Szczęście w Nieszczęściu wg Kuskowskiego

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Aleksandra Gieczys-Jurszo

W pierwszym kontakcie z wystawą Kamila Kuskowskiego każdy odbiorca, który miał okazję oglądać prace artysty z cyklu „Antysemityzm wyparty” zaprezentowane na dopiero co zamkniętej wystawie „Medialny stan wyjątkowy” może poczuć się rozczarowany, zbity z tropu. Po pracach o potężnym bagażu problemowym, budzącym żywe emocje mamy do czynienie z projektem

eksploatującym przestrzeń banału, lekkim, zabawnym, przyjemnym w odbiorze. Na tym chyba polega przewrotność Kuskowskiego. Dobór prac prezentowanych na następujących po sobie ekspozycjach z pewnością nie był przypadkiem. Artysta umiejętnie i konsekwentnie walczy z zaszufladkowaniem, nie daje się zamknąć w ramy, prowokuje i drażni odbiorcę. Jak sam przyznał w jednym z wywiadów: „prowadzę polemikę na różnych poziomach, poruszam różne tematy: poważne i błahe”. I to jest chyba klucz do twórczości Kuskowskiego. Atrakcyjność tego twórcy polega na utrzymywaniu widza w stanie trwałej niepewności, gdzie – w zależności od płaszczyzny odniesienia w kolejnych projektach- jego twórczość można odczytywać w sposób tak skrajnie różny. Tak więc wynurzyliśmy się z jednej historii, by natychmiast zanurzyć się w kolejną. Multimedialny projekt Kuskowskiego „Szczęście w nieszczęściu” toczy polemikę z poglądami odbiorcy na temat myślenia magicznego i znaczenia zabobonu w codzienny życiu współczesnego człowieka. Jak mówi autor: „prawdziwe życie składa się z sumy szczęść i nieszczęść. I ja się chciałem z tym zmierzyć”. Znowu banał. Ale … czy na pewno? Prawdziwe życie jest ciągła kolizją- dzień po dniu- nieprawdopodobnego z niemożliwym, złego z gorszym i tak dalej. Przeżywanie siebie jest tu zawsze filtrowane przez kontekst czasu, miejsca, kulturę i historię. Posiadamy wiedzę na temat w jaki sposób nasi przodkowie tłumaczyli sobie świat z całą jego złożonością, jak dźwigali ciężar dnia codziennego. Praktyki magiczne, zabobony stanowiły fundament wiary ludycznej przeniesionej z czasem na płaszczyznę codziennej egzystencji ludzi współczesnych. Praktyczność tego zabiegu sprawiła, że wiara „przeciętnego człowieka” w większości oparta jest na prostym schemacie błagalno-proszącym.

Z jednej strony przejawia się w formie bardzo płaskiej a z drugiej zbudowana jest z bogatego arsenału praktyk magicznych, które z definicji powinny stać w sprzeczności zarówno z doktryną wiary katolickiej, jak i pragmatyzmem człowieka współczesnego. Nieświadomie na naszej codziennej drodze szukamy epifanii a siła afirmacji staje się duchowym eliksirem, który wnosi do naszego życia pierwiastek cudowności. Na tym polega właśnie siła zabobonu, przesądów. Nie mieszczą się w pospolitości, zwyczajności i –co najważniejsze- pozwalają nam wierzyć, że możemy mieć wpływ na nasz los. Jest w tym więcej rytuału niż indywidualnego wysiłku, co też jest bardzo atrakcyjne. Bo gorąco chcemy wierzyć, że szczęście jest własnością, którą można posiąść zastosowawszy się do pewnego wzorca. W przestrzeni świata zabobonu podmiot nie zmaga się z dobrem i złem, ale z symboliką dobra i zła. I właśnie wokół tej symboliki, tego osobliwego słownika zbudowana jest wystawa Kuskowskiego. Mamy tutaj trzynaście prac, które mają reprezentować najbardziej eksplorowane wątki związane z wierzeniami magicznymi dnia codziennego. Czarny kot, słoń, drabina, stłuczone lustro, kominiarz, czterolistna koniczyna, niemalowane drewno, portret Żyda … cała menażeria amuletów i związanych z nimi zaklęć wrytych w naszą świadomość jako mogących mieć moc sprawczą w zaklinaniu rzeczywistości. Kuskowski doskonale pozoruje sytuacje znane każdemu. Jednakże robi to ze znamienną sobie przewrotnością. Jak mówi: „przedmioty symbolizujące pecha lub szczęście zostały tak dobrane, by nawzajem się znosiły, ale i uzupełniały, wzmacniały. Chodziło o ich prowokacyjne zderzenie”. Mamy więc kalendarz, w którym każdy dzień, to piątek trzynastego. Rozbite lustro, którego rozsypane na ziemi fragmenty odbijają się na ścianie tworząc odwrócone słowo „HAPPY” i niemalowane drewienko, w które nie jesteśmy w stanie „odpukać” bo zostało zamknięte w szklanej gablotce.

Artysta z siłą i fantazją demiurga stwarza przestrzeń paradoksalnych relacji artefaktów konfigurujących ze sobą w nowych znaczeniach. Robi to w sposób zabawny i zgrabny, używając ironii i znamiennego dla wielu jego prac zabiegu udosłownienia. Widać tutaj pewną konsekwencję artysty, gdyż podobne zabiegi zostały zastosowane w jego innych realizacjach, jak na przykład „Uczta malarska” czy „Cycki”. Na „Szczęście w nieszczęściu” złożyły się prace malarskie, obiekty, instalacje i projekcje wideo. Dominującym i jednym z ciekawszych elementów ekspozycji jest film, którego bohaterem jest rezydent łódzkiego zoo: słoń cierpiący na chorobę sierocą. Osobnik samotny, nieszczęśliwy, chory. Wizerunek słonia powszechnie uważany za symbol szczęścia w zderzeniu z pracą Kuskowskiego wydobywa cały potencjał artysty w mierzeniu się z tematami z pozoru błahymi. Artysta robi to w sposób wyrafinowany, oryginalny i naładowany dużą dawką humoru. Udowadnia, że nawet lokując uwagę widza na temacie z pozoru wydawało by się bagatelnym i miałkim, można wydobyć z niego całą lawinę sensów, skłaniając tym samym do szukania koherencji z własnymi przekonaniami i przyzwyczajeniami.

Kamil Kuskowski „Szczęście w nieszczęściu”
Muzeum Sztuki Współczesnej, ul. Staromłyńska 1
Wystawa czynna od 19 kwietnia do 20 maja 2012