U wos wungel na dzewach rośnie..

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Tatuaż wg. projektu Małgorzaty Szymankiewicz, na który zdecydowała się autorka artykułu, fot. Marta Świetlik

U wos wungel na dzewach rośnie, czyli o wystawie Przaja moimu hajmatowi*
Wiktoria Kozioł

Dobry tatuaż, to osobisty tatuaż. Musi być związany z Tobą i Twoją historią. Tak przynajmniej powiedział jeden z chłopaków w studiu. Estetyka tatuażu jest odmienna od estetyki sztuk wizualnych: horror vacui, tematyka z mojego punktu widzenia banalna, dominują serduszka, misie z oberwanymi uszkami, postacie filmowe. Tatuażysta był przekonany, że obrazek na skórze musi przede wszystkim robić efekciarskie wrażenie, co w praktyce oznacza symetrię, oczojebność i silne oddziaływanie emocjonalne. Na szczęście odchodzi się od podziału na to, co może bardziej „tatuażowe” i nie. Projekty stworzone w ramach wystawy Przaja moimu hajmatowi są pod względem formalnym nietypowe i to jest ciekawe. Wystawa poszerza przestrzeń tradycyjnie rozumianej sztuki i wprowadza ją w obszar marginalizowany. Tatuaż, jako forma użytkowa, rodzi podstawowe w projektowaniu graficznym pytanie: czy produkt ma być nowatorski, ale niezrozumiały dla większości odbiorców, czy zaakceptowany przez użytkownika, nawet kosztem oryginalności i „postępowego” charakteru? Artyści, którzy stworzyli tatuaże na wystawę Przaja moimu hajmatowi, podeszli do zagadnienia różnorodnie. Kupuję projekt Skąpskiego, chociaż nie bez zastrzeżeń. Wydaje się, że jego metoda zmiany negatywnej postawy wobec Ślązaków jest przynajmniej częściowo skuteczna, ale prezentowane w Kronice prace nie uniknęły sztampowości[1].

 

 

Mówiąc ironicznie, kilku WAŻNYCH autorów zostało poproszonych przez Łukasza Skąpskiego o zaprojektowanie tatuaży dotyczących Górnego Śląska. Jeśli chcesz, możesz taki projekt wyryć na swojej skórze, a galeria Ci za to zapłaci. Tylko do 26 kwietnia, wspaniała promocja! Pisała już o tym w Obiegu z wielkim entuzjazmem Emanuela Kuziel[2]. Dziwiła się, że nikt nie chce sobie zrobić Bujnowskiego na ramieniu. Pierwszy interesujący wątek: tatuaż i dzieło sztuki nadal są fetyszem. Mają magiczną i uzdrawiającą moc. Geniusz daje Ci za darmo dzieło sztuki, możesz je nosić na swojej skórze, na stałe, staje się częścią Twojej tożsamości. Nie ma chyba większego sukcesu artystycznego i sposobu na połechtanie ego. Małe zainteresowanie tym dziewiętnastowiecznym podejściem pokazuje jednak Przaja… Można do sprawy podejść inaczej. Artysta to spec, ma dobre oko, zaprojektuje Ci coś fajnego, czytelnego, co świadomie przejmiesz jako swoje własne, bo to część Twojej historii.

Tatuaż w projektach artystycznych i w świadomości społecznej kojarzy się z przemocą. Nie bez przyczyny: na Tahiti pastorzy zachęcali do tatuowania rodzaju przestępstwa na twarzy, a kara spotykała przede wszystkim kobiety i osoby z niższych warstw społecznych[3]. W kulturze wizualnej można zobaczyć wiele przykładów tatuowania jako formy kary i poniżenia. W filmie Dziewczyna z tatuażem kobieta dokonuje samosądu i tatuuje oprawcy napis „gwałciciel” na klatce piersiowej. Tatuaż jest symbolem piętna, odpowiednikiem innych kar, które pozwalają na identyfikację przestępcy: oznakowań dokonywanych rozżarzonym metalem lub obcinaniem określonych części ciała.

Pierwszym skojarzeniem tatuażowym ze sztuką jest film Żmijewskiego 80068[4] (2004). Artysta zachęca byłego więźnia obozu w Auschwitz do „odświeżenia” swojego numeru obozowego. Gdy Józef Tarnawa odmawia, Żmijewski stosuje subtelną przemoc werbalną[5]. Zdaniem autora sytuacja była powtórzeniem poddania się mechanizmom władzy, które zaistniały podczas obozowej niewoli. Tarnawa ulega, staje się ponownie więźniem. Trudno się dziwić, że powtórzenie budzi wątpliwości etyczne. Żmijewski tworzy napięcie między wpływem psychologicznym a autonomią jednostki.

