„Teresa Kazimiera Murak-Rembielińska”*

Autor: Marcin Pierzchliński Opublikowano:

Teresa Murak, Procesja, 1983, fot. Marcin Appel

Marcin Pierzchliński ► Teresa Murak dla polskiej sztuki drugiej połowy XX wieku była artystką emblematyczną. W latach 70. i 80. obok Natalii LL czy Ewy Partum ugruntowała swoją pozycję jako jedna z najoryginalniejszych kobiet tworzących sztukę swoich czasów, pionierka sztuki ziemi oraz czołowa performerka. Ostatnia wystawa jej prac w Zachęcie zbierała najciekawsze realizacje z przeszłości oraz kilka nowszych prac powstałych w ciągu ostatniej dekady. Czy wobec tego wiosną ubiegłego roku mogliśmy oglądać jej retrospektywę? W kuratorskim opisie ekspozycji nie znajdziemy choćby wzmianki na ten temat i chyba słusznie, bo wybór Joanny Kordjak był selektywny i stanowił przegląd praktyk, których Murak podejmuje się nadal z żelazną konsekwencją. Owe praktyki to przede wszystkim liczne zasiewy, działania z rozczynem i mułem rzecznym oraz akcje wspólnotowe w przestrzeni publicznej.

Wróćmy jednak do początku, czyli do roku 1972 kiedy to Murak, wówczas studentka drugiego roku warszawskiej ASP, po raz pierwszy tworząc dzieło sztuki użyła rzeżuchy. Od tego czasu kiełkujące ziarno niepozornej rośliny stanie się znakiem rozpoznawczym artystki. To niebywałe, że tak młodej studentce udało się wynaleźć niesamowicie konkretną, wręcz banalną i, jak się później okaże, niezwykle użyteczną materię twórczą. Początkowo Murak obsiewała tkaniny, czuwając nad wzrostem i towarzysząc najdrobniejszym przemianom natury. Cztery lata po tej osobliwej inicjacji, w tym samym roku, w którym otrzymała dyplom Akademii Sztuk Pięknych, Murak po raz pierwszy weszła do wanny wypełnionej wodą, ziarnem oraz kiełkującą rzeżuchą. Dzięki ciepłu generowanemu przez ciało, uruchomiła proces życia. Ziarna pęczniały i powoli zaczęły pojawiać się pędy. Trochę wcześniej, w 1974 roku artystka z Kiełczewic wykonała ważny performans. W płaszczu obsianym rzeżuchą przechadzała się ulicami Warszawy, demonstrując w “prywatnej manifestacji politycznej”.

Czekanie, czuwanie; stawanie się. Ziarno wschodzi tam, gdzie chce. (T. Murak)

W akcjach z wanną, które artystka powtarzać będzie jeszcze kilkukrotnie, na przykład w Orońsku (1989) i Nowym Jorku (1991), coraz bardziej eksponował się procesualny aspekt jej twórczości. W drugiej połowie lat 70. Murak rozpoczęła pracę nad cyklem „Rzeźb dla Ziemi”, natomiast w następnej dekadzie artystka poszerzy działania z materią organiczną. W centrum jej zainteresowań znajdzie się rozczyn chlebowy, który łączyć będzie z mułem rzecznym i kurzem. Z kolei lata 90. przyniosą zainteresowanie zużytymi tkaninami. Z czasem wątki w jej sztuce zaczną się krzyżować, a interwencje coraz bardziej komplikować.

I to jest dla mnie istota sztuki – żeby nie wymyślać, ale by odkrywać tajemnicę, która jest gdzieś tam ukryta, i dzielić się nią z innymi. (T. Murak)

Inspiracja myślą i kulturą Dalekiego Wschodu sprawia, że Teresę Murak należałoby widzieć jako prekursorkę sztuki czerpiącej ze źródeł. Sama autorka nie ukrywa sympatii religijnych (chrześcijaństwo), fascynacji teatrem Jerzego Grotowskiego i koncepcjami Simone Weil. Z pewnością hansenowska teoria Formy Otwartej też nie jest dla Murak bez znaczenia. Performans, bio-art, body-art, sztuka ziemi – oto dziedziny sztuki, których artystka nie omieszkałaby zestawić z formami miejskiego aktywizmu. Sztuka zrównana z życiem, towarzyszenie rytmom i metamorfozom natury, obcowanie z tajemnicą, samo działanie, które staje się ważniejsze niźli dociekanie znaczeń – to z nich właśnie Teresa Murak uczyniła treść własnej sztuki.

