Współczesna Azja w Szczecinie

Autor: Magazyn Sztuki Opublikowano:

Joanna Szczepanik

„Bliskość” Tajlandii i „Focus” na Indonezję, czyli w poszukiwaniu egzotyki. Dwie wystawy współczesnej sztuki azjatyckiej w Muzeum Narodowym w Szczecinie

W jednej narodowej instytucji kultury w tym samym czasie prezentowane są dwie niezależne od siebie wystawy sztuki współczesnej z krajów Azji Południowo- Wschodniej. Nie tylko miłośnika sztuki, ale też konsumenta szczecińskiej kultury czy turysty zafascynowanego tą popularną w ostatnich latach „destynacją”, okoliczność ta może skłonić do kilku refleksji jeszcze zanim przekroczy on próg galerii: Jaka jest azjatycka sztuka współczesna i czy jest odmienna od europejskiej?

Jaka jest różnica pomiędzy sztuką tajską i indonezyjską? I skąd właściwie ta dość zaskakująca kumulacja czasowo-przestrzenna reprezentacji kultury azjatyckiej w Szczecinie?

Podobieństw między ekspozycjami na pierwszy rzut oka jest więcej: na obie składają się prace wykonane w różnych technikach, obie prezentowane są w dwóch gmachach tego samego muzeum i w obu przypadkach kuratorzy i koordynatorzy są spoza tej instytucji. Łączy je jeszcze jedno: organizacyjny rozmach i dyplomatyczne fanfary.

Prezentowany w gmachu na Wałach Chrobrego „Focus+Indonesia” to projekt utworzonej w 2013 roku w Szczecinie organizacji pozarządowej Upside Art, która zwyciężyła w konkursie 3. edycji programu „Creative Encounters: Cultural Partnerships between Asia and Europe”. „Proximity/Bliskość, Thai Contemporary Art/ Współczesna sztuka tajska” jest efektem współpracy oficjalnych instytucji: Klubu 13 muz, Bangkok Art and Culture Center oraz Muzeum Narodowego w Szczecinie. Wystawa prezentowana w Muzeum Sztuki Współczesnej stanowi część programu 10. Międzynarodowego Festiwalu sztuki Wizualnej inSPIRACJE 2014 „Xtreme”.

Poruszając się po galerii między prezentowanymi w ramach „Proximity/Bliskość” pracami, stopniowo wydostają się z otchłani pamięci własne - mniej lub bardziej trafne- skojarzenia i wyobrażenia na temat Tajlandii: kulinaria i turystyka seksualna, białe niebo tropików, intensywna zieleń dżungli, powolność upalnego popołudnia, buddyjskie świątynie i mitologiczne obrazy. Wszystkie te elementy zaczynają tworzyć pozornie spójną całość, w której znajdzie się miejsce zarówno dla wersów indyjskiej „Mahabharaty”, kadrów bollywodzkich filmów, a nawet amerykańskich produkcji o wojnie w Wietnamie.

Taką właśnie atmosferę azjatyckiej dżungli można poczuć oglądając film „Niedokończone, nienazwane” Pathompona Tesprateepa - grupa żołnierzy w mundurach maskujących spędza leniwe popołudnie w tropikalnym ogrodzie. Jest tu jednak także drugi, głębszy poziom, wskazujący na zainteresowanie artysty teorią psychoanalityczną. Światło, przyroda, halucynacje, szepty i pojawiająca się w kadrze śmiercionośna kobra, składają się na pełną tajemnic i kodów nieco psychodeliczną wizję artysty. Tytułowa „bliskość” szczególnie wyraźnie odczuwalna jest w instalacjach Tula Suwannakita w formie, w jakiej niekoniecznie chcielibyśmy jej doświadczać. Wypchane zwierzęta - dzik, królik i mysz - wetknięte zostały w przedmioty, które zwykle dotykają powierzchni ludzkiej skóry - we wnętrze lornetki i pod prześcieradło.

