisko, rodzinę i znajomych oraz amatorów darmowego alkoholu. Światła reflektorów wydają się być bardziej atrakcyjne od pustych sal. Wyjątkami są instytucje nastawione na budowanie wizerunku, które są wręcz uzależnione od frekwencyjnych list. Za przykład mogą posłużyć dwie największe z nich we Wrocławiu: MWW i BWA, gdzie zwiedzający dzielnie pomykają od sali do sali – szczególnie w dni bezpłatnego wejścia. Małe galerie nie mają środków, aby rywalizować z tymi instytucjami. Prowadzi to często do podejmowania nieszablonowych decyzji. Spójrzmy co miały zatem do zaoferowania w przeciągu kilku ostatnich miesięcy.

Zacznę może od czegoś bardziej klasycznego. Na północno-wschodnich obrzeżach wrocławskiego Rynku, od ostatniego roku, zadomowił się Brzuch Centrum Trawienia Wizji. Miejsce łączy w sobie postawy rzemieślnicze z twórczymi, oddając przestrzeń wystawienniczą młodym artystom, designowi oraz targom żywności. W tym roku na ścianach zagościło malarstwo Huberta Pokrandta w ramach wystawy „Pająk” kuratorowanej przez Piotra Stasiowskiego. Artysta przedstawia rzeczywistość abjectu na deskach, metalowych drzwiczkach, najczęściej po prostu na przedmiotach z najbliższego otoczenia. Spod kłębów gęsto nałożonej farby na zewnątrz próbują się wydostać senne koszmary.

To napięcie powstające pomiędzy abstrakcyjną, żywą tkanką malarską oraz antropomorficznymi kształtami jest siłą napędową w obrazach Pokrandta. Majaczące sylwetki rozrywają strukturę prac, co było podkreślone w przestrzeni ekspozycyjnej wyjściem poza klasyczne, artystyczne medium. Obrazy wisiały na ekspresyjnie pomalowanych ścianach, ociekających farbą. Osią całej wystawy był mały rysunek prezentujący widok z okna pracowni Pokrandta we wsi Grabowno Wielkie. Niespokojna kompozycja została pokazana w zaciemnionej piwnicy, miejscu ukrywanym przez artystę przed światem zewnętrznym (może też przed samym sobą?).

 

Hubert Pokrandt, Pająk, Brzuch Centrum Trawienia Wizji, Wrocław 2015

Hubert Pokrandt, Pająk, Brzuch Centrum Trawienia Wizji, Wrocław 2015

Hubert Pokrandt, Pająk, Brzuch Centrum Trawienia Wizji, Wrocław 2015

 

Również schowana może się wydawać Galeria Entropia, bodaj najstarsza we Wrocławiu, działająca od 1988 roku. Znajduje się ona w samym centrum, jednak na jednej z rzadziej uczęszczanych ulic. Entropia jest jasnym punktem na kulturalnej mapie miasta przede wszystkim dzięki bogatemu programowi prezentującemu to, co aktualne lokalnie z obszaru wszystkich technik i mediów. Najlepiej pokazują to dwie ostanie wystawy. Pierwsza z nich – „Promieniowanie” Moniki Niwelińskiej w ramach szerszego projektu „Obraz utajony”, poruszała problematykę medium fotograficznego. Wystawa skupiała się na procesie „pomiędzy” – tworze usytuowanym w przestrzeni, która nie jest ani rzeczywistością, ani obrazem wywołanym na kliszy. Prace zostały porównane do obszaru skażonego nuklearną katastrofą. Wydawały się one być bardzo kruchym świadectwem przeszłości, skazanym na zapomnienie. Kompozycje powstałe na światłoczułym materiale oddziaływały swoją abstrakcyjnością i bywały silnie estetyzujące.

