„Szczecińskie awangardy”

Autor: Agata Jankowska Opublikowano:

"Szczecińskie awangardy - Muzeum Narodowe w Szczecinie, listopad 2017-styczeń 2018, fot. Robert Stachnik, na pierwszym planie praca Natalii Janus-Malewskiej

Tylko kurz i nic więcej. Wokół wystawy „Szczecińskie awangardy”
Agata Jankowska


„Szczecińskie awangardy” to wystawa otwarta 23 listopada 2017 w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Prezentuje bogaty dorobek artystyczny twórców związanych z ruchem awangardowym w latach przedwojennych, jak i prace artystów współczesnych z Akademii Sztuki w Szczecinie. Wydarzenie połączone jest z obchodami stulecia awangardy w Polsce, których inicjatorami są największe polskie muzea: Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Narodowe w Krakowie i Muzeum Sztuki w Łodzi.

Jak informuje kurator wystawy Szymon Kubiak, ramy pokazu stanowi kontekst lokalny, na który składają się dzieje dwóch instytucji, czyli Muzeum Miejskiego oraz uczelni artystycznej. Historia szczecińskiej awangardy to również  - zdaniem Kubiaka – historia dwóch batalii o nowoczesny wymiar sztuki w Szczecinie.

Pierwsza z nich rozegrała się w latach dwudziestych i trzydziestych, kiedy Muzeum Miejskiemu przewodniczył w latach 1910-1933 sławny Walter Riezler, historyk sztuki, muzeolog propagujący ekspresjonistów oraz teoretyk Werkbundu – Niemieckiego Związku Twórczego zrzeszającego modernistycznych architektów i inżynierów w Niemczech. Czasy Riezlera to okres gromadzenia w Muzeum Miejskim bogatej kolekcji dzieł artystów współczesnych. W kolekcji Riezlera znajdowały się prace Ernsta Barlacha, Lovisa Corintha, Charlesa Despiau, Ludwiga Giesa, Karla Hofera, Moiseja Kogana, Ottona Müllera, Maksa Slevogta i wielu innych.

Nowe podejście do sztuki propagowała w okresie przedwojennym również Szkoła Rzemiosł Artystycznych pod dyrekcją Gregora Rosenbauera (1923-1934), niemieckiego architekta i członka Deutsche Werkbund. Rosenbauer sprowadził w tamtym czasie do Szczecina absolwentów weimarskiego Bauhausu: Kurta Schwerdtfegra, Else Mogelin i Vincenta Webera. Poza nimi w Szczecinie pojawili się także najwybitniejsi niemieccy artyści tamtego czasu, m.in.: Ludwig Mies van der Rohe, Oskar Schlemmer i Johannes Itten.

Drugim etapem formowania się szczecińskiego środowiska artystycznego był okres pionierski. Do Szczecina po zakończeniu drugiej wojny światowej przybyli uznani polscy artyści m.in. związany z konstruktywizmem malarz i grafik Kazimierz Podsadecki, Marian Tomaszewski – jeden z założycieli lokalnego oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków a także Łukasz Niewisiewicz i Sławomir Lewiński. Wszyscy byli zaangażowani w proces budowania tożsamości Ziem Odzyskanych, aktywnie uczestniczyli w życiu artystycznym i kulturalnym Szczecina.

Istniejąca od kilku lat Akademia Sztuki została potraktowana jako kolejna, trzecia instytucja artystyczna miasta. W ten sposób organizatorzy wystawy chcieli zaakcentować ciągłość idei awangardy: od lat dwudziestych do współczesności, zwracając uwagę na praktykę adaptacji i reinterpretacji podstawowych założeń ruchu awangardowego w pracach nowego pokolenia szczecińskich artystów.