Na wystawie nie zabrakło (subtelnych co prawda) odniesień do trudnej sytuacji życiowej większości obywateli Tajlandii, kraju w którym wskaźnik nierówności społecznej jest jednym z najwyższych na świecie. O złej sławie azjatyckich fabryk tekstylnych przypomina się opinii publicznej głównie w momencie nagłaśnianych przez media katastrof, jak ta w 2013 roku w Bangladeszu, która pochłonęła ponad 1000 ofiar. Ukrit Sa-Nguanhai w swoich filmach nie uprawia jednak publicystyki. Skupia się na emocjach bohaterów, choć to właśnie uwarunkowania zewnętrzne stają się dominującym elementem ich życia. Do tematów podejmowanych przez Sa-Nguanhai w pewnym sensie nawiązuje Kawita Vatanajyankur, koncentrując się na społecznej i kulturowej roli kobiety. Jej prace wideo, nawiązujące do - jak dowiadujemy się z opisu - siedemnastowiecznego malarstwa europejskiego, w którym kobieta często przedstawiana była wśród domowych sprzętów, są zapisem jej performances. Trzy działania, których każde polega na kontakcie z wodą znajdującą się w różnych stanach skupienia, charakteryzuje niezwykła, wręcz malarska barwność, wyróżniająca te prace spośród innych prezentowanych na wystawie.

Najmocniejszym akcentem wystawy w sensie dźwiękowym i obrazowym jest jedna z kilkunastominutowych projekcji Talki Sakpisita. „Wiek niepokoju”. To seria scen z tajskich filmów klasy B, kadrów nasyconych emocjami, niezwykle mocno osadzonych w kulturze i mitologii tego kraju. Towarzyszący im złowieszczy, wszechogarniający dźwięk po raz kolejny narusza poczucie komfortu widza - jest zbyt głośny i jest zbyt blisko.

Z perspektywy polskiego odbiorcy sztuki, nieszczególnie dobrze zorientowanego w tematach azjatyckich, „Proximity/Bliskość” jest wystawą bardzo spójną i w gruncie rzeczy niezwykle sensualną. Pozwala na uruchomienie zasobów wyobraźni i odniesienie się do własnych wyobrażeń i wiedzy, jednocześnie naprowadza na „tajskość właściwą” i pozostawia szerokie pole interpretacji.

„Tai” oznacza „wolny”. Tajlandia, której podobno jako jedynej na kontynencie, udało się uniknąć całkowitej kolonizacji, w dziewiętnastym wieku była najpotężniejszym państwem Azji Południowo- Wschodniej. Indonezja, etymologicznie „indyjska wyspa”, wyzwoliła się spod panowania holenderskiego w połowie dwudziestego wieku. Jej dewizą jest jawajskie przysłowie „jedność w różnorodności”, co dobrze oddaje charakter tego kraju rozbitego na kilkanaście tysięcy wysp i zamieszkanego przez około 300 grup etnicznych mówiących 250 językami.

Prezentowana w gmachu głównym muzeum ekspozycja „Focus+Indonesia” to duży, złożony projekt podzielony na pięć działów tematycznych. Trzy z nich przedstawiają sztukę twórców indonezyjskich, a jeden stanowi efekty pracy młodych polskich twórców, uczestników rezydencji artystycznej. Doskonałym pomysłem było także stworzenie odrębnej części przybliżającej indonezyjską sztukę tradycyjną znajdującą się w imponujących, choć niestety bardzo rzadko eksponowanych (z wyjątkiem obiektów afrykańskich) zbiorach Działu Sztuki Pozaeuropejskiej Muzeum Narodowego w Szczecinie.

Dział „Społeczności artystyczne w Indonezji” przedstawia prace młodych twórców, głównie graffiti, sztukę ulicy, sztukę zaangażowaną. Podobnie krytyczne w treści jest wideo performance Ari Dina Kristiawan, „PiknikKIT”. Zbyt przypomina jednak o globalnych mechanizmach używanych przez media w celu sprzedaży produktu bezrefleksyjnym telewidzom, żeby uznać tę pracę za typową dla Indonezji czy choćby odrobinę egzotyczną. Wprowadzające w atmosferę ciepłej wyspy wideo performance „Inner resistant” autorstwa PEREKS (Perempuan Eksperimen), kobiecej wspólnoty artystycznej, mógłby zostać zaprezentowany także w kolejnej części wystawy zatytułowanej „Stygmat bycia Innym. Kobiety w indonezyjskiej sztuce współczesnej”.

