Czarna sieć melancholii

Autor: Wiktoria Kozioł Opublikowano:

Grzegorz Klaman, Śnienie, Kopalnia Guido w Zabrzu, fot. Marcin Wysocki

Wystawa finałowa Projektu Metropolis. Czarna sieć melancholii

Gigantyczna wystawa Projektu Metropolis łączy sieć punktów w tkance miejskiej Górnego Śląska. Poszczególnie fragmenty ekspozycji można było[1] zobaczyć w Czytelni Sztuki w Gliwicach, w Kopalni Guido w Zabrzu, w Bytomskim Centrum Sztuki Współczesnej Kronika, dawnym budynku Muzeum Śląskiego w Katowicach, a także, co nieoczekiwane, w toalecie miejskiej w Tychach. Metropolis to kuracja śląskiej melancholii.

Centrum wystawy ulokowano w głównej części kompleksu nowej siedziby Muzeum Śląskiego. Rozmieszczenie przeglądu sztuki zaangażowanej społecznie i politycznie w różnych miastach odczytuję jako zachętę do spacerów flanera. Odbiorca ma szansę zapoznania się z przestrzenią Śląska, zapuszczenia na peryferia, wytrąca z pozycji snoba przyjeżdżającego na „prowincję”. Tego rodzaju aktywne zwiedzanie odnosi się do organizowanej przez Kronikę w latach 2009 - 2012 Alternatif Turistik[2].

Przedsięwzięcia, które proponowało odmienny od popularnego model wycieczki (nie All Inclusive do Egiptu, gdzie człowiek ekspresowo przejeżdża kolejne przystanki, kompulsywnie fotografując wygłodzone wielbłądy) eksplorowania miejsc pozornie nieatrakcyjnych, czyli zniszczonych budynków przemysłowych hut, cementowni, kopalń, aby grać w turbogolfa.

Także teraz, żeby zobaczyć całą wystawę, odbiorca musiał włożyć wysiłek w dotarcie 320 metrów pod ziemię (Muzeum Górnictwa Węglowego w kopalni), odnaleźć willę górnośląskiego potentata żydowskiego pochodzenia, Oskara Caro (gdzie mieści się Czytelnia Sztuki) oraz dziewiętnastowieczną kamienicę rodziny Żydów Cohnów (CSW Kronika) i ustalić położenie obiektu w Tychach, którego jedynym opisem były współrzędne w folderze wystawy. Aby odwiedzić każdy z pięciu przystanków, trzeba było pokonać łącznie około 60 km. Dla widza znającego historię regionu, wybór lokalizacji Metropolis nie będzie zaskakujący. Od gwałtownej industrializacji w osiemnastym wieku począwszy, Górny Śląsk funkcjonował jako jeden organizm, składający się z kilkunastu równoważnych, połączonych miejscowości, bez podziału na centrum i obrzeża. Trudno byłoby nakreślić śląski krajobraz, nie tworząc odwołań do tej charakterystycznej i rzadkiej cechy[3]. Logo Projektu Metropolis[4], autorstwa Patrycji Orzechowskiej, to sieć połączonych ze sobą punktów, przypomina diamentową strukturę węgla kamiennego lub połączenia komunikacyjne między miastami.