Teresa Murak, Uciszająca burzę, 1985, fot. Maciej Musiał

W latach 80. autorka „Materii” brała udział w wystawach przykościelnych Janusza Boguckiego i Niny Smolarz. W wywiadzie dla „Magazynu Sztuki + Obieg” (nr 27/2001) przyznała, że jej aktywność artystyczna daje szansę na „przemycenie” cielesności i kobiecości w przestrzeń kościoła katolickiego. W tej samej rozmowie performerka zwróciła uwagę na problem patriarchalnej hierarchii kościoła, natomiast w swojej twórczości dostrzegła emancypacyjny i subwersywny potencjał. Istotnie, jej dzieło należy traktować jako przykład strategii feministycznej. Czytelne metafory, którymi posługuje się Murak od początku kariery, wprost skłaniają do interpretacji w świetle teorii feminizmu oraz gender studies. Wydaje się, że, w kontekście aktualnych dyskusji na temat patriarchalnej opresji oraz płciowego równouprawnienia, rola kobiet w strukturach kościoła, społeczeństwa oraz rodzimego art worldu nadal jest tematem atrakcyjnym i wymagającym przepracowania w polu sztuki najnowszej, ale czy nie jest tak, że ów potencjał jest w przedziwny sposób przez Murak „rozrzedzany”? Samej artystce daleko do sympatii dla ruchu kobiecego, wzbrania się również od jawnej krytyki kościoła, a w ostatnich wywiadach wypowiada się z entuzjazmem o konserwatywnej partii rządzącej, dostrzegając w niej nadzieję dla współczesnej polityki. Wymijające zdaje się także uporczywe mówienie o uniwersalizmach: raz Murak z kobiecości czyni manifest, innym razem odbiera swoim działaniom szereg odniesień (płeć, temat, tworzywo, symbolika), które uważa za zbyt powierzchowne. To wszystko sprawia, że jej postawa jest radykalna i cokolwiek ambiwalentna – nawet przestrzeń traci na znaczeniu. Według artystki istotny jest tylko proces i ludzie, którzy w nim uczestniczą, zarówno twórca jak i widz.

Dla twórczości efemerycznej, która bazuje na krótkotrwałości, ulotności i wiąże się z ograniczonymi możliwościami odbioru, niezbędna wydaje się dokumentacja. Często to właśnie fotografia i wideo dają jedyną szansę na utrwalenie działań. Wystawa w Zachęcie wiąże się właśnie z problemem dokumentacji. Większość performansów Murak została przedstawiona za pomocą zdjęć i filmów. Jak więc zmierzyć się ze sztuką tak bardzo nastawioną na procesualność i jednorazowość, skoro natrafiamy głównie na dokumentacje?

Kiedy w 2010 roku inna pionierka performansu, Marina Abramović, otwierała wystawę retrospektywną w MoMA grupa zaproszonych artystów odtwarzała jej akcje. W ten sposób udało się zaaranżować sytuację kontaktu widza z dziełem. Wystawy artystów, którzy zajmują się niemal wyłącznie sztukami performatywnymi zazwyczaj wiążą się z podobnymi problemami. Kuratorzy robią więc co mogą, żeby przybliżyć odbiorcom istotę często jednorazowej interwencji. Wydaje się, że w przypadku ekspozycji Murak w Zachęcie takich starań kuratorskich było niestety za mało. W czasie trwania wystawy przeprowadzono liczne warsztaty i tylko jeden performans. W „Rozczynianiu”, o którym mowa, artystka powróciła do pracy sprzed 30 lat i wciągnęła do udziału publiczność.

