SZALEŃSTWO FOTOGRAFOWANIA. FOTOFESTIWAL 2013

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Justyna Tomczak

Tegoroczna edycja łódzkiego Fotofestiwalu podejmuje temat fotografii funkcjonującej w wielu kontekstach. Organizatorzy projektu zadają fundamentalne pytanie, czy zmiany, które zachodzą na gruncie procesów ekonomicznych i społecznych, wpływają na zmiany procesów artystycznych? Czy każdy może być twórcą? Gdzie przebiega granica między amatorem a profesjonalistą? W latach 70. Joseph Beuys w swoim tekście „Każdy artystą” rozpatruje problem kreatywności, jako cechy symptomatycznej dla wszystkich ludzi. Każdy jest w stanie tworzyć i wpływać na sztukę. Wszystko leży w rękach jednostki.

Sztuka ma przeciwstawiać się alienacji poprzez uświadomienie jednostce przynależności do społeczeństwa. Z perspektywy czasu opisana koncepcja wydaje się utopią. Twórcy łódzkiego festiwalu zauważają jednak pewne powiązania między założeniami Beuysa a obecną sytuacją, która panuje na polu fotografii. Wynalezienie cyfrowego nośnika zapisu obrazu spowodowało wybuch szaleństwa fotografowania. Jak oszacowano, tylko w tym roku 2,5 miliarda właścicieli aparatów fotograficznych, zrobi około 375 miliardów zdjęć. To więcej niż w historii fotografii analogowej zrobiono dotychczas. Dzisiaj wszyscy maja pod ręką aparat, którym mogą tworzyć zdjęcia, a następnie „wrzucać” je do internetu. W ciągu kilku sekund robimy fotografie i publikujemy je w sieci. Ludzie chcą dzielić się swoimi doświadczeniami z wirtualnymi znajomymi. Chcą wcielać się w rolę artysty i decydować, co i jak zostanie przez nich uchwycone aparatem. Tworzone w ten sposób obrazy przekazują informacje o świecie, ale również pokazują go z indywidualnej perspektywy samego autora. Technologia cyfrowa zmienia nasz stosunek do fotografii, ale również do tego, kto ją zrobił. Obecnie należy pytać nie tylko o obraz, lecz przede wszystkim o jego autora. Wystaw główna Fotofestiwalu zatytułowana „I ARTIST. Każdy jest artystą” dotyka problemu zdefiniowana współczesnego twórcy. Kurator ekspozycji Joan Fontcuberta prezentując różnorodnych użytkowników fotografii (profesjonalnych artystów, amatorów, anonimowych twórców), stara odpowiedzieć się na pytanie: Co znaczy być artystą w dobie medializacji kultury?

Przyspieszenie technologiczne, z którym mamy do czynienia w ciągu ostatnich lat, spowodowało, że dziś każdy ma dostęp do nowych mediów i może ich używać. Komputer, aparat fotograficzny, telefon komórkowy, i-Pod to narzędzia ułatwiające powstawaniu nowych obrazów. Przestrzeń wirtualna sprzyja umieszczaniu amatorskich fotografii na stronach internetowych, portalach i forach. Nie ważna jest estetyka prezentowanych zdjęć. Wartości warsztatowe, czyli to, co od czasów antycznych wyróżniało sztukę, dzisiaj zeszło na drugi plan. Dlatego, aby odpowiedzieć na pytanie postawione przez Foncuberta warto przyjrzeć się sposobom wykorzystywania przez ludzi narzędzi technicznych, jak postępują z fotografiami i jaką funkcję w kontekście społecznym pełnią tworzone przez nich obrazy? Wystawę główną „I ARTIST. Każdy jest artystą” podzielono na dwa bloki „I ARTIST. Więcej niż amator” i „I ARTIST. Archiwa i amatorzy”. Obie ekspozycje prezentują różne strategie fotografowania podejmowane zarówno przez profesjonalnych twórców, jak i amatorów fotografii.

W pierwszym bloku pokazane zostały prace pięciu artystów (Joachim Schmid, Laia Abril, Penelope Umbrico, Philip Schuette, Richard Simpkin) oraz anonimowych twórców z Intenetu. Uczestnicy „I ARTIST. Więcej niż amator” przedstawiają w sposób problemowy fenomen funkcjonowania amatorskich zdjęć w sieci, jednocześnie poddają analizie nowe zjawiska zachodzące w rozwoju fotografii.

