Powietrze wystarczy?

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Trzecia odsłona Festiwalu Sztuki Efemerycznej KONTEKSTY. Sokołowsko 2013.

Joanna Szczepanik

„Śląskie Davos”, Sokołowsko w Górach Suchych, po raz kolejny stało się gospodarzem Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Efemerycznej Konteksty, organizowanego przez Fundację In Situ, prowadzącą szereg projektów kulturalnych i edukacyjnych w obszarze sztuki współczesnej. Celem fundacji powołanej w 2004 roku przez Bożennę Biskupską i Zygmunta Rytkę, jest odbudowa kompleksu sanatoryjnego dr Brehmera i stworzenie w tym obiekcie laboratorium sztuki i kultury. Jej działalność, a w szczególności organizowany przez nią festiwal filmowy „Hommage á Kieślowski”, sprawia, że Sokołowsko z każdym rokiem staje się zakątkiem coraz mniej zapomnianym.

Konteksty- Festiwal w Sokołowsku po raz pierwszy odbył się w roku 2011, za cel stawiając sobie „uchwycenie procesu zaistnienia i rozwoju sztuki efemerycznej w Polsce, szczególnie zaś sztuki performance, oraz dalsze rozwijanie i poszerzanie tego nurtu”[1]. Refleksja krytyczna dotyczyła wówczas teorii „sztuki kontekstualnej” Jana Świdzińskiego. Druga, ubiegłoroczna odsłona nawiązywała do twórczości Andrzeja Partuma, a festiwal gościł między innymi Zbigniewa Warpechowskiego oraz, przede wszystkim nestora „sztuki żywej” w Polsce- Jerzego Beresia, który wykonał wówczas swoją ostatnią manifestację. Jemu też zadedykowana została tegoroczna edycja. Organizatorzy wyjaśniają, że inspiracji w tym roku było więcej: myśl Zygmunta Baumana, włączenie w działania społeczności lokalnej oraz temat przewodni-powietrze, któremu kontekst miejsca- uzdrowiska gruźliczego z jego wyjątkowym mikroklimatem, nadaje tak szczególny charakter.

Sokołowsko, zarówno ze względu na swoje cechy naturalne (przyroda), jak i kulturalne (architektura), stwarza doskonałą przestrzeń do działania tym performerom, których szczególnie inspiruje relacja z naturą, historią, specyficzną energią miejsca.

Performance to gatunek, w wąskim ujęciu funkcjonującym w obszarze sztuk wizualnych, charakteryzujący się jednostkowością, chwilowością, niepowtarzalnością i przede wszystkim- obecnością widza oraz działaniem w kontekście konkretnego otoczenia. To rodzaj sztuki akcji, kadrującej pewien aspekt rzeczywistości, powodującej jej zakrzywienie, stwarzającej nową jej odsłonę, istniejącą wyłącznie w danym miejscu, czasie i okolicznościach. Takie działanie lub doświadczenie, posiłkując się słowami Rolanda Barthesa „może być chwilowym zawieszeniem myślenia i/lub świadomości, może być oderwaniem od ciążącej na wszystkim przyczynowości, (…) manifestacją wolności” [2]. Choć tak zwany aspekt energetyczny performance jest w opisie tych działań dość mocno wyeksploatowany, trudno odmówić zasadności potrzebie użycia tego określenia. Ciężar gatunkowy sztuki akcji staje się szczególnie odczuwalny w zestawieniu z innymi gatunkami artystycznymi, czego okazję doświadczenia stworzył sokołowski festiwal.

Jednym z klasyków sztuki performance biorących udział w Kontekstach, był Alastair MacLennan. Wraz z Sandrą Johnston, w klaustrofobicznej przestrzeni podwórza na tyłach festiwalowego centrum- Kina Zdrowie, przeprowadzili oni rodzaj medytacyjnego polilogu pomiędzy nimi obojgiem, niemą obecnością („profesjonalnej”, używając sformułowania Jolanty Ciesielskiej) publiczności i architekturą wysokich ścian kamienicy, jak wszystko w Sokołowsku, podlegających powolnej dominacji natury.