Dialog Niwelińskiej z artystycznym warsztatem nie wyróżniał się niczym nowym na tle dyskusji prowadzonej już wiele lat. W tym kontekście, dużym zaskoczeniem może być kolejna wystawa – Instrument, prezentująca pracę Joanny Krzysztoń i Grzegorza Rogala. Instalacja multimedialna była uruchamiana przez publiczność. Ruchy zwiedzających generowały światło i dźwięk, które zmieniały przestrzeń oraz wiszące na ścianie płótno autorstwa Krzysztoń. Instalacja odsłaniała również przed widzami sposób jej działania. Na ścianie wyświetlały się informacje pokazujące proces programowania w czasie teraźniejszym. Wykorzystanie nowoczesnych technologii nie było tutaj tylko efekciarską wydmuszką. W jasny dla zwiedzających sposób autorzy zbudowali płaszczyznę do reinterpretacji zjawiska medium artystycznego.

 

Monika Niwelińska, Promieniowanie, Galeria Entropia, Wrocław 2015, fot. Andrzej Rerak, Mariusz Jodko

Monika Niwelińska, Promieniowanie, Galeria Entropia, Wrocław 2015, fot. Andrzej Rerak, Mariusz Jodko

Monika Niwelińska, Promieniowanie, Galeria Entropia, Wrocław 2015, fot. Andrzej Rerak, Mariusz Jodko

Joanna Krzysztoń i Grzegorz Rogala, Instrument, Galeria Entropia, Wrocław 2015, fot. Andrzej Rerak, Mariusz Jodko

 

Nad podobnym zagadnieniem zastanawiał się również Roland Grabkowski na wystawie „Skrawki” prezentowanej w galerii Miejsce Dla Sztuki, szerzej znanej pod skrótem MD_S. Artysta budował napięcie między przedmiotem a ciałem, zastanawiając się nad granicami sztuki w tej materii. Samo zagadnienie jest stare jak performance, co nawet odbiło się w formie wystawy. Po niebieskich salach snuli się ludzie ubrani od stóp do głów w przylegające stroje, w kolorze ścian galerii. Całości dopełniały cieliste, porozwieszane tu i ówdzie formy.

MD_S mierzy się również z najnowszymi tendencjami. Udowodnili to Stach Szumski i Michał Linow, których ekspozycja „Post-branding” polemizowała z pojęciem postinternetu w sztuce. Artyści sięgnęli po estetykę glitchu i stylistykę korporacyjną. Za sprawą powołania do życia „nowych”, „najświeższych” nurtów wywołali w zwiedzających poczucie zagubienia. Wystawa była ważnym głosem w dyskusji dotyczącej aktualnej rzeczywistości.

Zobaczenie kolejnej wystawy – „Komitetu Ludowej Sprawy”, okazało się być nie lada wyzwaniem z powodu zamknięcia galerii bez zapowiedzi. Na całe szczęście, przy drugim podejściu, MD_S był dużo bardziej gościnny. Troje artystów z Czech - Franciszek Kowolowski, Petr Lysáček i Jirí Surůvka - zbudowało narracje komentującą zjawisko medialnego szumu. Przyprawione groteskowym poczuciem humoru prace były gorzkim komentarzem do lekkości z jaką współczesne media spłycają przekazywane nam informacje. Czesi zaprezentowali m.in. wizerunki świętych stworzone z koralików wyprodukowanych przez Ikeę a także zdjęcie z wycięciami na twarze przedstawiające dżihadystę z ofiarą.