We wspomnianym dziale warto wymienić pracę Melati Suryodarmo „Jestem duchem we własnym domu”. To półgodzinny (bardzo słabo zresztą wyeksponowany, prawie nie widać co się dzieje na ekranie) zapis performance, który podobno oryginalnie trwał dwanaście godzin. W zamkniętej przestrzeni pokoju (galerii?) artystka rozwałkowuje kawałki węgla, symbolizującego jej własną siłę życiową poddawaną nieustannej presji systemu i kultury. Podobnie jak Tajka Kawita Vatanajyankur, Suryodarmo podejmuje temat doświadczania przemocy cielesnej. Działania obu artystek przestają być serią poszczególnych ruchów, zmieniając się w strumień tworzący jedną, płynną sekwencję. Węgiel pojawia się ponownie w instalacji Lelyany Kurniawati zatytułowanej „Contemplation of Journey”, składającej się z dwóch elementów: płachty materiału spływającej spod sufitu na podłogę, upstrzonej wykonanymi z gliny, regularnie rozmieszczonymi odbitkami podeszw stóp oraz węglową rzeźbą pary stóp podwieszonych na tle tkaniny. Czy zatem mamy do czynienia z kontemplacją zwykłej podróży, czy z metaforą wniebowstąpienia? Jeszcze bardziej tajemniczo jawi się obiekt Maejenae Vity wykonany z kolorowej włóczki, w technice, która w żaden sposób nie koresponduje z naszym obrazem Indonezji. Kształt przedmiotu za to wydobywa z zakamarków pamięci postacie stworzone przez polskiego rysownika Macieja Wojtyszkę: Brombę, Fikandra, a może Pciucha, „którego można zobaczyć tylko wtedy, kiedy żyje się kiedy indziej- wyłącznie jutro albo wczoraj”. Lekkie zakrzywienie przestrzeni, niezwykłość fauny i flory, świat fantastyczny - czy nie tak chcielibyśmy widzieć Indonezję?

Część zatytułowana „Sztuka współczesna w przestrzeni publicznej” to najbardziej zabawny i najpogodniejszy fragment wystawy, chociaż złożony prawie wyłącznie z filmów rejestrujących życie codzienne. W prezentowanych ruchomych obrazach nie brak energetyzującej i bardzo przyjemnej dla ucha muzyki. Oglądamy pomysłowe wykorzystanie przestrzeni miasta w celach rozrywkowych, eksplozję radości podczas plenerowych kąpieli błotnych czy też doskonałą i efektywną zabawę w indonezyjski boysband złożony z przysłowiowych pana, wójta i plebana. Nawet „Participatory Haircut”, czyli publiczne (i uliczne) zabiegi fryzjerskie stają się działaniem ludycznym. W poziomie optymizmu i ironicznej lekkości przodują jednak filmy Arie Syarifuddina: „Sorry Jakarta” i „Sorry Singapore”, w których artysta podróżuje środkami transportu publicznego kajając się przed współpasażerami. Przeprasza ich między innymi za to, w ogóle do przyjechał do Dżakarty, wiedząc przecież, że i tak jest tam tłoczno. Reakcja w postaci symulowanej ignorancji lub uprzejmego milczenia nie budzi zdziwienia, jest przewidywalna w świecie, który określamy mianem cywilizowanego.

Prezentacja sztuki „w przestrzeni publicznej” poprawia nam nastrój, ale nie wypełnia potrzeby egzotyki. Rzeczywistość, jaka wyłania się z oglądanych prac jest zbyt swojska, zbliżona do naszej. Inaczej mówiąc na wystawie znajdziemy wszystko to, czego nie oczekiwaliśmy, wyobrażając sobie współczesną sztukę indonezyjską.

Prace zgromadzone w części „Focus+Indonesia: Polska” mają charakter nieco zbyt reportażowy. Warto tu wspomnieć o filmie Małgorzaty Goliszewskiej rejestrującym 24 godzinne spotkanie z jej astrologiczną, indonezyjską bliźniaczką, a jak się okazało, również z rodziną bliźniaczki i całą zamieszkującą wieś społecznością. Na uwagę zasługuje również książka artystyczna Karoliny Mełnickiej zatytułowana „Kto Ty jesteś?/Who are you?”. Podążając za tekstem „Katechizmu dziecka polskiego” napisanego przez Władysława Bełzę przed ponad stu laty, autorka stworzyła książkę z odpowiedzi uzyskanych przez jej indonezyjskich rozmówców. Na tle innych prac po-rezydencjalnych wyróżnia się wykorzystujące język geometrii wideo „Bahasa Sunda” Marty Hryniuk. Ulegające modyfikacji figury i trójwymiarowe przestrzenie w kolorze piaskowym w połączeniu z muzyką indonezyjską i głosami w języku sundajskim, skutecznie wprowadzają widza w atmosferę tej części świata. I paradoksalnie, to nie prace artystów indonezyjskich, lecz polskich, zaspokajają naszą potrzebę egzotyki. Powodem takiego stanu rzeczy może być fakt, że podświadomie przyjęli oni rolę jej poszukiwaczy w momencie wylotu z Polski do Dżakarty.

