Ekologiczna samotna wyspa

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Anna Sienkiewicz

Powyższe określenie odnosi się do projektu Eco DIY (Do It Yourself) Upcycler Camp zorganizowanego przez szczecińską Zachętę, a kuratorowanego przez Łukasza Skąpskiego. Wydarzenie to w dniach 30 czerwca – 13 lipca, sprawiło, że nabrzeże Starówka, na znajdującej się w centrum Szczecina wyspie Łasztowania, wypełniło się artystami. Skąd więc ta zawarta w tytule kategoria samotności? Chodzi tutaj głównie o obecność widza w strukturze całego przedsięwzięcia. Warto się jednak na początku przyjrzeć inspiracji jaka leżała u podstaw zorganizowania „ekologicznego kurortu”, a także sposobu jego funkcjonowania.

Projekt ten powstał z chęci rekonstrukcji tymczasowej architektury. Łukasz Skąpski zainspirowany prowizoryczną letnią zabudową w miejscowości Dębki oraz ideą recyklingu postanowił, wraz z zaproszonymi artystami, podjąć się wyzwania jakie stawia życie w samodzielnie zbudowanym letnim obozowisku. Artyści konstruowali na bieżąco pomieszczenia mieszkalne (np. domek wykonany z drzwi przez Łukasza Skąpskiego), przedmioty ułatwiające życie (szczególnie wyróżnić tu należy prace Julity Wójcik np. matę pod prysznic wykonaną z kapsli, miękkie siedziska na krzesła uplecione z worków foliowych) czy też służące rozrywce (stół to ping – ponga Małgorzaty Mazur i Łukasza Jastrubczaka). Warto podkreślić, że nie chodziło tu o samowystarczalność, bowiem pomimo używania materiałów z odzysku, czy też hodowania roślin w prowizorycznym ogrodzie, artyści mieli zapewnione zaplecze techniczne. O pożywienie także nie musieli się martwić. Chociaż jak przeczytać można na blogu prowadzonym, w czasie trwania eko – turnusu przez Magdalenę Ujmę (http://eco-do-it-yourself.blogspot.com), spożywali oni głównie sezonowe produkty i samodzielnie wykonywali proste potrawy. Ponadto, zagłębiając się w treści udostępnione na blogu, można odczuć, że artyści dobrze czuli się w tej specyficznej sytuacji i swoim towarzystwie, a wspólne działania, nie tylko kulinarne, były dobrym momentem do licznych rozmów i dyskusji nie tylko na tematy związane z ekologią.

Wielokrotnie w rozmowach z uczestnikami i organizatorami pojawiało się słowo plener. Artyści, uczestniczący w Eco DIY, inspirując się środowiskiem w jakim się znaleźli i przekształcając je na swój własny sposób, wpisują się w ten kanon działalności twórczej. Była to możliwość spotkania odmiennych osobowości oraz konfrontacja różnorodnych sposobów patrzenia na świat. Status całego przedsięwzięcia nie jednak jest jednoznaczny. Czy bardziej chodziło tu o sztukę, edukację ekologiczną, czy może jedno i drugie? Dla Agaty Zbylut był to bardziej projekt artystyczny wykorzystujący ekologiczne materiały, dla Łukasza Skąpskiego był to głównie projekt ekologiczny z zaproszonymi do udziału artystami (żeby nie napisać ironicznie, że z użyciem artystów…). Można pokusić się o stwierdzenie, że akcenty rozkładały się różnie w zależności od danego uczestnika. Dla wszystkich z nich było to jednak na pewno istotne spotkanie z drugim człowiekiem i zmierzenie się z zastaną sytuacją.

Problematyka definicji tego wydarzenia widoczna jest także przy próbie dokonania charakterystyki powstałych przedmiotów. Chociaż stygmatyzowane przez artystów, trudno o nich powiedzieć, że są dziełami sztuki. Nie znajdą one swojego miejsca w galerii czy muzeum, chociaż wiele z nich nosi znamiona naprawdę dobrego designu (lampy Małgorzaty Szymankiewicz). Ale i nie o to chodziło, nacisk kładziony był bardziej na pragmatyczność wykonywanych obiektów. Artyści mieli tu spędzić czas zgodnie z ekologiczną ideą recyklingu. A energia wbudowana (czyli ilość „energii niezbędnej do wyprodukowania wyrobu i dostarczenia go do punktu użytkowania” jak przeczytać można w tekście promującym wydarzenie autorstwa Łukasza Skąpskiego) poszczególnych obiektów miała być jak najmniejsza. Wytyczne jakie zostały przed nimi postawione można uznać w pewnym stopniu za spełnione, wątpliwości budzi jedynie wspominane już zaplecze techniczne i brak możliwości weryfikacji w jakim stopniu było ono wsparciem w poszczególnych działaniach. Istotnym jest to, że przedmioty, które powstały nie zakończyły swojego życia wraz z końcem projektu. Wiele z nich dostało kolejne (bo już nie drugie) życie. Np. ławka wykonana przez Jarosława Hulbója trafi do szczecińskiego Inkubatora Kultury.