Wystawa podzielona została na trzy części tematyczne: „Jaskinia i wieża. Dialog pierwiastków prymarnych”, „Tkanina. Ciało, tożsamość, fetysz” oraz „Przeszłość (nie) istnieje”, jednak ekspozycja dzieł jest celowo achronologiczna. Historyczne eksponaty zestawione zostały z pracami twórców współczesnych i wpisane w odpowiedni kontekst i tematykę. Być może właśnie z tego powodu zwiedzający ma wrażenie pewnego chaosu i przypadkowego zestawienia ze sobą poszczególnych eksponatów. Wizualne instalacje towarzyszą na przykład solidnym rzeźbom z czasów przedwojennych, a krzyż sklejony ze szczecińskiego kurzu – praca „Kowboy” Artura Malewskiego – ma być może nawiązywać do  głośnego krucyfiksu Ludwiga Giesa. Prace współczesnych twórców, choć w istocie nawiązujące w swoim przekazie do założeń awangardy, w tym między innymi do eksperymentów formalnych i łamania konwencji, sprawiają jednak wrażenie nie tylko wtórnych (epatowanie nagością, krytyka społeczna), ale przede wszystkim efemerycznych w stosunku do dzieł historycznych. I nie chodzi tu jedynie o materiał i formę przekazu – gdzie dominują instalacje i fotografia – ale o treść, którą trudno dostrzec spoza nonkonformistycznej ramy i zabiegów mających wywołać konsternację u widza. Nie jest to jednak zarzut - uznajemy, że naczelną cechą awangardy jest właśnie wywołanie konsternacji , co więcej, granice przyswajania treści łamiących tabu są dziś u współczesnego odbiorcy płynne. 

Spośród wielu prac należących do „klasycznej” awangardy (z czasów przedwojennych i powojennych) największą reprezentację stanowią dzieła polskich twórców, w tym między innymi rysunki, kolaże i abstrakcyjne obrazy Kazimierza Podsadeckiego („Głowa kobieca”, „Skrzypce”, „Kompozycja”) czy minimalistyczne rzeźby Sławomira Lewińskiego z prasłowiańskimi motywami („Prasłowianka”, „Polelum”). Inspiracje czerpane z powieści Fiodora Dostojewskiego znaleźć można w rysunkach Maca Zimmermanna („W domu umarłych”, „Do Dostojewskiego: Idiota”). Dzieła z okresu rozwoju i świetności awangardy wychodzą często poza minimalizm, imponując bogatą ornamentyką jak porcelanowa „Owca Księżycowa” Ludwiga Giesa.



"Szczecińskie awangardy", fot. Robert Stachnik


"Szczecińskie awangardy", fot. Robert Stachnik

Tematyczne, a nie chronologiczne uporządkowania prac okazało się dobrze przemyślanym pomysłem. Widzimy bowiem , jak kształtowały się przedwojenne i współczesne wyobrażenia tradycji, religijności, płci czy historii. Dzięki temu też zauważalny jest kontrast w doborze środków ekspresji poszczególnych pokoleń artystów. I tak, w pracach „klasycznych” podejmujących problem męskości i kobiecości dominuje przekaz alegoryczny (reprezentowany głównie przez obrazy Moriza Melzera), współczesne reprezentacje natomiast posługują się niekiedy brawurową dosłownością (jak gipsowy penis Karoliny Nowaczyk osadzony w bukiecie kwiatów czy skórzana rękawica bokserska – praca „Transgarda” Rozalii Jaz).

Problem tradycji i religijności pojawia się we wspomnianej już pracy „Kowboy” Malewskiego, jak i drugiej tego autora, zatytułowanej „Agnusek”. To miniaturowy, również sklejony z kurzu (tym razem zebranego z Katedry św. Jakuba w Szczecinie) baranek, nawiązujący oczywiście do fundamentalnego symbolu chrześcijaństwa. Malewski udowadnia zatem nie tylko to, że sztukę można tworzyć za pomocą materiałów pozornie nietrwałych, lecz wskazuje na wybiórczą i niestałą religijność, która zdominowała współczesną mentalność. Uważam, że „Kowboy” i „Agnusek” to najlepsze reprezentacje spośród wszystkich zgromadzonych na wystawie prac „młodych” artystów. Problem wiary poruszają również w interesujący sposób prace Bernharda Heiligera („Głowa Chrystusa”, 1956; „Torsy”, 1954) czy fotograficzne wyobrażenie „Piety” Igora Krupczyńskiego.