Joachim Schmidt – brytyjski artysta – porusza problem statusu dzieła sztuki w epoce fotografii cyfrowej. Seria wykonanych przez niego zdjęć stanowi studium relacji pomiędzy widzem używającym nośnika cyfrowego, a dziełem sztuki. Artysta zwraca uwagę, na proces fotografowanie obiektu wystawienniczego i ciągłe jego powielanie, które w rezultacie prowadzi do fikcjonalizacji eksponatu. Relacje między obrazem, a odbiorcą są również tematem prac Lai Abril. Artystka tworzy portrety wychudzonych kobiet. Wizerunki blogerek czerpie ze stron internetowych Pro Ana, które propagują zaburzenia anorektyczne. Fotografie zniszczonych ciał, umieszczane przez internautki na stronach, mają pomóc im we wzajemnym motywowaniu się w utrzymaniu niskiej wagi. Projekt Abril pokazuje nowe zagrożenie, którym są portale społecznościowe i fotografie namawiające młode kobiety do unicestwienia. Odmienną problematykę podejmuje amerykańska artystka Penelope Umbrico. Zbiorowy rytuał, jakim jest robienie zdjęć na tle zachodzącego słońca jest tematem jej instalacji. Jak mówi artystka: wszystko zaczęło się, gdy moją uwagę zwróciła ilość obrazów na portalu Flickr, które przedstawiają zachód słońca. Stwierdziłam, że to bardzo szczególne zjawisko. Nieprzerwanie rosnąca produkcja i konsumpcja zdjęć w Internecie oraz ciągle powtarzające się schematy fotografowania są głównym tematem pracy Umbrico.

Z kolei obrazy anonimowych twórców, to kolaże różnorodnych efemerycznych przedstawień, często przypadkowo uchwyconych w kadrze aparatu. Istotne jest tu dokumentowanie tego, co się dzieje w danej chwili. Fotografie amatorów nie ujawniają żadnej ukrytej głębi, prezentują widzom nowe gesty, zachowania i bogaty katalog ikoniczny. Często są dla odbiorców rodzajem rozrywki.

Drugi blok „I ARTIST. Archiwa i amatorzy” wykazuje dokumentalny charakter praktyk fotograficznych. Składające się na te cześć wystawy kilka projektów (Portret doskonały, FotoRejestr, Fotoautomat 1933, Polska Ludowa, Ostatnie Wakacje), pokazuje amatorską, często anonimową fotografię, która miała być z założenia pamiątką i rodzinnym dokumentem. We wszystkich prezentacjach odnajdziemy osobiste historie i wspomnienia. W tym kontekście bardzo ciekawie wypadają „Ostatnie Wakacje”, będący wystawą zbiorową. Przez pół roku grupa studentów łódzkiej szkoły filmowej przeszukiwała własne, domowe zbiory zdjęć, na których można była odnaleźć wspomnienia z rodzinnych wakacji. Wszystkie odnalezione fotografie stały się kanwą do stworzenia wyimaginowanej opowieść o czasie spędzonym z najbliższymi. W tej części wystawy równie interesujące są ironiczne autoportrety Shleomy Rotenberga zrobione w łódzkim automacie fotograficznym w 1933 roku oraz projekt „Polska Ludowa”, prezentujący rodzinną historię Państwa Malinowskich.

Przeciwwagą dla wystawy głównej jest prezentacja fotografii ośmiu finalistów konkursu Grand Prix Fotofestiwal 2013. Wśród laureatów znalazły się takie nazwiska jak: Anja Bohnhof, Jan Brykczyński, Karl Burke, Frank Herfort,, Lucia Herrero, Nadav Kander, Emilio Pemjean i Ilona Szwarc. Zdobywca tegorocznego Grand Prix został Mark Burke. Artysta zaproponował projekt będący swego rodzaju krytyką brutalności gier komputerowych, które hołdują potrzebie patrzenia na okrutne sceny bitew. Temat wojny uczyniły tanią rozrywką. Jak pisze Joanna Kinowska: Fotografia Burke to starannie wyreżyserowane stopklatki z gry komputerowej, które udają realistyczne sceny (...). Odnoszą się tym samym do całej historii fotografii wojennej (…). Wśród laureatów wyróżniała się również seria fotografii Ilony Szwarc, która otrzymała specjalne wyróżnienie (voucher na publikacje) za projekt „American Girls”. Polska autorka zaprezentowała oryginalny pomysł, na który złożyła się seria portretów dziewcząt ze Stanów Zjednoczonych oraz ich lalek American Girl. Na pierwszy rzut oka, każda lalka w pewien sposób przypomina wygląd swojej właścicielki, jest to jednak złudzenie. W rzeczywistości wszystkie zabawki wyglądają tak samo. To, na co szczególnie chce zwrócić uwagę Szwarc to manipulacyjny charakter popkultury, która wpływa na rozwój tożsamości dziewcząt. Spośród wyróżnionych prac, na uwagę zasługują także fotografie Jana Brykczyńskiego, który uwiecznił życie Bojkowskiej wsi w ukraińskich Karpatach tematem swoich prac. Jest ona dla artysty wyobrażeniem o wiejskiej idylli, dlatego też sposób prezentacji poszczególnych obrazów jest wyidealizowany, w pewnym sensie bajkowy.