Kolejnym tatuażowym odniesieniem są linie Santiago Sierry, meksykańskiego artysty, który za równowartość działki heroiny tatuował kreski na ciałach prostytutek, doskonale powielając mechanizmy społecznej zależności ekonomicznej[6]. Ciało na zdjęciach dokumentujących prace Sierry jest utowarowione i bezprzedmiotowe, zdekapitowane za pomocą kadru. Bezemocjonalny charakter podkreślają tytuły, takie jak 160 cm[7] (2000). Przaja moimu hajmatowi także gra na skojarzeniach z przemocą. Jeden z projektów - linia, zakrzywiona na łopatce pod kątem prostym, stanowi jasne odniesienie do prac Santiago Sierry. Bazuje na przeciwieństwie: wytatuowana dobrowolnie, dopasowuje się do kształtu ciała, zakrzywia się na łopatce, jest podkreśleniem ręki, a więc być może i odniesieniem do istotności pracy fizycznej na Śląsku. Linia Sierry jest bezużyteczna i antyestetyczna, linia Ayuty[8] wygląda ozdobnie, klarownie. Wyobrażam sobie jeszcze bardziej dobrowolną sytuację: gdyby każdy ochotnik sam mógł zaprojektować tatuaż, odnosząc się do zaleceń Skąpskiego (tematyka związana z Górnym Śląskiem i wykorzystanie hasła „Przaja moimu hajmatowi”).
Z drugiej strony, tatuaż jest formą autostygmatyzacji. Wykonywali go na ciele przedstawiciele grup wykluczonych, więźniowie i członkowie gangów. W rozmowie z Bogną Świątkowską Skąpski podkreśla, że negatywne postawy wobec samych siebie maja także Ślązacy[9]. Tatuaż jest formą terapii, w której kompleksy przekuwa się w pozytywy. To sposób na radzenie sobie z wykluczeniem, podobny do działania dyskryminowanych grup mniejszościowych: „jestem pedałem / kaleką / Czarnuchem / moherem / katolem i co mi zrobisz?”. Ból tatuowania i gojenia się rany to osobiste poświęcenie, ból obrzędu przejścia, rytuał dojrzałości.Tatuaż wyraża najważniejsze dla jednostki wartości, sferę sacrum, jest afirmatywny[10].


Realizacja projektu Ayuty, fot. Roman Łuszczka. Dzięki uprzejmości CSW Kronika

 

Jednak tatuaż bywa też odbierany jako naiwna, ekshibicjonistyczna forma ekspresji, wynikająca z buntu młodzieńczego („byłem młody i głupi, kiedy to sobie wytatuowałem, teraz bym tego nie zrobił”). Medium doskonale pasuje do tematu tożsamości Górnoślązaków, ostatnio zbanalizowanej. Śląskości popularnej, odbieranej z niechęcią przez Innych, czytaj: złych urzędników z Warszawy. Klopsztangi i czarne diamenty walają się po koszulkach. Z radością i sentymentem przyjęłam „modę” na kulturę górnośląską, ze względu na jej nieobecność w historii PRL-u- albo obecność jeszcze bardziej strywializowaną niż teraz, bo ograniczoną do Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk oraz kultu pracy górnika. Za mówienie po śląsku spotykała uczniów w szkole kara, a mit Ziem Odzyskanych skutecznie zagnieździł się w zbiorowej świadomości i niektórym wydaje się dziś, że Śląsk był zawsze polski. O niemieckich związkach nie można było mówić (i dzisiaj dalej trudno o tym dyskutować, bo „ukryta opcja niemiecka” czy „oszołomy separatyści”), Ślązacy w latach pięćdziesiątych palili dokumenty z niemieckich szkół, w obawie o wysiedlenie lub zesłanie na Sybir[11]. Polacy chyba jeszcze nie zauważyli, że Śląsk przez 600 lat był czeski, austriacki i pruski[12]. Trudno się z tej perspektywy dziwić mentalnym różnicom i innej tradycji, która dotyczy odrębności grupowej. Reakcją na lata wstydu jest przesadne eksponowanie własnej tożsamości. Moda na Śląsk, która pojawiła się około 10 lat temu stacza się jednak w jarmarczność. Nie wiadomo do końca, czy się denerwować, czy kampować, w ironicznym pastiszu wydziarać górnika na klacie. Trzeba przyznać, że artyści pochodzący spoza Śląska w tematycznym zakresie tatuaży w ramach Przaja moimu hajmatowi nie wyszli poza stereotyp, z paroma wyjątkami. Mamy strukturę krystaliczną węgla, bryłki węglowe, kopalniane kilofy, dymiące kominy, brudne nogi, panią w ludowym stroju. Ci z „zewnątrz” pokazali w swoich tatuażach, jak widzą Śląsk. Mało jest wnikliwszych analiz. Do takich należy Brynica to nie granica Kamila Kuskowskiego, odwołująca się do niechęci między Ślązakami a Zagłębiokami (Zagłębiakami). Brynica to rzeka dzieląca Śląsk i Zagłębie, a zarazem dawne tereny rozbioru pruskiego i rosyjskiego. Określenie „gorol”, czyli nie-Ślązak to wielka obelga, a najgorszy gorol to oczywiście Zagłębiok. „Witaj w krainie, w której hanys ginie” odwdzięczali się napisami na blokach Zagłębiacy z Sosnowca[13]. Tatuaż Kuskowskiego zachęca do odrzucenia mentalnych ograniczeń i uprzedzeń (bo przecież już dawno nieaktualnych podziałów administracyjnych).