Medytacja w ruchu jest jedną z zasadniczych form działania osiadłego w latach 70. w Belfaście MacLennana. To szczególne usytuowanie w przestrzeni publicznej poddanej paramilitarnemu nadzorowi, w znaczny sposób wpłynęło na jego twórczość, podobnie zresztą jest w przypadku Sandry Johnston. Solowy performance brytyjskiego artysty, „Fala za falą”, na tle zrujnowanego sanatorium Brehmera, z charakterystycznymi dla jego wystąpień rekwizytami, można zinterpretować w kategoriach zakodowanej opowieści o wyzwalaniu się z więzów przeszłości, z zieloną gałęzią jako elementem wyprowadzającym „ociemniałego” na moment artystę z obszaru własnej historii.

Seria realizowanych niegdyś przez Sandrę Johnston performances polegała na tworzeniu portretów mieszkańców hotelowych pokoi na podstawie pozostawionych przez nich śladów (co zresztą przywołuje na myśl treść jednego z opowiadań Olgi Tokarczuk pt. „Numery”). Fakt ten stanowi interesujący trop w kontekście wybranej przez artystkę dla swojego działania przestrzeni - niewielkiego budynku przysanatoryjnego krematorium.

Wspomniane wystąpienie MacLennana&Johnston oraz następujący po nich performance amerykańskiej artystki Marilyn Arsem, były istotnymi akcentami rozpoczynającego się trzeciego dnia Kontekstów, kiedy nad festiwalem wyraźnie krążyło już widmo jego zdominowania przez efemeryczne gatunki muzyczne.

Arsem zaprezentowała prosty w formie, piękny performance doskonale dialogujący z przestrzenią, zarówno malowniczego parku, jak i kurortu dla nieuleczalnie chorych. Sytuacja przedstawiająca artystkę leżącą w szpitalnym łóżku umieszczonym na zielonym mchu w cieniu wielkiej sosny, budziła sprzeczne odczucia. Spokojna, pogodna twarz Arsem rozpromieniała się w momencie, gdy jej wyciągnięta w potrzebie kontaktu dłoń, spotykała dotyk kogoś spośród skupionej wokół „chorej” najbliższej rodziny, przyjaciół, gapiów, w których przekształciła się ten moment („profesjonalna”) publiczność. Być może zadziałał tu mechanizm podobnego rodzaju wzruszenia, jakiego doświadczali oczekujący godzinami miłośnicy twórczości Mariny Abramović, kiedy oddzieleni szerokością stołu, spoglądali jej w oczy w nowojorskim MoMA.

Klasyków polskiej sztuki performance reprezentował Janusz Bałdyga i Ewa Zarzycka. Z ubiegłorocznej, wałbrzyskiej instalacji Bałdygi, pozostał tylko jeden z dwóch elementów- czarny drewniany koń. W tegorocznej „Równowadze pl.- fot. czarno białej” artysta znalazł się pomiędzy czarnym koniem, fragmentem „Balansu” i taśmą, nawiązującą do pracy „Aureola”, obiema realizacjami bezpowrotnie należącymi do przeszłości. W działaniach jego nieustannie obecny jest efekt napięcia, próba okiełznania materii i dążenie do równowagi. Ewa Zarzycka, prezentująca szczególny rodzaj performance „mówionego”, obok stałych elementów wystąpienia, tym razem zaprosiła do swojego działania tzw. „postaci drugoplanowe”, nie tylko w postaci stałych „konsultantów telefonicznych.”