Nazwa Metropolis wzbudza zarówno skojarzenia futurystyczne, jak i historyczne. Kiedy Śląsk podzielono po plebiscytach między Rzeczpospolitą i Republikę Weimarską, kraje wszczęły symboliczną wojnę architektoniczną. Przygraniczny obszar miał znaczenie reprezentacyjne. Znamienne, że od 1924 roku Niemcy planowali stworzenie nowoczesnej aglomeracji Tripolis[5], składającej się z Hindenburga (Zabrza), Bytomia i Gliwic[6], z prestiżowym City, składającym się z zespołu budynków autorstwa Hansa Poelzinga. Całość chciano połączyć szybką koleją nadziemną, by uniknąć problemów związanych ze szkodami górniczymi. Dojście nazistów do władzy uniemożliwiło zrealizowanie modernistycznych snów o potędze. Po drugiej stronie granicy też „modernizowano”, polskie i niemieckie ośrodki były podporą propagandy związanej z tożsamością narodową i rywalizowały ze sobą. W międzywojniu Katowice okrzyknięto „polskim Chicago”, ze względu na ilość budowanych wysokościowców ze stalowymi konstrukcjami szkieletowymi. W takim zestawieniu Tychy to fragment narracji o powojennej historii regionu i wpływach Dobrych Braci ze Wchodu. Nowe Miasto Tychy, podobnie jak Nowa Huta, było budowane od podstaw jako realizacja socrealistyczna. Mieszkańcy w okresie gierkowskim skarżyli się na brak rozrywek w Tychach, które traktowano jako sypialnię Katowic. Przekształcony w „świątynię sztuki” szalet miejski może być ironicznym i gorzkim komentarzem tej sytuacji – jedynym miejscem kontaktu z kulturą: Świątynia dumania i Muzeum ablucji, czyli dwie kondygnacje toalety publicznej. Rzeźba społeczna Aleksandry Wasilkowskiej zwraca jednak przede wszystkim uwagę na nie-miejsce, przestrzeń niczyją, wstydliwą, wypieraną z głównego dyskursu. Tytuły instalacji, wzniosłe, związane z sacrum, obrzędami religijnymi (obmywanie ciała) i „wyższymi” czynnościami umysłowymi (dumanie, filozofowanie) kontrastuje z prozaiczną i „nieczystą”[7] czynnością wydalania. Instalację można interpretować jako wskazanie nieprzystawalności przepisów i życia: archaicznej, nierównościowej segregacji płciowej, czego dowodem jest umieszczenie męskiej toalety w ciemnym, piwnicznym „piekiełku”, w którym mężczyźni nękają pracującą w toalecie Panią Marię. Muzeum ablucji to postulat stworzenia w podziemnej kondygnacji łaźni dla osób (m.in. bezdomnych), które przychodzą się tam umyć.

 

Aleksandra Wasilkowska instalacja w przestrzeni publicznej Tychy, fot. Marcin Wysocki

Aleksandra Wasilkowska przestrzeń miejska w Tychach, fot. Marcin Wysocki

Aleksandra Wasilkowska, instalacja w przestrzeni publicznej Tychy, fot. Marcin Wysocki

Metropolis można traktować jako mapę umysłową, sieć zagadnień związanych z Górnym Śląskiem. Jednym z tematów są kwestie osób wykluczonych. Muzeum ablucji rozpatruję w kontekście prac Łukasza Surowca (Szczęśliwego Nowego Roku 1 i Szczęśliwego Nowego Roku 4, 2011, 2013), który bez estetyzacji i zbędnego sentymentalizmu pokazuje sytuację bezdomnych i dokonuje prób ich społecznej aktywizacji i uniezależnienia od neoliberalnego systemu, zachęcając do zbudowania własnego domu. Magda Fabiańczyk (Where I was not) stworzyła odmienną propozycję: współpracy z władzami miasta w celu poprawy życia Romów. Długofalowe spotkania polityków i przedstawicieli romskich miałyby skłonić do zastanowienia się nad przyczynami dyskryminacji Romów, realnymi sposobami walki z ubóstwem, bezrobociem i brakiem edukacji tej grupy etnicznej. Zmiany musiałby być jednak obustronne, nie chodzi o narzucanie polskiego systemu wiedzy, ale m.in. przekształcenie programów szkolnych, aby zawierały także historyczne wiadomości o Romach, którzy żyją w Polsce od paruset lat. Wiele problemów wynika z błędnych przekonań i stereotypów: dla jednych przedstawiciele mniejszości są „darmozjadami i złodziejami”, drudzy traktują m.in. posłanie dzieci do szkoły jako przyczynę zanikania romskich tradycji i wyrzekania się tożsamości. Wizualne efekty pracy są skromne, nie one są bowiem celem działań. Składa się na nie dokumentacja w postaci okrągłego stołu, przy którym spotkali się polityczni decydenci i urzędnicy. Zgodnie z romską tradycją podano wtedy potrawy obiadowe na śniadanie[8]. Na stole rozłożono obrus, wykonany przez Magdę Fabiańczyk. Znajduje się na nim czerwone koło, nawiązujące do Flagi Romów ale i Flagi Indii, symbolizujące dharma-czakrę, koło prawa i sprawiedliwości, figurę ludzkiego losu i nauczania Buddy. Jest ilustracją indoaryjskiego pochodzenia Romów, mylonych często z obywatelami Rumunii, co pokazuje absolutny brak wiedzy o tej grupie etnicznej. Podobnie bywa z wiedzą o historii Żydów w regionie, którą tematyzują prace Natali Romik (JAD, 2012) oraz Erli S. Haraldsdóttir (Spoor, 2014), na które część publiczność reaguje odrzuceniem („lobby żydowskie, znów o tych Żydach”). Niewiele osób wie, że przed drugą wojną światową, obszar Zagłębia Dąbrowskiego był trzecim regionem Rzeczypospolitej pod względem liczebności Żydów[9]. Ślady zacierają się i są wypierane, kuczka przerobiona na gołębik, bożnica w dom mieszkalny, nieużywany cmentarz zarasta zielenią, która rozsadza kamień. Wymienione prace naświetlają, odsłaniają i zachęcają do dyskusji o zapominanej i niechcianej przeszłości.

