The Eye of Szczecin/Oko Szczecina

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Wojciech Ciesielski

Latem 2012 roku berliński artysta Christian Jankowski wybrał się w ramach projektu BBC na tygodniową wycieczkę do Dubaju, by na miejscu podjąć współpracę z kuratorem Ramim Farookiem. Rezultatem tej wyprawy jest niezwykły film „The Eye of Dubai”, zrealizowany niemal zupełnie po omacku, będący odrealnioną wizją tego miasta, a jednocześnie niezwykle trafną metaforą współczesnego świata, pełnego sprzeczności, aspiracji i oczekiwań. Co istotne dla zamieszczonych w tym tekście rozważań, został on także wybrany jako pierwsza praca, która została zaprezentowana w nowo powstałej TRAFO - Trafostacji Sztuki.

 

 

Jankowski międzynarodową sławę zyskał między innymi dzięki prezentowanej w 1999 roku na Biennale w Wenecji wideo instalacji „Telemistica”, badającej fenomen telewizyjnych wróżek. Twórczość artysty opiera się na swoistych działaniach prowokacyjnych, partycypacyjnych performance, do których zaprasza on konkretnych ludzi, by wraz z nim stworzyli nietypowe sytuacje, do których postronny obserwator nie tylko musi się ustosunkować, ale często nawet w nie się zaangażować. Jako efekt końcowy powstaje często dokumentacja fotograficzna i filmowa. Wykorzystywana przez Jankowskiego strategia trickstera, pozbawiona jednak agresji lub moralizatorskiego tonu, pozwala mu na przekraczanie licznych granic, obnażanie panujących absurdów, jednocześnie wzbudzając sympatię widzów. Poprzez swoje przewrotne prowokacje artysta zadaje pytania o kondycję i funkcjonowanie współczesnej sztuki, czy kultury w jej zachodnim rozumieniu.

Film „The Eye of Dubai/Oko Dubaju” został zrealizowany w ramach serii programów telewizji BBC „Collaboration Culture” polegającej na współpracy wywodzących się z różnych kultur twórców wybranych przez producentów projektu. Proces powstających w ten sposób dzieł był rejestrowany, i , w formie popularnonaukowego filmu dokumentalnego, udostępniany widzom na całym świecie. Prezentacja w Szczecinie składa się projekcji dwóch filmów puszczanych w osobnych pomieszczeniach. Pierwszym jest wspominany dokument BBC, drugim oryginalne dzieło Christiana Jankowskiego, wynik jego pobytu w Dubaju i współpracy z Farookiem.

Pomysł Jankowskiego na realizację powierzonego mu przez BBC zadania stworzenia nowego dzieła był nadzwyczaj prosty i przewrotny jednocześnie. Artysta postanowił bowiem poznawać miasto, do którego został zaproszony, z zasłoniętymi oczyma. Rejestrować ten pobyt miała podobnie ociemniała ekipa filmowa, a dziełem byłby powstały w ten sposób dokument. Ponieważ ekipa brytyjskiej telewizji nie chciała się zgodzić na zasłonięcie oczu, artysta zabrał ze sobą do Emiratów Arabskich własnego kamerzystę i dźwiękowca. Niczym ślepcy z obrazu Bruegla przemierzali oni pod przewodnictwem Ramiego Farooka różne zakątki miasta.


Christian Jankowski, otwarcie pierwszej wystawy Trafo w MNS,
fot. W. Ciesielski

Jednym z tropów interpretacyjnych filmu Jankowskiego, jest jego opowieść o innym, historycznym działaniu: „Coyote, I Like America and Amerika Likes Me” wybitnego niemieckiego artysty Josepha Beuysa. W 1974 roku zgodził się on przyjechać do Nowego Yorku i wystąpić w Galerii Rene Block, jednak całą drogę z lotniska do miejsca jego tygodniowego performance przebył szczelnie okryty, w karetce, tak by nic nie zobaczyć ze świata zewnętrznego. Następnie siedem dni spędził zamknięty wraz z kojotem w pomieszczeniach galerii. Historię tego działania Jankowski opowiada ubranemu w kaptur sokołowi pod koniec swojego filmu.