Obok głównych ekspozycji festiwalu znalazły się dwie wystawy specjalne: „The New York Times Magazine” i „23 lata Łodzi w obiektywie fotoreporterów Gazety Wyborczej”. Pierwszy pokaz składał się z sześciu modułów, które związane były z ważnymi projektami prezentowanymi na łamach jednego z najważniejszych amerykańskich dzienników. Drugi pokaz to fotografie dokumentujące zmiany, jakie zaszły w Łodzi na przestrzeni dwóch ostatnich dekad.

Kolejnym elementem łódzkiego Fotofestiwalu są wystawy towarzyszące. W tym roku było ich około trzydziestu. Nie sposób ich wszystkich opisać, dlatego wspomnę jedynie o kilku. W Galerii Imaginarium odbyła się ekspozycja fotografii Marka Domańskiego. Jest to wyjątkowy pokaz, prezentujący fotografie dokumentujące przemysłową architekturę Łodzi. Z kolei w Galerii FF miała miejsce niezwykle osobista ekspozycja Igora Olesia. W Miejskim Punkcie Kultury Prexer UŁ zaprezentowano wystawę „I can’t speak, I’m sorry” Przemka Dzienisa. Artysta przedstawia relacje w jakie wchodzą ludzie z przedmiotami. Na uwagę wśród wystaw towarzyszących zasługuje również Jestem z Polski Wojciecha Wieteski, prezentowana w Atlasie Sztuki. Fotografie artysty to swoisty kolaż różnorodnych obrazów przedstawiających krajobraz Polski z końca lat 80. do chwili obecnej. Wieteska stara się uchwycić moment przemian społecznych, zachodzących w kraju na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat.

Podsumowując tegoroczną edycję łódzkiego Fotofestiwalu warto podkreślić, że jest to pokaz niezwykle przemyślany. Skonstruowanie kolejnych bloków wokół „I ARTIST…” i opatrzenie ich studium teoretycznym, podejmującym analizę definicji artysty w kontekście postępującego rozwoju technologicznego, a także pokazanie różnorodnych strategii posługiwania się fotografią zarówno przez artystów, amatorów i anonimowych twórców spowodowało, że łódzki Fotofestiwal zwrócił uwagę na istotne zmiany formy uczestnictwa w kulturze, która przestała być jednokierunkowa. Przyśpieszenie technologiczne przeobraziło odbiorców w nadawców, dzisiaj amator może posługiwać się takim samymi narzędziami jak profesjonalista, ale czy może mu dorównać? Nowe narzędzia mogą pomóc wiele zdziałać, jednak rezultat ich działania zależy od tego, kto się nimi posługuje. Dzisiejsi użytkownicy nowych technologii często tworzą przypadkowe obrazy bez żadnej intencji. Impulsem do działania jest fascynacja nowym medium. Zatem, co znaczy być dzisiaj artystą? Czym różni się postawa profesjonalisty od amatora? Niewątpliwie wśród artystów dominuje podejście refleksyjne do problemu relacji człowiek-obraz. Antropologiczne i społeczne zainteresowanie leży u źródeł ich zainteresowania związkami człowieka z nowym medium obrazowania. W wypadku amatorów chodzi o opisowy stosunek do rzeczywistości. Obraz jest tutaj jedynie rejestracją sytuacji zastanej. Sztuka odgrywa drugorzędną rolę. Fotografowanie jest dla amatorów rodzajem zabawy, którą może dostarczyć użytkowanie aparatu. Działania internetowych twórców należy potraktować jako efemeryczne zjawiska, które znikają gdy odłączymy się od sieci, znikają również ich twórcy. Spoiwem łączącym zarówno prace profesjonalistów i amatorów jest internet. Artyści w większości do swoich projektów wykorzystali obrazy amatorskie zaczerpnięte bezpośrednio z sieci, które zostały przez nich powielone i zaprezentowane w nowy sposób. Wirtualna rzeczywistość stała się bankiem obrazów, które zostały wykorzystane stosownie do intencji artystów.

Fotorelacja (materiały organizatorów)