Bezpośrednim odniesieniem do trwającego trzy lata Projektu Metropolis (2012-2015) jest legendarna filmowa antyutopia Fritza Langa o tym samym tytule (1927)[10]. Niemy, międzywojenny film stworzył ikonografię futurystycznego miasta i omawiał istniejące od dziewiętnastego wieku problemy społeczno-ekonomiczne: rozwarstwienie społeczne na klasę pracowników fizycznych (Dłonie) oraz klasę wyższą (Głowę, naukowców, biznesmenów i pracowników umysłowych), bunt robotników, którzy pracują w nieludzkich warunkach pod ziemią. Jak określiła jedna ze współczesnych recenzentek, sytuacja społeczna świata przedstawionego to „koszmar dziewiętnastowiecznego socjalisty”[11]. W dobie strajku górników na Górnym Śląsku i dyskusji o skutkach transformacji ustrojowej, widocznych na terenach przemysłowych, tematyka Metropolis Langa jest nadal aktualna. W ramach wystawy czeski Kolektyw P.O.L.E zrealizował film Sęp, w którym tytułowy ptak jest metaforą neoliberalnego systemu, żerującego na społeczeństwie, przedstawionego jako „ogryziony szkielet”. Sęp to dużych rozmiarów rzeźba zwierzęcia, ustawiona na samochodzie. Auto przejeżdża przez zaniedbaną dzielnicę Bytomia, Bobrek. Księżycowemu krajobrazowi hałd towarzyszą robotnicze familoki, osiedla biedy i bezrobocia. Narrator omawia socjologiczne koncepcje współczesnego rozwarstwienia społecznego i konieczność reform gospodarczych. Prace w kopalni Guido dotyczyły młodych bezrobotnych (Anna Baumgart, Franciszka Wróbla bunt nie jest pewny) i upadku przemysłu górniczego (Śnienie Grzegorza Klamana). Przy okazji oglądania ekspozycji warto było zobaczyć też trasę wystawy stałej w kopalni i zweryfikować swoje wyobrażenia na temat warunków pracy górnika obecnie i dawniej. Opowieści przewodnika o wydobywaniu antracytu w wąskich korytarzach, leżąc na brzuchu lub na plecach, pyl węglowy, który powoduje pylicę lub rozedmę płuc (jeśli stosuje się maski przeciwpyłowe), ogromny hałas maszyn i wypadki przy nich, tąpnięcia i wybuchy gazów – wszystko to kontrastuje z wypowiedziami internautów o „przywilejach górniczych”. Na wystawie głównej można zobaczyć prototyp samochodu partyzanckiego hipotetycznej organizacji anarchistycznej czy quasi-terrorystycznej, która mogłaby zaistnieć na Śląsku i zbuntować się przeciw centralnym władzom (Grzegorz Klaman, Solidarity Guerilla, 2014). Koncepcje poprawy sytuacji w regionie są różne: umiarkowane reformy, radykalna rewolucja, przekształcenie gospodarki Górnego Śląska w gospodarkę usługową, bazującą na wymianie informacji. Metropolis ma bowiem i pozytywne aspekty: metropolia to jednostka osadnicza, która posiada potencjał ekonomiczny i społeczny (szkoły wyższe, ponad pół miliona mieszkańców), funkcjonują na nim zagraniczne firmy i instytucje, ma zdolność „kreatywnej współpracy” z innymi regionami i krajami[12]. Nieco bardziej optymistycznie (ale też ironicznie) przyszłość Śląska przedstawia pisana na zamówienie i opublikowana na portalu internetowym praca socjologiczna – autorstwa Larsa Holdusa i Frederika Gruyaert - Authentic Post-Industrial Experience (2014). W ramach tej wizji Śląsk będzie fetyszyzowanym, turystycznym jarmarkiem, wychodowanym sztucznie przez „dotacje unijne”[13].