Reprezentantka młodego pokolenia artystów, Anna Kalwajtys, akcją „Sztuczny wróg” zdynamizowała publiczność, wprowadzając napięcie charakterystyczne dla stanu wyjątkowego, uprawomocniającego zastosowanie środków specjalnych, z łamaniem wszelkich barier włącznie. Marta Bosakowska wybiła widzów ze stanu bierności, w momencie, gdy w miejsce jej precyzyjnej aktywności- polerowania powierzchni metalowego przedmiotu, pojawiła się twarz przybrana w maskę wojownika, nie pozostawiając wiele czasu na odczytanie intencji i zejście z toru lotu sporych rozmiarów łuski wypełnionej popiołem. Warto też wspomnieć o efektownym „wejściu” Magdy Starskiej, najmocniejszym chyba punkcie jej siłowego performance, „Góra ku górze”, która wybrała idealny dla realizacji swojej akcji fragment sokołowskiej przestrzeni.

Performerzy ukraińscy, Yaryna Shumska i Wolodymyr Topiy zaprezentowali działania, które, zwłaszcza w kontekście festiwalu międzynarodowego, mogłyby stać się interesującym polem obserwacji dla badaczy geografii artystycznej. „Widoczne, niewidoczne drogi” Shumskiej to poetycki performance z elementami surrealizmu, wprost wyjęty z obrazów Marca Chagalla, z drabiną Jakubową, symbolem aspiracji i niemocy. Prezentacja Topiya należała do tych, które trudno jest wyabstrahować z kontekstu historycznego i odczytać w tzw. kategoriach uniwersalnych: wypisane kredą na ostrzu sierpa słowa „Tanatos Intro”, dzwon, kamień, światło prześwitujące przez rozłożyste gałęzie wysokich drzew starego lasu, słoneczny letni dzień i mężczyzna z okręconym wokół szyi sznurem, mocujący się z ciężarem materii i zielonym gąszczem.

Jednym z elementów festiwalu były warsztaty performance, z wyselekcjonowanymi wcześniej uczestnikami, a raczej uczestniczkami, wszystko bowiem wskazywało na to, że w tej edycji były to same kobiety. Prowadzący: Ines Amado, Marilyn Arsem, Adina Bar-On i Alastair MacLennan skupili się na obszarach, takich jak zmysły, przestrzeń, współgranie z miejscem, ciało jako narzędzie sztuki performance oraz relacja prywatność-społeczność. Wśród wystąpień indywidualnych warsztatowiczek warto wspomnieć o działaniu Oli Kozioł opartym na ekspresji głosowej, Zofii Kuligowskiej, nawiązującej do architektonicznych elementów pejzażu sokołowskiego, Julie Sparsø Damkjaer, która wykonała siłowy, akrobatyczny pokaz w zdominowanej przez naturę, parkowej fontannie oraz krótkim działaniu Benedicte Clementsen, zainspirowanym podeszczową barwą sokołowskiego strumienia.

Gdyby trzymać się pierwotnej idei festiwalu, jako wydarzenia „rozwijającego i poszerzającego granice nurtu sztuki performance”, należałoby tutaj wskazać na jeszcze kilka istotnych elementów dopełniających program oraz kontekst wydarzenia. Organizatorzy rozszerzyli jednak formułę włączając bardzo dużą ilość prezentacji o charakterze „efemerycznym”, które można potraktować jako „performatywne” jedynie pod warunkiem przyjęcia szerszego rozumienia tego określenia, jako „zbioru widowisk”. To zaś rozumienie niewiele ma wspólnego ze sztuką performance, do ukazania wyjątkowości której dążyła pierwsza edycja Kontekstów i do której - choćby poprzez postać Beresia, miała nawiązywać tegoroczna.

„Utwór na oddech” czeskiego artysty Martina Janička, konstruktora oryginalnych instrumentów, stanowiłby swoisty pomost pomiędzy sztukami wizualnymi i muzyką. Być może pomostem takim byłaby także propozycja Pauliny Miu Zielińskiej, nastrojowy portret dźwiękowy „skomponowany z” i „wkomponowany w” przestrzeń festiwalu i miasteczka.

