Po co nam festiwal malarstwa?

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Aleksandra Gieczys-Jurszo
Po co nam festiwal malarstwa?
Na marginesie 24 Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego
w Szczecinie
[Festiwal organizowany jest od 1962 roku przez Okręg Szczeciński Związku Polskich Artystów Plastyków]

Tegoroczny Festiwal Polskiego Malarstwa Współczesnego po raz kolejny wywołał falę dyskusji dotyczącej zasadności organizowania tego typu imprez. Oponenci uważają, że organizowanie konkursów malarstwa jest w dzisiejszych czasach co najmniej czymś anachronicznym i zbędnym. Zresztą spór o sens organizowania takich wydarzeń jak festiwale – nie tylko zresztą malarstwa – istnieje najpewniej od zawsze. Mimo to – jak pokazuje ogromne zainteresowanie wyrażające się liczbą nadesłanych prac – ich rola wydaje się być wciąż istotna w pejzażu współczesnej sztuki.

 

Katarzyna Szeszycka, Dziewczynka z Rokit, fragment

Taka jest więc najpewniej specyfika wszelkiego rodzaju festiwali i konkursów: można się z ich formułą zgadzać, bądź nie. Dlatego też trudno mieć pretensję do decyzji organizatorów szczecińskiego festiwalu dotyczącej nie zakwalifikowania do konkursu prac artystów pracujących w tzw. rozszerzonym polu malarstwa. Nie jest to decyzja szokująca, skoro od lat podstawowym kryterium weryfikacji prac dopuszczonych do konkursu jest kryterium czystości dyscypliny. Należy pogodzić się z tym, że celem tego wydarzenia z zasady nie jest rozbijanie konsekrowanych wiekową tradycją podziałów klasycznych dyscyplin i uszanować przyjętą formułę, iż do konkursu dopuszczane są te prace, których „gatunkowe obywatelstwo” nie podlega wątpliwości. Jak trafnie zauważyła Małgorzata Bożek przy okazji recenzji ostatniej edycji Bielskiej Jesieni: „każdy nosi w sobie własną miarę wartościowania malarstwa. Jest to proces tak silnie naznaczony subiektywizmem, że nie istnieje możliwość pogodzenia różnych punktów widzenia w jednym werdykcie i na jednej wystawie”. Organizatorzy 24 Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego w przyjętej przez siebie formule bronią malarstwa w jego podstawowej formie i ten wybór stanowi o charakterystyce oraz tradycji tej kilkudziesięcioletniej imprezy. Zdaniem organizatorów „festiwal, by przetrwać, oprócz otwarcia na <> musi też bronić własnej tożsamości”. Sprawą dyskusyjną jest, czy ten argument jest przekonywujący i zasadny. Jednakże uznać można, iż impreza – choć nie daje wglądu w całą wielowarstwową i powikłaną materię aktualnego malarstwa i na pewno nie oddaje wszystkich jego możliwości formalno-technicznych – stanowi kalejdoskopowy przegląd malarstwa tradycyjnego, pokazując jego wewnętrzne zróżnicowanie, szeroki zakres środków stylistycznych i kierunków.

 

Artur Bartkiewicz, Wydmy, 2012

O tym, że ta „tradycyjna szkoła malowania” ma się całkiem nieźle, a nawet bardzo dobrze, mówi fakt, iż w tym roku na konkurs wpłynęło blisko 1100 obrazów od ponad 419 artystów. Jury selekcyjne stanęło przed wyjątkowo szerokim diapazonem prac stanowiących całą polifonię orientacji, kierunków, tematów i pokoleń artystycznych. To, co zostało zaprezentowane widzom na wystawie pofestiwalowej odzwierciedla decyzje wieloosobowego jury – pod przewodnictwem prof. Antoniego Fałata – reprezentującego często różne artystyczne i intelektualne upodobania. Preferencje te kształtują obraz eklektycznej, nie do końca zwartej i zróżnicowanej – jeśli chodzi o poziom plastyczny – wystawy. Taki jest jednak urok wystaw pokonkursowych.