Brynica_to_nie_granica, projekt Kamila Kuskowskiego, fot. Marcin Wysocki

Wyróżnia się także minimalistyczna praca Łukasza Jastrubczaka, będąca zbiorem kolorowych punktów. Kropki to nie byle jakie, bo ich rozmieszczenie jest topograficznym odwzorowaniem układu miast Śląska na mapie. Tatuaż dobrze uchwycił cechę charakterystyczną Górnego Śląska: tak wiele miast było zgrupowanych w jednym miejscu i utworzyło niezwykle rzadką w Europie konurbację, czyli układ bez dominującego centrum.

Może byłoby ciekawiej, gdyby pojawił się na przykład wielbiony przez Ślązaków hrabia Reden, albo Wincenty Pstrowski jako antybohater? Albo Gierek? Nikt z autorów nie przerobił istniejących stereotypów. Województwo śląskie znajduje się na drugim miejscu w Polsce pod względem ilości terenów zielonych, a w świadomości społecznej to teren brudny, czarny, zaniedbany. Stereotypowość może być jednak plusem: tatuaż nie jest tu kodem porozumienia między Ślązakiem a Ślązakiem, a Ślązakiem i Innymi. Inni nie będą znać i rozumieć ani tradycji antynapoleońskich, ani sentymentu wobec Donnersmarcków. Struktura węgla (diamentu?) powie jasno: moi przodkowie byli od pokoleń górnikami. To ckliwe i sentymentalne, ale jest opcjonalną odpowiedzią na polski nacjonalizm. Alternatywą jest dobrowolność zawarta w projekcie i odnoszenie się do lokalności (hajmat bez dobrego polskiego odpowiednika, tłumaczony na małą ojczyznę). Problem zresztą z samym tytułem: wymowa wyrazów gwary-języka śląskiego różni się w poszczególnych regionach, a etnolekt śląski to dialekty mówione, polskie litery nie odzwierciedlają dobrze fonemów, dlatego spotkać można zarówno formę „przaja” jak i „pszaja”.

Przaja moimu hajmatowi nie uderza tylko w patetyczne tony. Jest też lekko i zabawnie. Emmanuela Kuziel krytykowała podejście do tematu Sztwiertni czy Małka. Uznała za lenistwo stworzenie tatuaży niemożliwych do zrealizowania. Jasne, można odczytywać to jako lenistwo, ale także jako żartobliwy eksperyment. Artysta zawsze zrobi niepraktycznie i nie tak jak chcesz. Obraz będzie zbyt brzydki, by powiesić sobie go w salonie, a tatuaż z przyczyn technicznych niemożliwy do wytatuowania albo odpychający. Jest też dobrym, zaskakującym eksperymentem myślowym: u Mikołaja Małka to „brudne nogi”, u Sztwiertni podział ciała ludzkiego wzorowany na podziale świńskiej tuszy. Zgoda na taki tatuaż byłaby prawdziwym wyzwaniem, w przeciwieństwie do grzecznych i ładnych tatuaży Małgorzaty Szymankiewicz[14]. Małek i Sztwiertnia mówią o Śląsku bardziej negatywnie. Brudne nogi, znak warstw robotniczych, plebejstwa, biedaków. Powód do wstydu i przyczyna ograniczenia szans na awans społeczny. Jak mówi powiedzenie: „za wysokie progi na twoje brudne nogi”.