"Śnienie" Grzegorza Klamana w Kopalni Guido w Zabrzu, fot. Marcin Wysocki

Scenografia Łukasza Błażejewskiego w Muzeum Śląskim, fot. Marcin Wysocki

Centralna część nowego Muzeum Śląskiego (jak hub w Metropolii) robi duże wrażenie na odbiorcy. Określenie budynek nie pozwala uchwycić architektonicznej istoty Muzeum: zrewitalizowany obszar dawnej kopalni Katowice swoją główną przestrzeń wystawienniczą mieści pod ziemią. Na powierzchni znajdują się dawne szyby oraz sześciany z mlecznobiałego szkła. Zdobi je motyw przypominający wzory roślinne odciśnięte w węglu. Przeszklenia oświetlają ekspozycję, ukrytą do czternastu metrów pod poziomem gruntu. Zwiedzający wchodzi w głąb krętego korytarza, coraz niżej i niżej. Towarzyszy mu plątanina czarnej materii, kłączy i rozwidleń scenografii wystawy. Łukasz Błażejewski stworzył strukturę przypominającą organizm (grzyb?), budzącą niepokój, Black Fantasy, w której kable i rury pokryto czarną, błyszczącą folią. Odnogi, macki instalacji sięgają wszędzie tam, gdzie pojawiły się prace Projektu Metropolis. Pajęcza sieć, substancja organiczna kojarzy się z melancholią, nastrojem i temperamentem skłaniającym do przeżywania metafizycznego smutku[14]. Istotą melancholii jest nierozstrzygalność: czujemy napięcie, niepokój, nieraz przechodzący w apatię, przewidujemy nieokreśloną katastrofę, która może (ale nie musi) się wydarzyć[15]. Nie należy mylić tego nastroju z nostalgią, która petryfikuje i idealizuje przeszłość („kiedyś na Śląsku było lepiej”). Melancholia odnosi się do bytu w ogóle, świadomości przemijania i nieuchronności losu, jest związana z rozmyślaniami. Kristian Skylstad, norweski artysta, którego prace na wystawie finałowej to abstrakcyjne obrazy, czarne struktury na białym papierze, przypominające grzyby, mówił w wywiadzie z Łukaszem Trzcińskim, że Śląsk zapewnił mu refleksyjny stan umysłu[16]. Jego mentor z czasów młodości, Damian Heinisch, pochodził z Zabrza i zawsze chciał go nauczyć, czym jest prawdziwa ciemność. Dopiero pobyt na Śląsku umożliwił Skylstadowi zrozumienie metaforycznej ciemności: „nigdy nie myślałem, że cienie przedrą się przez te zdjęcia”. Prace, które zrobił w Polsce „oddają szok kulturowy. Zmieszanie, rozbicie”. Obrazy Kristiana Black Under Shower Painting nie są narracyjne, lecz abstrakcyjnymi strukturami przywodzącymi na myśl nieokreślony smutek. Erla S. Haraldsdóttir komentowała swój projekt Spoor następująco:„dotyka (on) tęsknoty, poszukiwań domu i tożsamości, końca czegoś (utraty „wielkości” pewnego rodzaju). Te odczucia pojawiły się, kiedy odwiedzałam Śląsk”[17]. Lewe skrzydło jej tryptyku przedstawia zniszczone pomieszczenie cementowni Grodziec w Będzinie. Ruiny dobrze ilustrują nastrój melancholijny, skłaniają do rozmyślań o przeszłości i nietrwałości materii. Kontemplowanie miejskiego życia przez flanera, włóczenie się po mieście, jest czynnością melancholijną[18]. Miasto przeobraża się szybko, unaoczniając przepływ czasu wzbudza uczucie nieusuwalnego napięcia i ociężałości.