 

Roland Grabkowski, Skrawki, Miejsce dla sztuki [MD_S], Wrocław 2015

 

Stach Szumski, Branding masarniczy, Post-branding, MD_S Wrocław 2015

Michał Linow i Stach Szumski, IM NOT DEAD YET, Post-branding, MD_S, Wrocław 2015

Michał Linow i Stach Szumski, Post-branding, MD_S, Wrocław 2015

 

Komitet Ludowej Sprawy, MD_S, Wrocław 2015

Wystawa „FOLD” Beaty Wilczek operowała na granicy mody i sztuki. W jej kontekście chciałbym się skupić nie na samej ekspozycji, tylko pewnym zjawisku. Wpływ sztuki konceptualnej na scenę wrocławską jest wyjątkowo mocny. Powyższe zdanie wydaję się być dość oczywiste w kontekście całej sztuki współczesnej, jednak podkreślam to ze względu na historię Wrocławia. Wiele już napisano o Sympozjum Plastycznym Wrocław '70. MWW próbuje zrekonstruować dzieje tamtych czasów m.in. za pomocą wystaw o galerii PERMAFO i Galerii Sztuki Najnowszej oraz Archiwum Jerzego Ludwińskiego. Wszystkie te inicjatywy łączy jedna cecha, która wciąż wydaje się rządzić wrocławskim środowiskiem. Myślę tutaj o efemeryczności działań artystycznych.

Wykorzystanie przestrzeni dawnego salonu kosmetycznego w galerii handlowej do zaprezentowania FOLD jest wręcz przeniesieniem postulatów Ludwińskiego o aktualności sztuki do naszych czasów. U Wilczek objawiło się to poprzez stawianie pytań o wartość przedmiotów, którymi się otaczamy, w miejscu służącym do ich nabywania. Wystawa drażniła, co bardziej wnikliwych bywalców galerii handlowych przez dwa tygodnie. Potem zniknęła – zostawiając pustą przestrzeń. Jednak już nie milczącą.

 

Beata Wilczek, Fold, Sky Tower, Wrocław 2015

 

Ta partyzancka strategia „ataku i odwrotu” jest również widoczna w działaniach Znikającego Klubu prowadzonego przez Tomasza Wódkiewicza oraz Olgę Czerwonik. Każda impreza odbywa się w innym, nieklubowym miejscu na terenie całej Polski (przede wszystkim w Warszawie) – gromadząc nie tylko lokalnych artystów i DJ'ów. 7. edycja została zorganizowana w dawnej stolarni obok wrocławskiego Instytutu Historii Sztuki. Wydarzenie ma przede wszystkim charakter imprezowy – co za tym idzie, prace na nim prezentowane najczęściej są dostosowane do rozbrykanej publiczności. Znikający Klub może nie odkopuje pożółkłych od starości kart historii jak Przegląd Sztuki SURVIVAL, jednak sam fakt odkrywania wcześniej niedostępnych obszarów jest znaczący. Może następną edycję zorganizować w nieistniejącym gmachu muzeum poświęconego sztukom współczesnym?

 

Jerzy Kosałka, Translokacja, Znikający Klub, Wrocław 2015, fot Graża Wielgus

Tomasz Wódkiewicz, Maszyna do przytulania, Znikający Klub, Wrocław 2015, fot Graża Wielgus

 

Kolejną efemeryczną inicjatywą jest Galeria Sputnik_R46, która jest na tyle ulotna, że nie udało mi się do niej dotrzeć. Na co dzień jest to pracownia Przemka Pintala, która zamienia się czasami w miejsce artystycznego wyładowania kuratorowanego przez Danielę Tagowską. Miejsce znajduje się w podwórku przy Ruskiej 46, które bardzo powoli próbuje odbudować swój artystyczny charakter. Są tam pracownie innych wrocławskich twórców oraz lokale kojarzone z oddolnymi inicjatywami. Niestety wraz z zamknięciem klubów Falanster i Niskie Łąki, kreatywny ferment jakby trochę opadł. Urzędnicy próbują przywrócić blask temu miejscu rozpoczynając szereg gruntownych remontów. Ich inicjatywa wydaje się trochę kłócić z anarchizującym charakterem podwórka. Być może miasto stwierdziło, że powinno oswajać takie przestrzenie.

Aktualnie w podwórku znajduje się galeria historycznych neonów wrocławskich, galeria murali pozostałych jeszcze z czasów świetności podwórka, galeria ceramiczna oraz kilka imprezowni. Na ich tle wyróżnia się Smutek powstały na miejscu dawnych Niskich Łąk. Klub chyba próbuje kontynuować tradycje swojej poprzedniczki, organizując wernisażowe aftery.