Projekty Małgorzaty Szymankiewicz



Projekty Grzegorza Sztwiertni, fot. Marcin Wysocki


Projekt Mikołaja Małka, "Brudne nogi"

Co począć ze świnią Sztwiertni? Z jednej strony, świniobicie to śląska tradycja, ale nie wyróżnia się chyba na tle Polski. Może chodzi o typowe śląskie potrawy, takie jak krupniok i żymlok, czyli kaszanka i bułczanka. Z drugiej strony, ciało ludzkie zostało podzielone na części, podobnie jak historyczny Śląsk. Jest rozczłonkowane i nieżywe, ale służy jako pożywka innym. Na Śląsku istnieje także powiedzenie: „Malyrz, mulorz i świnia to jydna rodzina”, określające niechęć wobec robotników fizycznych, choć przewrotnie może chodzić o artystę malarza. Świński motyw, to być może wyraz negatywnej postawa wobec górników w PRL-u, którzy zarabiali więcej niż inne grupy zawodowe, „obnosili się” ze swoim bogactwem, korzystali z przywilejów, które dawała im Karta Górnika. Zwłaszcza zaopatrzenie sklepów mięsnych było lepsze, niż w innych regionach. Górnicze przywileje były w dużej mierze zasługą pochodzącego z Zagłębia sekretarza KW Edwarda Gierka. Pośrednią przyczyną objęcia przez niego pozycji sekretarza krajowego – a co za tym idzie, wzrostu znaczenia Katowic – była właśnie podwyżka cen mięsa w roku 1970. Mięso śniło się Polakom i stało się przyczyną sporów. Hołubienie górników przez władze komunistyczne wywoływało zazdrość i pogłębiło niechęci „goroli” wobec mieszkańców Śląska.

Polemizowałabym z Łukaszem Białkowskim, który na łamach „Szumu” w artykule Nacjonalizm duży i mały kwituje Przaja moimu hajmatowi jednym zdaniem: „jebać każdy nacjonalizm”[15]. Problem w tym, że wiele zróżnicowanych postaw wrzuca do jednego wora. Nacjonalizm nie oznacza poczucia odrębności narodowej czy tendencji separatystycznych. Jest to pojęcie, które w politologii odnosi się do ekstremistycznej postawy politycznej, której przedstawiciele niezależnie od sytuacji uznają naród za wartość najwyższą. Elementem nacjonalizmu jest negatywna postawa wobec przedstawicieli innych narodów i wszelkich obcych. Kwestią kłopotliwą nie są przecież pozytywne emocje wobec własnego pochodzenia, poczucie tożsamości i pewnej odrębności, ale brak elastyczności, sztywne podziały i szufladkowanie. Dlatego Skąpski mówi o patriotyzmie, a nie o nacjonalizmie. Moim zdaniem hybrydowa, graniczna tożsamość Ślązaków może być środkiem, który rozsadzi „twardy” i bezrefleksyjny nacjonalizm polski. Jest właśnie szczeliną, której pragnie sam Białkowski. Dlatego wzbudza tyle niepokoju. Coś jest na rzeczy, skoro kontrowersje wywołuje projekt wystawy stałej Muzeum Śląskiego, przedstawiający czeską, niemiecką i polską historię Śląska[16]. Warszawa życzy sobie, aby przedstawić historię polską, czyli od 1922 roku, kiedy 1/3 Górnego Śląska została włączona do Polski. Reszta ma być wymazana, bo nie mieści się w wąskich główkach nacjonalistów.