Nie zabrakło również tematyki historycznej, a ścisłej problemu wojny, ludobójstwa i totalitaryzmu, czego przykładem jest wymowny obraz „Krematorium” Mariana Tomaszewskiego z 1964 roku czy bardziej współczesne „Mydło” Marcina Łaszczewskiego. Na wystawie obecne są także typowe dla awangardy motywy polinezyjskie, głównie w pracach wspomnianego Tomaszewskiego („Fetysz polinezyjski”, „1955” czy „Zaklinacz wężów” 1959).

Widoczne są także bezpośrednie nawiązania do historycznych dzieł awangardy w przedstawieniach artystów Akademii Sztuki – przykładem jest chociażby wykorzystanie motywu z „Defilady zwycięzców” Tomaszewskiego w pracy Agnieszki Grodzińskiej, która posłużyła się gumą wulkanizowaną („Deflated Mobilization”).

Sztuka lat dwudziestych, trzydziestych i lat powojennych zwraca szczególną uwagę na wystawie, być może ze względu na swoje walory historyczne. Ciekawym zjawiskiem staje się przy tym mechanizm „oswajania” sztuki – to, co kiedyś szokowało staje się dzisiaj, po latach, klasyką, której współczesnym trudno dorównać. To, co klasyczne jest zarazem ponadczasowe, trwałe i otwarte na możliwość reinterpretacji. Z kolei prace zaliczane do sztuki współczesnej sprawiają wrażenie, jakby ta wciąż poszukiwała swojej tożsamości, a być może nawet czegoś na kształt programu ideowego (co było charakterystyczne dla właściwej awangardy). Ważne wydaje się zatem pytanie, czy możliwe jest dzisiaj posługiwanie się kategoriami estetyki awangardowej? Czy mają one jeszcze moc szokowania i wywoływania pożądanych reakcji, wpływania na otaczająca rzeczywistość?

Wydaje się, że w twórczości artystów związanych z Akademią Sztuki brakuje  krytycznego potencjału, który w dużej mierze określa i definiuje polską sztukę współczesną. Co więcej, dla niezorientowanego obserwatora jej przekaz pozostaje nieczytelny, bo zdominowany przez środki ekspresji. Być może jest tak, że nowoczesne media i techniki (przekaz multimedialny, fotografia, instalacja, film) ograniczają twórcze i rewolucyjne możliwości, tak specyficzne dla właściwej awangardy. Być może, kiedy wszystko przeminie, pozostanie tylko kurz?

„Szczecińskie awangardy” uważam jednak za jedną z ciekawszych i ważniejszych propozycji kulturalnych Muzeum Narodowego ostatnich miesięcy. To hołd złożony lokalnym artystom o imponującym dorobku. To także forma promocji i wsparcia młodych, szczecińskich twórców, którzy mają okazję zaprezentować się w ramach prestiżowej instytucji i wydarzenia nawiązującego do artystycznej i kulturalnej rewolucji, jaką była Awangarda.

"Szczecińskie awangardy", fot. Robert Stachnik
"Szczecińskie awangardy", fot. Robert Stachnik; na pierwszym planie praca Bernharda Heiligera
"Szczecińskie awangardy", fot. Robert Stachnik; na pierwszym planie prace studentek AS - Agaty Lech (neon) i Moniki Leszkowicz
"Szczecińskie awangardy", fot. Robert Stachnik; na pierwszym planie praca studentki AS Oli Paluszek

„Szczecińskie awangardy”
koncepcja i realizacja - dr Szymon Kubiak, kustosz Działu Sztuki 1800-1945 MNS, Muzeum Narodowe w Szczecinie, Gmach Główny przy Wałach Chrobrego
23.11.2017 – 14.01.2018

Agata Jankowska - doktorantka Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego