Ucieczka do wolności jest możliwa?

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

GILAD RATMAN - Five Bands from Romania, fot. Adam Słomski - fragment instalacji wideo, Trafo Szczecin 2015

Wojciech Ciesielski

Gilad Ratman „Four works”, Trafo, Trafostacja Sztuki w Szczecinie, 14.06 - 28.08.2015

„Jaką rolę odgrywa artysta i proces twórczy? Kim jest artysta w procesie twórczym? To jest bardzo trudne pytanie, ale według mnie to co artysta powinien zrobić to zaatakować składnię. Tak by nie tworzyć nowych słów czy nowych zdań ale aby zająć się samą logiką, która wiąże słowa czy zdania w metafory. Tak by odnieść się do samej składni powodującej, że słowa stają się zdaniami. Chociaż użyłem słowa metafora w swojej wypowiedzi, to w moich pracach unikam używania tego pojęcia. Kreuję pewne sytuacje, relacje między przedmiotami, tarcie między nimi, ale staram się unikać tworzenia takiej wielkiej meta-metafory, która nad tym wszystkim by dominowała.[i]

Różnorodność potencjalnych interpretacji, otwartość na przekształcenia znaczeniowe zawarta w samej budowie dzieła, to cecha charakterystyczna twórczości Gilada Ratmana. Cztery prace zaprezentowane w szczecińskiej Trafo nie tylko jako pojedyncze realizacje pozostają wielopoziomowymi strukturami. Także powiązania między nimi, te jawne, i te ukryte, pozostające jedynie w domyśle lub powstające w wyobraźni widza budują prawdziwie gęstą sieć pojęć, skojarzeń i odczytań.

Jednak spomiędzy owej plątaniny wyziera kwestia fundamentalna dotycząca kondycji samego fenomenu jakim jest sztuka. Wydaje się, że by dostrzec ów problem, który wystawa Ratmana skupia jak w soczewce, należy stanąć z boku i spojrzeć z dystansem. Sztuka jest domeną indywidualnej wolności artysty, który już poprzez decyzję jej uprawiania, stawia siebie poza nawiasem społecznych uwarunkowań, skupiony przede wszystkim na własnym oglądzie rzeczywistości i budowaniu własnej, odrębnej indywidualności.

Często się okazuje, że mniej znaczy więcej. Zaprezentowanie zaledwie czterech prac na wystawie, zwłaszcza w budynku taj pojemnym jak Trafostacja Sztuki, wydawać by się mogło z pozoru mało satysfakcjonujące. Jednak decyzja artysty i współpracującego z nim kuratora Sergio Edelszteina, okazała się nadzwyczaj trafna i ponadto przyjazna dla widza.

Po pierwsze nie doświadczamy dzięki temu uczucia przesytu, zmęczenia i irytacji, towarzyszącego często nad-prezentacjom sztuki wideo, czy w tym przypadku wideo-instalacji. Projekcje wypełniające całkowicie przestrzeń czterech różnych pomieszczeń trwają łącznie dokładnie tak długo by rozbudzić ciekawość i zachęcić do poszukiwania istniejących pomiędzy nimi powiązań.

Pierwsza z nich znajduje się w największej hali, na parterze. Na środku wyciemnionej, ogromnej, postindustrialnej sali, której odległy sufit ginie w mroku, znajduje się wielki czarny sześcian. Przed nim, na ustawionych lekko pod kątem ściankach wyświetlane są symultanicznie dwa filmy. Praca zatytułowana jest po prostu „Pięć zespołów z Rumunii”. Członkowie heavy-metalowych kapel grają równocześnie, z pełnym zaangażowaniem, stojąc w szczerym polu. Wszystkie wzmacniacze każdego z zespołów zostały zakopane pośrodku przestrzeni wytyczonej przez grupy muzyków ustawionych na linii koła. Od każdej z nich, niczym pępowina, ciągnie się ciąg czarnych kabli, odcinających się od soczystej zieleni trawy i zbiegających w centralnym punkcie. Ścieżkę muzyczną towarzyszący pracy można usłyszeć dopiero po wejściu do dźwiękoszczelnego sześcianu, z panoramicznym widokiem na projekcję. Muzyka jest przytłumiona, jakby faktycznie dobywała się spod ziemi.

W sali poniżej, tam gdzie w domyśle mogłyby znajdować się zakopane głośniki, dominuje biel. „Rój” to pięć ekranów wykonanych ze styropianu zawieszonych w przestrzeni pociętej stalowymi dźwigarami i styropianowymi kubami. Symultaniczne projekcje przedstawiają analogicznie białą, architektoniczną przestrzeń. Pomiędzy ścianami budowli, niczym rozjuszone owady, latają czarne drony. Ich operatorzy ukryci bezpiecznie w niszach, są prawie niewidzialni, tylko czasami, jakby przypadkiem ujawniając swoją obecność. Pędzące maszyny powoli, lecz systematycznie dokonują destrukcji otaczającej je przestrzeni. Ściany konstrukcji cięte niewidzialnymi ostrzami rozpadają się na naszych oczach. W sali unosi się dźwięk ciętego styropianu i natarczywe buczenie latających maszyn.

Kontrkulturowa rola zespołów heavy-metalowych, oraz sugerowany przez artystę wpływ undergroundu muzycznego na upadek komunizmu w Europie Wschodniej, czy też skojarzenia powstające na widok bezzałogowych statków powietrznych i ich niewidzialnych operatorów skłaniałby ku politycznym odczytaniom prac Ratmana. Jest to oczywiście jedna z możliwych dróg interpretacji.

„Oczywiście kiedy mówię o aspektach politycznych, mówię o polityce w bardzo szerokim sensie. Nie chodzi o lewą stronę, czy prawą stronę. Mówię o strukturze władzy, o tym w jaki sposób jest ona ułożona. Co pozwala jej na kontrolę i jakie metody są ukryte w ramach systemu.

W pracy, którą widzieliśmy na dole, rzeczywiście mamy ludzi, którzy są zamknięci za szkłem i sterują maszynami, oraz sam rój dronów, które po prostu w jakiś sposób reagują. Byłem zainteresowany samym pojęciem takiego roju. Ponieważ jest on wielokrotnością, jest zbiorem jednostek, które działają wspólnie. Możemy mówić o milionach umysłów, które działają jak jedność. Roje wywodzą się z natury i jednym z powodów, dla których są tak bardzo efektywne i skuteczne, jest to, że komunikują się w bardzo szybki sposób, dlatego, że nie wykorzystują języka. Ponieważ język jest bardzo powolny.”

Dla artysty współczesne społeczeństwa zbudowane są z takich właśnie rojów, grup napędzanych tymi samymi żądzami, potrzebami, samoidentyfikujących się wokół idei, które pozornie mają je odróżniać od innych. Tak naprawdę owe zbiorowości bardzo łatwo poddają się zewnętrznemu sterowaniu, zwłaszcza w epoce dominacji komunikacji cyfrowej. Charakterystyczne mogłoby tu być jest tu hasło reklamowe \"Bądź sobą, wyraź siebie, kup... (tu wstaw dowolną markę).\" Paradoksalnie coraz silniejszy kulturowy nacisk na budowanie własnego, odrębnego wizerunku, chociażby przy pomocy mediów społecznościowych, prowadzi do jeszcze silniejszej unifikacji, oczywiście w ramach predefiniowanej grupy.

Praca „Multipillory”, którą można przetłumaczyć jako „Multidyby”, wyświetlana jest na specjalnie zbudowanej ścianie. Od frontu widoczna jest, niczym w parku rozrywki, surrealistyczna scena. Dwanaście ludzkich głów pozbawionych ciał unosi się na tle gęstej dżungli. Dopiero spojrzenie na zaplecze tej dziwnej sceny ujawnia prawdę. Dwanaście ciał ułożonych lub stojących w niewygodnych pozach na drewnianym stelażu, w milczeniu znosi torturę unieruchomienia.

Wymuszony bezruch uwięzionego ciała w „Projekcie 588” ujawniony zostaje subtelnie, co jednak nie łagodzi przejmującego poczucia duszności. W szarym, gęstym błocie przezroczyste rurki są jedynym źródłem tlenu dla ukrytych pod powierzchnią ludzi. O ich obecności świadczą jedynie okazjonalnie pojawiające się fragmenty ciał czy charakterystyczne bulgotanie powietrza w rurach. Na końcach tychże poświstują, zalewane błotem flety.