Michał Górczyński, jedna z ciekawszych osobowości twórczych Kontekstów, w swoim żywiołowym i niepozbawionym poczucia humoru „wykładzie perofrmatywno-muzycznym” zatytułowanym „Partytury codzienności”, podjął się niełatwego zadania wyjaśnienia widzom sposobu, w jaki przestrzeń postrzegana jest przez muzyka.

Z pewnością warto odnotować wspaniały koncert na klarnety Mikołaja Trzaski, Pawła Szamburskiego i Michała Górczyńskiego. Trzaska, „prawie” artysta wizualny[3] i wybitny wykonawca muzyki instrumentalnej, który jedynie na krótką chwilę zawitał na festiwal, był bohaterem drugiego dnia wieczornej części przeznaczonej na improwizację muzyczną, tak zwanego „Parku dźwięku”.

Prawdziwą wisienką na muzycznym torcie Kontekstów był David Thomas, legenda amerykańskiej sceny punkowej, poeta z wieloletnim doświadczeniem z muzyką improwizowaną. Zaczynał swoją karierę na początku lat 70. jako dziennikarz i krytyk i to właśnie język i słowo stanowi niemal równie istotny jak muzyka, komponent jego koncertów w duchu „theatre vague”. Thomasowi i jego dźwiękowo-werbalnym opowieściom na scenie Kina Zdrowie towarzyszyli Paulina Miu Zielińska, Michał Górczyński i Marek Kocoń (Nut Cane).

Oprócz wymienionych, szereg wydarzeń muzycznych uświetnili swoimi wystąpieniami także Ola Bilińska, Hubert Zemler oraz, jak informowali organizatorzy „miniatury autorstwa Eugeniusza Rudnika, pioniera muzyki elektronicznej, zaaranżowane przestrzennie przez reżysera dźwięku Marcina Lenarczyka, które wybrzmiewać będą na terenie parku dzięki konstrukcji elektroakustycznej”. Czy to właśnie te dźwięki wybrzmiewały każdego wieczoru na terenie parku, Willi Różanka oraz/lub na scenie Kina Zdrowie, trudno potwierdzić lub zaprzeczyć odbiorcy nienawykłemu do tak pokaźnej dawki muzyki improwizowanej i elektronicznej. Realizacja tego ambitnego programu wykluczała realizację innej- potrzeby zwykłej rozmowy i wymiany refleksji po całodziennej recepcji obfitej ilości wydarzeń festiwalowych.

Podczas gdy na scenie festiwalowego centrum odbywały się kolejne prezentacje muzyczne, w sanatorium „Biały Orzeł” Jerzy Hanusek i Bettina Bereś, kuratorzy wystawy Jerzego Beresia „Pomnik artysty”, prezentowali sylwetkę nestora polskiej sztuki performance zaledwie garstce uczestników festiwalu. Należy oczywiście zaznaczyć, iż co prawda plany oficjalnego otwarcia wystawy dzień wcześniej pokrzyżowała potężna ulewa, która spowodowała, że na wernisaż dotarła także jedynie garstka publiczności (zapewne były to dwie różne garstki), zabrakło jednak wyraźnej informacji o wprowadzeniu dodatkowej szansy na spotkanie z postacią duchowego patrona tej edycji Kontekstów.

W niezwykłej przestrzeni sanatoryjnej oranżerii, pełnej ogromnych roślin doniczkowych, umieszczone zostały prace Beresia, jak poetycko opisał tę koegzystencję kurator, „flora i forma – żyjące obiekty sztuki”. Tytuł wystawy nawiązywał do działania z1978 roku, gdy podczas pleneru w Warcinie, twórca podjął udaną próbę dotarcia do publiczności i rzeczywistości poza plenerowej i pozostawienia tam, „na jakimś placyku koło dworca kolejowego w Kępicach”, „Pomnika artysty”. Wystawa w „Białym Orle” pokazuje „obiekty o niższym wobec przekazu statusie” z lat 1968-2012, wykorzystywane podczas akcji/manifestacji, jak również znalezioną w pracowni artysty po jego śmierci, wcześniej nieprezentowaną rzeźbę „Ołtarz spokoju” (2012). W ramach festiwalu została zaprezentowana także dokumentacja ostatniego performance Beresia, który odbył się podczas ubiegłorocznych Kontekstów.