 

 

Gest zasłonięcia oczu, a poprzez to ograniczenie własnej możliwości poznawania nowej przestrzeni, wydawać się może arogancki. A jednak okazuje się, że doświadczane w ten sposób miasto zostało niezwykle dogłębnie odebrane. Penetrowanie go bez udziału wzroku wymaga autentycznej otwartości, pozbawienia się uprzedzeń i zawierzenia swoim przewodnikom. Stają się nimi różni, spotykani przygodnie lub z inspiracji Farooka, ludzie. Zmysły słuchu, dotyku i węchu uwolnione od dominacji oczu, podsuwają interpretacje zjawisk w oparciu o to co znane, podobne do wcześniejszych doświadczeń, a tym samym często bardzo odległe od wyobrażeń zaszczepionych przez telewizyjne obrazy. Próba zarejestrowania przy pomocy kamery tego co niewidoczne, okazuje się niezwykle szlachetna. Nieporadność głównego bohatera – Jankowskiego, ale także towarzyszącej mu ekipy, rozbrajająca bezbronność połączona z profesjonalnym podejściem do realizacji zadania, nadają całości nadzwyczaj autentyczny wymiar. Efekt niemal niemożliwy do osiągnięcia przy udziale kontroli superego w postaci wzroku.

Projekt ten wybrany został na pierwszą prezentację nowej TRAFO Trafostacji Sztuki i w niezwykle intrygujący sposób wpisał się jednocześnie w dyskusję, która towarzyszy tej instytucji od początku jej funkcjonowania. By jednak czytelnik nie czuł się niczym Christian Jankowski na piaskach Dubaju, warto przytoczyć skróconą historię tego, co wydarzyło się nim rozpoczęła ona swoje działanie.

Ponad dwadzieścia lat minęło od zamknięcia w Szczecinie Biura Wystaw Artystycznych mieszczącego się na Zamku Książąt Pomorskich. W metropolii pozbawionej galerii miejskiej poświęconej sztuce współczesnej przez cały czas podejmowano próby, by zaradzić takiemu stanowi rzeczy. Najpierw w roku 1994 z inicjatywy Lecha Karwowskiego powstała w willi Augusta Lentza Galeria Amfilada. Cztery lata później dzięki staraniom Grupy Nieformalnej rozpoczęło swoją działalność na Niebuszewie Miejsce Sztuki OFFicyna, która w zamierzeniu miała się przekształcić w Zajezdnię Sztuki – nową miejską instytucję. Niestety wszystkie te inicjatywy nie przyniosły spodziewanych rezultatów.

Nie oznacza to, że w Szczecinie nowoczesna sztuka była nieobecna. Można ją było znaleźć między innymi w Muzeum Narodowym i jego oddziale Muzeum Sztuki Współczesnej, na Zamku Książąt Pomorskich, w 13 Muzach, czy wymienionych wcześniej galeriach. Oczywiście należy tu wspomnieć także takie inicjatywy jak Bałtyckie Biennale Sztuki Współczesnej, czy młodszy nieco festiwal inSPIRACJE, dzięki którym mieszkańcy Szczecina mieli okazję osobiście zobaczyć prace ważnych polskich i światowych artystów. Faktem jest jednak, że przez niemal 20 lat miasto pozbawione było dużej placówki dedykowanej prezentowaniu tylko tego, co najbardziej aktualne w sztuce. Wszystkie te, bardzo liczne inicjatywy, festiwale czy wystawy nie mogły całkowicie wypełnić zapotrzebowania na regularne, cykliczne i konsekwentne prezentowanie aktualnego stanu sztuki, zarówno polskiej, światowej, jak i lokalnej.