Ale twórczość Teresy Murak to nie tylko akcje. W jednym z pomieszczeń Zachęty pod przeszklonym sufitem zawisł ogromny krzyż, który został obłożony grudami węgla przez górników z Rudy Śląskiej. Obcowanie z tą potężną bryłą pozostawia w pamięci silne i dość nieprzyjemne wrażenie. To nie pierwszy raz, gdy artystka sięga po symbol męki pańskiej. W latach 80. Murak nosiła węgiel na plac Józefa Piłsudskiego w Warszawie i układała z niego znak krzyża. W 1983 roku zorganizowała słynną „Procesję z krzyżem”, który wtedy gęsto porastała rzeżucha. Co istotne, w działaniach z chrześcijańskim symbolem, zwłaszcza w „Procesji z krzyżem” i przeskalowanej rzeźbie eksponowanej w Zachęcie, akt twórczy był sumą działań artystki i zbiorowości: raz ludzi niosących zieloną rzeźbę, innym razem śląskich górników.

Nie ulega wątpliwości, że artyści neoawangardy stali się z czasem bardzo popularni, a paszkwile o „pseudoawangardzie” można odłożyć do lamusa. Wypadałoby na koniec zapytać jak ta sztuka radzi sobie dzisiaj. Otóż prace Teresy Murak z ostatnich lat pokazują, że artystka jest w stanie sprostać współczesności. Dowodu na to można upatrywać w „Materii” - instalacji sprzed 3 lat, którą eksponowano na dziedzińcu CSW Zamku Ujazdowskiego. Wykorzystanie ziemi wydobytej w trakcie budowy drugiej linii warszawskiego metra dotykało podobnych znaczeń, co słynna „Rzeźba dla Ziemi” z lat 70. - ta nowa instalacja również miała siłę iście wywrotową. Murak pozyskała ziemię w nie całkiem legalny sposób; oficjalnie nie poprosiła o to władz stolicy, omijając biurokratyczne procedury. Co więcej, „Materia” stała się swoistym pozytywem odpowiadającym negatywowi drążonego wtedy tunelu. Odbiorcy zyskali sposobność, żeby zajrzeć pod dno Wisły i wejść w kontakt z podziemnymi warstwami miasta. Inny projekt, na który warto zwrócić uwagę to wciąż niezrealizowana kładka nad aleją Solidarności: „Most – Rzeźba spotkań”. Instalacja łącząca Mirów i Muranów ma wspólnotowy, polityczny charakter. Bardzo ciekawe są również realizacje Murak dotyczące jej najbliższego otoczenia – rejonu w pobliżu ulicy Orlej w Warszawie. Te działania, prekursorskie względem coraz bardziej modnego miejskiego ogrodnictwa, a zarazem najzupełniej naturalne dla filozofii artystki, dają przekonanie, że sztuka Teresy Murak jest wciąż interesująca i zdolna do tego, by mierzyć się z aktualnymi problemami.

A jak do sztuki Murak odnoszą się młodsi artyści? Wydaje się, że po jej twórczość sięgają rzadko. Inaczej wygląda to w przypadku Natalii LL, do której młode pokolenie odwołuje się chętnie (Sędzia Główny, Karol Radziszewski), pozwalając współczesnym odbiorcom dostrzec jej dorobek w innym świetle. Być może przechwytywanie dzieła Murak bądź korzystanie z innych dialogicznych strategii artystycznych przez najmłodszych twórców pomogłoby jej sztuce wrócić z dużo większą siłą.

Wybór prac Teresy Murak na wystawie w Zachęcie, mimo pewnego odbiorczego dystansu, który wiązał się przewagą dokumentacji nad efemerycznym dziełem, okazał się spójny i nie pozostawiał w odbiorcy uczucia przeładowania. Dzięki temu rozwój sztuki artystki z Kiełczewic dawał się uchwycić jako klarowny i wyjątkowo konsekwentny. Zresztą od pierwszego zasiewu w Dziekance jej sztuka podejmuje te same wątki, eksploatuje to samo tworzywo. To jednak rzadkość, aby artysta rozwijał niemal wyłącznie jedno zadanie i zaczynał wciąż od początku. Bez wątpienia wystawa w Zachęcie sytuuje Teresę Murak w gronie najważniejszych twórców neoawangardy i oczywiście może zmienić jej status jako artystki niedocenionej, pominiętej, ale czy ta twórczość nie zasługuje na spojrzenie bardziej problematyczne? Dzieło Murak przywrócone i docenione wymagałoby teraz osadzenia w szerszych kontekstach.

* wystawa „Teresa Kazimiera Murak-Rembielińska”
Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki
Kurator: Joanna Kordjak
7 maja -17 lipca 2016

Teresa Murak, Zachęta Warszawa, 2016