W kontekście remontów można jeszcze wspomnieć o Mieszkaniu Gepperta, które poza działalnością wystawienniczą posiada również rozbudowany program wykładów i debat. Miejsce w tym roku będzie zamknięte dla zwiedzających z powodu gruntownego remontu. Piszę o tym ze względu na zbliżający się wielkimi krokami rok 2016, w którym Wrocław zostanie Europejską Stolicą Kultury. Decyzje miasta o modernizacji miejsc związanych ze sztuką są bardzo mile widziane, jednak rozpoczynanie tego typu prac za pięć dwunasta, może doprowadzić do ich wykluczenia z przyszłorocznych obchodów.

Dotarliśmy do końca podróży po cieniach Wrocławia. Rozpoczynaliśmy ją od słów mojej koleżanki, która przyjechała z Warszawy i nie mogła przyzwyczaić się do panującego na ulicach półmroku. Słowa „O matko! Co tutaj tak ciemno?” były wtedy dla mnie podsumowaniem nastrojów panujących wśród mieszkańców stolicy Dolnego Śląska. Trzy jasne punkty na mapie Wrocławia – nowy stadion, Rynek i Hala Stulecia, błyszczą się w oczach turystów. Jednak wystarczy przekroczyć Most Uniwersytecki, aby wejść w inny świat. Pomimo ciemności tutaj panującej jest on dużo bardziej intensywny.

Widać to na przykładzie ulotności wystaw organizowanych w opisanych miejscach. Ekspozycje pojawiają się i znikają, prawie jak spadające gwiazdy. Sprawdza się tutaj diagnoza, którą można było wysnuć w trakcie zwiedzania „Rysopisu” organizowanego przez Centrum Sztuki WRO. Każdy ma coś do powiedzenia i powinien mieć możliwość wyartykułowania swoich spostrzeżeń. Mimo że nie zawsze wnoszą one coś nowego do dyskusji, jest to największa wartość oddolnych inicjatyw. Ten brak rozbudowanych, jednolitych programów dobrze uzupełnia działalność wielkich wrocławskich instytucji: MWW, BWA i Centrum Sztuki WRO. Małe miejsca najlepiej oddają charakter samego miasta – zawieszonego pomiędzy Berlinem a Warszawą, ciężko pracującego nad swoim profesjonalizmem.

Być może ta fiksacja na własnym ja – indywidualizacja wynikająca z wielości - jest przyczyną pustki w salach wystawienniczych. Narracje spoza mainstreamu potrzebują czasu, którego perspektywa pozwoli dokonać obiektywnej oceny. Spójrzmy na MWW przywracające Wrocławiowi jego konceptualizm - odkopując zapomniane miejsca, sięgając do porzuconych archiwów. Być może w przyszłości też ktoś odbuduje historię dziejącą się w cieniu biedronkowych przecen.

 

wystawy opisane w tekście:

Beata Wilczek, „FOLD”, 13.02 – 28.02.2015, Sky Tower

Michał Linow, Stach Szumski, „Post-branding”, 6.03 - 20.03.2015, MD_S

Roland Grabkowski, „Skrawki”, 28.03 – 09.04.2015, MD_S

Franciszek Kowolowski, Petr Lysáček, Jirí Surůvka, „Komitet Ludowej Sprawy”, 20.04 – 30.04.2015, MD_S

Hubert Pokrandt, „Pająk”, 21.03 – 21.04.2015, Brzuch Centrum Trawienia Wizji

Monika Niwelińska, „Promieniowanie”, 13.03 – 03.04.2015, Entropia

Joanna Krzysztoń, Grzegorz Rogala, „Instrument”, 10.04 – 28.04.2015, Entropia

tekst: Marcin Ludwin