Otwarcie w MNS, pierwszy od prawej dyr. MNS L. Karwowski, dalej dyr. Trafo C. Kleiner, Ch. Jankowski, fot W. Ciesielski

Dlatego tak wielkie oczekiwania budzi nowa instytucja, na stronie której czytamy: „TRAFO Trafostacja Sztuki - jest nowym centrum sztuki współczesnej w Szczecinie.” Droga do niej niestety także nie była usłana różami, a zawirowania, które towarzyszyły jej powstaniu odbiły się echem nie tylko w lokalnym środowisku, ale i w całym kraju. Wszystko zaczęło się wraz z powołaniem w roku 2004 Stowarzyszenia Zachęty Sztuki Współczesnej, które, poza budowaniem kolekcji, w statucie miało także doprowadzenie do powstania nowej miejskiej instytucji wystawienniczej. Wieloletnie zabiegi stowarzyszenia, zwłaszcza prezes Agaty Zbylut, doprowadziły do podjęcia przez radę miasta uchwały o powołaniu Trafostacji Sztuki oraz wyznaczenia na jej siedzibę budynku starej transformatorowni przy ul. Świętego Ducha. Zdobyto także pieniądze na remont. W sierpniu roku 2012 Urząd Miasta rozpisał przetarg na zarządcę nowej galerii miejskiej. Do przetargu zgłoszono dwie propozycje: Stowarzyszenia Zachęty Sztuki Współczesnej w Szczecinie i Baltic Contemporary sp. z o.o, powołanej specjalnie w tym celu spółki. Gdy niespodziewanie oferta Stowarzyszenia została odrzucona z powodu błędu formalnego rozpętała się „wojna” pełna zwrotów, wybiegów i forteli, angażująca coraz więcej ludzi i instytucji. Owym zmaganiom Yorków z Lancasterami prawdopodobnie daleko jeszcze do zakończenia, z kronikarskiego obowiązku warto tu wspomnieć jednak dwa epizody, które naznaczyły te spory. Po pierwsze tuż po przegranej Zachęty rozpoczęło się ogólnopolskie poszukiwanie haków i podważanie kompetencji Constanze Kleiner, która miała zostać dyrektorką Trafostacji z ramienia Baltic Contemporary. Drugim epizodem była nieco histeryczna odpowiedź z kancelarii prawnej reprezentującej BC na tekst publicystyczny Mikołaja Iwańskiego w internetowym wydaniu Obiegu. Jak na razie sprawa przycichła, tym niemniej nieprzyjemny zapaszek pozostał.

 

 

W tej atmosferze nastąpił długo wyczekiwany moment otwarcia nowej instytucji. Stało się to 13 kwietnia - TRAFO Trafostacja Sztuki ruszyła z własnym programem wystawienniczym. W inauguracji uczestniczyła ogromna rzesza osób, co świadczy nie tylko dużym o zainteresowaniu sztuką współczesną, ale i o ogromnych oczekiwaniach pokładanych w nowej instytucji. Ponieważ jeszcze nie zakończył się remont właściwej siedziby instytucji, pierwsze prezentacje odbyły się w pomieszczeniach Muzeum Narodowego w Szczecinie na Wałach Chrobrego oraz w byłym budynku Polmozbytu na pl. Orła Białego, w którym pokazano drugi element hucznego otwarcia - projekt „SKY SCREEN” odbywający się symultanicznie w Berlinie i Szczecinie, i obejmujący dwie wystawy, „Mass and Mess” - prezentacji prac wideo młodych węgierskich artystów kuratorowanej przez Davida Szaudera oraz „SLYSCREEN” Rachela Rits-Vollocha. Projekcje wideo rzucane na okna Polmozbytu widoczne są z każdego miejsca placu, przy którym mieści się również Akademia Sztuki.