Obserwacja procesu tłumaczenia wykładu Hanuska duńskim artystkom, wywołała refleksję dotyczącą trudności dokonywania przekładu rzeczywistości PRL-u na język obcy. Bo jak wyjaśnić w kilku słowach młodym osobom urodzonym na tzw. Zachodzie, symbolikę rzeźby Beresia pt. „Klaskacz” (1970), przedmiotu, którego „sens czytelny jest tylko w Polsce”[4]? To oczywiście szerszy problem, aczkolwiek w perspektywie przebiegu całego festiwalu, słowa uznania należą się szczególnie kuratorce, Małgorzacie Sady, nie tylko z powodu podjęcia się zadania tłumaczenia performance Ewy Zarzyckiej(!), ale ze względu na znakomitych kompetencji językowych, które znacznie ułatwiły wzajemne zrozumienie bardziej złożonych koncepcji artystycznych, wpływając tym samym na lepszy komfort uczestników międzynarodowego festiwalu.

Właśnie między innymi z powodu trudności związanych z przekładem, doskonałym pomysłem była prezentacja filmu poświęconego działalności Akademii Ruchu z wprowadzeniem Wojciecha Krukowskiego, już pierwszego dnia festiwalu. Pokaz ten nie tylko prezentował działalność jednej z ważniejszych i dłużej działających polskich grup artystycznych oraz stanowił dobry punkt wyjścia dla tematu pograniczy performance, sztuki zaangażowanej społecznie i działań teatralnych. Jego kadry stwarzały możliwość wyobrażenia sobie (lub przypomnienia) kontekstu polskiej rzeczywistości, w której głęboko zanurzona była twórczość artystyczna. Akademia Ruchu zaprezentowała w Sokołowsku również „działanie w przestrzeni publicznej”, którego znaczenie rozpięte było od „Gry o Nic” do „Granic”.

„Atak Sztuki” Józefa Robakowskiego był cyklem dwóch spotkań z komentarzem, tytułem nawiązujących do „Uderzenia sztuki”, serii programów archiwalnych realizowanych przez artystę przy współpracy z TVP Łódź w latach 80. Obok prezentacji dotyczących współczesnej sztuki polskiej i jej funkcjonowania w szerszym, europejskim obiegu, Robakowski stworzył także możliwość zapoznania się z materiałem bardzo rzadko prezentowanym (film o Łodzi Kaliskiej w reżyserii Łodzi Kaliskiej), oraz przypomniał między innymi zrealizowany przez siebie dokument oparty na fotograficznej „Kolekcji prywatnej” Zygmunta Rytki.

Część teoretyczną, która stała się prawie niewidoczna wśród elementów bogatej oferty festiwalu, reprezentował panel dyskusyjny poprzedzony emisją cyfrowego zapisu rozmowy prof. Romana Kubickiego z Zygmuntem Baumanem, zarejestrowanego specjalnie na okoliczność tegorocznych Kontekstów. Przeprowadzona po projekcji dyskusja moderowana przez prof. Kubickiego, dotyczyła pojęcia wieczności, pamięci o artyście, odczuwania sztuki oraz aktywizującej mocy obiektu, który pozostaje. W dyskusji udział wzięli Józef Robakowski, Joanna Rajkowska oraz Andrew Spira.

Wśród ogromnej ilości propozycji pięciodniowego festiwalu, warto wspomnieć jeszcze o dwóch pracach filmowych. Jedna z nich to realizacja autorstwa brytyjsko- hiszpańskiej artystki Isabel Rocamory, „Horizon on Exile” (2007) z niezwykłymi obrazami przestrzeni chilijskiej pustyni Atacama, podejmująca kwestię tożsamości i roli kobiety w kulturze Bliskiego Wschodu. Druga z projekcji to „Les aires du temps”, Marii Lusitano Santos z Portugalii, poruszająca problem postrzegania konstrukcji pamięci okresu dzieciństwa.

