Niewybuch w Arsenale

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Wystawa "Strategie buntu", Arsenał, Poznań 2015, na pierwszym planie praca J. Adamasa

Piotr Grzywacz

Strategie Buntu to wystawa autorska urzędującego dyrektora Galerii Miejskiej Arsenał Piotra Bernatowicza*. Pokazane na niej prace w pozornie różny sposób starają się wyrazić sprzeciw wobec zniewolenia myślenia o Polsce rozumianej, jako zbiór pojęć o narodzie, rodzinie, tradycji, moralności, honorze, patriotyzmie, religii. Zgodnie z diagnozą Bernatowicza zaprezentowaną w tekście kuratorskim wartości te są zagrożone i dezawuowane przez nowy konsumpcyjno-racjonalny totalitaryzm opisany przez A. Huxleya w Nowym, wspaniałym świecie. Rzecznikiem owego totalizującego mechanizmu, którego działanie polega na apologii przyjemności, a na płaszczyźnie edukacji na nasączaniu młodych umysłów sloganami, jest środowisko „Gazety Wyborczej”. Bernatowicza szczególne oburza definicja patriotyzmu prof. Krystyny Skarżyńskiej, która dzieląc go na symboliczny i racjonalny pejoratywne wartościuje jego postawę symboliczną.

 

Mottem tekstu kuratorskiego jest powtórzone dwukrotnie zdanie autorstwa Donalda Tuska o tym, że „Polskość to nienormalność”[1]. Dodatkowo, interpretację tych słów podbijają słowa Huxleya - „Co to jest polski?... Martwy język, jak francuski czy niemiecki”. Zarówno z tekstu kuratorskiego jak i ekspozycji wyłania się ponura rzeczywistość. Ale jest ona bez wątpienia wynikiem zamierzonej strategii kuratora, gdyż zarówno wystawa, tekst, jak i liczne wywiady i wystąpienia publiczne Bernatowicza sytuują to przedsięwzięcie w toczącym się sporze o III RP.

Przed omówieniem wystawy, warto przypomnieć, że w roku 1918 artyści z Poznania wypowiedzieli posłuszeństwo akademickiemu impresjonizmowi i naturalizmowi. Nowym językiem wyrazu został ekspresjonizm a wśród różnych haseł uczestników znalazły się postulaty dotyczące zarówno rewolucji w sztuce jak i rewolucji w etyce człowieka (sztuka zaangażowana zamiast „sztuka dla sztuki”, co postulował Stanisław Kubicki). Aktualny „bunt” poznański pod wodzą Bernatowicza jest podniesiony przeciwko metaopowieści dążącej ponoć do wymazania z naszego słownika pojęć odnoszących się przede wszystkim do tradycji.

Na wystawie wyraźną dominantę stanowi kompozycja, którą tworzą prace umieszczone na dwóch przeciwległych ścianach. Z jednej strony górują plakaty Wojciecha Korkucia (m.in. Jeszcze Polska nie zginęła, III RP śmierdzi od łba, Achtung Russia, Jesteś homo – Ok, ale nie spedalaj nieletnich, Jesteś homo lub nie – Ok, ale nie faszyzuj bez sensu[i nie chlap „mową nienawiści”!], Jesteś wredna, brzydka i leniwa zostań feministką [albo zgłoś się do psychologa]), a po drugiej stronie mamy prace buntownika artystycznego lat 60. i 70. Jerzego Ryszarda „Jurry” Zielińskiego demaskującego w atrakcyjnej optyce pop artu totalitaryzm okresu PRL-u oraz cykl Flag Warpechowskiego. Prace Korkucia, będące tubą stworzonego przez niego Ruchu Higieny Moralnej, opierają się na haśle i obrazie. Jednak sposób ich wyeksponowania nie pozwala na swobodną interpretację. Bernatowicz nad wyraz gorliwie ją unieruchamia (np. umieszczając obok siebie dwa plakaty – sugestia, że feministka na pewno dokona aborcji sąsiaduje z ludobójstwem Polaków na Wołyniu), a tym samym zubaża ją, na czym tracą i prace i sama wystawa. Zubożanie semantyki powoduje także, szczególnie w przypadku plakatów Korkucia ich redukcję do sloganu, co wszakże w tekście samego kuratora zostaje uznane za narzędzie totalitaryzmu. Plakaty te mogą oczywiście wywoływać kontrowersje (choć sam kurator wdając się w polemikę z krytykami wystawy, wydaje się za każdym razem zdziwiony, że w ogóle mogą kogoś obrażać). Nikt nie chce kneblować ust artysty - niekoniecznie jednak usta te wypowiadają złote myśli. Dla filozofa, piewcy pragmatyzmu transcendentalnego Karla-Ottona Apla warunkiem do uprawomocnienia wyników racjonalnej dyskusji jest „etyka dyskursu argumentacyjnego”. Na Strategiach buntu warunek ten nie jest spełniony, przede wszystkim w wyniku działań kuratora. Zamiast dyskusji mamy emocje. Na próżno szukać w statusie programowym Arsenału punktu, który wspomina o tego typu działaniach.