Instalacja Krzysztofa Miękusa (Hortus Conclusus, 2012, 2015) składa się z taczki wypełnionej kwiatami, żyjącej pod ziemią dzięki „sztucznemu” źródłu światła, wielkiej lampie. Na wernisażu wzbudzały zachwyt, teraz więdną i obumierają. Jak pisał Walter Benjamin o tym, że natura bywa wykorzystywana jako symbol melancholii: „Ale zjawiała im się ona nie w pąkach i rozkwicie lecz pod postacią tworów przejrzałych i rozpadających się. Natura staje przed nimi jako wieczne przemijanie, w niej atoli saturniczne spojrzenie każdego pokolenia odkrywa historię. […] W upadku, i wyłącznie w nim, […] zdarzenie historyczne wkracza na scenę”[19]. Melancholia, w przeciwieństwie do żałoby, jest nieprzepracowanym stanem utraty i traumy. Metropolis zmusza odbiorcę do przerobienia lekcji historii i uwolnienia się od stanu lęku i niepokoju. Czy katastrofa nastąpi? Chęć unicestwienia to ostatnie stadium melancholii[20]. Przewrotną odpowiedzią na to pytanie staje się film Macieja Salamona i Macieja Chodzińskiego Roboty ziemne (2014, 2015) ukazujący stan bioeutanazji. Wideo, stworzone w konwencji dokumentu przyrodniczego, pokazuje metody likwidowania biologicznego życia, przedstawionego jako niszcząca i złowroga dla Wszechświata anomalia. Owijanie roślin czarną folią jest jednym ze sposobów uśmiercania roślin. Brak tlenu przyspieszy globalne ocieplenie. W dalekim następstwie Ziemia powróci do swojego „naturalnego” stanu, w którym trwała przez większość dziejów, czyli bryły z gładkiej skały. W Robotach ziemnych przybiera kształt ośmiościanu foremnego, co przypomina strukturę węgla kamiennego. Pierwiastek ma ambiwalentne znaczenie dla organizmów: z jednej strony stanowi niezbędny element życia organicznego, z drugiej strony przyczynia się do katastrofy ekologicznej. Film Salamona i Chodzińskiego zwraca uwagę na destruktywną i bezmyślną działalność człowieka, ale też jest krytyczny wobec ekoterrorystów. Obrońcy przyrody walczą o jej ochronę, traktując naturę jako sentymentalny fetysz, utopijny i jednorodny twór (przyroda vs. kultura), który wymaga odgrodzenia i zamknięcia w rezerwatach. Nieprzemyślane, pozytywne wartościowanie każdego życia ulega odwróceniu. Bryła geometryczna, wpisywana w zabiegi niszczenia roślin nadaje narracji racjonalny, modernistyczny charakter[21]. Ośmiościan foremny przypomina romboid, symbol melancholii z Melancholii I Dürera, ale też złowrogi obelisk z Odysei Kosmicznej 2001. Czy katastrofa się wydarzy? Nie ma rozstrzygającej odpowiedzi. Można tylko próbować terapeutycznie przerabiać historię, aby nie powtarzać ciągle tych samych reakcji związanych z traumą. Kto wie, mamy szansę, że nieokreślone napięcie minie.