Nie były to jednak wszystkie atrakcje towarzyszące rozpoczęciu działalności Trafostacji. Po otwarciu wystawy Jankowskiego odbył się wystawny bankiet, w którym uczestniczyli organizatorzy, przedstawiciele współpracujących szczecińskich instytucji, artyści i miłośnicy sztuki, ale także liczni goście z Berlina, twórcy, krytycy i kuratorzy. Następnego dnia, już w nieco skromniejszym składzie odbyło się spotkanie z Jankowskim i Kleiner w Klubie 13 Muz. Mieszane polsko-niemieckie towarzystwo zasiadło przy jednym, długim stole i dyskutowało o kolejnych projektach i szansach współpracy.


Powyżej: projekcja wideo w Polmozbycie, pl. Orła Białego w Szczecinie
Poniżej: oprowadzanie po Trafo, pierwsza z prawej dyr. Constanze Kleiner

Czy przygotowany przez niewielki zespół TRAFO program inauguracyjny spełnił oczekiwania, czy może raczej potwierdziły się zarzuty przeciwników obecnej dyrekcji? Trudno na takie pytanie jednoznacznie odpowiedzieć i by może z perspektywy czasu okaże się ono bezzasadne. Prawdę powiedziawszy to, co zaprezentowano w ramach otwarcia, sposób jego przeprowadzenia i dobór artystów, skłania do postawienia kolejnych pytań, zamiast wystawiania jakiejkolwiek oceny.

 

 

Wystawa Jankowskiego została przygotowana niezwykle profesjonalnie a trudna przestrzeń sal Muzeum Narodowego zaadoptowana na bardzo wysokim, europejskim poziomie. Zadbano o odpowiednią informację objaśniającą charakter projektu, wszystkie projekcje posiadają polskie podpisy, sale zostały zaopatrzone w przygotowane specjalnie na tę okazję siedziska. O kompleksowości oferty świadczą także warsztaty dla dorosłych i dzieci, oraz oprowadzenie po wystawie przygotowane przez Marię Stafyniak i Pawła Kulę, które ruszyły od razu po otwarciu. Żaden element ekspozycji nie był przypadkowy.

Jednak wybór Christiana Jankowskiego, a także tej konkretnej pracy na otwarcie działalności wydaje się symptomatyczno-symboliczny. W ofercie konkursowej Baltic Contemporary podkreślało swoją gotowość do współpracy z lokalnym środowiskiem, zarówno innymi instytucjami jak i artystami. Za cel postawiono sobie wykorzystanie, podniesienie i umocnienie istniejącego w Szczecinie potencjału kulturalnego oraz jego rozpropagowanie, zwłaszcza w oparciu o współpracę z partnerami z Berlina. Spójrzmy w tym kontekście na pracę Jankowskiego jako na swoistą metaforę zaistniałej sytuacji.

„The Eye of Dubai” powstała na zamówienie BBC, jako element programu łączenia ze sobą twórców z różnych krajów i zachęcaniu ich do współpracy po to, by na oczach widzów przed telewizorami powstały zupełnie nowe dzieła. Sześć zrealizowanych kolaboracji obejmowało zderzanie twórców pochodzących z krajów o ugruntowanej w zachodniej kulturze pozycji (Wielka Brytania, Niemcy, Hiszpania, USA) z osobami z rejonów co najwyżej aspirujących, by w głównym nurcie kultury się znaleźć (Trynidad, Indie, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Peru). Co więcej, większość z projektów realizowana była w miastach z tej drugiej puli państw. W tym miejscu może pojawić się, niezupełnie nieuzasadniona, myśl o nowej formie misji cywilizacyjnej Zachodu wobec reszty świata.

Z tej niewygodnej sytuacji Jankowski wychodzi obronną ręką, poprzez gest zasłonięcia oczu. Artysta daje się prowadzić swoim przewodnikom i w każdym miejscu, którego doświadcza nie narzuca swojej interpretacji, przeciwnie, poddaje się ogarniającej go atmosferze.