Strategie Buntu, Arsenał, Poznań 2015, na pierwszym planie praca Jacka Adamasa

 



Strategie buntu, Arsenał, Poznań 2015, The Krasnals

 

Zbigniew Warpechowski, z cyklu Love

 

Włączenie plakatów Wojciecha Korkucia w fundamentalistyczną narrację sugeruje, że Polska zagrożona jest przez m.in. tandem (kondominium) czyhający na życie nienarodzonych dzieci, brzydkie feministki i homoseksualistów, którzy „spedalają” za pieniądze UE nieletnich. Egzotykę takiego myślenia dopełnia znak ostrzegający przed wysokim napięciem. W wersji Korkucia, zamiast denotującej śmierć przez porażenie prądem czaszki, mamy złowieszczy wizerunek z podobizną Putina i podpis ACHTUNG RUSSIA. Obok mamy plakat ze skąpanym we krwi Wołyniem. Zaraz dalej widzimy pracę Jacka Adamasa – ukwieconą świnię, która przysposobiła się w ten sposób do udziału w manifestacji mniejszości seksualnych oraz kolejną pracę tego artysty – ułożony lub układający się z wielkich, drewnianych klocków napis Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę. Ta osobliwa martyrologia rozgrywa się przy dźwiękach finału IX Symfonii Beethovena. W performansie Warpechowskiego dziecko rodzi się w bólach i finalnie zostaje odrzucone. Oto rodzi się Polska, osamotniona i niechciana, bękart Europy.

Trochę osobną opowieść znajdziemy w skłaniającej do zadumy, drugiej sali galerii poświęconej prawie w całości twórczości Warpechowskiego. Oprócz trzech prac nawiązujących do biblijnego dekalogu, zaprezentowano m. in. cykle akwarel Love i Modele. Oba cykle wyrażają pewien szczególny stan kultury określony przez Margaret Mead jako postfiguratywny. Charakteryzuje się on przede wszystkim zanikiem starych wartości oraz odwróceniem tradycyjnych ról w relacji dziecko-dorosły. W systemie tym, to dzieci zajmują pozycję dominującą i to one wyznaczają dominujące trendy. W wersji Warpechowskiego model ten zostaje zhiperbolizowany, przyjmując postać rozwydrzonych i wstrętnych bachorów. Pod ich ciężarem, czy raczej ciężarem ich konsumpcyjnych potrzeb, ugina się umęczone ciało dorosłego.

Projekt Bernatowicza miał ambicję, by stać się przede wszystkim wydarzeniem społecznym. I taki efekt udało się osiągnąć. Wystawę zobaczyły tłumy. Liczne dyskusje starały się jakoś podsumować lokalne media. Strategie Buntu stały się ważne, gdyż podsycają atmosferę strachu przed innymi. Podtrzymują uprzedzenia, prowokują do poszukiwania spisku. Mogą rodzić agresję i nienawiść. Konstrukcja wystawy wpisuje się w quasi dyskurs i legitymizuje myślenie spiskowe o zagrożeniach płynących z „ideologii gender” czy negatywne myślenie o homoseksualistach czyhających na polską rodzinę. Niestety. Można sobie wyobrazić, jak po obejrzeniu wystawy obrońcy tradycji i POLSKI z jeszcze większą ochotą chwycą za bruk, jeszcze głośniej w Dniu Niepodległości będą krzyczeć – „precz z czerwoną hołotą”, że „dupa jest od srania, a nie pedałowania”, jeszcze żarliwiej będą kwestionować „rządy zdrajców”, a w obronie chrześcijańskiej Europy przed muzułmańską krucjatą, jeszcze wyżej uniosą ręce w geście hajlowania. Czy o takich piewców symbolicznego patriotyzmu chodzi Bernatowiczowi? Zawłaszczenie patriotyzmu przez osobników „eksponujących miłość do ojczyzny poprzez tradycyjne symbole” nie zostało w żadnym miejscu wystawy poddane krytyce. Zamiast tego Bernatowicz przywołuje słowa, które wypowiedziała uczestniczka Parady Równości: Idę w Paradzie Równości, bo jestem patriotką. Kurator wystawy niechybnie potwierdza słowa autora Buntu mas, że „masa śmiertelnie nienawidzi wszystkiego, co nie jest nią samą”.