Element który uderza widza, dostrzec można w każdej z czterech wideo-instalacji - jest to dojmujące poczucie opresji. Stłumiony dźwięk heavy-metalu wchodzi w dialog z ledwo słyszalnymi oddechami fetyszystów ukrytych pod powierzchnią błotnistego bajora, ludzkie ciała tworzące żywy obraz zostały równie bezceremonialnie „przecięte” jak fragmenty białej architektury.

„Zgadzam się z twoją analizą pojawiającej się w pracach opresji, ale ja nawet rozszerzyłbym tę perspektywę. Myślę, że moje prace dotykają przemocy i zakłócenia. Wydaje mi się, że aby móc poznać jakieś zjawisko, zrozumieć ale nie w sposób czysto logiczny, lecz by poczuć pewien związek, musisz zastosować pewną dozę przemocy lub wypaczenia, władzy lub opresji. Jeśli chcesz zrozumieć wolność zacznij od ucisku. Musisz wyjść od miejsc granicznych. Powiedzmy, że gdy chcę poznać, mówiąc górnolotnie, współczesną kondycję człowieka, zacznę od poszukiwań daleko w głąb historii i pójdę tak daleko jak to możliwe w przyszłość. Będę szukał w miejscach, w których pojęcia zaczynają się rozmazywać. Zawsze będę szukał na marginesach. Tam gdzie rzeczy zaczynają się rozpadać, gdzie zaczynają się zachowywać niezgodnie z oczekiwaniami.”

Monumentalna prostota realizacji Ratmana uderza precyzją zastosowanego języka. Efekt jaki wywołują jego prace wynika nie tylko z treści samego przekazu, ale przede wszystkim z perfekcyjnej budowy zaprezentowanych struktur, zaplanowanych związków pomiędzy poszczególnymi obrazami i dźwiękami jakie tworzą w umyśle widza. Trudno się w tym miejscu oprzeć wrażeniu, że taki stan rzeczy jest efektem doskonałego opanowania języka sztuki współczesnej, języka który co prawda ciągle ewoluuje, ale którego zasady zostały skodyfikowane już dawno temu. Także obecna forma identyfikowania sztuki jako fenomenu ma swoje początki na przełomie XVIII i XIX wieku. W wielu odmiennych systemach filozoficznych i kulturowych to pojęcie wcale nie funkcjonowało lub było rozumiane zupełnie inaczej. Próba burzenia przyjętej niegdyś składni języka artystycznego w tym kontekście wydaje sie koniecznością, w imię uzyskania prawdziwej indywidualnej wolności.

Niestety, nawet próbując opisać to co widoczne na ekranach używamy konkretnych słów, które z góry kierują myśli ku z góry przewidzianej interpretacji. Rodzi się zatem pytanie, czy aby zniekształcenie istniejącej składni sztuki jest jeszcze możliwe i czy aby artysta sam nie należy do kolejnego „roju”, związanego własnym zbiorem skodyfikowanych praw, posługującego się skodyfikowanym sposobem komunikacji, funkcjonującego poprzez identyfikację własnej odrębności, ale dla zewnętrznego obserwatora będącego homogeniczną strukturą?

„Czy mogę wykluczyć się z systemu? Nie. Jestem częścią tego systemu. Należę do roju, jestem kontrolowany, jestem ograniczony językiem, jestem ograniczony zbiorową pamięcią, świadomością, wszystkim. Jestem więźniem jak każdy z nas, lecz każdego dnia budzę się z marzeniem, że być może dostrzegę jakieś światło przebijające się przez ten system. A być może nie mogę nic poruszyć. Lecz to właśnie napędza mnie z dnia na dzień, myśl, że być może będę mógł to zrobić.”


GILAD RATMAN - „Five Bands from Romania”, Trafo Szczecin 2015, fot. Uwe Walter

 


GILAD RATMAN - „Five Bands from Romania”, Trafo Szczecin 2015, fot. Adam Słomski

 


GILAD RATMAN - „Multipillory”, Trafo Szczecin 2015, fot. Uwe Walter

 


GILAD RATMAN - „Multipillory”, Trafo Szczecin 2015, fot. Uwe Walter

 


GILAD RATMAN - 588 Project, Trafo Szczecin 2015, fot. Marta Miszuk

 


GILAD RATMAN - Swarm, Trafo Szczecin 2015, fot. Marta Miszuk

 


[i] Kursywą zaznaczone są fragmenty wypowiedzi Gilada Ratmana zarejestrowane podczas konferencji prasowej z czwartku, 11 czerwca 2015 roku.