Szkolony artysta, zawodowiec. Krzysztof Wałaszek

Autor: Piotr Stasiowski Opublikowano:

K.Wałaszek, Ośrodki władzy, 2004

Wystawa Krzysztofa Wałaszka w BWA Awangarda we Wrocławiu (27 marca – 17 maja 2015) jest pod pewnymi względami precedensowa. Jej wyjątkowość polega m.in. na tym, że nosi ona znamiona ekspozycji retrospektywnej, w ramach której artysta chciał zawrzeć całe swojego oeuvre, poczynając od początku lat 90. do dzisiaj. Kto zna i kojarzy prace Wałaszka może być zdziwiony taką formą podsumowania twórczości, ponieważ nie jest on jeszcze artystą, którego twórczość można rozpatrywać w kontekście historycznym. Gorzko–prześmiewczy charakter jego prac, oraz ironia w nich zawarta są wciąż aktualne i śmiało można je odnieść do współczesnych zjawisk społecznych. Zmieniło się może jedynie nasze podejście i stosunek do rzeczy, które w latach 90. były inspirujące dla mas głodnych towarowego fetyszu, a dziś, spowszedniałe, zalegają smętnie półki w hipermarketach. Mimo to, wraz z kuratorką, o której roli przyjdzie mi jeszcze wspomnieć, Wałaszek obwołuje się artystą z drugiej połowy XX wieku i z tej historyzującej perspektywy stara się ocenić swe dokonania w postaci zbudowanej z rozmachem ekspozycji w pałacu Hatzfeldów.

 

Prezentacja nie trzyma się ściśle chronologii wydarzeń i została podzielona na szereg części, z których każda zyskała specjalną nazwę i wyjaśnienie w postaci komentarza kuratorki Anny Markowskiej. Mamy więc część „Multiple choice” na której, nawiązując do prymatu konsumpcjonizmu w społeczeństwie polskim z początku lat 90., Wałaszek pokazał różne zaproszenia, plakaty, materiały prasowe, zdjęcia i artefakty związane z jego karierą zawodową, które zestawił z promocyjnymi gazetkami z marketów, w których podawał nieprawdziwe informacje dotyczące produktów. Część ta przypomina nieco podobne w charakterze trashowe i subwersywne dokonania wrocławskiej grupy Luxus. Duchowo i ideowo Wałaszek jest spadkobiercą pozytywnego nihilizmu grupy, z której poszczególnymi członkami często współpracuje przy okazji różnych wydarzeń. Jego wypowiedzi zdają się jednak być osadzone w rzeczywistości dużo dobitniej i wyraźniej niż wolnościowe przesłania Luxusowców. Nie owijając w bawełnę Wałaszek potrafi powiedzieć wprost – „KOŚCIÓŁ JEST BIEDNY”, albo „BEZ KRZYŻA JESTEŚ NIKIM” - malując hasła farbą na porcelanowej zastawie stołowej, schowanej w mieszczańskim kredensie (część „Życie przedmiotów domowych”). Serii świńskich ryjków („Świńskie ryje”, 2004) oraz lightboxów – kinkietów prezentowanych w piwnicach BWA - towarzyszy film TVP Wrocław pt. „Narysuj mi baranka” z 1996 roku, w którym artysta, określający sam siebie jako szkolonego zawodowca tłumaczy ideę powstania kinkietów tym, że są po prostu praktyczne i wielofunkcyjne. Oświetlają zacienioną przestrzeń w mieszkaniu, ale spełniają też funkcję dekoracyjną (vide popularność kinkietów w mieszkaniach lat 90.), i mogą być uznane za sprzęt gospodarstwa domowego. Wielofunkcyjność, połączona z ideą D.I.Y., to spadek jeszcze po latach 80., ale wciąż popularny w eksplorowaniu nowej, bo kapitalistycznej estetyki lat 90. Ta sama idea przyświecała również otwarciu wystawy prac Wałaszka w zaprzyjaźnionym warsztacie samochodowym w 2003 roku, która została odtworzona w jednej z witryn BWA Awangarda. Pomysł tyle ciekawy, co chybiony jeśli chodzi o wykonanie. Choć kuratorka przywołuje w jego kontekście jako źródło inspiracji wystawę Henryka Berlewiego z 1924 w salonie samochodowym Austro-Daimlera, sytuacja przeniesiona sztucznie do witryny galerii-pałacu sprawia wrażenie starannie przygotowanej scenografii, w której nie czuć charakterystycznego dla warsztatu zapachu smaru i benzyny. Intensywny warsztatowy kolor indygo i techniczne utensylia odwracają uwagę od ironicznych, utrzymanych w monochromatycznych tonacjach, pisanych obrazach o mocnym, polityczno-społecznym przesłaniu. („POLAK JEST NAJLEPSZY TRZEBA DAĆ MU SZANSĘ”, czy „WESOŁE LITERKI RP”.)

 

Krzysztof Wałaszek, Czarny wiatrak, 2001

 

Krzysztof Wałaszek, Bug, Chonor, Ojtrzyzna

 

Krzysztof Wałaszek, W gminie, sejmiku sejmie jestem i będę z wami, 2001

 

Otwarcie supermarketu CUD, 2000

 

Problematyczna wydaje się także instalacja z szaf z lustrami, między którymi, niejako w ukryciu, powieszono sweter z napisem „MEDIUM”. Tak jakby zabrakło prac albo koncepcji na wykorzystanie sali zwanej potocznie kaplicą (tu nazwanej „Garderobą”). A przecież znalazły się w niej również kinkiety- lightboxy dokumentujące choćby arcyciekawą historię powołania do życia przez grupę wrocławskich artystów fikcyjnego Supermarketu CUD, którego oprawa promocyjna przyciągnęła na otwarcie wielu klientów, i to na cztery lata przed powstaniem podobnej w treści komedii „Czeski sen” z 2004 roku. Kuratorka przewrotnie nazywa tę garderobę teatralną. Moim zdaniem nie ma ona zbyt wiele wspólnego z teatrem, prędzej już ze sklepami odzieżowymi z lat 90., ich tandetnymi szafkami z białą okleiną i ciuchami z nonsensownymi angielskimi napisami, w jakie do dziś ubiera się spora cześć społeczeństwa. W tym kontekście trudno określić, czy „MEDIUM” ze swetra, w którym fotografował się artysta wskazuje na jego profetyczną rolę w społeczeństwie, czy na średni poziom zaawansowania w procesie wdrażania turbokapitalizmu w latach 90.