Strategie buntu starają się zdefiniować widma krążące nad Polską, ale wystawie brakuje szerszego spojrzenia i analizy. Świetne prace Zielińskiego, ironiczne komentarze The Krasnals oraz akwarele Warpechowskiego, mogły stanowić podstawę do stworzenia wystawy, która w sposób bardziej panoramiczny obejmowałaby takie zagadnienia jak tożsamość, atomizacja społeczna, która słusznie krytykowałaby urynkowienie (uprzedmiotowianie) wartości, wreszcie pochylała się nad kondycją Rzeczpospolitej. Zamiast tego jesteśmy świadkami błądzenia w zaułkach niewiedzy, a prowadzeni jesteśmy przez strach i chęć zemsty.

Na zakończenie chciałbym przywołać pracę Jacka Adamasa, która otwiera wystawę - również w sensie dosłownym, gdyż flankuje ona wejście do budynku galerii. Mocne hasło „PRZYCHODZIMY ZBURZYĆ TWÓJ DOM I ZRUJNOWAĆ CI ŻYCIE” wzbudza zaniepokojenie a nawet uczucie grozy. Efekt wzmacnia fakt, że napis namalowano na surowych deskach, które tworzą ścianę albo niby-ścianę, czy też ścianę w ruinie. W tym miejscu nasuwa się podobieństwo do narracji, jaką wprowadzili w dyskurs publiczny prawicowi politycy mówiąc o „Polsce w ruinie”.

Zamiast tej apokaliptycznej groźby (a propos: Wespazjan Kochnowski w Rocznikach potopu 1655-57 pisał, „Bóg chciał ocalić Polskę sposobami nadnaturalnymi i cudownymi, dopuścił się więc jej głębokiego upadku, by później tym wyżej mogła się jeszcze podnieść”), w której zdaje się, że rolę Boga biorą na siebie kurator i artyści, chciałbym zaproponować inny scenariusz działania dla tych, którzy „przyjdą zburzyć mój dom”. Byłoby to zaproszenie do rozmowy i zaproszenie do zwiedzenia mojego domu. Dalej pokazałbym ścieżki, jakie do niego prowadzą. Z ochotą poznałbym wtedy ścieżki prowadzące do domu moich burzycieli. Metafora ta charakteryzuje transwersalny sposób rozumienia zaproponowany przez W. Welscha. Można prowadzić spory, ale już nie nierozwiązywalny z definicji zatarg. Buntownik taki musiałby odłożyć na bok wiarę w to, że posiadł jedynie słuszną wiedzę o fundamentach tego świata, gdyż wiara taka prowadzi do fundamentalistycznej interpretacji. Według Welscha, wiedza zdobyta dzięki przepracowaniu nabytych doświadczeń w postaci wielości sądów, myśli, odczuć umożliwia łączenie ich, czy też tworzenie licznych przejść między nimi.[2] Otwarcie na zjawiającą się różnorodność, umożliwia więc odsunięcie widma zatargu. To w konsekwencji usuwa z powstającej wielości sprzeczność i uzasadnia „pluralizm jako formę rozumu”. Takiej właśnie postawy można by oczekiwać od kogoś, kto kieruje samorządową instytucją kultury w państwie, leżącym w środku Europy.

---

* Strategie buntu, Galeria Arsenał, Poznań sierpień-październik 2015, kurator Piotr Bernatowicz

 

 

 


[1]

Odczytanie tych słów w kontekście wystawy i prac takich jak plakaty Wojciecha Korkucia z 2013 roku, Jeszcze Polska nie zginęła (ale rząd nad tym pracuje), III RP śmierdzi od łba! czy też biało-czerwoną świnię z odciętą głową Polska Prezydencja w UE/ Nie mogę ci wiele dać, grupy The Krasnals z 2011 roku, wydaje się oczywiste. Warto jednak wspomnieć, że słowa Tuska zostały opublikowane w 1987 roku i były pewną próbą oceny, wtedy historyka i działacza opozycyjnego, najnowszej historii Polski. Dlatego w tym wypadku możemy mówić o zwyczajnej manipulacji.

 

[2]

Na gruncie estetyki zachodzi podobna relacja, która wymaga w spotkaniu z jednostkowością wyzwolenia jednostkowości w nas samych. Uwolnienie się wtedy z władzy homogenizującej narracji, może ujawnić „pęknięcia w nas samych” (pisze o tym Attridge, w Jednostkowości literatury). I to właśnie w sztuce jest ciekawe.