Przez cały okres trwania festiwalu można było także oglądać instalacje prezentowane w przysanatoryjnym parku. Praca Bożenny Biskupskiej, „Kurator Emmy”, stanowiła odzwierciedlenie relacji artystki- reżysera z aktorem, która to rola została przypisana naturze. „Powietrze wystarczy” Małgorzaty Sady i Koji Kamoji to subtelny „stół”, efemeryczny obiekt zawieszony w przestrzeni, nawiązujący do estetyki japońskiej. „Spółka z o.o.” Macieja Kuraka to także stół, jednak bynajmniej nie efemeryczny- wygięty w łuk, ze środkiem w sercu sokołowskiego parku i oboma końcami znajdującymi się na poznańskich Jeżycach. Jego ideą jest zwrócenie uwagi na dialog, jako wartość postrzeganą w kategoriach kapitału społecznego, natomiast sam „wystający” ponad runo leśne fragment, doskonale spełnił swoją funkcję prymarną podczas plenerowej kolacji zamykającej festiwal. Jednak najwyraźniej „odczuwalną” w miasteczku instalacją, była praca Joanny Rajkowskiej „Wymuszając cud” (2012). W pierwotnej wersji projekt zrealizowany w pobliżu (i jako krytyczny komentarz do) targów sztuki Frieze Art Fair, składa się z dwóch części. Jedną z nich jest film przedstawiający rytuał palenia kadzideł w celu przywołania anioła יֹיֹלָ, (Yod Yod Lamed), zgodnie z tradycją kabalistyczną, zarządzającego elementami ognia i zdolnego uleczyć choroby oczu. Drugą, jest pole indyjskich kadzideł, przechowywanych w metalowych pojemnikach wkopanych w ziemię, generujące podświetloną przez reflektory mgłę o łagodnym, przenikliwym zapachu. Obok wskazanych przez Rajkowską wymiarów, bardzo osobistego z jednej strony i krytycznego z drugiej, „Wymuszając cud” to także opowieść o powrocie do pierwotnej wiary w obrzęd, jako podstawowy element życia duchowego i społecznego, jak również instalacja aktywizująca nasze słabiej rozwinięte narządy zmysłu, w tym kontekście mocno nawiązując do powietrza- tematu przewodniego edycji festiwalu.

Na Kontekstach wyraźnie zabrakło, deklarowanego przez organizatorów, zaangażowania społeczności lokalnej. Warsztaty i pokazy powarsztatowe (jeśli się odbyły) pozostały niezauważone. Jedynym wydarzeniem, które w dużym stopniu zgromadziło mieszkańców Sokołowska, było działanie Akademii Ruchu w centralnym punkcie uzdrowiska, co w pewnym sensie wymuszone zostało przez siłę użytych wzmacniaczy, które obudziłby umarłego, choć akurat w kontekście tego miejsca, nie jest to być może najfortunniejsze sformułowanie.

Drugim, dość zaskakującym aspektem braku odniesienia do kontekstu miejsca, była programowa nieobecność informacji o Sokołowsku, jego historii, najbliższej okolicy. Przepiękne ścieżki Gór Suchych, pobliskie ruiny zamku Radosno czy oddalona o 40 minut, najwyżej notowana w rankingu[5] schronisk polskich Andrzejówka, pozostały nieznane i nieosiągalne dla każdego, kto nie zdobył się na bohaterską pobudkę wczesnym rankiem, bądź nie zrezygnował z kilku punktów programu festiwalowego.