Podobną uwagę mam do prezentacji „Rury 3/4 cala” z 1995 roku (w „Sali Wielkich Mistrzów”). Artysta wraz z kuratorką odwołują się do dość oczywistego skojarzenia z Duchampem, choć prezentowany fragment rurki, jako objet trouvé jest ciekawy sam w sobie i obarczony z góry swoistą narracją. Tu jednak, by dodatkowo podkreślić znaczenie rurki, docieramy do niej specjalnym obejściem zbudowanym wokół sali. Jak gdyby już umieszczenie jej w przestrzeni galerii nie budowało specjalnego jej znaczenia. Choć... już się gubię... może to właśnie miał być żart i kpina z historycznie pojętego ready made?

Retrospektywna wystawa Wałaszka broni się w ostatecznym rozrachunku malarstwem. Obrazy artysty, podobnie jak inne jego prace nie są jednolite. Wałaszek często eksperymentuje, sięga po różne formy wypowiedzi. Nie waha się używać pisma na płótnach. Krótkie słowne komentarze często stają się głównym elementem przedstawienia, jedynie podkreślanym specjalną barwą, czy płaskimi figuratywnymi przedstawieniami. Taki sposób malowania zbliża go do doświadczeń malarskich innych, podobnych mu generacyjnie twórców – Jadwigi Sawickiej czy Pawła Susida. Podobnie też jak w ich pracach, komentarze Wałaszka często dotyczą konkretnych zjawisk społecznych. Innym ważnym wątkiem w jego malarskiej spuściźnie jest seria obrazów autoreferencyjnych. Na przykład „Srebrny świerk” z 1993 roku to uzupełnione o dokumentację zdjęciową przedstawienie, na którym twórca zawarł kolejne etapy krycia farbą płyty z zaznaczonymi drzewnymi słojami. Zdjęcia i końcowy efekt pracy przypominają ilustrację z magazynów dla majsterkowiczów. Z kolei „Kanarek, groszek, orzech” z 1994, złożony z trzech geometrycznych plam odpowiada obiegowym nazwom barw stosowanych do malowania lamperii na klatkach schodowych. Abstrakcyjne obrazy zostają oswojone historiami znanymi z codziennego życia. Trzecim wątkiem malarskim są serie płócien związane są z wewnętrzną potrzebą ciągłego udowadniania samemu sobie statusu twórcy. Na przykład „Pamiętnik” to seria obrazów, powstających dzień po dniu na przełomie 2007 i 2008 roku, przedstawiających emotikon uśmiechu na żółtym jednolitym tle, a cykl „Es ist schoener sonniger Tag” z 2011 to niewielkie, datowane obrazy z uproszczonym motywem trumny. Część tę kuratorka nazwała „Vanitas”, odnosząc ją jednocześnie do twórczości Romana Opałki. Punktem przesilenia jest dziura w ścianie, zagrodzona siatką, za którą widzimy ułożone w stosie płótna z cyklu „Artysta poszalał” z 2015 roku. Nie wiadomo, co przedstawiają, ale przy takim natłoku treści we wszystkich przestrzeniach galerii w zasadzie przestaje to być istotne.

Upraszczając można powiedzieć, że wystawę budują dwie równoległe ekspozycje. Jedna to rozbudowany komentarz kuratorki. Polega on na celowym nadbudowaniu nad twórczością artysty mitu, który udowadniać ma istnienie innych niż tylko krytycznych czy pop banalnych tendencji w polskiej sztuce lat 90.

Tę narracyjną ekspozycję, zaistniałą na wystawie w postaci dużych opisów na tablicach cechuje przekonanie o wyjątkowym znaczeniu ostatniej dekady XX wieku w Polsce. Jednocześnie kuratorka zdaje się ciągle mrugać okiem do widza, stosując sztuczny patos w swoich komentarzach, żywo przypominający słynne już podpisy z Mocaku.

W porównaniu z komentarzami kuratorki, prace Wałaszka - druga ekspozycja w ekspozycji - ma potencjał historyczny, świadczący o pewnej kończącej się już epoce.

Wspomniałem na początku, że wystawa jest w pewien sposób precedensowa. Mam na myśli również to, że podejmuje ona próbę zmierzenia się ze spuścizną lat 90. w szerszym kontekście, niż tylko sztuka krytyczna. Wystawa duetu Wałaszek – Markowska jest pionierskim przedsięwzięciem w przybliżaniu paradoksów czasu transformacji. Czy prześmiewcza forma jest właściwa dla próby jego opisu? Można by w tym miejscu zacytować tytuł jednej ze sztuk Oskara Wilde'a – „bądźmy poważni na serio”.

Warszawa, 4.5.2015

Krzysztof Wałaszek, „Życie artysty“, Galeria Awangarda we Wrocławiu, kwiecień-maj 2015
Kuratorka Anna Markowska

 

Krzysztof Wałaszek, Artysta poszalał, nr 2, 2015

 

Krzysztof Wałaszek, Pamiętnik (fragment), 2008