Jednak w filmie Jankowskiego pojawiają się także obrazy, które zdają się pasować do złożonej sytuacji TRAFO. W pewnym momencie artysta trafia do olbrzymiej hali sztucznego toru narciarskiego w Dubaju, absurdalnej przestrzeni wypełnionej pingwinami. Chwilę później obserwujemy go jak przy pomocy rąk „ogląda” wystawę malarstwa i fotografii w galerii Carbon 12. W Dubaju - mieście, w którym jest wszystko możliwe, zarówno sztuczne wyspy jak i arktyczne zwierzęta na pustyni, prezentowana jest wystawa Jamiego Baldridge’a i Bernharda Buhmanna. Oprowadzający po ekspozycji dyrektor placówki z nieskrywaną dumą dostrzega w prezentowanych pracach pokrewieństwo z lipską szkołą figuratywną. Jankowski trafia także do domu dubajskiego rzeźbiarza, gdzie zgromadzone towarzystwo czyta historię przenosin izraelskiego artysty Rona Gilada z Tel Awiwu do Nowego Jorku. Okazuje się, że nawet tam, gdzie wszystko jest możliwe, dominuje ten sam uniwersalny, globalny model sztuki. Aspirować, nawet przy nieograniczonych możliwościach, można tylko w jednym kierunku.


Warsztaty Marii Stafyniak i Pawła Kuli, fot. W. Ciesielski

Pół roku później Christian Jankowski pojawia się w Szczecinie, a wraz z nim rzesza artystów, krytyków, kuratorów zaproszonych przez Trafostację. Wraz z TRAFO w Szczecinie pojawia się coś, czego do tej pory nie było: profesjonalny, elitarny, zglobalizowany świat sztuki. Galerie działające jak sprawne i efektywne przedsiębiorstwa, twórczość jako obiecująca inwestycja, to wszystko także zawiera się w ofercie jaką przedstawiono podczas dwudniowego startu. Czy jest to katastrofa, dopust boży czy desant obcej kulturowo, kalkulującej na zimno zorganizowanej grupy bezdusznych biznesmenów? Można założyć, że to co Trafostacja będzie miała do pokazania, przygotowywane będzie na najwyższym poziomie. Pojawia się jednak pytanie o kierunki przepływu owych kulturalnych potencjałów. Czy deklarowana współpraca i wola partnerstwa nie będzie się ograniczać jedynie do prezentowania propozycji z owej zglobalizowanej wioski artystycznej? Czy organizatorzy nowej placówki będą mieli odwagę poszukiwać twórców spoza uniwersalnego kanonu, nie tylko zresztą światowego, ale i polskiego? Czy znajdzie się miejsce na eksperymenty, pomyłki i niepewne inwestycje? Czy penetrowanie lokalnego środowiska nie ograniczy się do edukowania, jak „prawdziwa” sztuka wygląda? I jak daleko owe potencjalne poszukiwania będą sięgać? Czy w trakcie prezentowania tego, co uznane, nie zostanie wymazane z programu to, co równie wartościowe, lecz z racji prowincjonalnego pochodzenia pozbawione pieczątki zapewniającej bywanie na salonach?

 

 

W tej chwili jest jeszcze za wcześnie by wyrokować, jak sprawy się potoczą i co ze sporem emocjonalnym wokół Trafostacji. Jak uczy historia koleje różnych waśni bywają zmienne i nieprzewidywalne. Dlatego po „wielkiej inauguracji” życzę TRAFO, by dalej realizowała dobre projekty, z wyczuciem i uwagą skierowaną nie tylko na to, co uznane, oraz większego dystansu do własnego wizerunku. Oponentom natomiast, by czujnie i merytorycznie komentowali poczynania tej nowej instytucji. Widzom i mieszkańcom Szczecina życzyć należy ciekawych wystaw oraz chwili refleksji nad tym do jakiej wizji przyszłości chcą aspirować.

Szczecin, kwiecień 2013