Białkowski wydaje mi się być pełen uprzedzeń, pisze o swoim wyobrażeniu „nacjonalizmu śląskiego”, o śląskiej autonomii[17] i nie jest rzetelny. Piesze o 400 tys. Polaków, którzy zadeklarowali w spisie powszechnym narodowość śląską. Według GUS-u ta liczba to 809 tys., czyli dwa razy więcej[18]. Widać prawie milion ludzi ulega zbiorowym halucynacjom. Krytyka nie interesuje, czy śląski etnolekt to gwara czy język. Jego zdaniem baskijskie języki różnią się między sobą bardziej niż śląski i polski. Ale językoznawcy mają zdania podzielone[19]. W zakresie lingwistyki granice między językiem i gwarą są różnorodnie definiowane, także zależnie od tożsamości użytkowników, np. rumuński i mołdawski prawie się nie różnią, podobnie chorwacki i bośniacki[20]. Sprawa jest bardziej zawikłana, niż Białkowskiemu się wydaje. Właśnie dlatego wywołuje ona silne emocje, niepokój jednych, złość drugich. Jest też bardzo aktualna. Wydaje się, że Skąpski trafił w dziesiątkę, jeśli chodzi o dobór tematyki. Czy jo mom ta wystawa rada? Nie blank, aly ajnfachowo tyż nie jes. Fest frechowny a aspyń pozorny chop tyn Skąpski. Rozumie Pan, Panie Białkowski? Przecież to odmiana polskiego. Nazwanie języka śląskiego etnolektem nie prowadzi w prostej linii do „nasilenia nacjonalizmu śląskiego”. Białkowski opisuje sprawę sterylnie, zerojedynkowo, jak gdyby złożone zagadnienia tożsamości, narodu, historii dało się tak scharakteryzować. W konsekwencji powiela wykluczający, jednostronny, dominujący dyskurs tradycyjnej „polskości”, czyli tej, która ujednolica, sprowadza do „prawdy”, poczucie odrębności zbywa Niemieckością i oszołomstwem.


Wzory Ayuty


Projekt Rafała Bujnowskiego, fot. Roman Łuszczki

 

* Wystawa: Przaja moimu hajmatowi, w ramach cyklu „A Place Where We Could Go”

Artyści: Ayuta, Rafał Bujnowski, Paweł Jarodzki, Łukasz Jastrubczak, Tomasz Kowalski, Piotr Kurka, Kamil Kuskowski, Mikołaj Małek, Malwina Rzonca, Wilhelm Sasnal, Grzegorz Sztwiertnia, Małgorzata Szymankiewicz
Kurator: Łukasz Skąpski
Kurator Cyklu: Stanisław Ruksza
Miejsce: CSW Kronika w Bytomiu 08.03.2014 – 26.04.2014

 


[1]Być może dlatego, że nie ma jeszcze „typowego kanonu Śląskiego” na poziomie narodowym, dlatego umacnia się stereotypy, zamiast je przekraczać.

[2]E. Kuziel, Jak wytatuowałam sobie Jastrubczaka i Bujnowskiego, „Obieg”, 4.04.2014, http://www.obieg.pl/felieton/31843.

[3] A. D’Alleva, Tatoo as a Crime and Punishment in Nineteenth-Century Tahit, w druku, za: eadem, Metody I teorie historii sztuki, tłum. E., J. Jedlińscy, Kraków 2008, s. 8-9.

[4]A. Żmijewski, 80064, 2004, 10’56’’, dzięki uprzejmości Fundacji Galerii Foksal, Filmoteka MSN, http://artmuseum.pl/pl/filmoteka/praca/zmijewski-artur-80064, 23.04.2014.

[5] -Dajmy spokój temu, to ja będę szczęśliwy.[…] Będę szczęśliwy jak tego nie będę miał- mówi Tarnawa. – Pan się zgodził i to jest istota rzeczy […]. Ten numer będzie nieautentyczny [jeśli nie zostanie zmieniony]- por. j.w.

[6]Zob. Oficjalna strona Santiago Sierry, www.santiago-sierra.com. Można by też napisać długą pracę o znaczeniu linii-kreski w praktyce artystycznej.

[7] E. Manchester, 160 cm Line Tattooed on 4 People El Gallo Arte Contemporáneo. Salamanca, Spain. December 2000, http://www.tate.org.uk/art/artworks/sierra-160-cm-line-tattooed-on-4-people-el-gallo-arte-contemporaneo-salamanca-spain-t11852/text-summary, 23.04.2014.

[8]Czy młodą, debiutującą artystką Ayutą nie jest sam Skąpski? Czy prace jego alter ego nie stały się pretekstem do wystawy? Skąpski nabiera widza i mruga do niego sugerując, że to wszystko żart?