Tymczasem przeciwnie, momentami można było odnieść wrażenie zupełnego odwrócenia rzeczywistości, szczególnie podczas wieczoru otwierającego festiwal, kiedy rozmowy odbywały się niby w lesie, ale jednak zatopionym w lodowatym, błękitnym świetle reflektorów, niby wśród dźwięków natury, ale jednak bezwzględnie zdominowanej przez najmodniejszą muzykę klubową stolicy. W podobnych sytuacjach natarczywie powraca skojarzenie z jedną ze scen filmu „Zmruż oczy” (2003) Andrzeja Jakimowskiego, ze świetną kreacją Zbigniewa Zamachowskiego „kontestującego w budce” przyjazd filmowego brata z ekipą warszawskich znajomych na ełcką prowincję.

Fundacja In situ zdecydowała o znacznym rozszerzeniu formuły festiwalu na inne gatunki, takie jak muzyka czy teatr, nie uprzywilejowując już tak wyraźnie sztuki performance. Czy to dobrze dla sztuki performance? Zapewne nie, bowiem prawdopodobnie Sokołowsko nie będzie miejscem, gdzie zagadnienia i problemy tego gatunku będą dogłębniej komentowane, jego wyjątkowość i tożsamość omawiana, badana, dyskutowana. Czy to dobrze dla festiwalu Konteksty? W kategoriach myślenia neoliberalnego, raczej tak, bowiem wydarzenie to zapewnia bogatą ofertę, pokaźny pakiet rozmaitych form i propozycji. Staje się wówczas przestrzenią spotkania środowiska artystycznego, skupiającą, jak w soczewce, rozmaite osobowości twórcze, a koncentrując się na umożliwieniu im autoprezentacji, staje się doskonałym miejscem do nawiązywania kontaktów zawodowych.

O ile więc nagromadzenie wydarzeń muzycznych, projekcji, prezentacji dokumentacji, itd. jest nieuniknione w kontekście dobrze przygotowanej oferty i stworzenia platformy do autoprezentacji, o tyle nie jest to raczej propozycja atrakcyjna dla publiczności oczekującej spójnej formuły i komfortu dysponowania przestrzenią zorientowaną nie na autoprezentację, ale na refleksję. Tak jak dla przeciętnego artysty/konsumenta/robotnika sztuk wizualnych, spędzenie kilku intensywnych wieczorów z muzyką elektroniczną czy improwizowaną (mowa tu o koncertach solowych i grupowych, nie o działaniach „efemerycznych: sytuujących się na pograniczu muzyki i sztuk wizualnych, takich jak działanie Zielińskiej, Janička, czy Górczyńskiego), może objawić się dojmującym poczuciem nadmiaru, tak muzyk prawdopodobnie nie zdoła śledzić uważnie kilku dni wydarzeń z obszaru sztuki performance. W efekcie przedstawiciele obu tych rzeczywistości artystycznych nieustannie się mijają i nie ma mowy o głębszej refleksji. A czy nie o tematyczną bądź gatunkową jednorodność chodzi w wydarzeniach typu festiwale?

Przymiotnik „efemeryczny” oznaczający chwilowość, krótkotrwałość, przelotność, staje się wręcz ironiczny w kontekście współczesnych możliwości technicznych i imperatywu dokumentowania oraz towarzyszących każdemu działaniu ilości nośników, sztabu specjalistów i sprzętu śledzącego na kilku kamerach każdy ruch, gest i zakątek centrum festiwalowego. I nie o to chodzi, by krytykować potrzebę dokumentacji, ale raczej poświęcić chwilę na zastanowienie się na specyficznie rozumianą etyką zawodową rejestrujących. Ostatecznie, często sama perspektywa konfrontacji z kamerzystą skłania do refleksji, czy nie lepiej zostać w domu i wygodnie, z perspektywy fotela, nikomu nie przeszkadzając, obejrzeć transmisję z performance on-line?