Instalacja Krzysztofa Miękusa w Muzeum Śląskim, fot. Marcin Wysocki

Instalacja Paula Philippa Heinego w starej siedzibie Muzeum Śląskiego, fot. Marcin Wysocki

Czytelnia Sztuki w Gliwicach: Matteo Terzaghi i Marco Zuercher, fot. Marcin Wysocki

 

[27 lutego - 19 marca / 11 kwietnia - 3 maja 2015]
Muzeum Śląskie w Katowicach
kurator: Stanisław Ruksza

Wiktoria Kozioł (ur. 1989) – historyczka sztuki i absolwentka psychologii. Interesuje się związkami polskiej sztuki z transformacją ustrojową po 1989 roku, o czym próbuje pisać doktorat. Autorka recenzji i kuratorka kilku wystaw.

 


[1] Ze względu na przerwy w dostępie do ekspozycji, wynikające z problemów technicznych w nowym kompleksie muzealnym, główna wystawa była otwarta do 3 maja 2015 roku. Hotel Silesia. What am I doing here, efekt rezydencji szwajcarskich artystów Matteo Terzaghi i Marco Zürchera, udostępniano widzom do 12 kwietnia, w kopalni w Zabrzu filmy były eksponowane do końca marca.

[2] Jednym z materialnych śladów wydarzenia jest publikacja pod redakcją Marcina Dosia; zob. Indunature, red. M. Doś, Bytom 2009. Na wystawie w nowej siedzibie Muzeum Śląskiego do „alternatywnego zwiedzania” nawiązuje Mapa Katowic Kuby Dąbrowskiego. Za pomocą aplikacji internetowej autor odnalazł miejsca, które są tematem plotek i prywatnych historii. W pracy uwiecznione zostały m.in. ławki, na których pod koniec lat 80 spali przyjeżdżający na festiwal Metalmania fani ciężkiej muzyki z NRD, szkoła do której chodził artysta Hans Bellmer, twórca mrocznych i seksualnych lalek-hybryd, powieść o wycinaniu katowickich platanów przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy nie znali tego gatunku i myśleli, że rośliny są chore.

[3] Konurbacje, bo tak nazywają się równorzędne, połączone ze sobą miasta, występują w miejscach intensywnej, dziwiętnastowiecznej industrializacji. Jest ich w Europie kilka, m.in. Zagłębie Ruhry, Torbay w Anglii, zespół miejski Valetty na Malcie.

[4] Logo można zobaczyć na stronie projektu: http://projektmetropolis.pl/wystawa, 14.04.2015.

[5] Dwugłowy smok, reż. J. Kocur, L. Ptaszyński, B. Łuczak, 46'52'', Katowice 2006. Jeśli nie zaznaczono inaczej, informacje zawarte w akapicie pochodzą z opisanego filmu dokumentalnego.

[6] Warto zwrócić uwagę, że właśnie w tych miastach odbywała się wystawa finałowa Projektu.

[7] Co ciekawe, toaleta znajduje się w pobliżu skrzyżowania ulicy Czystej oraz ulicy Cygańskiej, co przywodzi na myśl cyganerię artystyczną. Głowna ulica wylotowa to Aleja Niepodłegłości, przed 1989 rokiem Rewolucji Październikowej. Symboliczna zmiana nazwy skrótowo iluztruje przewrotne dzieje powojenne Górnego Śląska.

[8] Szczegółowy opis projektu można znaleźć jednej z publikacji Projektu Metropolis, A. Tecl-Szubert, „Tam, gdzie mnie nie było”. Sztuka jako sposobność, w: A Place Where We Could Go, red. S. Ruksza, s. 203- 233.

[9] H. Zapaśnik, wywiad z Karoliną i Piotrem Jakoweńko, Żydzi dziwią się, że młodzi ludzie w Polsce grzebią w przeszłości, gazeta.pl, http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,17693689,Karolina_i_Piotr_Jakowenko__Zydzi_dziwia_sie__ze_mlodzi.html, 13.04.2015.

[10] Warto odnotować, że scenażystką filmu była Theą vn Targau, o czym ewentualnie napotkamy drobną wzmiankę. Autorski udział kobiety został pominięty w podręcznikach historii kina. Choć film powstał w 1927, 1/3 filmu, wycięta przez producentów po finansowej klapie Metropolis, została znaleziona dopiero w 2008 roku w Argentynie, zob. np. MM, Odnaleziono wycięte fragmenty „Metropolis” Fritza Langa, portal Ale kino!, http://www.alekinoplus.pl/newsy-filmowe-odnaleziono-wyciete-fragmenty-metropolis-fritza-langa_46958, 14.04.2015.