Ekspozycja tajskiej sztuki współczesnej zrealizowana została w wyniku międzynarodowej współpracy państwowych instytucji kultury. To wystawa zanurzona w magii, mitologii i klimacie Tajlandii, a przynajmniej takiej Tajlandii, jaka odpowiada naszemu wyobrażeniu - tropikalnej, buddyjskiej, z licznymi problemami społecznymi subtelnie tutaj zasygnalizowanymi. Natomiast w rozwoju inicjatyw kulturalnych, dzięki którym zaistniał projekt indonezyjski, z łatwością dostrzec można bazę w postaci międzykontynentalnej współpracy gospodarczej z jej reperkusjami: rozmachem i skutecznością organizacji pozarządowych, takich jak Fundacja Upside Art. To, co zaskakuje, a może nawet budzi podejrzenia, to w gruncie rzeczy bardzo jednoznacznie pozytywna wymowa i lekkość samej ekspozycji. Czyżby do tego stopnia jej charakter zdominowała energia młodości? Inny zarzut stanowiłyby wspomniany już wielokrotnie brak egzotyki. Niełatwo zadowolić konsumentów różnorodności przywykłych do szerokiego wachlarza atrakcji.

Jeśli omawiane wystawy współczesnej sztuki azjatyckiej potraktujemy jak mosty przerzucane z Europy Środkowej do Południowo- Wschodniej Azji, nie ma możliwości spojrzenia na nie inaczej, jak w trzech różnych wymiarach: kulturowym, ekonomicznym i politycznym, może nawet niestety niekoniecznie w tej kolejności. Te trzy aspekty są nierozdzielne. Pozostaje jeszcze powracające jak bumerang pytanie, czy w istocie sztuka współczesna może być inna niż zachodnia, co oczywiście wiąże się z od dekad dyskutowaną kwestią globalizacji. W sukurs przychodzą tu pojęcia takie jak indygenizacja czy kreolizacja, bądź też, jak pisał antropolog Waldemar Kuligowski, przejęcie przez potencjalne „ofiary” globalizacji „semiotycznej władzy nad odbieranymi przekazami”[i], co w efekcie oznacza dążenie do świadomego stopienia tego co lokalne i globalne w jedną, spójną współczesną tożsamość narodową i regionalną.

 

 

 

„Proximity. Thai Contemporary Art / Bliskość. Współczesna sztuka tajska” i Focus +Indonesia” oprócz sporej ilości bardzo różnorodnych technicznie i tematycznie prac artystycznych oferują widzowi możliwość weryfikacji, aktualizacji i konfrontacji własnych wyobrażeń na temat tych krajów. To inicjatywy ważne i ciekawe nie tylko dla odbiorców sztuki, lecz również dla tych, których refleksja dotyka czasami dzisiejszej Azji. Sztuka współczesna nie jest może najłatwiejszą drogą poznania innych regionów i kultur, ale może być jedną z bardziej interesujących.

 

„Proximity. Thai Contemporary Art / Bliskość. Współczesna sztuka tajska” - Muzeum Sztuki Współczesnej, Oddział Muzeum Narodowego w Szczecinie, 28.06–7.09.2014, Kuratorzy: Pichaya Aime Suphavanij, Bartłomiej Otock

„Focus+Indonesia” - Gmach Główny Muzeum Narodowego w Szczecinie, 7.06–27.07.2014, Komisarze: Wojciech Łazarczyk, Krzysztof Łukomski

 


[i] W. Kuligowski, Gdzie coca-cola ożywia zmarłych, Polityka, 25.09.2006, Dostępny w: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/193087,1,czy-uzasadniona-jest-teza-o-rozrastajacej-sie-zachodniej-monokulturze.read (14.07.2014).