Organizatorzy bardziej chcieli się skupić na promowaniu pewnej postawy społecznej, poprzez konkretne działania. Dać przykład w jaki sposób można wykorzystać to co znajduje się wokół nas i jest pozornie bezużyteczne. Można odnieść wrażenie, że sztuka czy artyzm podejmowanej przez twórców aktywności była mniej istotna w kontekście tego wydarzenia. Chociaż uczestnicy wypełniali jedną z ról współczesnej sztuki czyli kształtowanie krytycznej świadomości człowieka.

Ale tutaj zaczynają pojawiać się coraz większe wątpliwości. Nie można uznać tego wydarzenia w pełni za udane, przynajmniej z perspektywy potencjalnego widza. Projekt ten był bowiem w pewnym stopniu zamknięty. Już samo ulokowanie na wyspie, sprawia, że symbolicznie artyści odcięli się od reszty miasta. Chociaż tuż nad ich głowami przebiegała droga szybkiego ruchu, jednak z pędzącego samochodu trudno dostrzec małą ekologiczną wioskę. Jednym z powodów, dla którego obozowicze zostali odgrodzeni od widzów, było ich poczucie bezpieczeństwa. Musieli się czuć swobodnie w przestrzeni, która stała się ich domem na czas trwania projektu. Jest to zrozumiałe. Jednak jako wydarzenie promujące pewną postawę społeczną powinno być nastawione na większą interakcję z widzem. Informacje pojawiające się na blogu były raczej lapidarne przez co oddźwięk ze strony potencjalnych odbiorców był niewielki. Wydaje się, że możliwe byłoby zapewnienie zarówno odrobiny prywatności twórcom jak i podjęcia działań bardziej otwartych na publiczność. Szczególnie, że w tekście kuratorskim przeczytać możemy, iż: ”W projekcie biorą udział artyści, specjaliści od ekologii, przyjaciele i szeroka publiczność”. Twórcy w większym stopniu mogliby podzielić się swoją pomysłowością i sprytem w tworzeniu funkcjonalnych obiektów materialnych z recyklingowych materiałów. Możliwość obserwacji aktywności grupy czy tez poszczególnych uczestników mogłaby zainspirować widzów do podjęcia podobnych działań. Podpatrzenia w jaki sposób samemu zrobić coś z niczego. Nie musiałoby to być nachalne, wystarczałoby wskazać przewodnika czy też wyznaczyć godziny w jakich mógłby następować swobodny przepływ widzów. Chociaż to również rodzi pewne wątpliwości. Widzownie przyzwyczajeni są bowiem do ograniczeń jakie niesie ze sobą np. zwiedzanie muzeum, trudno by było uniknąć takiego porównania. Otwartość powinna być wpisana w tego typu wydarzenia, a artyści powinni być blisko ludzi, a nie tylko tworzyć artystyczną komunę. Można mieć nadzieję, że organizatorzy podejmą się kontynuacji tego wydarzenia, w innej czy też bardziej rozbudowanej już formie. Bowiem taki jednorazowy epizod, zamknięty w znacznej mierze na publiczność, może być odczytany jako krótkotrwała refleksja. Szkoda żeby działania artystów promujące tak istotny we współczesnej rzeczywistości temat powstawały w osamotnieniu. Są wówczas komunikatem, który milknie wraz z rozbiórką obozowiska. A warto prowokować w widzach kolejne reakcje, chęć zmiany, poszukiwanie już we własnych zakresie nowych przyjaznych środowisku rozwiązań.

Miejsce: Terminal Starówka w Szczecinie
DATA: 30.06 – 13.07.2012
ORGANIZATOR: Zachęta Sztuki Współczesnej
PARTNERZY: Muzeum Narodowe w Szczecinie, Fundacja Kamienica1, Inkubator Sztuki, Media Dizajn, Północna Izba Gospodarcza, Wydział Kształtowania Środowiska i Rolnictwa Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technicznego
Kurator: Łukasz Skąpski
Koordynator projektu: Anna Paszkowska
Uczestnicy: Bogdan Achimescu, Jarosław Hulbój, Łukasz Jastrubczak, Jerzy Kosałka, Kamil Kuskowski, Jacek Niegoda, Cecylia Malik, Małgorzata Mazur, Arek Piętak, Daniel Rumiancew, Łukasz Skąpski, Małgorzata Szymankiewicz, Andrzej Wasilewski, Julita Wójcik, Jacek Zachodny, Agata Zbylut, Magdalena Ujma – blog projektu