 

Marta Borgosz, Anka z twojego liceum, 2011

Próbując skonfrontować ze sobą poszczególne prace zwraca uwagę liczna grupa artystów regularnie biorących udział w przeglądach sztuki. Co prawda ich obrazy wyróżnia perfekcja techniczna i wirtuozerska kompozycja, ale niestety również powtarzana od lat stylistyka i nastrój oraz bezpieczne, wielokrotnie ogrywane tematy. Jest to malarstwo, które niczego nie rozstrzyga, nie poszukuje dla siebie nowych rozwiązań, nie modyfikuje swoich poetyk. Grupa tych prac więc raczej z góry stanowi podmiot statecznej, konserwatywnej opozycji wobec tego, czego odbiorca oczekuje od wydarzenia tej rangi: nadziei ujawnienia nieznanego jeszcze punktu spojrzenia, świeżego nurtu, zwrócenia uwagi na inną niż dotychczasowa – czy to technicznie, czy też koncepcyjnie – artykulację.

 

Paulina Grobelny, Barman, 2011

Ale choć w tegorocznej odsłonie festiwalu generalnie nie znalazły się prace wybitnie rewolucyjne, to przeciwwagę wobec tej inercji stanowi niewątpliwie silna reprezentacja młodego pokolenia. Tę specyfikę unaocznia również sam werdykt jurorów wyróżniający liczne grono plastyków najmłodszej generacji, z Katarzyną Szeszycką na czele. Malarstwo młodych wniosło na wystawę atmosferę świeżości i optymizmu, okazało się zaskakująco bezpretensjonalne, wolne od wielkich narracji. Dominuje tutaj realistyczna, czytelna treść, prymitywizująca forma komiksowej konwencji, płaska plama soczystego koloru. Cytatologia jest potężną częścią tego programu: cytaty z innych artystów, motywów znanych z języka reklamy i ogólnie kojarzących się za sztuką popularną. W tych propozycjach widać dobrze odrobioną lekcję z historii sztuki, pojawiają się nawiązania do neorealizmu, popartu, flirtu z kamp-art.

 

Albert Oszek, Thoth and The Infantilisators, 2011

Ta demokratyczna „sztuka cytatu” – wykorzystuje wszystko to, co znane i lubiane do stworzenia własnego, subwersywnego przekazu czytelnego dla rówieśniczego grona odbiorców. Niewątpliwie te prace – dzięki trafności formułowanych zapisów i precyzyjnych ujęć – świadczą o czasie, który je wydał. Odbija się w nich aktualna pokoleniowa kondycja myślowa i emocjonalna ale też artystyczna. Pozornie spauperyzowana, naiwna, banalna, jest jednocześnie charakterystycznym słownikiem współczesnego odbiorcy, do którego trzeba trafiać zgrabną puentą, skrótem myślowym, przesłaniem czytelnym niczym status na facebooku. Młodzi malarze czerpią z tych kulturowych kodów bez oporów i niezwykle swobodnie przenoszą na płótno przekaz multimedialny. Na tle całego zbioru prac utrzymanych w tym charakterze wyróżniają się szczególnie obrazy Artura Bartkiewicza, Marty Borgosz, Pauliny Grobelny, Alberta Oszka.

 

Katarzyna Szeszycka, Dziewczynka z Rokity, 2012

Bartkiewicz w swoim cyklu „Wydmy” mistrzowsko oddaje duchową izolację, wręcz totalne wyobcowanie bohaterów swoich prac. Konstrukcja obrazów ukazuje postaci wpasowane w układ kompozycyjny w taki sposób, by spotęgować całą pozorność kontaktu psychicznego. Prace artysty są też swoistym ukłonem w stronę grafiki lat 70. i 80., którą to estetykę reinterpretuje w sposób bardzo ciekawy.

 

Marta Kunikowska-Mikulska, Wśród pól, 2010

Prace Borgosz to zwrot w stronę analizy kobiecości, dotykania sfer najbardziej prywatnych i intymnych. Cielesność tych obrazów przyciąga i prowokuje mimo, że zostaje „sprzedana” odbiorcy w za pomocą „lekkostrawnego” i ogranego języka konwencji komiksowej.

Równie ciekawie prezentują się prace jednej z najmłodszych uczestniczek festiwalu – Pauliny Grobelny (rocznik 1987). Konstruowane w realistycznym stylu tworzą opowieść o niedoskonałym, przeciętnym życiu pokolenia, „egzystencji bez esencji” (Jean-Paul Sartre). W tej atmosferze zawieszenia, przestoju i bylejakości tkwi bardzo konkretna, pokazana sugestywnie treść.