[11] Cyt. za: N. J. Nowak, Film „Metropolis” Fritza Langa. Rozbiór na czynniki pierwsze, http://njnowak.salon24.pl/561287,film-metropolis-fritza-langa-rozbior-na-czynniki-pierwsze,14.04.2015.

[12] Zob. np. W. Marchlewski, Ekspertyza. Analizy w zakresie przeglądu koncepcji oraz stanu wiedzy w Polsce na temat metropolizacji (w tym specjalnych rozwiązań dla wielkomiejskich aglomeracji – katowickiej, trójmiejskiej, warszawskiej) oraz kategoryzacji powiatów i gmin pod kątem modyfikacji modelu terytorialnej organizacji kraju, http://www.funduszestrukturalne.gov.pl/informator/nsro/ekspertyzy/analiza_metropolie.pdf 14.04.2015.

[13] Zob. Folder wystawy Projekt Metropolis, kur. S. Ruksza, Muzeum Śląskie w Katowicach – CSW Kronika w Bytomiu – Kopalnia Guido w Zabrzu – przestrzeń publiczna miasta Tychy, 7 luty – 3 maja 2015.

[14] W starożytnej Grecji, zgodnie z teorią Hipokratesa-Gallena, melancholię powodowała substancja organiczna, zwana „czarną żółcią”, którą określano ciemną krew wydobywającą się ze śledziony. Uważano, że nadmiar tego „humoru”, płynu w organizmie, powoduje charakterystyczny rodzaj smutku. Por. W. Bałus, Mundus Melancholicus. Melancholiczny świat w zwierciadle sztuki, Kraków 1996, s. 26.

[15] Tegoż, Melancholia jako nierozstrzygalność, w: tamże, s. 29-54.

[16] Informacje w akapicie pochodzą z: Z Krystianem Skylstadem rozmawia Łukasz Trzciński. Poezja-odpad. Testy na inteligencję i niepokój. Zagadka, w: A Place Where..., s. 179-190.

[17] Cyt. za: Ch. Tennert, O refleksyjności metody Erli S. Haraldsdóttir, w: A Place Where..., s. 295.

[18] M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 2012, wersja elektroniczna mobi na czytniki ebook, 5%.

[19] Cyt. za: W. Benjamin, Ursprung des deutschen Trauerspiels, Frankfurt 1993, s. 157, za: W. Bałus, Mundus Melancholicus..., s. 146.

[20] W. Bałus, Melancholia a nihilizm, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/F/FH/melancholia_nihilizm.html#, 14.04.2015. Warto zauważyć, że w filmie Larsa von Triera Melancholia stan melancholiczny jest zapowiedzą rzeczywistej katastrofy.

[21] Trzcioosobwy narrator wypowiada się po niemiecku. Eksterminacja roślin w Robotach ziemnych przypomina działania nazistów podczas drugiej wojny światowej. Zdaniem niektórych teoretyków Ostateczne Rozwiązanie było doprowadzeniem do ostateczności modernistycznych idei racjonalności i wydajności, por. Z. Bauman, Nowoczesność i zagłada, tłum. T. Kunz, Warszawa 2012. Innym odniesieniem jest paradokumentalny cykl Wernera Herzoga, a przede wszystkim Fata Morgana (1971), poetycka wizja początku i końca Ziemi oraz Lekcja ciemności (1992), kontemplacja o katastrofie, w której obrazy są zdjęciami dokumentalnymi z I wojny w Zatoce Perskiej. Przyczyną konfliktu zbrojnego był spór o ziemie bogate w złoża ropy naftowej. Narrator Herzoga pyta retorycznie: „Czy życie bez ognia stało się dla nich nie do zniesienia?”. Podczas pierwszej ekspozycji Robót Ziemnych w CSW Kronika przy pracy znajdowała się adnotacja, że film jest dedykowany Herzogowi.