[9] B. Świątkowska w rozmowie z Ł. Skąpskim, B-06. Sztuka to godziwa forma rozrywki, „Notes na 6 tygodni”, nr 90, s. 130-140, http://issuu.com/beczmiana/docs/notes90-internet/3, 23.04.2014.

[10]Wspomina o tym sam Skąpski, j.w.

[11]Tak w każdym razie zrobiła moja prababcia ze strony matki, dlatego nie mogę dojść do tego, w którym z berlińskich gimnazjum się kształciła.

[12]Z odchyleniem do kilkudziesięciu lat, zależnie od tego jaką datę uznamy za graniczną. Może to być 1335 rok, kiedy na zjeździe Wyszehradzkim Kazimierz Wielki zrzeka się Śląska i 1922, kiedy 1/3 obszaru Górnego Śląska po plebiscycie i powstaniu śląskim została włączona do Polski. Warto pamiętać że 2/3 Górnego Śląska wcielono do kraju dopiero w 1945 roku.

[13] ZEW, Czy Brynica to granica?, http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/537000,Czy-brynica-to-granica.html, 23.04.2014. Brynica to nie granica jest także nazwą stowarzyszenia, którego członkowie działają na rzecz poprawienia warunków życia na obszarach wiejskich w okolicach rzeki, zob. https://www.facebook.com/lgdbrynica/info, 23.04.2014.

[14] Autorka artykułu pisze te słowa autoironicznie. Zdecydowała się na tatuaż Szymankiewicz. Ma teraz górniczy fetysz na plecach, który wybrała z powodów osobistych.

[15]Ł. Białkowski, Nacjonalizm duży i mały. „A place where we could go” w CSW Kronika, 17.04.2014, http://magazynszum.pl/krytyka/nacjonalizm-duzy-i-maly-a-place-where-we-could-go-w-csw-kronika, 23.04.2014.

[16]Tak twierdzi I. Kozina, swój punkt widzenia na konflikt związany z Muzeum Śląskim przedstawiła w ramach wykładu Górny Śląsk: pamięć i sztuka w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, 2.04.2014;

[17]Chyba wypadałoby żeby ktoś przeczytał na przykład statut „ekstremistycznej” partii Ruchu Autonomii Śląska w której mowa o wzroście znaczenia władz lokalnych każdego regionu Polski i ogólną decentralizację, co zdaniem członów RAŚ m.in. ułatwiłoby dysponowanie pieniędzmi podatników. Takie postulaty przedstawione są w każdym razie w dokumencie Statuty Ruchu Autonomii Śląska, zob. http://autonomia.pl/n/statut-ruchu-autonomii-slaska, 23.04.2014.

[18] Wiadomości onet.pl., 809 tys. Osób deklaruje narodowość śląską – GUS ujawnił wyniki spisu powszechnego, http://wiadomosci.onet.pl/slask/809-tys-osob-deklaruje-narodowosc-slaska-gus-ujawnil-wyniki-spisu-powszechnego/p5687, 23.04.2014. Są to osoby które zadeklarowały albo tylko śląską tożsamość, albo narodowość śląską i polską, co jedynie potwierdza złożoność tożsamości ludności regionu Górnego Śląska.

[19] Por. Tomasz Kamusella, The Szlonzoks and their Language: Between Germany, Poland and Szlonzakian Nationalism, http://cadmus.eui.eu/bitstream/id/1757/HEC03-01.pdf/;jsessionid=46FC17DBEC87B751E9AE6F5B4F6BA93A, 20.04.2014; pozytywne opinie wydają prof. J. Tambor, prof. B. Wyderka, por. Naukowcy zgodnie uznają język śląski, “”Dziennik Zachodni”, http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/405468,naukowcy-zgodnie-uznaja-jezyk-slaski-zobacz-opinie,id,t.html, 20.04.2014. Jest też wielu oddanych przeciwników, w tym prof. Bralczyk: A. Kubik rozmawia z J. Bralczykiem, Śląski jest piękny, ale to dialekt, „Gazeta Wyborcza”, 8.04.2011, http://wyborcza.pl/1,76842,9401235,Prof__Bralczyk__Slaski_jest_piekny__ale_to_dialekt.html, 23.04.2014.

[20]B. Jakubowski, Język czy dialekt?, „Wiedza i życie”, nr 7, 1999, http://archiwum.wiz.pl/1999/99044500.asp, 20.04.2014.