 

Halina Trela, Portret, 2011

Na szczególną uwagę zasługują prace Alberta Oszka, wyróżnionego na festiwalu Nagrodą Prezydenta Miasta Szczecina. Jego zoomorficzne groteskowe hybrydy, wyjęte jakby z halucynacyjnych koszmarów, są sublimacją ludzkich archetypów i przywar. Artysta ten, wpisujący się w nurt zaangażowanej sztuki, podejmuje w swojej twórczości tematy o alterglobalistycznej i antykonsumcyjnej proweniencji. Jego cykl „The Infantilisators” to ciekawa polemika z teoriami Benjamina R. Barbera, ale też przede wszystkim bardzo dobre malarstwo nawiązujące do modernistycznych, ekspresyjnych, symbolicznych prądów.

 

Natalia Szostak, Autoportret anatomiczny, 2012

Odrębną kategorię tematycznie, stylistycznie i formalnie, mistrzowską samą dla siebie, tworzą prace Katarzyny Szeszyckiej, Marty Kunikowskiej-Mikulskie i Haliny Treli.
Prace tych w końcu bardzo jeszcze młodych artystek wyróżniają się także bardzo dojrzałym, profesjonalnym warsztatem twórczym, z wyraźnie określoną indywidualną postawą.
Tryptyk Szeszyckiej „Dziewczynka z Rokity” (Grand Prix Festiwalu) to bardzo efektowne i na wskroś dekoratorskie „malarskie malarstwo”, bliskie fotorealizmowi mistycznemu. Szukając wyrazu i nastroju dla swych prac artystka odbywa sentymentalną wycieczkę do idyllicznej arkadii swojego dzieciństwa umieszczając siebie w onirycznym, tajemniczym pejzażu Rokickich lasów i łąk.

 

Arkadiusz Karapuda, Elektrokar, 2012

Podobny – celowo wypreparowany- nastrój ciężkiego, topornego, ludycznego romantyzmu emanuje z prac Kunikowskiej-Mikulskiej. Artystka swoimi portretami bardzo umiejętnie nawiązuje dialog z narodową tradycją malarstwa. Zatopione w aurze cytatów z Pautscha czy Wyspiańskiego portrety kobiece to przede wszystkim afirmacja kobiecości w jej narodowo-patetyczno-archetypicznej formie. Niejaką przeciwwagę do prac Szeszyckiej i Kinikowskiej-Mikulskiej stanowią – pod względem wybranej tematyki – prace Haliny Treli. Artystkę tę nazwać można malarką zmierzchu ludzkiego życia. Jej obrazy to studium twarzy starych, zbliżających się do kresu swoich dni ludzi. W tym wypadku największym atutem jest bardzo rzetelne potraktowanie formy, wydobytej za pomocą materii malarskiej opartej na walorowych napięciach utrzymanych w tonacjach bieli i szarości.

 

Michał Misiak, I-11, 2011

Wśród artystów skupionych wokół tematów eksplorujących przestrzenie mitologii indywidualnej warto zwrócić uwagę na twórczość Natalii Szostak, której introspektywne malarstwo w ciekawy sposób – co w ogóle rzadkie dla jej pokolenia – stawia pytania natury ontologicznej i eschatologicznej, notując procesy tych rozważań w sposób zdyscyplinowany i wyważony stylistycznie. Ta konsekwencja w przeprowadzaniu malarskiego zamiaru potęguje wyrażanie idei i stanowi istotę formalną jej twórczości.

 

Artur Przebindowski, Megalopolis XXIV, 2011

Na wystawie pofestiwalowej mogliśmy również spotkać silną reprezentację twórczości młodych artystów skupionych wokół świata bytów pojedynczych, znaków, przedmiotów, notacji form graficznych, załamań światła. W tej grupie uwagę zwracają prace Arkadiusza Karapudy (Nagroda Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego) i Michała Misiaka (Nagroda Kwartalnika Artystycznego „Format”). Karapuda transponując przestrzenie mieszkalne na płótna swoich obrazów daje popis doskonałego wyczucia kompozycji. Dominantę stanowi tutaj gra barwą, rozłożenie bryły, budowanie nastroju. Natomiast geometryczne, abstrakcyjne malarstwo Misiaka to przede wszystkim niezwykła precyzja kreski. Artysta poprzez zagęszczanie, krzyżowanie, rozrzedzanie linii buduje wizualne zjawiska. Rytmika prac stwarza wrażenie rozwibrowanego kolorem, światłem, iluzją dźwięku i ruchu żywego spektaklu.

Warto również wspomnieć o najciekawszej wystawie towarzyszącej festiwalowi – ekspozycji Artura Przebindowskiego. Jego „Megalopolis” to cykl urbanistycznych pejzaży ujętych w komiksowej manierze. Zagęszczone, stężone, zatłoczone i oszałamiające nadmiarem widoki równocześnie hipnotyzują i przerażają widza.