Fundacja In Situ, gospodarz festiwalu, może uchodzić za wzór skuteczności w pozyskiwaniu sprzymierzeńców dla swoich działań i projektów. Z pewnością ma tak zwane know how, a na jej zaproszenie ściągają do Sokołowska wybitne osobowości artystyczne z całego świata. Samo miejsce wybrane na siedzibę fundacji jest wspaniałą przestrzenią nie tylko na prezentację działań twórczych, ale również na złapanie oddechu w sensie metaforycznym i dosłownym. Z jednej strony, festiwal Konteksty to obszar sztuki akcji, sztuki żywej, z drugiej, wrażenie konieczności dostosowania się do zasad rynku, który nie znosi próżni. Zdaje się, że organizatorzy stoją przed niełatwym wyborem: tradycja Beresia, Warpechowskiego, Świdzińskiego, i Partuma czy koncept multi-oferty kulturalnej?

 

Konteksty 2013 – III Międzynarodowy Festiwal Sztuki Efemerycznej w Sokołowsku
28 lipca – 1 sierpnia 2013 r.

Kuratorka: Małgorzata Sady
Koordynacja: Antoni Burzyński, Zuzanna Fogtt
 


[1] Z materiałów Fundacji In situ (2011).

[2] Za: Anna M. Koźbiel Dziejący się sens. Estetyczny aspekt rytuału a rytualny aspekt sztuki

08.10.2008 aktualizacja 16.02.2009 11:42. Dostęp 11.08.2013: http://www.obieg.pl/teksty/4406.

[3] Moje życie po Miłości. Z Mikołajem Trzaską rozmawia Agnieszka Berlińska, WO 10.08.2013 nr 32 (739), s. 36-39.

[4] P. Piotrowski, Awangarda w cieniu Jałty, Poznań 2005, s. 404.

[5] Ranking schronisk Magazynu Turystki Górskiej NPM, sierpień 2013.

Zdjęcia:


Marta Bosakowska, Festiwal Konteksty 2013, Sokołowsko,
fot. Joanna Szczepanik


Kino Zdrowie. Centrum festiwalowe,
fot. Joanna Szczepanik i Wojciech Ciesielski


Janusz Bałdyga, „Równowaga.pl- fot. czarno biała”, Festiwal Konteksty 2013,
Sokołowsko, fot. Wojciech Ciesielski


Maciej Kurak, „Sp z o.o.”, Festiwal Konteksty 2013, Sokołowsko,
fot. Marcin Polak


Alastair MacLennan i Sandra Johnston, „Emergent”, Festiwal Konteksty 2013,
Sokołowsko, fot. Wojciech Ciesielski


Marilyn Arsem, Festiwal Konteksty 2013, Sokołowsko,
fot. Wojciech Ciesielski


Yaryna Shumska, „Widoczne, niewidoczne drogi”,
Festiwal Konteksty 2013, Sokołowsko,
fot. Wojciech Ciesielski


Wolodymyr Topyi, Festiwal Konteksty 2013, Sokołowsko,
fot. Wojciech Ciesielski


Benedicte Clementsen, Festiwal Konteksty 2013,
Sokołowsko, fot. Wojciech Ciesielski


Akademia Ruchu, Festiwal Konteksty 2013, Sokołowsko,
fot. Joanna Szczepanik


Alastair MacLennan, „Fala za falą”, Festiwal Konteksty 2013,
Sokołowsko, fot. Wojciech Ciesielski


Julie Sparsø Damkjaer, Festiwal Konteksty 2013,
Sokołowsko, fot. Wojciech Ciesiel


Michał Górczyński, „Partytury codzienności”, Festiwal Konteksty 2013,
Sokołowsko, fot. Wojciech Ciesielski


Jerzy Bereś, wystawa „Pomnik artysty”, Sokołowsko,
fot. Joanna Szczepanik i Wojciech Ciesielski


Dokumentowanie sztuki efemerycznej, Festiwal Konteksty 2013,
Sokołowsko, fot. Joanna Szczepanik


Joanna Rajkowska, „Wymuszając cud”, Festiwal Konteksty 2013, Sokołowsko,
fot. Marcin Polak i Jerzy Grzegorski


David Thomas, Festiwal Konteksty 2013, Sokołowsko,
fot. Marcin Polak i Jerzy Grzegorski